Pamiętam, jak opadałam, jak światło mojego jestestwa bladło, niczym gasnąca świeca pochłaniana przez ciemność.
To nie było nagłe, lecz długie, brutalne staczanie się w otchłań, zapoczątkowane kilka tygodni wcześniej przez tajemniczą przypadłość metaboliczną, dziedzictwo po COVID-19.
Moje ciało, wyniszczone walką z chorobą i głodem, nie metabolizowało już jedzenia, a ja, Cassandra Fawn z Memphis w Tennessee, umierałam powoli, z każdą chwilą tracąc siły, tracąc nadzieję.
Jej doświadczenie bliskie śmierci (NDE) zaczynało się w tym momencie.
Ból stał się moim nieodłącznym towarzyszem, ostry, wszechogarniający, doprowadził mnie do próby samobójczej – przedawkowania.
Paramedycy, niczym aniołowie w pomarańczowych kombinezonach, pojawili się szybko, a ja, resztkami sił, próbowałam opisać im, co się stało. Ostatnie, co usłyszałam, nim ciemność mnie pochłonęła, to ich spokojne słowa: „Ciśnienie krwi spada”.
Potem nicość, przerywana jedynie błyskami świadomości, gdy kolejne dawki Narcanu cofały mnie na krótko zza kurtyny, bym znów pogrążyła się w bezdechu, balansując na krawędzi przez trzy czy cztery dni.
Na granicy życia i co dalej?
Leżąc na szpitalnym łóżku, czułam, jak moja świadomość unosi się delikatnie ponad ciałem, niczym lekka mgiełka oderwana od ziemi.
Po stabilizacji, gdy opuściłam oddział intensywnej terapii i trafiłam na zwykłą salę, moje fizyczne ja nadal było pod obserwacją – problem przedawkowania zażegnano, ale metaboliczna zagadka wciąż czekała na rozwiązanie.
Szóstego dnia od przyjęcia, kiedy patrzyłam w sufit, czułam się dziwnie lekka, nieswoja, jakbym była jednocześnie tu i gdzieś indziej.
U stóp mojego łóżka pojawiła się ona – starsza Afroamerykanka o mlecznobiałych, niemal niebieskawych tęczówkach, które sugerowały ślepotę. Nigdy wcześniej jej nie widziałam, ale jej obecność była natychmiastowo uspokajająca.
Patrzyła na mnie z wyrozumiałością, która wydawała się obejmować całe życie. „Czas wracać” – powiedziała, a ja, naiwnie, myśląc, że chodzi o powrót do domu, odparłam: „Dziękuję, ale to chyba nie zależy ode mnie, raczej od lekarzy”.
„Wszystko będzie dobrze”: Przełomowe słowa z zaświatów
Jej następne słowa uderzyły mnie niczym grom z jasnego nieba, niosąc ze sobą ukojenie, którego tak bardzo pragnęłam przez ostatnie tygodnie: „Wszystko będzie dobrze”.
Ten moment był jak przebudzenie w najgłębszym śnie. Po raz pierwszy od dawna, od miesięcy, usłyszałam coś, co nie było pustym frazesem, lecz prawdą rezonującą z każdą komórką mojego jestestwa.
„Poczułam miłość, spokój, radość – wszystko to, czego doświadczają ludzie po drugiej stronie.
To było tak piękne, tak prawdziwe, że wiedziałam, że to nie są puste słowa, lecz obietnica istnienia, którą nosiłam w sobie od zawsze, nie zdając sobie z tego sprawy.”
Wyciągnęłam prawą rękę, chcąc jej podziękować, a wtedy zrozumiałam. Moja świadomość poruszyła się w jej kierunku, ale ciało, to tam na łóżku, pozostało nieruchome.
Zobaczyłam swoje fizyczne ja, dłonie ułożone wzdłuż boków, nogi proste, leżące bezwładnie. Spojrzałam z powrotem na przewodniczkę, pytając wzrokiem: „Co się dzieje?”
Powrót w błysku dziesięciu tysięcy piorunów
„Teraz naprawdę czas wracać” – powiedziała z łagodnością, która kontrastowała z tym, co miało nastąpić. Delikatnie położyła dłoń na mojej lewej nodze, która wystawała spod szpitalnych koców.
I wtedy to się stało. Moja świadomość wystrzeliła z powrotem do ciała z impetem dziesięciu tysięcy piorunów.
To nie był powrót, to był eksplozywny wstrząs, burza energii, która przeszyła mnie na wskroś. Otworzyłam oczy gwałtownie, podniosłam się i krzyknęłam: „Co to było?!” Rozejrzałam się po pokoju – wszystko było dokładnie takie samo, jak przed chwilą.
Tyle że starszej kobiety już nie było. Odwróciłam głowę w lewo i zobaczyłam pielęgniarkę, której wcześniej tam nie było. „Miałam chyba jakiś dziwny sen” – powiedziałam, wciąż oszołomiona.
„Tak, spała pani ostatnie sześć godzin” – odparła spokojnie. Dla mnie minęło zaledwie trzydzieści sekund. W przestrzeni NDE czas po prostu znika, jego ziemskie ramy stają się bez znaczenia.
Czego nauczyłam się po drugiej stronie?
To doświadczenie było całkowicie transformujące, piękne ponad wszelkie wyobrażenie. Wcześniej byłam agnostyczką z silnymi ateistycznymi skłonnościami, nie potrafiłam pogodzić cierpienia świata z istnieniem jakiejkolwiek wyższej siły.
Lecz po tym, co widziałam, po tym, co poczułam, wiem, że istnieje życie po śmierci. Jest piękniejsze niż cokolwiek, co można sobie wyobrazić, i w jakiś sposób, wszystkie religie mają w sobie ziarno prawdy.
„My, ludzie doświadczający NDE, jesteśmy jak posłańcy, wartownicy, którzy mają przekazać światu jedną, najważniejszą rzecz: istnieje zaświat, jest cudowniejszy niż można sobie wyobrazić, i choć szczegóły mogą się różnić, jego esencja to bezwarunkowa miłość, pokój i jedność.”
Na podstawie własnych doświadczeń, mogę podsumować kluczowe nauki z zaświatów:
- Istnieje życie po śmierci, które jest piękniejsze niż cokolwiek, co można sobie wyobrazić.
- Wszystkie religie zawierają w sobie ziarno prawdy.
- Esencją zaświatów jest bezwarunkowa miłość, pokój i jedność.
- Jedyną drogą do prawdziwej przyszłości jest życie w empatii i współczuciu.
Jednym z najtrudniejszych wyzwań dla nas, którzy wróciliśmy, jest próba opisania tego piękna słowami, które są po prostu niewystarczające. Ale wiem jedno: jesteśmy na progu wielkiej przemiany, wielkiego przebudzenia ludzkości.
A jedyną drogą do tej przyszłości, która ma sens, jest życie w empatii i współczuciu. Nigdy nie wiesz, przez co przechodzi druga osoba, a działanie z miłości i współczucia to jedyny język, jaki naprawdę rozumiemy po drugiej stronie.
Niezwykłe uzdrowienie: Dowód, który przeszedł medycynę
Moje NDE było nie tylko podróżą w zaświaty, ale i świadectwem niezwykłego uzdrowienia.
Przez ostatnie dwa tygodnie przed doświadczeniem cierpiałam na przewlekłą niewydolność serca, moje ciśnienie spoczynkowe wynosiło około 1/80 – stan alarmujący, który zazwyczaj wymaga chirurgicznej interwencji.
Jednak dwadzieścia cztery godziny po moim NDE, bez żadnej operacji czy leczenia sercowo-naczyniowego, moje ciśnienie krwi wynosiło idealne 120/80. Lekarze byli oszołomieni. Pytali, kiedy ostatnio miałam tak dobre wyniki.
Odpowiedziałam, że jakieś cztery lata temu, przed COVID-19, który zapoczątkował moje problemy zdrowotne. Od tamtej pory, niezależnie od innych dolegliwości, funkcjonowanie mojego serca jest idealne.
Moje pierwsze NDE, w kwietniu 2024 roku, było początkiem serii – od tamtego czasu miałam ich już od czterech do siedmiu, każde pogłębiające moje wewnętrzne zrozumienie.
To, co zobaczyłam i poczułam, zmieniło moją emocjonalną mapę w sposób, którego nie potrafiłabym opisać, nawet gdybym miała na to dziesięć tysięcy lat. To piękno czeka na nas wszystkich, jest tuż za rogiem.
Jeśli miałabym dać jedną radę, to brzmiałaby ona tak: Zawsze działajcie z miłością i z sercem pełnym współczucia.
Jesteśmy naprawdę jednym wielkim, obiektywnym ja, doświadczającym siebie subiektywnie na milionach różnych sposobów. Gdy krzywdzisz kogoś, krzywdzisz siebie. Wierzę, że ta świadomość jest kluczem do naszej zbiorowej przyszłości.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz