Obudziłam się umierając, z ciałem w spazmatycznych drgawkach. Choć umysł pozostał niezwykle spokojny, obserwowała wszystko z boku, jak świadome widmo.
To był Sylwester 2012 roku w Austin w Teksasie, moje dziewiętnaste urodziny obchodzone z dala od rodzinnego domu. Poszukiwania wolności i miłości zaprowadziły mnie w ramiona alkoholu i zagubienia.
Pamiętam, jak tamtej nocy jedna z dziewczyn, której nawet nie znałam, nagle rzuciła: „Widzę wszędzie żółtą taśmę, niczym policyjną blokadę, wokół tego bloku”.
Zaśmiałam się, zbyłam to, każąc jej wypić kolejnego shota, bo przecież, co mogłoby się wydarzyć?
Następne, co pamiętam, to przebudzenie w pułapce bezdechu, z ciałem rozpaczliwie walczącym o każdy haust powietrza. Mój organizm krzyczał: Oddychaj, albo to koniec!
Płomienie ciemności i szept bytu
Kiedy mój wzrok z trudem wyostrzył się w mroku, dostrzegłam ciemną sylwetkę, która zdawała się wypływać z cienia, otoczoną kłębami czarnego płomienia, dymiącego niczym z piekieł. To coś dusiło mnie, zaciskało uścisk na mojej szyi, pozbawiając tlenu.
Mimo narastającego fizycznego horroru, czułam w sobie osobliwy spokój.
W samym środku tej czarnej, bezkształtnej postaci, dostrzegłam jednak nikłe, przyćmione światło – duszę – która zdawała się wić w agonii, krzyczeć w niewypowiedzianym bólu i cierpieniu.
Moje nogi szamotały się, próbując kopnąć napastnika, instynktownie walcząc o życie, ale siła mojego oprawcy była przytłaczająca, a świadomość niemocy potęgowała dysonans.
Ciało miotało się w brutalnym uścisku, zaś ja sama, w głębi swojej istoty, pozostałam dziwnie wyciszona, choć jednocześnie w pełni świadoma konsekwencji, jeśli nie zdołam się uwolnić.
W tamtej przerażającej chwili, gdy byłam seksualnie atakowana i duszona, wciąż czułam niewytłumaczalny spokój.
„Zachowaj spokój, zaufaj mi i wyruszmy w podróż.”
Nagle usłyszałam głos, choć to było coś więcej niż dźwięk; to była telepatyczna częstotliwość, która wniknęła w każdą komórkę mojego ciała, w moje kości, w DNA, rezonując w całej mojej istocie.
Te wibracje przetłumaczyły się na słowa, krystalicznie czyste i bezpośrednie: „zachowaj spokój, zaufaj mi i wyruszmy w podróż”.
Zrozumiałam przesłanie w pełni, jego czystość była niemal namacalna. Poddałam się. W tym momencie, kiedy zrezygnowałam z walki, otworzyły się bramy mojego doświadczenia bliskiego śmierci.
Podróż przez tunel światła: Raj miłości i wybaczenia
Przeleciałam przez tunel światła w mgnieniu oka, niczym strzała wypuszczona z łuku. Jego barwy były tak intensywne, jakby cały wszechświat rozlał się w kalejdoskopie niezliczonych odcieni, bijących prosto z serca wszechistnienia.
Towarzyszyła mi jakaś istota, może anioł, nie jestem pewna, bo zatonęłam w bezgranicznej radości bycia po drugiej stronie. Było tam po prostu magicznie, poza wszelkim opisem.
Nie mogłam uwierzyć własnym zmysłom; czułam się tak szczęśliwa, że słowa bledną. Przeniknęła mnie wszechogarniająca miłość, nadzieja, łaska i przebaczenie, które zdawały się być osnową tego miejsca.
W pewnym momencie, w tym niebiańskim wymiarze, krzyczałam na cały głos:
„Miłość jest tak niesamowita!”Czas tam płynął inaczej, zdawało się, że spędziłam wieczność w tym stanie błogości, a jednocześnie wiem, że w ziemskim wymiarze upłynęła zaledwie sekunda.
Powrót do ciała: Konfrontacja z brutalną rzeczywistością
Mój powrót był gwałtowny i bezceremonialny; moja dusza uderzyła w ciało niczym asteroida, bez wyboru, bez pytania, po prostu wpadła z powrotem.
Obudziłam się z szarpnięciem, dezorientacja mieszała się z trudnością zintegrowania tego, co przeżyłam, z otaczającą mnie rzeczywistością.
Mój umysł ciągle skakał między „To był tylko sen” a „Nie, to nie był sen”, w dziwacznym, wewnętrznym tańcu.
Poszłam do salonu, gdzie spotkałam mojego współlokatora. Zapytał: „Co się działo wczoraj? Miałaś zamknięty pokój, a nigdy tego nie robisz”.
Powtarzałam mu, że nie mam pojęcia, ale potem spojrzałam na niego i powiedziałam: „Stary, wczoraj wieczorem zostałam uduszona”.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem: „Co? Nie, to niemożliwe”. Nadal się sprzeczaliśmy, ja przekonana, on sceptyczny, myśląc, że to mógł być szalony sen.
Moment prawdy nadszedł, gdy współlokator zapytał, co stało się z moją twarzą. Z niepokojem podeszłam do lustra, by skonfrontować się z własnym odbiciem.
Wówczas zobaczyłam to: moją twarz pokrytą petechiami — drobnymi wybroczynami krwawymi, pękniętymi naczyniami, które przypominały czerwone kropki.
Oczy krwawiły, szyję oplatały siniaki, a nogi były posiniaczone. Wtedy wszystko wskoczyło na swoje miejsce. Zostałam uduszona.
Zostałam zaatakowana. I umarłam. Bo to, czego doświadczyłam, było bardziej realne niż cokolwiek, co przeżywamy teraz.
Nie ma dnia, żebym o tym nie myślała. To było jedno z najbardziej niesamowitych doświadczeń mojego życia, tego życia.
Mimo koszmaru, który mnie spotkał, było to najczystsze, najpiękniejsze i najbardziej miłosne doświadczenie, jakiego kiedykolwiek zaznałam.
Paradoks przebaczenia: Cień duszy napastnika
Po wszystkim trafiłam do szpitala, próbując poskładać kawałki tej przerażającej układanki. Od detektywów dowiedziałam się, że inna kobieta zmarła na mojej ulicy, a jej śmierć była dziełem tego samego człowieka, który zaatakował mnie.
Po roku śledztwa okazało się, że to ten sam sprawca, odpowiedzialny również za kilka innych ataków w Austin sześć miesięcy przed moim incydentem.
Moja najlepsza przyjaciółka z gimnazjum, obdarzona zdolnością widzenia duchów i przewidywania śmierci, była moją bliską towarzyszką w tamtym czasie.
Chociaż czasem podchodziłam sceptycznie do jej talentów, to w momencie mojego doświadczenia bliskiego śmierci, poczuła moją agonię, będąc sto mil ode mnie, w San Antonio.
Myślała, że umarłam. Następnego dnia przyjechała szukać mojego ciała, ale zamiast tego znalazła mnie żywą.
Co najbardziej wstrząsające, ten człowiek zmarł dwa tygodnie po moim incydencie; znaleziono go martwego w jego mieszkaniu, uduszonego, z workiem na głowie i zaklejoną taśmą szyją, w okrutnej ironii losu.
Proces psychicznego powrotu do życia, do „tego” wymiaru, trwał około trzech lat. Było to niezwykle złożone.
Z jednej strony, odczuwałam ogromną wdzięczność za powrót i możliwość doświadczania ludzkiej egzystencji, z drugiej – nieustannie tęskniłam za tym niebiańskim, spokojnym miejscem.
Zmagałam się również z tym, jak powinnam się czuć w obliczu całej tej sytuacji. Oczekiwałam, że poczuję gniew, może urazę, ale zamiast tego, we mnie było tylko miłość i przebaczenie.
„Mam w sobie wiele przebaczenia wobec mężczyzny, który mi to zrobił, być może dlatego, że widziałam to przyćmione światło jego duszy, uwięzione w czarnych płomieniach.”
Dziwne, prawda?
Miałam w sobie wiele przebaczenia wobec mężczyzny, który mi to zrobił, być może dlatego, że widziałam to przyćmione światło jego duszy, uwięzione w czarnych płomieniach, jakby coś go opętało, by działać w taki sposób.
To oczywiście nie jest usprawiedliwienie dla jego czynów, które były absolutnie niewybaczalne, ale we mnie istniał ten paradoks: złość na niewyobrażalną zbrodnię, a jednocześnie miłość i łaska dla jego duszy.
Zajęło mi wiele czasu, by to wszystko przetworzyć. Ale w końcu zrozumiałam, że ludzkie doświadczenie jest czymś niezwykle rzadkim i wyjątkowym.
Każdy ma autonomię, by żyć, dokonywać wyborów, a ja i tak kiedyś umrę. Wszyscy umrzemy. I wtedy będę mogła wrócić do tego, czego już kiedyś doświadczyłam.
Dar ludzkiego doświadczenia: Nowa perspektywa na życie i śmierć
Po moim doświadczeniu bliskim śmierci nie byłam już tak ekstrawertyczna; stałam się bardziej powściągliwa, refleksyjna, nieustannie rozmyślając o życiu i śmierci, i pogrążyłam się w głębokim okresie kontemplacji.
Kiedy w końcu wyszłam z tego stanu, odkryłam w sobie jeszcze więcej miłości i stałam się bardziej filozoficzna w swoich rozważaniach.
Zawsze o tym myślę, zastanawiając się: przecież widziałam tego przebłysk, wiem na pewno, czego doświadczyłam, ale co jeszcze się za tym kryje? To sprawia, że jestem bardziej wdzięczna za teraźniejszość, za życie, które dane jest nam przeżywać na Ziemi, pełne wyzwań i całej gamy emocji.
To jest dar, to jest nauka. Dotarło do mnie głębokie zrozumienie: jestem tutaj, aby się uczyć. I cóż za niesamowita szansa, by zobaczyć przebłysk zaświatów, a potem wrócić i podzielić się tym z innymi, odkrywając nieskończone możliwości.
Moja historia to nie tylko opowieść o przetrwaniu, ale o odrodzeniu w miłości, która jest potężniejsza niż jakakolwiek ciemność.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz