Co naprawdę zobaczyłam podczas śmierci klinicznej po wypadku na rzece?

Co naprawdę zobaczyłam podczas śmierci klinicznej po wypadku na rzece?

Wypadek na rzece w Teksasie wtrącił Sharon Sananikone w otchłań śmierci klinicznej, ale to, co wydarzyło się za zasłoną życia, na zawsze odmieniło.

Pamiętam, jak urywa mi się film, a potem tylko czuję uderzenie, potężny ból i niemożliwą do ogarnięcia myśl: „Nie wierzę, że wypadam z tego autobusu!”.

Był rok 2001, beztroski dzień spływu pontonami rzeką Guadalupe w Teksasie, świętowanie urodzin przyjaciółki, a potem nagły chaos w przepełnionym, pędzącym autobusie wahadłowym, który miał nas odwieźć na parking.

Dla Sharon Sananikone ten wypadek stał się początkiem niezwykłej podróży poza ciałem i doświadczenia śmierci klinicznej.

Kierowca z impetem zmieniał biegi, rzucało nami na boki, aż w końcu, gdy ruszał spod czerwonego światła, z impetem uderzyłam w awaryjne drzwi z tyłu pojazdu.

Drzwi ustąpiły z hukiem, a ja wypadłam. Spadłam na plecy prosto na zaczep przyczepy, którą ciągnął autobus, a moje ciało odbiło się, wpadając pod nią.

Myślałam wtedy: „Zatrzymaj się! Zatrzymaj się! Zabijesz mnie!” – krzyczałam w myślach, czując, jak wszystko wokół zwalnia do nieludzkiego tempa, a ja bezwładnie obracam się na bok pod kołami.

W tamtej chwili stało się coś, co wymazało cały ból fizyczny i strach.

Poczułam miażdżący ciężar tylnego koła przyczepy, które przejechało mi po szyi i głowie, a potem nagle, w jednej sekundzie, wystrzeliłam z ciała. To był moment mojej śmierci klinicznej.

Znalazłam się dwadzieścia stóp ponad sceną tego tragicznego wypadku, patrząc na wszystko z góry – na autobus, który nadal jechał, na moje leżące na asfalcie ciało.

„Cóż, chyba jednak umarłam” – pomyślałam z całkowitym spokojem, bez cienia przywiązania do ziemskiej powłoki. Unosząc się w powietrzu, z przerażającą jasnością, ale bez emocji, zobaczyłam zbliżający się wielki autobus podmiejski.

Przemknęła mi myśl: „Mam nadzieję, że ten autobus nie przejedzie po moim ciele, bo to byłby ogromny bałagan”.

Nie czułam jednak lęku, ani przerażenia, jedynie obiektywną obserwację. Zaczęłam myśleć o moich przyjaciółkach, jak ten dzień będzie dla nich zrujnowany.

O moim ówczesnym partnerze, widziałam go siedzącego na kanapie, smutnego. Wiedziałam, że „dojdzie do siebie, będzie z nim dobrze”.

Moja siostra, bliska mi osoba, miała wokół siebie rodzinę, która ją wesprze. Ale moją mamę, którą się opiekowałam i z którą mieszkałam blisko, ona wciąż mnie potrzebowała.

Czy śmierć naprawdę jest tylko przejściem?

Gdy tylko pomyślałam o mamie, poczułam obecność za sobą i odwróciłam uwagę od drogi i mojego ciała.

Tam stał mój ojczym, który zmarł trzy lata wcześniej – ten sam, którego tak bardzo pragnęłam odnaleźć w zaświatach podczas moich wcześniejszych doświadczeń poza ciałem.

Wyglądał oszałamiająco. Pierwsze, co mi przekazał, telepatycznie, brzmiało: „Nie nadszedł twój czas”.

„Nie nadszedł twój czas” – przekazał mi telepatycznie mój ojczym, a ja, cała w bólu i tęsknocie za nim, błagałam: „Ależ ja chcę z tobą zostać!”. On jednak niezłomnie trzymał się tego przesłania.

Próbowałam się z nim spierać, mówiąc: „Ależ ja chcę z tobą zostać!”. Odpowiedział mi, że moja matka wciąż mnie potrzebuje i mam jeszcze wiele do zrobienia na Ziemi. W trakcie tej telepatycznej rozmowy, z prawej strony zauważyłam ruch.

Otworzył się portal, coś, co nazwałam tunelem przodków.

W środku widziałam moich bliskich, tych, których znałam za życia, ale też tych, których nigdy nie spotkałam, a jednak rozpoznałam jako moją rodzinę. Nie było w nich jednak radości, ani entuzjazmu na mój widok.

Ich twarze wyrażały raczej obojętność, a nawet coś w rodzaju: „Nie tu jest twoje miejsce”. Brakowało radosnego powitania, które, jak wiedziałam głęboko w duszy, miało być na „powrotnym przyjęciu”.

Czułam, że ojczym miał rację. Jakaś siła ciągnęła mnie w stronę tunelu, ale za nim dostrzegłam coś jeszcze większego i jaśniejszego – ogromny, rosnący portal, tak olśniewający jak słońce.

Gdzie moje serce znalazło swój prawdziwy dom?

Z tego jasnego portalu wyłoniła się Istota. Poruszała się niezwykle szybko w moją stronę.

Miała białą szatę, długie, ciemne włosy i brodę. Rozpoznałam Go natychmiast jako Jezusa Chrystusa.

Wychowałam się w katolickiej rodzinie, ale nigdy nie byłam osobą religijną i nie jestem nią nadal. Mimo to, w tej chwili wiedziałam, że to On. Poczułam straszną, nieznośną tęsknotę.

Musiałam być z Nim. Poszybowałam w Jego stronę, a On objął mnie. W Jego ramionach poczułam się całkowicie w domu. To było uczucie, którego szukałam całe życie.

On również, podobnie jak ojczym, powiedział: „Nie nadszedł twój czas”. Roześmiał się, co było najpiękniejszym dźwiękiem, jaki kiedykolwiek słyszałam, a potem delikatnie podniósł moją brodę, bym spojrzała Mu w oczy.

W jego oczach ujrzałam czystą, bezwarunkową miłość, przekraczającą wszystko, co moglibyśmy sobie wyobrazić. To spojrzenie zmyło ze mnie wszelkie poczucie winy, niegodności, lęku. Poczułam się wreszcie w domu, w miejscu, do którego naprawdę należę.

Jego spojrzenie było niczym balsam, kojący każdą cząstkę poczucia winy, każde wątpliwe wspomnienie, każdy cień niegodności, który nosiłam w sobie.

Wszystko to zniknęło. Jego oczy, początkowo niebieskie, przeistoczyły się w głęboki, błękitny indygo, wyglądający jak cały wszechświat.

Widziałam w nich gwiazdy, galaktyki, kosmiczną przestrzeń, a moje własne oczy, jak w lustrze, odbijały ten kosmiczny widok. Wówczas poczułam ciepło w centrum serca, które wypełniało mnie miłością i światłem, rozlewając się po całym moim jestestwie.

Przestałam być Sharon. Byłam światłem.

Byłam miłością. Zostałam nią całkowicie zanurzona. Wiedziałam, że światło jest namacalne i inteligentne, że to właśnie ono jest tym, kim jestem, kim wszyscy jesteśmy.

Wygrzewałam się w tej wiecznej, nieskończonej chwili, wierząc, że był to dar od Niego, mający na celu przywrócenie do pełni sił mojego ciała.

W pewnym momencie usłyszałam, jak wzywa moje imię i pyta: „Chciałabyś odbyć ze Mną podróż?” Odpowiedziałam bez wahania: „Tak!” Wyciągnął rękę, a gdy tylko ujęłam ją, poczułam każdą linię i bruzdę z niesamowitą intensywnością, jakiej nigdy nie doświadczyłam na Ziemi.

Miałam wrażenie, że tutaj, na Ziemi, nosimy rękawiczki na zmysłach, które tłumią prawdziwą głębię odczuwania.

W tej sekundzie zostaliśmy wystrzeleni przez kosmos. Podróżowaliśmy z zawrotną prędkością przez gwiezdne, wirujące światła, w otoczeniu pięknych, nieznanych kolorów.

Dotarliśmy do błękitnej gwiazdy, kolejnego portalu, przez który przeszliśmy. Po drugiej stronie ukazała się turkusowa planeta, przepiękna kula zawieszona w jedwabistej ciemności kosmosu.

Gdy się do niej zbliżaliśmy, poczułam, jak jakaś część mnie, mojej duszy, zaczyna z nią zazębiać, aktywować wewnątrz mnie.

Rozpoznałam ją jako mój dom, oceaniczny świat. Poczułam głęboką więź z tą planetą, którą od razu rozpoznałam jako Matkę, podobnie jak Ziemia.

Moja świadomość przeniosła się do świadomości planety, tak jakbym była nią. Poczułam ogromną miłość, wdzięczność i współczucie dla każdego istnienia, dla każdej komórki w jej ciele.

Mogłam swobodnie przenosić swoją świadomość z perspektywy planety na świadomość każdej istoty, każdej komórki na jej powierzchni.

Pamiętam, jak wtedy uświadomiłam sobie, że na Ziemi nie kochamy wystarczająco naszych ciał. Ponownie usłyszałam swoje imię.

Chrystus wezwał mnie z powrotem do świadomości obok Niego i zapytał, czy chciałabym zejść na tę planetę. Odpowiedziałam „tak”, bo pamiętałam tamto życie.

Zostaliśmy zanurzeni, a ja ponownie połączyłam się ze swoją wodną rodziną: partnerem, dziećmi, rodzicami, całą społecznością.

To było istnienie, które nazywam piątym wymiarem. Nie chciałam wracać. Traciłam świadomość mojego ziemskiego życia, i On musiał mnie stamtąd wywołać.

Nie wiem, jak długo tam byłam, ale wierzę, że nadal tam jestem, a wszystko to kwestia przeniesienia mojej świadomości.

Wierzę, że jesteśmy istotami wielowymiarowymi.

Czy obietnica złożona w zaświatach może trwać całe życie?

Kiedy zapytał, czy jestem gotowa wrócić, powiedziałam: „Zgodzę się, ale pod jednym warunkiem: że będę wiedzieć, że jesteś ze mną namacalnie przez całe moje życie na Ziemi.

Że jesteś zawsze przy mnie, idziesz ze mną, wspierasz mnie, masz moje plecy. Że jesteś tam świadomie”.

Odpowiedział: „Umowa stoi”. I w tej samej chwili, nagle, byłam z powrotem w moim fizycznym ciele, leżącym na środku drogi w New Braunfels w Teksasie.

Moi przyjaciele zdążyli już wysiąść z autobusu i byli przerażeni. Ja podskoczyłam, pobiegłam na pobocze drogi. Kierowca wezwał karetkę.

Zabrał mnie do szpitala, gdzie położono mnie na stabilizatorze kręgosłupa.

  • Straciłam włosy tam, gdzie przejechało koło.
  • Mam problemy z szyją, uszkodzone nerwy.
  • Posiadam blizny po otarciach na głowie, dłoniach i nogach.
  • Nic jednak nie było złamane.

Po pięciu godzinach zostałam wypisana. Wiem, to szalona historia – że zostałam zabrana do wodnego świata. Zajęło mi sporo czasu, aby przetworzyć to wszystko, ponieważ było to zbyt wiele dla mojej psychiki.

Gdy zaczęłam dzielić się moją historią, otrzymałam mnóstwo wiadomości od ludzi, którzy mieli podobne sny, medytacje czy wizje wodnych światów, gdzie czuli się jak w domu. To napełniło mnie spokojem, bo ja również czuję się w domu w wodzie.

Wierzę, że wszyscy jesteśmy w pewnym sensie istotami wodnymi. Nasza planeta jest pokryta wodą w 70%, podobnie jak nasze ciała.

Wierzę, że z tego pochodzimy. Chrystus dotrzymał obietnicy. Jest ze mną przez cały czas.

Nie w sensie religijnym, bo nadal nie jestem osobą religijną, ale On jest dla mnie najważniejszy, moim przewodnikiem, do którego zwracam się w każdej chwili. Czuję Jego obecność. To doświadczenie całkowicie zmieniło moje życie.

Dziś jestem medium, intuicyjnym doradcą, terapeutką dusz oraz poprzednich wcieleń, pomagam innym przetwarzać to, co przenieśli z innych żyć.

Chrystus pomógł mi to wszystko przypomnieć. To naprawdę ważna praca. Pomógł mi ogromnie i teraz to ja pomagam innym odnaleźć ich ścieżki w tym wielowymiarowym istnieniu.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=7BBNoKP4x0s
Tekst został opracowany redakcyjnie na podstawie oryginalnej relacji.
Wojciech Kroks · redaktor naczelny Na Granicy Światła

Dziennikarz z Gdańska z ponad 15-letnim stażem. Twórca kanału Obecność na YouTube. Tłumaczę i opracowuję prawdziwe historie NDE z całego świata — każda oparta na wiarygodnych źródłach, 100% faktów z oryginału.

Więcej o naszej misji →
Poznaj swoją kartę gwiazd

Spersonalizowany horoskop wedyjski oparty na precyzyjnych obliczeniach astronomicznych — odkryj swoją mapę karmy, przeznaczenia i potencjału.

Zobacz horoskopy wedyjskie →

🕸️ Połączone w portalu

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

Komentarz pojawi się po moderacji
32 zadowolonych klientów 5.0/5 średnia ocena (10 opinii) 121 abonentów newslettera