Co wydarzyło się, gdy podczas śmierci klinicznej spotkałam Chrystusa i posłańca z Wenus?

Co wydarzyło się, gdy podczas śmierci klinicznej spotkałam Chrystusa i posłańca z Wenus?

Zatkało mnie, gdy alergia na orzeszki ziemne wywołała nagłe załamanie.

Siedziałam przy chińskim stole, gdy dla Barbary Gail świat wokół nagle zaczął pękać w szwach, zwiastując początek śmierci klinicznej.

Alergia na orzeszki ziemne to nie żart, to wyrok – ból rozlewał się po moim ciele jak gęsta, paląca lawa, a każdy oddech stawał się walką o przetrwanie, desperackim szarpaniem powietrza, którego już nie było.

Kiedy moja twarz zaczęła sinieć, a wokół mnie narastała panika, mogłam słyszeć urywki zdań – „tracimy ją”, „szybko, do szpitala!” – ale dla mnie wszystko to działo się gdzieś w tle, jak odległy, przytłumiony szum.

Unosiłam się ponad tym wszystkim, swobodna i lekka, obserwując z góry chaos, który ogarnął moich bliskich i lekarzy w pośpiechu pędzącej karetki, a potem w izbie przyjęć.

Przed podwójnymi drzwiami: Ojcowska decyzja

Poza ciałem, gdzie fizyczne cierpienie już mnie nie dotykało, zobaczyłam mojego tatę, światło mojego dzieciństwa, stojącego spokojnie i cierpliwie.

Był taki, jakiego zawsze pamiętałam – emanował współczuciem, łagodnością i bezgraniczną miłością, a jego ramiona skrzyżowane nad splotem słonecznym dodawały mu pewności, jakby był gotów na coś niezwykłego.

Obok niego stały podwójne drzwi, których nigdy wcześniej nie widziałam w żadnym z moich wcześniejszych doświadczeń poza ciałem, a zza nich wylewała się oślepiająca, biała poświata, tak jasna i intensywna, że niemal paliła oczy.

„To było jak powrót do domu, którego szukałam całe życie, do miejsca, gdzie wszystkie troski bledną, a miłość otacza cię niczym najdelikatniejsza kołdra.”

Ogarnięta bezgranicznym pragnieniem, z ogromną szybkością pomknęłam w stronę ojca i tych tajemniczych drzwi, wiedząc instynktownie, że za nimi kryje się coś niepojętego i cudownego.

Ale kiedy byłam już niemal na wyciągnięcie ręki, drzwi, które wcześniej stały lekko uchylone, z trzaskiem zamknęły się tuż przed moim nosem, gasząc olśniewające światło i zapadając się w ciszy.

Mój tata, z głębokim smutkiem w oczach, potrząsnął głową, a jego telepatyczny głos, czysty i wyraźny jak dzwon, przekazał mi słowa, które złamały mi serce: „Nie, wracaj. Wracaj.”

Nie chciałam wracać, pragnęłam pozostać tam, w tym niezwykłym spokoju, ale czułam, że nie mogę zignorować jego woli, dlatego posłusznie zawróciłam. Mimo wszystko, jestem uparta i zdeterminowana, więc mój tata powinien był to przewidzieć.

Spróbowałam jeszcze dwa razy – za każdym razem, gdy tylko odwróciłam się w stronę drzwi, otwierały się one znowu, ukazując kuszący blask, ale za każdym razem, gdy się zbliżałam, zamykały się ponownie, a on tylko kręcił głową.

Po powrocie do ciała, przez wiele tygodni czułam głęboką depresję, bo nic na Ziemi nie mogło się równać z pokojem i pięknem tego miejsca, z którego musiałam odejść.

Pierwszy raz, czyli jak Chrystus zapytał: „Idziesz ze mną?”

Pamiętam, że urodziłam się z rzadką wadą serca, zespołem Wolffa-Parkinsona-White’a, co oznaczało, że moje serce biło z szaleńczą prędkością nawet pięciuset uderzeń na minutę, ale nigdy nie bałam się fizycznej śmierci.

Od trzeciego roku życia, jak opowiadała moja mama, komunikowałam się ze zmarłymi, przekazując wiadomości z zaświatów, co było dla moich rodziców zarówno dziwne, jak i pomocne – niektóre z tych wiadomości nawet uratowały im życie.

Moje pierwsze doświadczenie bliskie śmierci w 1988 roku nie było dla mnie więc powodem do paniki, lecz raczej potwierdzeniem tego, co już intuicyjnie wiedziałam.

Podczas tego pierwszego spotkania, gdy opuściłam ciało, zjawił się przede mną Chrystus, otoczony blaskiem, który był jednocześnie złoty i biały, tak jasny, że czułam go na skórze.

Jego postać emanowała bezgraniczną miłością, która ogarnęła mnie niczym ciepły, kojący płaszcz.

Zadał mi pytanie, które rezonowało w całej mojej istocie: „Idziesz ze mną?” Intuicyjnie wiedziałam, co to oznacza – odejście z tego świata.

Ale na górze, w łóżeczku, spało moje małe dziecko. Uświadomiłam sobie, że nie mogę jej zostawić samej, by obudziła się i znalazła martwe ciało matki; to by ją głęboko skrzywdziło. Powiedziałam więc „nie”.

„Kiedy tylko wypowiedziałam to słowo, ból wrócił z całą siłą, jakby światło się wycofało, a ja pomyślałam: „Och, popełniłam błąd. Chwileczkę…” Ale Chrystus uśmiechnął się łagodnie i rzekł: „Pomożemy ci zacząć od nowa.”

To przesłanie towarzyszyło mi od tamtej pory, jakby było obietnicą i drogowskazem: każdy powrót to szansa na nowy początek, na zrozumienie i wypełnienie celu, dla którego tu jesteśmy.

Wiem, że towarzyszył mi cały zespół istot, które mnie kochają, tak jak każdy z nas ma taki zespół, by pomóc mi zacząć od nowa. I tak też się stało – po tym doświadczeniu moje życie stało się serią cudów.

Kraton z Wenus: podróż do nowego wymiaru

Ostatnie doświadczenie bliskie śmierci miało miejsce w marcu tego roku, podczas rutynowego zabiegu ambulatoryjnego, który nie zapowiadał żadnych komplikacji.

Często jednak mam problemy z narkozą, trudności z wybudzeniem. I tym razem tak było. Moje ciało nie budziło się, a ja znowu unosiłam się ponad stołem operacyjnym.

Słyszałam podniesione głosy pielęgniarek, ich szmer – „nie oddycha”, „wezwij anestezjologa” – ale, wybaczcie mi, uwielbiałam to uczucie wolności. To było niczym zrzucenie ciężkiego płaszcza i po prostu bycie, bez ograniczeń fizyczności.

W tej cudownej przestrzeni zjawiła się wysoka, majestatyczna istota, cała utkana z błękitno-biało-różowego światła, emanująca potężną, męską energią, która niemal fizycznie mnie dotykała.

Z wrażenia niemal wyszeptałam: „Kim jesteś?” Nazywał się Kraton i, ku mojemu zdziwieniu, pochodził z Wenus. Byłam nieco zirytowana, bo wiedziałam, że to nie jest czas na rozmowy, ale nie mogłam go zignorować. Chciał mi coś pokazać.

Przeniosłam się razem z nim na Wenus, ale nie taką, jaką znamy z ziemskich obserwacji.

To był inny wymiar, nazwany „Nowej Ziemi Wenus”, niedostępny dla naszych naukowców, ponieważ jako ludzkość nie osiągnęliśmy jeszcze wystarczającego poziomu pokoju i harmonii.

Zobaczyłam tam niezliczone kryształy, emanujące niewyobrażalnymi kolorami, czułam wszechogarniającą miłość, która była wręcz namacalna. To doświadczenie było nadzwyczajne, a jego najważniejsze przesłanie brzmiało: nie jesteśmy sami we wszechświecie.

Bóg – płomień miłości i światło bez religii

Moje najgłębsze spotkania z boskością miały miejsce podczas medytacji i doświadczeń poza ciałem, a zwłaszcza 18 października 1988 roku, kiedy znalazłam się w obecności samego Boga. Mogę z całą pewnością stwierdzić, że Bóg jest prawdziwy.

Nie był on mężczyzną ani kobietą, nie miał określonej formy, którą mogłabym opisać w ludzkich kategoriach.

Był to raczej ogromny, migotliwy płomień utkanego ze złoto-białego światła, tak intensywnego i pięknego, że żadne ziemskie porównanie nie oddałoby jego majestatu.

Bóg przemówił do mnie telepatycznie, a słowa, które usłyszałam, stały się podstawą mojego życia: „Moje słowa przyjdą do ciebie i przez ciebie. Musisz je wypowiedzieć.” To przesłanie, niczym kotwica, utrzymuje mnie w wysokiej wibracji i skupieniu.

W moich doświadczeniach – czy to z Chrystusem, czy z innymi mistrzami, czy w obecności Boga – nie było mowy o religii, o płci, o jakichkolwiek granicach.

Była tylko miłość, czysta, wszechogarniająca i bezwarunkowa. Gwarantuję wam: to bezgraniczne uczucie jest esencją istnienia, wypełniającą wszystko.

Ale, co ważne, oprócz miłości istnieje również sprawiedliwość. Nie wszystko zawsze znajduje rozwiązanie w tym świecie. Wielu ludzi zapomina o wyższej rzeczywistości, zanurzając się całkowicie w fizycznym świecie, gdzie liczy się tylko stan konta.

Ale doświadczenie bliskie śmierci uczy, że niczego materialnego ze sobą nie zabieramy. Zabieramy tylko to, co jest w nas: miłość, współczucie, miłosierdzie.

Czego uczą nas powroty z zaświatów?

Pamiętam też niezwykłe spotkanie z Johnem, dowódcą Statku Kosmicznego 5 od kontroli pogody. Nie było to doświadczenie bliskie śmierci ani medytacja, ale przydarzyło się podczas burzy śnieżnej, kiedy wracałam z Nowego Meksyku.

Zobaczyłam statek kosmiczny na podwórku u mojej znajomej, a John zmaterializował się przede mną, żeby mnie ostrzec przed narastającymi problemami pogodowymi i zaoferować pomoc tam, gdzie pozwalają na to uniwersalne prawa.

To kolejny dowód na to, że wszechświat jest pełen niespodzianek i wsparcia.

„Nie ma strachu. Nie ma strachu. Nie ma strachu.

Jeśli nie pamiętasz wiele ze swojego doświadczenia, ufaj procesowi. Wróciłeś, a to samo w sobie jest cudem.”

Wszystkie moje doświadczenia bliskie śmierci i poza ciałem były dla mnie bezcennym darem, niosącym głębokie przesłania. Każdy powrót jest cudem i dowodem na to, że jesteśmy tu potrzebni.

Wibracja po takim doświadczeniu jest znacznie wyższa, a kontakt z wyższymi częstotliwościami — głębszy. Nabyte wglądy i lekcje są fundamentem dalszej podróży. Poniżej najważniejsze z nich:

  • Zrozumienie, że każdy powrót to dar, ponieważ jesteś tu potrzebny, a twoja wibracja jest znacznie wyższa.
  • Wzmocnienie kontaktu z wyższymi częstotliwościami i zachęta do medytacji z intencją przypomnienia sobie wszelkich otrzymanych przesłań.
  • Nauka, że najważniejsze jest nauczyć się lubić i kochać siebie – to największa życiowa lekcja.
  • Odkrycie, że gdy zaczynamy widzieć siebie oczami Boga, nic i nikt nie jest w stanie nas zranić.
  • Potwierdzenie, że nasza podróż jest pełna miłości i współczucia, a my jesteśmy tu, by być siłą światła dla tej planety.
Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=X6cCLViamGI
Tekst został opracowany redakcyjnie na podstawie oryginalnej relacji.
Wojciech Kroks · redaktor naczelny Na Granicy Światła

Dziennikarz z Gdańska z ponad 15-letnim stażem. Twórca kanału Obecność na YouTube. Tłumaczę i opracowuję prawdziwe historie NDE z całego świata — każda oparta na wiarygodnych źródłach, 100% faktów z oryginału.

Więcej o naszej misji →
Poznaj swoją kartę gwiazd

Spersonalizowany horoskop wedyjski oparty na precyzyjnych obliczeniach astronomicznych — odkryj swoją mapę karmy, przeznaczenia i potencjału.

Zobacz horoskopy wedyjskie →

🕸️ Połączone w portalu

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

Komentarz pojawi się po moderacji
46 zadowolonych klientów 5.0/5 średnia ocena (11 opinii) 191 abonentów newslettera