Gardło zaciskało się z każdą sekundą, jak imadło, odcinając dopływ powietrza.
Rok 2021 był dla mnie czasem ogromnych wyzwań – rozwód, opieka nad chorą na Alzheimera mamą, która zmarła w październiku poprzedniego roku. Jej śmierć zostawiła mnie wyczerpaną i zagubioną, zadając pytania o nowy początek.
Siedziałam w restauracji z moim ówczesnym mężem, jedząc kolację z owoców morza, gdy poczułam, że coś jest nie tak, jakby moje tchawica nagle zwęziła się do niewidzialnej nitki.
Powiedziałam mu, że muszę wyjść, zaczerpnąć powietrza, bo czuję, że nie mogę oddychać, a każdy wdech był walką. W drodze do wyjścia minęłam recepcjonistkę i zdołałam tylko wyszeptać: „Albo zemdleję na podłodze, albo muszę się położyć”.
Po tych słowach upadłam, a światło zgasło, niczym nagle zerwany film, zostawiając mnie w totalnej pustce.
Poczułam, jak moje ciało rozstępuje się, a ja, moja istota, wysunęłam się z niego, by unieść się w ciemną, ale kojącą przestrzeń. To był początek mojego doświadczenia bliskiego śmierci (NDE).
Jak to jest oddychać w pustce?
Poczułam się wolna i lekka, dryfując w tym, co inni nazywają otchłanią, ja nazywam po prostu przestrzenią, gdzie mogłam wreszcie swobodnie oddychać.
Wiatr delikatnie muskał moją skórę, przynosząc ze sobą zapach niewysłowionego spokoju, a ja pomyślałam: „Och, to jest naprawdę dobre”.
Ból fizyczny, który jeszcze chwilę temu rozrywał mi gardło, rozpłynął się bez śladu, a jego miejsce zajęła nieznana dotąd lekkość istnienia.
Unosiłam się w tej aksamitnej ciemności, czując, jak każda komórka mojego ciała, a właściwie mojego ducha, wypełnia się cudownym spokojem.
Spojrzałam na siebie i dostrzegłam, że mam na sobie białą szatę, a z mojego brzucha wychodził jasny sznur, jakby pępowina łącząca mnie z czymś nieuchwytnym.
W oddali, w tej niezmierzonej przestrzeni, zobaczyłam coś, co wyglądało jak ogromna, pulsująca energia, przybierająca kształt wirującej klepsydry – światło tak intensywne, że przenikało mnie na wskroś, pulsując w górę i w dół, krążąc wokół własnej osi.
Moja mama, która zmarła w październiku, była mi szczególnie bliska, a jej strata zostawiła we mnie pustkę, którą wciąż czułam, zmagając się z pytaniem o sens życia i śmierci.
„Czułam, jak ten sznur delikatnie, lecz nieubłaganie, wciąga mnie w stronę hipnotyzującego światła. Z każdym metrem ogarniała mnie coraz większa ekscytacja, wiedziałam, że to jest to miejsce, do którego zmierzałam.”
Spotkanie w wirującym świetle
Zbliżając się do tego niezwykłego światła, zobaczyłam w nim moją matkę, wirującą z gracją, a wokół niej unosiła się jakby ciemna mgła – negatywna energia, która spalała się i znikała, rozpraszana przez ten jasny blask.
Ogarnęła mnie czysta radość, euforia, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłam. Pomyślałam: „O mój Boże, ja jestem następna!
Udało mi się! To moja kolej!” Czekałam, obserwując, jak jej istota oczyszcza się w tym boskim wirze, przepełniona absolutnym szczęściem i pewnością, że za chwilę do niej dołączę.
Nigdy w życiu nie czułam tak głębokiej i przenikającej radości, jakbym wreszcie odnalazła dom, za którym zawsze tęskniłam.
„To była czysta, nieskazitelna radość. Nigdy wcześniej nie czułam czegoś takiego. Myślałam, że jestem następna, że to moja kolej na to cudowne oczyszczenie i zjednoczenie.”
W momencie, gdy ta myśl zakiełkowała w moim umyśle, usłyszałam głos – mój własny głos, a jednak wydobywający się spoza mnie, z lewego ucha.
Poczułam delikatny dotyk po lewej stronie ciała i usłyszałam wyraźne słowa: „Nie możesz tu zostać”. W jednej chwili, niczym bolesne zderzenie z rzeczywistością, obudziłam się na podłodze restauracji.
Nade mną pochylali się ludzie, słyszałam syreny karetki, widziałam medyków, którzy właśnie wchodzili, by zabrać mnie do szpitala.
Byłam wściekła. Byłam niewypowiedzianie smutna i rozczarowana, że mnie z powrotem sprowadzono, że zostałam wyrwana z tego cudownego miejsca.
Powrót do ciała i dary z innej strony
Przez cztery miesiące po tym wydarzeniu pogrążyłam się w głębokiej depresji.
Okazało się, że mój nagły stan był reakcją anafilaktyczną na glutaminian sodu (MSG), składnik, na który jestem bardzo wrażliwa. Duszenie się w restauracji było wynikiem gwałtownego obrzęku gardła.
Paradoksalnie, to jedno z najbardziej bolesnych i niebezpiecznych doświadczeń w moim życiu okazało się jednocześnie najbardziej cudownym.
Już nie martwię się o to, gdzie jest moja mama ani co u niej. Rozumiem, dlaczego. Czasami czuję się wręcz dziwnie, trzymając jej prochy, skoro wiem, że jej dusza jest w tak wspaniałym miejscu.
Wróciłam z darami, otwartymi oczami na niewidzialne. Moje życie stało się duchową podróżą, moimi oczami widzę teraz inną stronę rzeczywistości, a dary, które otrzymałam, obejmują:
- Widzenie duchowej aury ludzi i dostrzeganie ich esencji.
- Intuicyjne łączenie się z ich duchową stroną, słyszenie i czucie tego, czego inni nie widzą.
- Odwiedziny Archanioła Michała i „Wielkiego Jestem” – czystej esencji Boskości.
- Wizje, w których ukazał mi się Tomasz, autor Księgi Tomasza.
- Głębsze zrozumienie tego, dlaczego tu jesteśmy i jak wszystko działa.
- Bardziej świadome sny oraz zdolność wywoływania świadomych doświadczeń poza ciałem i odwiedzania innych wymiarów.
Głębia istnienia: Lekcje z doświadczenia bliskiego śmierci
Przed NDE żyłam w poczuciu ogromnej straty i gniewu. Po śmierci mamy, po latach opieki nad nią, zadawałam Bogu pytanie: „Czy to wszystko? Czy żyjemy tylko po to, by umrzeć i przestać istnieć?”.
Moja radość, którą jako terapeutka dzieliłam z innymi, zaczęła blaknąć. Odczuwałam głęboki smutek, nie tyle z powodu tęsknoty za mamą, ile z próby zrozumienia życia i śmierci.
I wtedy nadeszło to doświadczenie, które odpowiedziało na wszystkie moje pytania.
„Moje doświadczenie bliskie śmierci odpowiedziało na wszystkie moje pytania. Przywróciło mi radość życia i pokazało, że to nie jest tylko fizyczny świat. Jest coś więcej, Tenisha, jest duchowy świat i jest powód, dla którego tu przyszłaś.”
Nauczyłam się, że życie nie jest tylko tym, co widzimy, że istnieje duchowy wymiar, a nasze istnienie ma głęboki sens. Dziś wróciła mi radość życia.
Rozumiem stan istnienia niemal każdego człowieka, nadal jestem empatką, ale już nie czuję aż tak silnego żalu do ludzi, bo wiem, że wszyscy przechodzimy lekcje, które prowadzą nas do określonych punktów w życiu.
Mam lepsze poczucie siebie, większą świadomość.
Moje dzieci początkowo nie chciały słuchać o NDE, bo dla nich śmierć to kres, koniec, brak dostępu do ukochanej osoby.
Ale zaczęłam je edukować, rozmawiać o śmierci i zaświatach. Razem badaliśmy te tematy, a one, widząc moje nowe dary, zaczęły wierzyć. Pytają: „Skąd wiesz takie rzeczy?
Skąd wiesz, że ta osoba w sklepie ma ten problem?”. Widzą, że moje postrzeganie świata zmieniło się po tym doświadczeniu, a ich serca stają się bardziej otwarte.
Zrozumiałam, że każdy jest tam, gdzie ma być, by zdobyć jakąś wiedzę, dobrą lub złą, nawet jeśli jest to niewygodne.
Trzeba zadawać pytania, zapraszać odpowiedzi do swojego życia, bo bez tego wiedza do nas nie przyjdzie. To nie jest na darmo, jest powód, dla którego tu jesteśmy. A jeśli nauczymy się to doceniać, możemy odnaleźć radość nawet w trudnościach.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz