Kiedy życie wraca z zaświatów. Opowieść Sharon, która przeżyła piekło i powróciła do Światła.

Kiedy życie wraca z zaświatów. Opowieść Sharon, która przeżyła piekło i powróciła do Światła.

Sharon Ward, po śmiertelnej dawce, powróciła z zaświatów.

Sharon Ward leżała na kanapie, czując, jak ostatnie krople życia uchodzą ze mnie, a sumienie, niczym pęknięta tama, wylewało z siebie potok wyrzutów.

W tamtej chwili, po zażyciu trzech butelek tabletek, po dziewięćdziesiąt w każdej, i wypiciu całej buteleczki whisky, pragnęłam tylko zapomnieć o wszystkim, co mnie spotkało, zniknąć w wirze uzależnienia.

Potem usłyszałam głosy – znajome, bolesne, to byli moi bracia i siostry, oddaleni, a jednak bliżej niż kiedykolwiek, szepczący o mojej samolubności.

Czułam ich głęboki ból, rozczarowanie, które zostawiłam po sobie, ból tak realny, że przenikał mnie na wskroś.

Byłam dla nich jak matka, ta, która ich wychowała, dbała o nich, a jednak nigdy nie uważałam się za kogoś ważnego. Dopiero wtedy, w tej granicznej chwili, dotarło do mnie, jak bardzo się myliłam i jak bardzo by ich to zraniło.

Od ciemności do światła: Droga Sharon Ward do nadziei

Wśród kakofonii rozpaczy i oskarżeń, nagle usłyszałam pojedynczy głos, czysty i stanowczy, który nakazał: „Odwróć się”. Zrobiłam to.

Przede mną, w oddali, zamigotała maleńka, ledwie dostrzegalna iskra światła. „Widzisz to światło w oddali?” – zapytał głos. „Tak, widzę” – odpowiedziałam.

„Teraz idź do tego światła”. Ruszyłam więc, a każdy krok sprawiał, że blask rósł, stawał się coraz większy, choć wciąż na tyle niewielki, bym musiała się przez niego przeczołgać.

Przypominało to małą dziurę w gęstej zasłonie rzeczywistości, przez którą przeszłam na drugą stronę. I wtedy, niemal natychmiast, poczułam ją – Miłość.

Była to miłość tak piękna, tak niewypowiedzianie cudowna, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłam na tej ziemi.

Pamiętam ją do dziś. Łkałam jak dziecko, a łzy nie niosły w sobie już bólu, lecz ulgę i absolutną czystość.

„Poczułam tę miłość, piękną, tak piękną. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam jej tutaj, na ziemi. Ale pamiętam ją. Pamiętam, jak płakałam jak dziecko.”

Po drugiej stronie zasłony: Spotkanie z Mężczyzną

Słyszałam głos jeszcze zanim zobaczyłam mężczyznę. To było jak echo dawnych szeptów, przypominające mi o tym, co mogło się wydarzyć.

Mówił, że każdy, kto rodzi się na ten świat, dostaje określony czas na życie, by się uczyć, popełniać błędy i iść dalej.

Ci, którzy sami sobie odbierają życie, pozostają w tym miejscu, dopóki nie otrzymają przebaczenia od tych, których zostawili, albo dopóki ich czas nie dobiegnie końca.

Dopiero wtedy mogą wrócić na krótką chwilę, nim ponownie wyruszą w dalszą podróż. Kiedy mężczyzna w końcu pojawił się, przemówił do mnie, nazywając mnie: „Pongins Sharon”.

Spojrzałam na niego. „Stwórca przysłał mnie, bym z tobą porozmawiał. Bóg, Stwórca wszystkiego, chce, żebyś wiedziała jedno.

Zanim się urodziłaś, dostałaś zadanie do wykonania i nie możesz wrócić, dopóki go nie spełnisz, bo nikt inny nie może tego zrobić, tylko ty.” Powiedział, że muszę wrócić, ale ja nie chciałam.

Próbowałam spojrzeć mu w oczy, które nie miały źrenic ani koloru, lecz emanowały spokojem, nie czułam strachu, tylko wszechogarniający pokój.

Kiedy jednak powiedział, że muszę wrócić, rozpłakałam się. Chwyciłam jego stopy i nogi, błagając: „Nie, proszę, pozwól mi zostać!

Chcę zostać!”. Ale on odpowiedział: „Nie możesz. Musimy cię odesłać”.

I nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystko zniknęło, a ja poczułam gwałtowne pchnięcie, niczym powrót w gęstej mgle.

„Zanim się urodziłaś, dostałaś zadanie do wykonania i nie możesz wrócić, dopóki go nie spełnisz, bo nikt inny nie może tego zrobić, tylko ty.”

Powrót do zimnego ciała – Pomiędzy życiem a śmiercią.

Otworzyłam oczy. Wciąż leżałam na kanapie, ale obok mnie siedziała moja siostra.

Rozmawiała przez telefon, dzwoniąc do koronera, bo myślała, że odeszłam na zawsze. Przykryła mnie kocami, próbując rozgrzać moje wychłodzone ciało.

Gdy nagle usiadłam, krzyknęła, upuściła słuchawkę i uciekła z pokoju, przysięgając pod nosem.

Kiedy wstałam, czułam przenikliwe zimno, moje ciało było skostniałe, a zęby szczękały mi niekontrolowanie. Poszłam do kuchni, by zaparzyć kawę, spróbować rozgrzać się od środka.

Siostra wróciła, chwyciła nóż z blatu i zbliżyła się do mnie na dwa cale, mówiąc ostro: „Jeśli jeszcze kiedykolwiek spróbujesz to zrobić, upewnij się, że mi powiesz, a ja wykonam lepszą robotę”.

W łazience lustro ujawniło mi prawdę o tym, co się wydarzyło, choć zajęło mi to kilka dni, by w pełni to pojąć.

Moja skóra była szara, paznokcie fioletowo-niebieskie. Po umyciu rąk i skropieniu twarzy zimną wodą, zauważyłam zapadnięte, szare oczy i fioletowe usta. Nie rozumiałam, dlaczego tak wyglądam, nie od razu uświadomiłam sobie, że naprawdę umarłam.

Potrzebowałam czasu, aby pogodzić się z tym, że wszystko, co pamiętałam z tamtej strony, było prawdziwe, nie tylko wytworem mojej wyobraźni.

Spojrzałam na swoje życie i pomyślałam: „Jakim cudem dotarłam do tego punktu i dokąd teraz idę?” Wtedy dotarło do mnie – dostałam drugą szansę, aby uzdrowić się z rzeczy, które mnie spotkały.

Moja droga do uzdrowienia – Jak odzyskałam siebie?

Po tym niezwykłym powrocie uświadomiłam sobie, że skoro natura potrafi regenerować swoje rany, to ja też mogę. Zaczęłam od podstaw, od tego, co straciłam w pędzącym wirze uzależnień i bólu.

Kiedyś, w dzieciństwie, porzuciłam tradycyjne praktyki mojego ludu – przestałam okadzać się dymem szałwii, przestałam używać tytoniu we właściwy sposób.

To właśnie od nich zaczęłam swoją podróż. Zwróciłam się ku medycynie przodków, ku tradycyjnym sposobom życia, ku domkom potu.

  • Powróciła do okadzania dymem szałwii.
  • Zaczęła używać tytoniu we właściwy sposób.
  • Zwróciła się ku medycynie przodków.
  • Wróciła do praktyki domków potu.

Kiedy po raz pierwszy weszłam do takiego domku, było to dla mnie zaskoczeniem, bo dawniej były one przeznaczone tylko dla mężczyzn. Kobiety miały swój „czas księżycowy” i on służył im za rodzaj oczyszczenia.

Jednak z biegiem czasu, gdy wielu naszych mężczyzn trafiło do więzień i zaprzestało kultywowania tradycji, musiałyśmy przejąć ich rolę, aby zachować nasz sposób życia dla naszych dzieci, zwłaszcza dla chłopców.

Zaczęłyśmy używać fajek, grzechotek i bębnów, a dawne nauki zaczęły powracać do mnie, niczym strumień płynący przez wysuszone koryto.

Kiedy rozpoczynałam swoją drogę uzdrowienia, nie chciałam dzielić się niczym z nikim, wszystkie rany trzymałam głęboko ukryte.

Ale potem zrozumiałam, że mogę dzielić się w modlitwie, w ciszy domku potu, opowiadając Stwórcy o wszystkim, pozwalając odejść bólowi, płacząc w ukryciu.

Nie musiałam pokazywać nikomu łez płynących z cierpienia. Łzy płynące z miłości to coś innego, to można dzielić. Gdy w końcu uwolniłam się od tamtego bólu, zrobiłam w sobie miejsce na jeszcze więcej miłości.

Zaczęłam od najtrudniejszych rzeczy, od wspomnień o nadużyciach, odpuszczając ból, który w sobie nosiłam. To było jak ulga, niczym ciężar zdjęty z ramion.

„Gdy w końcu uwolnisz się od bólu, robisz więcej miejsca na miłość.”

Dziś mogę rozmawiać o tych wszystkich doświadczeniach, bo nie jestem już tą kobietą, która piła, zażywała narkotyki, nie jestem ofiarą ani tą zagniewaną osobą. Dziś kocham siebie.

Mogę spojrzeć w lustro i z głębi serca powiedzieć: „Kocham cię”, bo kiedyś tego nie potrafiłam. Nie używam już narkotyków, nie piję alkoholu i nie palę, choć paliłam od szóstego roku życia.

Modlę się każdego dnia. Być może nie jestem tak potężna jak moi przodkowie, dla których życie było nieustanną modlitwą i duchowością, ale staram się.

Czasem, w zgiełku współczesnego świata, zapominam o modlitwie, ale są dni, kiedy modlę się bezustannie za innych, starając się objąć wszystkich moją modlitwą.

Miłość Stwórcy i relacje: Nowe spojrzenie na świat

Przez ostatnie czterdzieści lat przeszłam przez ogromny proces uzdrowienia i jestem niezwykle wdzięczna za to, że zrozumiałam, iż moje uzdrowienie musiało zacząć się ode mnie.

Musiałam nauczyć się być dla siebie życzliwa, uczciwa, dbać o siebie i dzielić się tym, co mam, a przede wszystkim – wierzyć.

Stwórca przeprowadzi mnie przez wszystko, bez względu na okoliczności. Z tymi zasadami dotarłam tak daleko.

Uświadomiłam sobie też, że popełniłam w życiu wiele błędów, podjęłam złe decyzje. Kiedyś myślałam, że muszę nauczyć się wybaczać innym.

Dziś wiem, że kiedy wybaczasz innym, robisz to nie dla nich, ale dla siebie, by twoje serce wiedziało, że potrafisz wybaczyć.

A gdy wybaczasz innym, ci, których być może zraniłaś, mogą wybaczyć tobie. Zrozumiałam, że w życiu jest o wiele więcej, niż nam się wydaje.

Nigdy nie jesteśmy naprawdę sami, nawet jeśli tak myślimy. I nawet jeśli nie czujemy się kochani, to naprawdę tak jest. Stwórca kocha każdego.

To, że jestem Indianką, nie oznacza, że kocha tylko Indian. Kocha wszystkich, bo wszyscy jesteśmy ze sobą spokrewnieni.

W moim języku mówimy „kanek”, co oznacza „wszystkie moje relacje”. Ale dla mnie to nie tylko relacje z ludźmi.

To oznacza, że jestem spokrewniona z trawą, ziemią, drzewami, niebem, deszczem, ptakami, zwierzętami, wodą. Jestem spokrewniona z całym życiem. Stwórca stworzył to wszystko z miłości.

Życie jest święte. Wtedy nie wiedziałam, co to znaczy, ale dziś rozumiem, jak bardzo jest święte.

Może nam się wydawać, że z powodu rozpaczy, żalu, wstydu, poczucia winy, straty, samotności, frustracji i tego, co życie nam daje, straciliśmy wszystko i nie ma już dla czego żyć.

Ale pamiętajcie, Stwórca pozwoli ludziom przejść tylko przez to, przez co są wystarczająco silni, aby przejść.

Jutro jest kolejny dzień, jak spokój po burzy, piękno leżące po drugiej stronie. Wiele rzeczy się wydarzy, a jeśli tylko przetrwasz dzisiejszy dzień, jutro będzie lepsze.

Patrząc na życie teraz, wiem, że przetrwałam piekło. Z utęsknieniem czekam na powrót do domu, ale nie mogę odebrać sobie życia.

Muszę poczekać, aż mój czas tutaj się skończy, niczym w więzieniu. W międzyczasie muszę dzielić się tym, co wiem, tym, czego doświadczyłam, aby inni mogli odnaleźć swoją drogę.

Wszyscy urodziliśmy się na ten świat i wszyscy mamy do wykonania jakieś zadanie. Wierzę, że na początku życia możemy nie wiedzieć, jakie jest nasze zadanie, ale jesteśmy do niego prowadzeni.

Kiedy zaczynasz rozumieć, że to właśnie to, że to jest twoje przeznaczenie, zwłaszcza jeśli czujesz się z tym dobrze, wiesz, że wykonujesz pracę, do której jesteś stworzona.

Bez względu na to, co to jest, kto wie, jaki jest plan Stwórcy? Nikt z nas nie wie.

Każdy z nas jest obdarzony w inny sposób, potrzebujemy siebie nawzajem, aby wszystko działało. To właśnie tak wierzę, że jesteśmy na tym świecie.

Wszyscy mamy swoje zadania do wykonania. Wiele rzeczy nie potrafimy wyjaśnić.

Jedyne, co możemy zrobić, to zaakceptować to, co jest. Wtedy zaczynamy rozumieć koncepcję życia.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=yqOmoXTJFM4
Tekst został opracowany redakcyjnie na podstawie oryginalnej relacji.
Wojciech Kroks · redaktor naczelny Na Granicy Światła

Dziennikarz z Gdańska z ponad 15-letnim stażem. Twórca kanału Obecność na YouTube. Tłumaczę i opracowuję prawdziwe historie NDE z całego świata — każda oparta na wiarygodnych źródłach, 100% faktów z oryginału.

Więcej o naszej misji →
Poznaj swoją kartę gwiazd

Spersonalizowany horoskop wedyjski oparty na precyzyjnych obliczeniach astronomicznych — odkryj swoją mapę karmy, przeznaczenia i potencjału.

Zobacz horoskopy wedyjskie →

🕸️ Połączone w portalu

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

Komentarz pojawi się po moderacji
22 zadowolonych klientów 4.9/5 średnia ocena (8 opinii) 69 abonentów newslettera