Z ciemności głębin do światła, które woła – podróż 17-latka poza czas

Z ciemności głębin do światła, które woła – podróż 17-latka poza czas

Pamiętam ten dzień, jakby był wczoraj – słony smak wody, lęk ściskający gardło i nagły mrok. Ale to, co nastąpiło później, przerosło wszelkie wyobrażenia o życiu i śmierci, rzucając mnie w objęcia czegoś tak znajomego, jak i niewyobrażalnego.

Siedemnaście lat. Tyle miałem lat, gdy tamtego dnia, w 1972 roku, nurkowałem u wybrzeży Corona Del Mar w Kalifornii. Moja matka miała złe przeczucia, prosiła, bym odpuścił sobie to hobby, zrezygnował z nurkowania. Ale cóż, w tym wieku człowiek czuje się nieśmiertelny, prawda? Uśmiechnąłem się tylko, zapewniając ją, że wszystko będzie dobrze.

Z Richardem i Rickym, moimi przyjaciółmi ze szkoły, nie nurkowaliśmy regularnie, ale zawsze ostrożnie, nigdy głębiej niż na dwadzieścia, góra sześćdziesiąt stóp. Tego dnia byliśmy na jakichś czterdziestu. Nagle, podczas oddechu, nic. Pustka. Mój główny automat oddechowy odmówił posłuszeństwa. Walczyłem z nim, ale bezskutecznie.

Spokojnie, pomyślałem, mam rezerwę. Pociągnąłem za linkę zaworu rezerwy, wziąłem potężny haust powietrza. Drugi oddech... znowu nic. Rezerwa również padła. Do dziś nie wiem, czy to brak powietrza, czy usterka automatu, ale to już było bez znaczenia. Zostałem w tyle, za Richardem i Rickym. I wtedy zaczął się prawdziwy strach. Wypuściłem już powietrze z płuc, więc nie miałem czym oddychać.

Swobodne wynurzanie bez powietrza – to była moja najsłabsza strona, nawet na egzaminie nurkowym. Próbowałem zwrócić ich uwagę, ale nic. Byliśmy tacy, wiecie, żartownisie, wiecznie zbijaliśmy sobie maski. Musieli myśleć, że znowu ich podpuszczam. Pokazałem im podwodny znak: brak powietrza. Odpowiedzieli środkowymi palcami. Żartują, głupcy! Unosiłem się tam bezradnie, desperacko licząc, że jednak przyjdą, podzielą się powietrzem.

Nie przyszli. Skupiłem się na utrzymaniu automatu w ustach. Czułem, jak zbliża się moment utraty świadomości, jak nadchodzi ciemność. Wpadłem w panikę. Miałem dopiero siedemnaście lat, tyle życia jeszcze przede mną! Pomyślałem o rodzicach, o mamie, która tak nie chciała, żebym nurkował. Jak bardzo byliby rozczarowani.

Ułamek sekundy przed całkowitym zaciemnieniem, stało się coś niewiarygodnego. Fala euforii, absolutnej, niepojętej radości, zalała mnie. Strach zniknął. Ból, który czułem w płucach, zniknął. Nic. Poczułem się szczęśliwy. Wolny. To było naprawdę dziwne, ale jakże prawdziwe.

Ponad Zatoką Aniołów

Nagle byłem gdzie indziej. Byłem ponad plażą, skąd wyruszyłem. Patrzyłem w dół na nasze rzeczy, na lodówkę turystyczną, na bojki nurkowe Richarda i Ricky'ego, które wciąż unosiły się daleko za załamującymi się falami. Wiedziałem, że oni nadal są pod wodą. Czułem się bardzo żywy, absolutnie cały. Brakowało mi tylko sprzętu nurkowego.

Cholera, pomyślałem, przecież go wypożyczaliśmy, będziemy musieli za niego zapłacić, jeśli coś się stanie! Ale za każdym razem, gdy ogarniał mnie ten przyziemny lęk, ten niewiarygodny spokój wracał, usuwając wszelkie obawy. Zniknęły. Dziś wciąż mam lęk wysokości, ale wtedy? Wtedy moja uwaga natychmiast przeniosła się z utraty sprzętu na to, jak to możliwe, że w ogóle latam i unoszę się w powietrzu.

Ponownie ogarnął mnie ten wszechogarniający spokój, ten sam, który czułem tuż przed utratą świadomości. Zacząłem się rozglądać. Poruszałem się w kierunku północno-zachodnim. I wtedy zaczęło do mnie docierać, że muszę zwracać baczną uwagę na to, co się dzieje. Nie umiałbym powiedzieć, czy byłem ciałem, czy duchem. Czułem się cały, kompletny. Na moim „fizycznym” nadgarstku miałem swój zegarek nurkowy.

Zauważyłem, że mogę kontrolować swój ruch w locie. Mogłem się zatrzymać, gdy się na tym skoncentrowałem. Ale jeśli zbyt długo pozostawałem w bezruchu, zaczynałem mocno wibrować, a lęk wysokości wracał. Spadnę! — myślałem. Kiedy przestawałem się koncentrować na zatrzymaniu, znowu zaczynałem się poruszać, jakby ktoś, jakaś niewidzialna siła, przejęła kontrolę.

Czułem się lekki i beztroski, w sposób, którego nigdy wcześniej nie doświadczyłem. Każdy strach natychmiast zastępowała absolutna radość. To było niesamowite uczucie. Zauważyłem, że kierunek, w którym się poruszałem, doprowadzi mnie z powrotem do mojego miasta. Pamiętam, jak wyraźnie unosiłem się nad Disneylandem i Knott's Berry Farm. To było dziwne. Miałem wrażenie, że jestem prowadzony przez niewidzialną siłę.

Nie widziałem nikogo, tylko ziemię i niebo aż po horyzont. Postanowiłem zmierzyć odległość, którą pokonywałem, porównując punkty na ziemi i mierząc czas sekundnikiem zegarka. Nie wiem, dlaczego to robiłem. To uczucie po prostu przyszło, a wtedy wydawało się to praktyczne, biorąc pod uwagę to, co się działo. Szybko zdałem sobie sprawę, że nie mogę dokładnie oszacować odległości na ziemi. Z czasem ten proces zaczął mnie frustrować.

Jednak zanim porzuciłem ten eksperyment, zauważyłem coś, co intuicyjnie poczułem bardzo mocno: mój zegarek niezmiennie odmierzał sekundy, liniowo, ale odległość na ziemi nie była stała. Różniła się. Moja prędkość nie była liniowa. Zmieniała się, ale zegarek nie. Ta głęboka intuicja, która towarzyszyła mi przez całe to doświadczenie, kazała mi wierzyć, że coś jest naprawdę nie tak. Próbowałem się bać, ale nie mogłem. Strach po prostu nie chwytał.

I nie byłem zbytnio zaskoczony, kiedy wleciałem do miasta, w którym mieszkałem, od południowego wschodu. W końcu to był kierunek, w którym zmierzałem od opuszczenia plaży.

Matczyna Intuicja i Groby Przodków

W końcu unosiłem się nad moim domem, pragnąc z całych sił po prostu opaść i wejść do środka. Ale nie mogłem. Zatrzymałem się, ćwiczyłem to od początku podróży. Unosiłem się tam, nad moim domem. Czułem obecność matki w kuchni. Czułem dokładnie, gdzie stoi. Czułem, że ogarnął ją przemożny smutek i była bardzo czymś zaniepokojona, ale nie mogłem zrozumieć, dlaczego. Znowu zacząłem wibrować.

Z lęku, że wypadnę z nieba i wpadnę przez dach mojego domu, rozluźniłem się i znowu zacząłem się poruszać. Obserwowałem, że mój kurs od plaży zmienił się z północno-zachodniego na bardziej północny, z lekkim odchyleniem na wschód. Uważnie śledziłem całe to doświadczenie, czułem je, obserwowałem, upewniając się, że zapamiętam szczegóły, którymi teraz się dzielę. Spojrzałem na nowy kierunek i zobaczyłem cmentarz Rose Hill w Whittier w Kalifornii.

Będąc w powietrzu, instynktownie poczułem, że jeśli utrzymam ten nowy kurs, przelecę nad cmentarzem. Wkrótce wszedłem na cmentarz od południa. Zaskoczyło mnie, kiedy zatrzymała mnie jakaś niewidzialna siła. Do tej pory wszystkie przystanki inicjowałem ja, koncentrując się na zatrzymaniu. Przynajmniej tak to wtedy odczuwałem. Znowu miałem bardzo silne przeczucie, że moje myśli i założenia są słuszne.

Spojrzałem w dół i wyraźnie zobaczyłem, że znajduję się nad grobami mojej rodziny, już zajętymi przez mojego zmarłego dziadka i prababcię. Były też inne puste groby, ale również należące do mojej rodziny. Nagle, znikąd, usłyszałem głos mówiący: „Co sądzisz o tym, co się tam dzieje?”. Na horyzoncie, tuż przede mną, pojawił się mężczyzna. Widziałem tylko jego głowę. Wyglądał na Latynosa, z gigantycznym wąsem. Mówił do mnie i widziałem ruch jego ust.

Pojawiał się i znikał, czasem był przezroczysty, potem półprzezroczysty, potem prawie materialny, ale nigdy naprawdę solidny. Miałem intuicję, że to on mnie prowadził i chronił przed upadkiem z nieba w mojej podróży z plaży, potem do domu, a potem na cmentarz. Przez lata nazywałem go Przewodnikiem. Ponownie powiedział: „Co sądzisz o tym, co się tam dzieje?”.

Mój Własny Pogrzeb

Spojrzałem w dół ponownie. Nie spodziewałem się zobaczyć niczego nowego, skoro i tak patrzyłem na groby rodzinne przez to, co wydawało mi się wiecznością, zanim Przewodnik się pojawił i zaczął do mnie mówić. Kiedy spojrzałem tym razem, na dole odbywał się pogrzeb. Ale tego pogrzebu nie było tam przed sekundą, byłem tego pewien. Byłem zbyt wysoko, by dokładnie rozpoznać, co się dzieje.

Wiedziałem, że to pogrzeb, bo widziałem trumnę, ale nie mogłem rozróżnić żadnych ludzi. To był pierwszy raz, kiedy widziałem ludzi na ziemi podczas całej mojej podróży. Odwróciłem się do Przewodnika i powiedziałem: „Czy możesz mnie zbliżyć, żebym lepiej zobaczył ludzi?”. Uprzejmie odpowiedział: „Nie”. To zmusiło mnie, by spojrzeć w dół i spróbować samemu to rozgryźć.

Pamiętam wyraźnie, jak skupiłem się na ludziach stojących najbliżej trumny, kiedy kobieta, którą trzymał mężczyzna, wyrwała się z jego uścisku. Dosłownie rzuciła się na trumnę i po angielsku i hiszpańsku wypowiedziała te wszystkie rzeczy, które matka powiedziałaby, gdy umiera jej jedyny siedemnastoletni syn. Całe doświadczenie stało się teraz tak bardzo poważne, tak bardzo prawdziwe.

Próbowałem poczuć szok, rozczarowanie, ale po prostu nie mogłem być smutny ani zmartwiony. To mi ogromnie pomogło, bo gdybym mógł, zwariowałbym, ale nie mogłem.

„To mój pogrzeb, prawda?”

Spojrzałem na Przewodnika i powiedziałem: „To mój pogrzeb, prawda?”. Odpowiedział: „Tak”. Znowu spojrzałem w dół. Teraz widziałem moich przyjaciół i samochody z tamtych czasów. Było tam wielu przyjaciół. Moja mama i tata stali blisko mojej trumny. Moja młodsza siostra i jej chłopak również stali blisko. Moja dziewczyna, z którą później się ożenię, też stała w pobliżu. Gdybym mógł się załamać, zrobiłbym to.

Ale nie czułem żadnej nędzy, nienawiści, bólu, strachu – nic. Wszystko było po prostu w porządku, bez względu na to, co widziałem czy czułem. Gdybyśmy wszyscy mogli czuć się tak na tym świecie, byłby to bardzo wyjątkowy świat. Przewodnik powiedział mi wtedy: „Musisz zdecydować, czy chcesz iść, czy przyjść z nami”. Byłem jednak zbyt zajęty próbą odczucia czegokolwiek w związku z moim własnym pogrzebem i nie czułem nic.

Przewodnik ponownie powiedział: „Musisz zdecydować, czy chcesz iść, czy przyjść z nami”. Niemożność odczuwania strachu czy czegokolwiek innego nie przeszkodziła mi w byciu szorstkim w stosunku do Przewodnika. Powiedziałem mu więc: „Powiedziałeś to już dwa razy. Użyłeś słowa ‘z nami’ dwa razy. A przecież jesteśmy tu tylko ty i ja. Co masz na myśli, mówiąc ‘z nami’?” – powiedziałem szorstkim tonem.

Kraina Poza Zasłoną

W tej dokładnie sekundzie, za Przewodnikiem, pojawiła się kraina. Piękna kraina, jakiej nigdy w życiu nie widziałem. Podróżowałem do wielu miejsc na Ziemi, ale jeszcze nie znalazłem miejsca, gdzie rośliny i drzewa świeciłyby tak, jak tam. To była jak piękna tropikalna dżungla. Widziałem ptaki latające z trzema wyraźnie oddzielonymi ogonami, niepodobne do ptaków, które widziałem na Ziemi. Widziałem rośliny i drzewa, które nie miały dla mnie sensu.

Było tak pięknie, tak spokojnie i bardzo jasno. Wszystko było jasne i żywe. Zaczynałem już rozumieć, co się tu dzieje. Wiedziałem, że to, na co patrzę i czego doświadczam, nie jest niczym ziemskim. Ponownie zacząłem obserwować. Zauważyłem, że w momencie pojawienia się tej krainy, została ona oddzielona głębokim kanionem. Ja i Przewodnik byliśmy po jednej stronie, a ten tropikalny raj po drugiej.

W takim stopniu, w jakim mogłem się martwić, byłem zaniepokojony, ponieważ czułem, jak to miejsce wzywa moje komórki, by przekroczyły kanion. Właściwie czułem bardziej, że moje atomy są przyciągane do tego miejsca. Instynkt podpowiadał mi, że jeśli przekroczę tę przepaść, nie będę mógł wrócić. A jednak to miejsce wzywało każdą cząstkę mojego jestestwa. Bardzo chciałem tam iść, ale wiedziałem, że jeśli to zrobię, nie będę mógł wrócić.

Pomyślałem, jak wpłynęłoby to na moją siostrę, rodziców, dziewczynę i przyjaciół, gdybym zdecydował się przekroczyć. Pomyślałem o tym, że nigdy nie będę ojcem ani nie będę miał dzieci. Miałem tylko siedemnaście lat i chciałem doświadczyć więcej życia. Więc kontynuowałem koncentrację, by nie pozwolić ani jednemu atomowi czy komórce przekroczyć tej otchłani, która stała przede mną.

A jednak miałem to dziwne uczucie, że tam przynależę, że stamtąd pochodzę, że to miejsce jest moim domem i że wszystko stamtąd pochodziło, widzialne i niewidzialne. Naprawdę chciałem tam być, pójść tam. Ale wiedziałem, że jeśli przekroczę tę granicę, będą konsekwencje. Moja intuicja podczas całego tego doświadczenia była moim jedynym przewodnikiem. I tak, zawsze czułem, że już tam byłem.

W każdym razie, Przewodnik powtórzył: „Musisz zdecydować, czy chcesz iść, czy przyjść z nami”. Spojrzałem na niego i powiedziałem: „Dlaczego ciągle mówisz ‘z nami’? Przecież jesteśmy tu tylko we dwóch.”

Oblicze Wiecznej Miłości

W tej samej sekundzie, zza tej wspaniałej krainy, zszedł z nieba mężczyzna, jakby po niewidzialnych schodach. Widziałem, jak stąpa w dół, ale nigdy tak naprawdę nie dotknął ziemi. Wydawało się, że unosi się i nigdy tak naprawdę nie styka się z tym, co uważałbym za podłogę czy ziemię. Jego ruchy w ten sposób wydawały mi się bardzo nienaturalne. Zauważyłem też, że w przeciwieństwie do mojego Przewodnika, on był solidny.

Nie mogłem przez niego prześwitywać. Podczas gdy przez całe to doświadczenie zmagałem się z jego pełnym zrozumieniem, rozwikłaniem rzeczy, co robiłem bardzo powoli, nie zajęło mi dużo czasu, by zorientować się, kto właśnie zszedł z nieba. To był Jezus Chrystus – którego dziś nazywam boską postacią, starając się zachować neutralność wyznaniową. Wiedziałem, że to on, po prostu to wiedziałem.

Wyglądał trochę jak na wszystkich obrazach, które widziałem na ziemi, ale jednak niezupełnie. To niesamowite uczucie patrzeć prosto na Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, jak jest znany na Ziemi. Był ubrany w długą, niebieską szatę. Był szczupłym mężczyzną, a raczej istotą, znacznie przystojniejszą niż na jakimkolwiek ziemskim przedstawieniu. Miał luźne, kręcone, złocisto-blond włosy, dość długie, ale nie za długie.

Wystarczyło jedno spojrzenie na niego, by poczuć, że jest twoją rodziną, twoim ojcem. Moje komórki i atomy chciały tam po prostu polecieć i go objąć. Ale wiedziałem, że gdybym przekroczył ten kanion, byłaby to podróż bez powrotu. Moje instynkty powstrzymywały mnie przed przekroczeniem. Intuicyjnie wiedziałem, co by się stało, gdybym przekroczył. Chciałem zachować sobie jakieś opcje, jeśli w ogóle coś takiego istniało.

Wiele razy przez ostatnie 33 lata myślałem, że gdybym miał szansę jeszcze raz, skorzystałbym z niej. Wiele razy myślałem: Dlaczego tego nie zrobiłeś, stary? Przegapiłeś podróż życia. Trudno to opisać, ale wydawało się, że patrzyliśmy na siebie przez to, co wydawało się godzinami. W pierwszej sekundzie, gdy go zobaczyłem, wiedziałem, że on wie o mnie wszystko. Moją przeszłość, teraźniejszość, przyszłość.

Czułem się bezwartościowy, a może lepiej powiedzieć, zwyczajny. Czułem i wiedziałem, że nie ma nic, co mógłbym powiedzieć tej istocie, czego by już nie wiedziała. Czułem go w swojej głowie. Czułem jego myśl tuż przed wszystkim, co ja czułem i myślałem. Naprawdę chciałem z nim pójść, ale już planowałem swoje wymówki, żeby nie iść.

Czułem się źle, bo czułem go w swojej głowie i czułem, że nie mogę oszukać tej istoty w żaden sposób ani w żadnej myśli. Było tak, jak mówią na Ziemi. Był wszechwiedzący, wszechwidzący, i czuło się to. Ale wydawał się bardzo zrelaksowany, bardzo wyrozumiały. Miałem wiele uczuć, kiedy tak staliśmy i patrzyliśmy na siebie. Jezus powiedział mi wtedy: „Musisz zdecydować, czy idziesz z nami, czy chciałbyś wrócić”.

Wtedy uświadomiłem sobie najbardziej zadziwiającą rzecz w moim całym życiu. Mówił prosto do mojej głowy, a jego usta nigdy, przenigdy się nie poruszyły. Czułem, jak to wychodzi z jego głowy i wchodzi do mojej. Moje uszy nigdy nie były używane, kiedy się z nim komunikowałem. To było po prostu niesamowite, że komunikowałem się z tą istotą w telepatycznej rozmowie.

To mnie oszołomiło i sprawiło, że poczułem się jednocześnie taki inny i taki wyjątkowy. Z jakiegoś dziwnego powodu wydawało mi się to bardzo naturalne. I pomyślałem, dlaczego nie mogłem tego robić w moim starym świecie. Wyraźnie czułem, że on wiedział, co zamierzam powiedzieć, zanim jeszcze pomyślałem o tym, żeby to powiedzieć. Próbowałem rozmawiać z Jezusem telepatycznie, ale moje wysiłki były w najlepszym razie komiczne.

Moje usta zawsze się poruszały. Wydobywały się z nich dźwięki. Ale miałem dobrą koncepcję, która do tego momentu była dla mnie czymś, czego ludzie nie są w stanie robić. Nadal czułem się bardzo ludzki. Po prostu wymyśliłem dobre powody, dla których nie chciałem z nimi iść i dlaczego wolałem wrócić, będąc bardzo szanującym i starając się nikogo nie urazić. Byłem zaskoczony, kiedy powiedział mi: „Wiedziałem, że podejmiesz taką decyzję”.

Nie skomentował nic więcej. Po prostu skinął głową w geście zgody i uśmiechnął się do mnie. Instynktownie unosiłem się tam, czekając, aż zostanę odesłany z powrotem. Jezus znowu przemówił do mojej głowy, nie przez moje uszy. Powiedział: „Kiedyś będę miał dla ciebie pracę do wykonania”. Pomyślałem do niego: „Zawsze, zrobię wszystko, o co poprosisz”. On powiedział: „Będziesz miał długie życie”. Pomyślałem z powrotem: „Dziękuję”.

Kiedy odwrócił się, znowu zauważyłem, że nie dotyka ziemi.

Powrót do Ciała i Czasu

Boom. Znalazłem się z powrotem w wodzie, a Richard i Ricky byli tak blisko, z wyrazem skrajnego strachu na twarzach. To dało mi szansę, by wyrwać im automaty oddechowe z ust i oddychać, i oddychać, i oddychać. Potem wszyscy zaczęliśmy dzielić się powietrzem i ruszyć w górę, na powierzchnię. Kiedy znaleźliśmy się na plaży, po prostu leżałem tam, oszołomiony tym, co się stało, w całkowitym niedowierzaniu wobec tego, czego właśnie doświadczyłem. Byłem bardzo wzruszony emocjonalnie, a jednak spokojny i czułem się całkiem szczęśliwy, że wróciłem do tego świata. Zapytałem Richarda i Ricky'ego, co się stało, a oni mi opowiedzieli. Odwrócili się, żeby po mnie wrócić, bo zostałem trochę za daleko w tyle. Kiedy do mnie wrócili, powiedzieli, że zacząłem zmieniać kolory. Przeszedłem od jasnego brązu do niebieskiego, potem ciemnego niebieskiego, a potem matowego szarego. Po prostu unosiłem się w wodzie jako ten bladoszary, bezwładny człowiek. Powiedzieli mi, że bali się mnie dotknąć lub ruszyć. Powiedzieli, że po tym, co wydawało się 5 do 10 minut, przynajmniej dla nich, zauważyli, że moje kolory znowu zaczęły się zmieniać. Powiedzieli, że przeszedłem od bladego szarego z powrotem do ciemnego niebieskiego, potem jasnego niebieskiego, a potem znowu byłem jasnobrązowy. Kiedy spojrzałem w ich maski, wyglądali na sparaliżowanych strachem. Wtedy właśnie wyrwałem im automaty oddechowe. Na plaży obaj domagali się ode mnie wyjaśnień. Czuli, że coś mi się stało, ale nie byłem w nastroju do rozmowy, bo sam w to nie wierzyłem. Próbowałem to rozgryźć, ale nie szło mi najlepiej. Poprosiłem Richarda, żeby odwiózł nas do domu; tego dnia przyjechaliśmy moim samochodem. Zazwyczaj nurkowaliśmy wcześnie, więc po nurkowaniu mieliśmy resztę dnia. Oddaliśmy wypożyczony sprzęt nurkowy i wkrótce jechaliśmy autostradą. Znowu zaczęły się pytania: „Co ci się stało? Coś ci się stało. Powiedz nam, co się stało”. Ledwo mogłem siedzieć na przednim siedzeniu pasażera. Czułem się słaby i zmęczony. Czułem się bardzo dziwnie. W końcu powiedziałem Richardowi i Ricky'emu, że coś mi się stało, ale tak naprawdę nie byłem pewien, jak im to wytłumaczyć. Powiedziałem im, że i tak mi nie uwierzą, jeśli im powiem, co się wydarzyło. Od tamtego dnia moje życie nie było już takie samo. Chociaż minęły dziesiątki lat, to doświadczenie ukształtowało mnie na nowo. Nauczyło mnie szanować życie w każdy jego najdrobniejszy szczegół i widzieć poza horyzontem ziemskiej egzystencji. Czułem się uprzywilejowany, wybrany. Dziś wiem, że nie byłem sam. I choć czasem żałuję, że nie przekroczyłem tej przepaści, by pójść za głosem serca, to obietnica „pracy” i „długiego życia” dała mi cel. Wciąż czekam na dzień, gdy zrozumiem, co to za praca. Ale wiem, że każdy dzień, to dar, który ma sens, niezależnie od tego, jak ziemski się wydaje.

Źródło: youtube
Tekst został opracowany redakcyjnie na podstawie oryginalnej relacji.
Redakcja Na Granicy Światła

Tłumaczymy i opracowujemy redakcyjnie prawdziwe historie doświadczeń bliskich śmierci (NDE) z całego świata. Każdy tekst powstaje na podstawie wiarygodnych źródeł — wywiadów, baz danych NDERF i publikacji naukowych. Zachowujemy 100% faktów z oryginału.

Więcej o naszej misji →

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

Komentarz pojawi się po moderacji