Charmaine Redwood: Złote światło i tunel po tragicznych narodzinach bliźniąt

Charmaine Redwood: Złote światło i tunel po tragicznych narodzinach bliźniąt

Charmaine Redwood, w wieku 29 lat, doświadczyła śmierci klinicznej. Opuściła ciało, dryfując ku absolutnemu pokojowi i miłości, które nazwała domem.

Ból. Tylko to pamiętam z pierwszych chwil po tym, jak wróciłam do szpitala.

Palący, pulsujący, rozsadzający, narastający w podbrzuszu, jakby rozdzierał mnie od środka, by w końcu eksplodować w ciemności.

Minęło zaledwie dziesięć dni od narodzin moich bliźniąt, chłopca i dziewczynki, a już leżałam z powrotem na oddziale, gdzie trafiłam z powodu powikłań.

Poród był dramatyczny, rana w kanale rodnym niezauważona, niezszyta. Mój miedniczny basen wypełniał się litrami zainfekowanej krwi, stając się tykającą bombą, która w końcu wybuchła.

Tej pierwszej nocy w szpitalu, podczas gdy moje ciało toczyło beznadziejną walkę, poczułam coś niezwykłego, zapowiadającego moje doświadczenie śmierci klinicznej.

Najpierw było lekkie drżenie, potem coraz silniejsze wibracje, aż wreszcie poczułam, jak unoszę się w górę, lekka jak piórko, bez wysiłku.

Spojrzałam w dół. Tam, na łóżku, leżała kobieta — blada, wyczerpana, ledwie dysząca. Natychmiast zrozumiałam: to moje ciało, ale ja to nie ono.

Ja byłam tą, która patrzyła z góry, z sufitu, z perspektywy, która sprawiła, że szpitalna sala wydawała się nagle tak mała, a całe ziemskie życie zaledwie odległym echem.

Moje pierwsze, fundamentalne objawienie: nie jestem swoim ciałem.

Ono jest tylko domem, w którym mieszkam, lecz 'ja', które w nim żyje, nie jest z nim w żaden sposób połączone, zależne ani przywiązane.

Cisza gęsta jak mgła, miłość niczym rzeka

Unosiłam się coraz wyżej, nie wiedząc dokąd zmierzam, ale ogarniał mnie wszechogarniający spokój, jakiego nigdy dotąd nie doświadczyłam.

Strach, to lodowate uczucie, które towarzyszyło mi w życiu, zniknął bez śladu, rozpuścił się w eterycznym powietrzu.

Czułam się coraz lżej, a każdy oddech, choć nie miałam płuc, był ukojeniem. Wiedziałam, że tam, dokąd zmierzam, czeka mnie czysta miłość i pokój.

Choć w tamtym czasie nie byłam osobą religijną ani duchową, nie znałam medytacji ani żadnych podobnych praktyk, nie miałam wątpliwości: otaczały mnie Anioły.

Dzięki temu doświadczeniu zrozumiałam, że umieranie nie jest trudną częścią życia. To życie, samo w sobie, bywa niezwykle trudne. Odejście było zaś zaskakująco łatwe, niczym zrzucenie zbyt ciasnego płaszcza.

Wkrótce potem zaczęłam dryfować w stronę złotego światła, które wydawało się ciągnąć mnie do siebie niczym niewidzialny magnes.

To było więcej niż światło; to była substancja, ciepła i otulająca, jak płynne złoto, które przenikało każdy atom mojego istnienia. Kiedy tylko się w nim znalazłam, od razu poczułam, że to mój prawdziwy dom.

To było miejsce, z którego pochodziłam, i w którym pragnęłam pozostać na zawsze.

Całe moje ziemskie życie, wszystko, w co wierzyłam i co robiłam, wydawało się nagle zaledwie opowieścią, którą sama sobie wymyśliłam, gra, w którą grało to małe ciało tam na dole.

To było poczucie jedności, wszechogarniającej świadomości, która potrafiła tworzyć wszystko, czego tylko zapragnęła, za pomocą samej myśli.

Kto czekał w złotym świetle?

Nagle, w tej nieskończonej jedności, pojawił się On. Nie wyglądał jak człowiek, jak ikona z obrazka, ale Jego postać była utkana z białego, czystego światła. Jego serce płonęło jak niebiańska, błękitna gwiazda, a oczy... jego oczy były nieopisane.

Patrzyły w głąb mojej istoty, widziały, kim naprawdę jestem, nie zważając na żadne moje ziemskie myśli, wyrzuty sumienia czy poczucie winy, które czasem nosiłam.

Patrzył na mnie z bezwarunkową miłością, przebaczeniem i akceptacją, w której rozpuściły się wszystkie moje niedoskonałości.

Nasza komunikacja była telepatią, słowami brzmiącymi bezpośrednio w mojej głowie, bez dźwięku, bez mowy.

Powiedział: „Ponieważ twoje serce jest czyste, jeśli zechcesz, możesz zostać z nami w złotym świetle.” Ale zawsze jest jakieś 'ale', prawda? „Prosimy cię jednak, abyś wróciła.

Świat potrzebuje twojej miłości, mądrości i transformującej mocy.” W tamtym momencie niewiele wiedziałam o miłości czy transformacji w tym głębokim, transcendentnym sensie.

Byłam nauczycielką, nie terapeutką duchową. Zapytałam, ze łzami w duszy, jak mogę wrócić do świata, skoro tu, w złotym świetle, jest moje prawdziwe miejsce.

„Świat potrzebuje twojej miłości, mądrości i transformującej mocy.” Te słowa zabrzmiały w moim umyśle z taką mocą, że poczułam ich absolutną prawdę.

W odpowiedzi, Ten, którego rozpoznałam jako Jezusa, wyciągnął dłoń. Odłamał maleńki fragment swojej błękitnej gwiazdy i delikatnie umieścił go w moim sercu.

Czułam, jak energia przenika mnie na wskroś, jakby nowa, życiodajna siła wypełniała każdą komórkę mojego bytu.

Wtedy powiedział: „Teraz będziesz wiedzieć, że zawsze jestem z tobą.” I w tej jednej chwili, wszystko stało się jasne, bezwzględnie proste, choć wciąż niewyobrażalnie trudne do przyjęcia.

Ciężar powrotu i nowa misja

Następna chwila to powrót. Znów unosiłam się w małej szpitalnej sali, nad ciałem, które nie było mną.

Wiedziałam, że jeśli do niego wrócę, wezmę na siebie cierpienie. Jeśli zostanę tam, w złotym świetle, już nigdy nie będę cierpieć. Wybór był rozdzierający.

Łatwo było odejść, ale powrót okazał się najtrudniejszą rzeczą, jaką kiedykolwiek zrobiłam. Lecz miałam dzieci, bliźniaki – chłopca i dziewczynkę.

Nie mogłam ich zostawić bez matki. Ta myśl była dla mnie nie do zniesienia, jak niewidzialna kotwica, która ściągnęła mnie z powrotem.

Kiedy obudziłam się, nie wiedząc, ile czasu minęło od mojego powrotu, nie byłam już tą samą osobą. Moje ego zniknęło, a wraz z nim wszystkie moje dawne plany i ambicje.

Zrozumiałam, że istnieje większy plan dla Ziemi, że wszystko, co się dzieje, jest jego częścią. Moje życie nie było już 'moje'.

Poczułam silne wezwanie: 'Gdziekolwiek mnie potrzebujesz, daj mi znać, a pójdę.

Chcę zrobić wszystko, co w mojej mocy, aby ten plan się spełnił, ponieważ ma on podnieść Ziemię do stanu miłości.' Od tamtej pory moje życie jest nieustanną podróżą, misją dzielenia się tą prawdą.

Opuściłam Anglię, mieszkałam w dziesiątkach miejsc, zmieniając dom nawet setki razy w ciągu 45 lat, zawsze podążając za wewnętrznym głosem.

Jak żyć bez strachu i z miłością?

Moje doświadczenie bliskie śmierci uświadomiło mi, że możemy pomóc innym doświadczyć podobnej transformacji bez traumy choroby.

Stworzyłam metodę autohipnozy, którą nazywam hipnozą autentycznego ja. Pomaga ona ludziom połączyć się z ich prawdziwą jaźnią, z tą nieograniczoną, boską częścią, która wie wszystko.

W tym stanie możemy przepracować rany z dzieciństwa, zmienić ograniczające przekonania i zacząć wysyłać do świata sygnał miłości i obfitości.

Zbyt wielu z nas żyje w przekonaniu, że jesteśmy niewystarczający, niezasługujący. Te przekonania, często zakorzenione przed trzecim rokiem życia, kształtują nasze życie, przyciągając to, czego się obawiamy.

Jedyne, co pragniesz zabrać ze sobą, to miłość, którą się dzieliłeś. Jedyne, co zostawiasz, to imię wypisane w sercach tych, których kochałeś.

Nie ma niczego, czego należy się bać w obliczu śmierci. Od czasu tamtego doświadczenia nie odczuwam lęku przed odejściem; wręcz przeciwnie, z niecierpliwością czekam na powrót do złotego światła.

Pytam często: 'Czy mogę już wrócić do domu?', a odpowiedź jest zawsze ta sama: 'Nie, masz jeszcze pracę do wykonania.' Dlatego też, jako opiekunka medyczna, pracuję w hospicjach.

Trzymam umierających za ręce, śpiewam im i opowiadam, dokąd zmierzają, zapewniając, że czeka na nich piękno i miłość, że nie ma czego się bać.

Dzięki temu mogą odejść w spokoju.

Kluczowe jest zrozumienie, że po drugiej stronie czeka nas przegląd życia. Nie ma tam sędziego, tylko ty sam, ze swoimi przewodnikami, oglądający film ze swojego życia. To ty oceniasz każde swoje działanie, każdy uczynek, każde słowo.

Dlatego moją największą radą jest: nie zostawiaj żadnych bałaganów ani żalów do rozwiązania w tym przeglądzie życia. Jak to zrobić?

  • Jeśli komuś zaszkodziłeś – czy to człowiekowi, zwierzęciu, czy nawet roślinie – napraw to.
  • Napisz list, przeproś, wyślij dar.
  • Zostaw za sobą miłość, a nie żale.

Bo w momencie odejścia nie będziesz myśleć o stanie konta czy inwestycjach.

Będziesz myśleć o tym, kogo kochałeś i co zrobiłeś ze swoim życiem. Jaki ślad pozostawiłeś na świecie? Zaczęłam działać z tą świadomością już teraz, dzieląc się miłością i życzliwością w każdej możliwej interakcji.

Uśmiecham się do obcych, słucham z uwagą, próbuję dostrzec tę tęsknotę w oczach każdego człowieka. Moim jedynym celem, poza moimi ukochanymi wnuczkami, jest pomóc wszystkim zrozumieć, że są czymś znacznie więcej.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=8gXZcyiIpqM
Tekst został opracowany redakcyjnie na podstawie oryginalnej relacji.
Wojciech Kroks · redaktor naczelny Na Granicy Światła

Dziennikarz z Gdańska z ponad 15-letnim stażem. Twórca kanału Obecność na YouTube. Tłumaczę i opracowuję prawdziwe historie NDE z całego świata — każda oparta na wiarygodnych źródłach, 100% faktów z oryginału.

Więcej o naszej misji →
Poznaj swoją kartę gwiazd

Spersonalizowany horoskop wedyjski oparty na precyzyjnych obliczeniach astronomicznych — odkryj swoją mapę karmy, przeznaczenia i potencjału.

Zobacz horoskopy wedyjskie →

🕸️ Połączone w portalu

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

Komentarz pojawi się po moderacji
35 zadowolonych klientów 5.0/5 średnia ocena (10 opinii) 128 abonentów newslettera