Leżałam w szpitalnym łóżku, a świat powoli rozpadał się na kawałki, stając się czymś więcej niż tylko materią, rozpoczynając moje doświadczenie śmierci klinicznej.
Czułam, jak ból rozrywa moje ciało, a jednocześnie otacza mnie dziwna, niezwykła lekkość; wiedziałam wtedy, że to już koniec, że moje fizyczne ja chyli się ku upadkowi.
Moje usta były niemal białe, jak mówiła później Lolly, moja najlepsza przyjaciółka, która drżała obok mnie, widząc, jak życie opuszcza moje ciało; to wszystko było dla niej traumatyczne, dla mojej rodziny, którą lekarze i pielęgniarki wzywali, aby przybyli się pożegnać.
„Twoja przyjaciółka nie wygląda dobrze. Powinnyście na nią uważać. Mamy tu dengę, malarię, wiele innych chorób.”
Czułam, jak moja dusza powoli, z delikatnym szelestem, wyślizguje się z tego, co jeszcze przed chwilą było mną, i wznosi się w przestrzeń, która była jednocześnie rozległa i intymna.
Od razu znalazłam się w miejscu, gdzie światło mieszało się z aksamitną ciemnością, a wszystko nasycone było ciepłym, różowo-pomarańczowym blaskiem, który przenikał każdą komórkę mojej istoty.
Nie było już bólu, tylko czysta, kojąca ekspansja, a wokół mnie unosiły się niezliczone istoty, które natychmiast rozpoznałam jako anioły.
Ich obecność była niczym delikatny szum wiatru, a zarazem potężna, wszechogarniająca miłość, która sprawiła, że poczułam się, jakbym wreszcie wróciła do domu, którego szukałam całe życie.
Czy pamiętamy, co zaplanowaliśmy przed narodzinami?
Anioły przemówiły do mnie nie słowami, lecz wibracją, czystą energią, która wypełniła całą moją istotę, mówiąc mi, że to wszystko, ten mój odlot, jest częścią mojego kontraktu duszy.
“Natalie, zawsze planowałaś spędzić ten czas z nami” – usłyszałam, a raczej poczułam, tę głęboką, przepełnioną miłością wiadomość.
Powiedziały mi, że nauczą mnie wielu rzeczy, a moim zadaniem będzie przynieść tę wiedzę z powrotem na Ziemię, stać się mostem między wymiarami i pomóc tysiącom ludzi połączyć się z królestwem aniołów.
Co więcej, miałam sama odzyskać pełnię zdrowia po tej chorobie, która ściskała moje ciało – one miały mi pokazać drogę.
Pamiętam, że zanim się narodziłam, jedyną rzeczą, za którą tęskniłam, była utrata silnego połączenia z tym anielskim wymiarem; teraz mi przypomniano, że miałam dostać moment w życiu, w którym będę mogła w pełni powrócić, będąc jednocześnie zawsze z nimi połączona, nawet na Ziemi.
W tamtym momencie przypomniałam sobie, że już jako mała dziewczynka, mając może pięć czy sześć lat, siedząc na tylnym siedzeniu samochodu mojej mamy, czułam to wewnętrzne powołanie do czegoś więcej.
Patrzyłam na drzewa, ludzi, budynki, i zadawałam sobie pytanie: "Jeśli to wszystko zniknie, to co wtedy pozostanie?".
Wtedy właśnie poczułam, jak ciemność i światło zlewają się w jedno, a moje ciało rozszerza się poza granice fizyczności, łącząc się z czymś znacznie większym niż indywidualne doświadczenie.
Pamiętam też, że przez całe życie miałam niezwykłą zdolność do czytania energii; dorastałam z mamą, która cierpiała na chorobę dwubiegunową, i musiałam nauczyć się wyczuwać jej nastrój, aby wiedzieć, czy czeka mnie miłość, czy gniew.
Ta umiejętność, wykształcona z potrzeby bezpieczeństwa, stała się później fundamentem mojego daru, choć wtedy jeszcze nie wiedziałam, do czego mnie poprowadzi.
Jak światło przemieniało moje rany z przeszłości?
Anioły pokazywały mi, jak wnoszenie światła mojej duszy do ciała podnosi jego wibracje, a to z kolei regeneruje komórki – to było niczym alchemia, którą odkrywałam na nowo.
Spędziłam z nimi tygodnie, wychodząc z ciała, by uczyć się, a potem wracając, by wdrażać te nauki.
Kiedy wracałam, prosiłam Lolly o prysznic, a lekarzy o jedzenie – wiedziałam, że muszę wspomóc swoje fizyczne ciało, by pomóc mu odzyskać siły. Pracowałam z różnymi barwami światła, które niczym żywe byty, przenikały moją duszę:
- Różowe światło miłości własnej: Pokazywano mi wszystkie te momenty w życiu, kiedy byłam dla siebie okrutna, kiedy jako nastolatka zmagałam się z bulimią, kiedy patrzyłam w lustro i nienawidziłam tego, co widzę, kiedy mój wewnętrzny głos mówił mi, że jestem niewystarczająca. Z aniołami pracowałam nad tym, by przemienić te rany, by wnieść miłość do mojego serca, przekształcając przeszłość.
- Zielone światło: Przynosiło równowagę, obfitość i głębokie odnowienie, łącząc mnie z naturą mojej duszy.
- Złote światło: Podnosiło częstotliwość mojego fizycznego ciała.
„To było naprawdę emocjonalne, bo z jednej strony czułam smutek, żegnając się z tym rozszerzonym stanem, ale z drugiej – byłam podekscytowana, że w pełni się zregeneruję i będę mogła dzielić się tymi wszystkimi przesłaniami.”
To była intensywna nauka, podczas której zrozumiałam, że Ziemia jest niezwykłym darem, a to, że nasza dusza kondensuje się w ciele, by przeżyć ludzkie doświadczenie, jest czymś naprawdę wyjątkowym.
Zobaczyłam, że ten świat jest w dużej mierze wytworem naszego umysłu; to, co myślimy, wysyła fale częstotliwości, tworząc naszą rzeczywistość.
Każde zranienie, które zadałam sobie w życiu, tworzyło blokady w moim ciele i umyśle; teraz widziałam, jak można je rozpuścić i uwolnić, by w pełni manifestować światło, którym jesteśmy.
Powrót do ciała: Cud w Singapurze.
W końcu nadszedł moment, gdy anioły powiedziały, że muszę wrócić do swojego ciała i że już nie będę mogła do nich wrócić w ten sam sposób.
To było bardzo emocjonalne pożegnanie; czułam smutek, żegnając się z tym rozszerzonym stanem bycia, ale jednocześnie ogromną ekscytację na myśl o powrocie na Ziemię i dzieleniu się tymi wszystkimi przesłaniami.
Pożegnałam się z aniołami, wiedząc, że zawsze będą ze mną wibracyjnie połączone i że będą mnie wspierać w mojej misji.
Wróciłam do mojego ciała, wnosząc w nie całe światło mojej duszy, i dzień po dniu moja rekonwalescencja postępowała, choć było powolne i wymagało niezwykłej pracy.
Pielęgniarki i lekarze z niedowierzaniem obserwowali moje parametry życiowe, które powoli zaczynały się poprawiać.
“No dalej, Nat. Musisz iść w górę!” – słyszałam moją Lolly, a ja wlewałam w siebie coraz więcej i więcej światła. Organy zaczęły reagować, mój mózg odzyskiwał funkcje, a ja, ku ich ogromnemu zdziwieniu, stałam się chodzącym cudem.
Wyszłam ze szpitala o własnych siłach i mogłam kontynuować swoją podróż do Tajlandii. To, co działo się potem, było prawdziwą magią.
W Tajlandii, podczas kręgu prowadzonego przez mnicha, on spojrzał na mnie i powiedział: "Masz w sobie coś wyjątkowego.
To ty poprowadzisz ten krąg". I tak właśnie się stało; nagle to ja prowadziłam, a mnich prosił mnie o przewodnictwo, które kanalizowałam dla grupy i poszczególnych osób, widząc energie znacznie wyraźniej niż kiedykolwiek wcześniej.
Jak żyć pełnią światła?
Niedługo potem pewna jasnowidzka, widząc moje piegi i znamiona na plecach, które tworzyły energetyczny wzór, powiedziała mi, że jestem „aniołem na Ziemi”. Te słowa potwierdziły to, co czułam w sercu po tym niezwykłym doświadczeniu bliskim śmierci.
Od tamtej pory szkoliłam się, rozwijając swoje dary, ucząc się pracy z aniołami w szkole Diany Cooper, by móc pomagać innym.
Nawet teraz, dzieląc się moją historią, czuję mrowienie i światło przepływające przeze mnie; wiem, że możemy odnowić samych siebie, możemy uczyć się z naszych blokad i utkniętych energii.
Wszystko, co dzieje się w naszym życiu, daje nam szansę na uwolnienie i rozwój.
To doświadczenie doprowadziło mnie do miejsca, w którym jestem dzisiaj – czuję się błogosławiona, że każdego dnia mogę pracować z ludźmi, prowadzić sesje indywidualne i grupowe, dzieląc się miłością i radością życia.
Chcę przypomnieć każdemu z Was, jak wyjątkowe jest to, że możemy oddychać, czuć, żyć, nawet w tych trudnych chwilach, które teraz, jako kolektyw, przeżywamy na Ziemi.
Pamiętajmy, by zawsze wracać do swojego serca, brać głęboki oddech i wiedzieć, że samo bycie żywym jest cudem, jest czymś naprawdę wyjątkowym. To jest moja historia, i czuję się zaszczycona, że mogłam się nią z Wami podzielić.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz