Tompkins: powiązanie z wolnomularstwem
W porządku, witamy ponownie w „Kosmicznym ujawnieniu”. Jestem waszym gospodarzem, David Wilcock, a moim dzisiejszym gościem jest Corey Goode.
Zaczniemy od obejrzenia krótkiego segmentu, w którym [William] Tompkins zgłębia bardzo kontrowersyjne powiązanie tego wszystkiego z wolnomularstwem (masonerią). Spójrzmy.
Jeśli wziąć to, że pracowałem w tajnej grupie ekspertów w Douglas, OK, jedynymi dwiema osobami, które wiedziały, że ona w ogóle w Douglas istnieje, byli wiceprezes ds. inżynierii i dr Klemperer.
Kiedy przy programach odbywaliśmy spotkania z admirałami marynarki albo z innymi najwyższymi urzędnikami, albo kiedy robiliśmy przeglądy projektów z naszymi ludźmi, bo mieliśmy w tej grupie sporo osób, temat dochodził do punktu, w którym nie było odpowiedzi.
I wtedy ja znajdowałem odpowiedź.
Wiceprezes ds. inżynierii zawsze to wtrącał. Mawiał: „Bill, podchodzisz do wszystkiego”, mając na myśli ten temat i inne, „i patrzysz na to tak, jakbyś w ogóle nie był stąd”.
W swoim życiu słyszałem to zdanie setki razy od różnych ludzi.
Mogę tylko powiedzieć, że mój tata był wolnomularzem 33 stopnia. OK? Mój wujek Harding był ordynatorem chirurgii w szpitalu Santa Monica – dużo pieniędzy, duży dom, wydawał każdy grosz na kopanie we wnętrzach piramid, próbując rozszyfrować hieroglify. To właśnie próbuje zrobić. Ma trzy córki, moje ciotki.
Mieszkaliśmy w tym domu przez prawie rok. I co robimy?
W tym domu obok kominka stoi jego krzesło. Krzesło ma prawie 5 stóp szerokości, jest z drewna i całe pokryte jest hieroglifami.
Niektórzy mówili, że to było krzesło króla Tutenchamona. Cóż, można je tak nazywać, ale tak, pochodziło od jednego z królów.
Nie wiem, jak przemycił je z kraju, ale przemycił stamtąd mnóstwo rzeczy. I rozprowadzał je wśród najlepszych badaczy w Stanach Zjednoczonych.
A więc jeszcze raz, kim był wujek Harding? Wolnomularzem 33 stopnia, OK?
I mówię tylko tyle, że jest mnóstwo spraw, w które nie jesteśmy zaangażowani, których nie rozumiemy.
A więc, Corey, pierwsze, co powiedział, to to, że wszyscy tam zachowywali się tak, jakby on nie był stąd. Odpowiedzi, które znajdował na pozornie ciężkie pytania, na które nikt nie umiał odpowiedzieć, sugerowały, jak wynika z tego, co mówi, i z jego książki, że miał swego rodzaju wiedzę telepatyczną lub jakąś głębszą mądrość.
A więc, odnosząc się do koncepcji pozaziemskiego pochodzenia lub pozaziemskiej świadomości, czy to jest możliwe i czy uważasz, że to właśnie mogło dotyczyć Tompkinsa?
To może być wiele rzeczy. Możliwe, że inkarnował się tutaj z innej pozaziemskiej grupy dusz, być może tych Nordyków, o których mówi.
Mhm.
Albo jest w świadomej i nieświadomej telepatycznej łączności z nimi.
Którą opisuje w swojej książce…
Dokładnie.
…świadome komunikowanie się z Nordykami.
I doświadczyłem tego na własnej skórze.
Tak więc, kiedy opowiadał o tym, że wujek Harding był wolnomularzem 33 stopnia i szefem szpitala w Santa Monica, a całe nadwyżki pieniędzy przeznaczał na wywożenie artefaktów z piramid, wielu osobom mogło się to wydać trudne do uwierzenia.
Myśleliby pewnie, że istnieją bardzo ścisłe przepisy rządowe dotyczące tych artefaktów i tego, gdzie mogą trafić. Czyż nie?
Nie za tamtych czasów.
OK.
Wtedy bardzo popularna była „zabawa w archeologa”. Nazywano to archeologią, ale w gruncie rzeczy było to zwyczajne niszczenie stanowisk archeologicznych i plądrowanie ich w poszukiwaniu błyskotek, które potem sprzedawali albo zabierali do kraju, żeby sprzedać muzeum.
Więc uważasz, że naprawdę mogą istnieć tak niesamowite artefakty jak krzesło szerokie na 5 stóp, pokryte hieroglifami, stojące sobie u kogoś w domu?
O tak, zdecydowanie. Istnieją duże prywatne kolekcje bardzo ważnych artefaktów.
Dlaczego uważasz, że wolnomularze mogli być tym zainteresowani?
Jak wiesz, choć wielu może nie wiedzieć, każdy, kto chciał uczestniczyć w cywilnym programie kosmicznym, musiał być wolnomularzem (masonem).
Wolnomularze są „strażnikami wiedzy”, a jeśli otrzymują starożytne nauki mądrości poprzez swoje różne nauki i wszystkie te rzeczy, które muszą zapamiętywać, to, co muszą spamiętać, jest po prostu szalone.
Jeśli udowodniłeś, że jesteś w stanie zachować wszystkie te zasady i sekrety, to powierza ci się znacznie więcej.
Racja.
I już jesteś częścią organizacji, którą się zarządza.
A dla tych, którzy nie wiedzą: jaka jest kara za zdradzenie tajemnic masońskich, jeśli zostaniesz wtajemniczony?
Śmierć.
Tak, jest to bardzo głęboki rodzaj obrzędu przejścia, który daje pewność czyjejś dyskrecji i poczucie, że można mu powierzyć sekrety.
Biorą to naprawdę na poważnie.
To dlaczego myślisz, że wspomniał swojego ojca i wujka, którzy byli masonami 33 stopnia, w kontekście idei, że może być duszą pozaziemską?
Wiele z tych stowarzyszeń wywodzi swój rodowód od istot pozaziemskich, które przybyły na tę planetę tysiące lat temu. I to także jest dla nich bardzo ważne, to, że są w stanie prześledzić to pochodzenie.
Śledząc rodowód, śledzą również jego historię. I wszystkie te informacje, cóż, niektóre z tych informacji są udostępniane niektórym masonom.
I najwyraźniej jego wujek usłyszał na tyle dużo z tych informacji, że czuł się zmuszony wydać własną fortunę, by spróbować sobie odpowiedzieć na niektóre pytania.
W porządku, teraz w następnym segmencie zobaczymy dalszą rozmowę o masonerii w odniesieniu do czegoś bardzo interesującego, o czym może wcześniej nie pomyśleliście. Spójrzmy.
Tompkins: nowa wersja misji Apollo
Więc teraz jestem szefem sekcji inżynierii w Douglas w programie Apollo, mam 173 inżynierów, projektantów i naukowców, w tym 11 doktorów.
I składam propozycję. Ci ludzie biorą ją i działają. W porządku? Najlepsza grupa inżynierów na świecie, najlepsi ludzie.
I przygotowujemy całkiem nowy program NASA dotyczący Księżyca. Wyrzuciliśmy wszystko, co NASA do tamtej pory zrobiła, wymyśliliśmy zupełnie nowy. OK?
Przekazuję to szefom inżynierii. Oni przekazują to marketingowi, a marketing rozmawia z ludźmi z produkcji, a ci próbują mnie zwolnić. OK? Bo produkcja chce produkować. W ogóle nie chcą się zajmować tymi sprawami inżynieryjnymi. OK?
Nie zostaję zwolniony. Otrzymuję pozwolenie na wprowadzenie mojego planu w życie. Ale marketing… nie chcieli tego zrobić. Więc wiceprezes ds. inżynierii mówi wtedy: „Sami to zrobimy, potajemnie”.
Zebrałem więc to wszystko. Mam model nowego centrum dowodzenia misji NASA o wymiarach 6 na 6 stóp – wygląda jak duży teatr ze schodkową widownią i ekranami na ścianie.
A więc ładuję go do zupełnie nowego DC-7 razem z całą moją dokumentacją i lecę do tajnego Redstone Arsenal, tajnej stacji kosmicznej, gdzie są wszyscy Niemcy i gdzie jest NASA.
Wypożyczam ciężarówkę. A jestem w trzyczęściowym garniturze. Wypożyczam tę ciężarówkę, a ona ma te wszystkie biegi, których nigdy wcześniej nie używałem.
I jadę tym czymś, z tą skrzynią w środku, do tego tajnego miejsca, OK?
Ale co ciekawe, moja sekretarka napisała mi list, który miał mnie zaprowadzić do najwyżej postawionego człowieka w Redstone Arsenal, ale mówi mi, że nie będę go potrzebował.
Kiedy podjeżdżam, ona mówi mi telepatycznie: „Nie martw się, Billy, bramy się otworzą”.
Tak więc wjeżdżam, otwierają się te wielkie bramy, a ja jadę prosto dalej, obok ogromnego placu z boku z dziesiątkami ciężarówek, samochodów i sprzętu, gdzie każdy musi przejść kontrolę bezpieczeństwa, która sprawdza wszystko, co masz w ciężarówce, i uzyskać pozwolenie, żeby to wwieźć, i tak dalej.
Więc przejeżdżam prosto przez bramę. Brama się otwiera.
Wjeżdżam tym czymś i sam zaczynam szukać biura von Brauna. Przebijam się przez ruch w bazie. OK.
Docieram do bazy, w końcu do wieży. Czterej strażnicy budynku schodzą na dół. Kładą karabiny obok drzwi budynku.
Schodzą po schodach z wielkim wózkiem transportowym. Ten wózek ma 4 koła. Wszyscy znoszą go po schodach. Podjeżdżają nim pod moją ciężarówkę. Zdejmują pręty i boczne drewniane listwy z burty ciężarówki. Biorą mój model i przenoszą go na wózek.
Skąd się wziął ten wózek? Dlaczego w ogóle tam był?
Wpychają model na dużym wózku z powrotem do jakichś biur, w głąb korytarza. Drzwi windy – dość duże drzwi windy – otwierają się, a obok środkowej są trzy inne windy. Drzwi się otwierają. Wpychają to.
Wchodzę z torbą pełną moich danych. Wjeżdżamy na najwyższe piętro. Drzwi się otwierają.
Oni, nie mówiąc ani słowa, pchają ten wózek do holu. Tamte drzwi się otwierają.
Weszliśmy do pierwszej dużej przestrzeni biurowej, w której ludzie von Brauna byli z tej strony, a ludzie dr. Debusa z tamtej.
Drzwi do tej wspaniałej wielkiej sali konferencyjnej otwierają się. Odstawiają wózek. Otwierają skrzynię.
Podnoszą model, który ma… pokryty jest tą miękką niebieską tkaniną. Ustawiają go na niebieskim materiale w sali konferencyjnej.
Podchodzą do mnie sekretarka doktora Debusa i sekretarka doktora von Brauna.
Czterej strażnicy biorą wózek. Wyjeżdżają nim. Strzelają obcasami, salutują i wózek jedzie na dół.
Pamiętaj, nie powiedziałem jeszcze nikomu ani słowa. Wszedłem do tego obiektu bez żadnego papieru. Wchodzę. Z nikim nie rozmawiam. A obaj już wiedzą, że tam jestem.
Sekretarka Debusa mówi, że doktor Debus przyjdzie za chwilę, podobnie jak doktor von Braun.
Debus wychodzi ze swojej sali konferencyjnej i przedstawia mi się. Von Braun wychodzi z innej sali konferencyjnej i również mi się przedstawia.
Teraz mają to wielkie niebieskie coś na środku błyszczącego stołu konferencyjnego.
Mówię: „Jestem William Tompkins. Pochodzę z Douglasa i mam propozycję, którą chcielibyśmy wam przedstawić, w sprawie zmian, które uważamy za konieczne, aby Apollo dostał się na Księżyc”.
Nikt mnie nie powstrzymuje. Kilku ludzi von Brauna przychodzi i siada za nim przy jego stole. Ludzie Debusa siadają z nim. Obie sekretarki siadają i zaczynam mówić.
W odpowiednim momencie zdejmuję ten materiał i pokazuję im to, co ty i wszyscy inni na planecie widzieliście, czyli system kierowania startami Complex 39, gdzie widać było dr. von Brauna siedzącego na samej górze i wszystkich inżynierów spoglądających na ekrany.
Mam więc model tego, a potem obaj wysłuchali mojej prezentacji. Zajęła mi około 40 minut, a von Braun uścisnął mi dłoń i powiedział: „Musimy się spotkać”.
A Debus uścisnął mi dłoń, objął mnie, zaprowadził do każdego najważniejszego człowieka w NASA i przedstawił mnie jako swego rodzaju geniusza.
Inżynierowie, produkcja i ICBM von Brauna
Tak więc raz jeszcze widzimy niezwykle cenny dokument historyczny, pokazujący, jak jeden z najbardziej cenionych i ukochanych obrazów związanych z misjami Apollo i naszymi podróżami na Księżyc, który on nazywa Complex 39, a większość ludzi po prostu uważa za centrum kontroli misji, był faktycznie czymś, co sam zaprojektował, wbrew woli ekipy produkcyjnej, która chciała tylko produkować.
Więc jak myślisz, dlaczego powiedział, że natrafił na taki sprzeciw i że produkcja chce tylko produkować?
Co słyszysz, kiedy opisuje tę ping-pongową wymianę pomiędzy inżynierią a produkcją?
Wielu z tych inżynierów nie lubi, kiedy odciąga się ich na długi czas od tego, co robili albo nad czym pracowali, i umieszcza w jakimś specjalnym projekcie. Wielu z nich ma o to żal.
Teraz podlegają ludziom spoza swojej macierzystej grupy, którym wcześniej nie podlegali. Wolą raczej status quo. Tacy właśnie są inżynierowie.
Pracując z nimi, nie chcesz wprowadzać zbyt wielu zmian, inaczej wpłynie to na ich pracę.
Więc ludzie, którzy pracowali w tym, co nazywa „produkcją”, byli inżynierami, ale specjalistami w danej kategorii.
Racja, masz inżynierów, a potem masz techników, którzy są w zasadzie inżynierami i są tak samo inteligentni jak inżynierowie, a którzy faktycznie wprowadzają w życie to, co inżynierowie zaprojektowali.
Czy jest możliwe, że w wysoce strzeżonym ośrodku wojskowym zdarzają się przypadki, gdy ktoś dostaje zezwolenie na ominięcie normalnych punktów kontroli bezpieczeństwa, tak jak to opisuje?
W bardzo rzadkich okolicznościach. W latach 40. podobne rzeczy zdarzały się przy dostawach jądrowych… przy transporcie broni jądrowej.
Wjeżdżali boczną bramą albo prosto przez frontową. Wartowników uprzedzano z wyprzedzeniem: „Ten pojazd przyjedzie mniej więcej o tej godzinie. Przepuśćcie go”.
Ostatnio widzieliśmy segment, w którym opisywał faktyczny rozwój niemieckich rakiet V-2. To znaczy, nie nazywał ich wtedy tak, ale sugerował, że pracowano nad czymś w rodzaju zdolności jądrowej i że te pociski zostały następnie bezpośrednio wykorzystane w rozwoju programu Apollo, ta sama niemiecka technologia – zważywszy na to, że von Braun rzecz jasna był Niemcem.
Racja. To nie są V-2. To były prawdziwe wielostopniowe ICBM (międzykontynentalne rakiety balistyczne), które już wtedy…
Och, naprawdę?
…opracowywano na deskach kreślarskich. Więc von Braun przyszedł z tą wiedzą. Konstruowanie rakiet wielostopniowych było czymś, czemu już poświęcił wiele czasu i wysiłku.
W porządku, następny segment jest również bardzo interesujący. Ten niesamowity człowiek opisuje w nim, że z misjami Apollo działo się dużo więcej niż tylko lądowanie na martwych, suchych skałach, gdzie nic nie ma do oglądania. Spójrzmy.
Tompkins: statki wokół krateru Apollo
Pierwsza faza była taka: dostać się tam, podnieść kamienie, zrobić zdjęcia i wrócić, OK?
Dostajemy się tam. Wszystkie te pojazdy są dookoła krawędzi, a jeden z nich prawie wypycha nas z orbity, żebyśmy w ogóle tam dotarli, w połowie drogi na Księżyc. Przeszedł tuż obok nas. OK?
I tak społeczeństwo nie usłyszało rozmowy: „Ta cholerna rzecz zaraz w nas uderzy!”
Komunikacja, kontrola misji, prosto z pojazdu. I tak dostajesz się na miejsce, ale okrążyłeś je kilka razy. Zrobiłeś wszystkie zdjęcia wszystkich rzeczy, które już tam są. Wiesz, gdzie chcesz być.
A potem, kiedy robisz swoje pierwsze podejście, nadlatują wszystkie te pojazdy – wspaniałe, wielkie, masywne rzeczy.
I parkują dookoła krawędzi miejsca, w którym masz wylądować! Rany Julek!
Więc lądujesz. Robisz swoje… Musimy zrobić swoje.
A potem facet mówi: „Dobra, idź i podnieś jeszcze trochę kamieni. I wiem, że macie problem, więc wykonajcie dwie lub trzy dodatkowe misje i nie wracajcie. Kropka”.
Więc jak myślisz, co się tam działo? Chodzi o to, że Tompkins przedstawia to z perspektywy naocznego świadka. Jak tę historię, którą właśnie usłyszeliśmy, widzi ktoś z wewnątrz?
Załoga Apollo wylądowała na obszarze drażliwym dla Reptylian. Wyszli i otoczyli krawędź…
„Oni”, czyli Reptylianie wyszli?
Reptylianie pojawili się w kilku dużych statkach, żeby zastraszyć.
Rozumiem.
A kiedy astronauci zebrali skały, przeprowadzili kilka eksperymentów, a potem ruszyli, żeby opuścić orbitę, jeden z tych statków ich eskortował.
A więc, kiedy Tompkins mówi: „Facet kazał nam nie wracać. Po prostu wziąć kilka próbek i odlecieć”, kogo twoim zdaniem ma na myśli, mówiąc „facet”?
Czy mówi o centrum kontroli misji, czy o istotach pozaziemskich, do czego twoim zdaniem zmierzał?
Najwyraźniej jedna z tych istot pozaziemskich, Reptylianin albo nie, powiedziała im, że mają odlecieć i nie wracać. Równie dobrze mógł to być nawet Nordyk, który im mówił: „Hej, musicie się stąd wynosić. Zróbcie, co musicie, i nie wracajcie”.
Niektórzy oglądający, którzy nie są zaznajomieni z tego typu ujawnieniem, mogą doświadczać czegoś, co w psychologii nazwalibyśmy dysonansem poznawczym, wobec samej idei, że coś tak wielkiego mogło się wydarzyć podczas lądowania Apollo, gdy Neil Armstrong wydawał się całkiem szczęśliwy, mówiąc: „To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”.
Wiesz, mamy film. Mamy zdjęcia tego, co tam się działo.
Prawdopodobnie był wtedy bardzo szczęśliwy. To było… A później nagle masz te groźnie wyglądające, olbrzymie statki, które otaczają krater, w którym jesteś. To prawdopodobnie trochę zmieni twój ton.
Wielu sceptyków uznałoby, że to kompletnie absurdalne: „No cóż, oczywiście astronauci by się wygadali. Oczywiście, wiedzielibyśmy o tym. Oczywiście, uchwyciliby to na filmie albo ktoś by pisnął, albo coś by wyciekło”.
Jak byś na to odpowiedział?
Po to właśnie jest procedura tabula rasa. Słyszałem wiele historii o astronautach, którzy nie pamiętali swojej misji wcale albo pamiętali bardzo niewiele.
Tak więc wielu z nich poddaje się manipulacji wspomnień.
Bob Masters, mąż Jean Houston, znanej celebrytki, próbował zahipnotyzować Edgara Mitchella po jego misjach na Księżyc i spędził 40 godzin, próbując go zahipnotyzować.
I Edgar Mitchell nigdy nie był w stanie przypomnieć sobie ani jednej rzeczy, która mu się przydarzyła na powierzchni Księżyca.
Czy to właśnie mogło się stać Edgarowi Mitchellowi?
Wygląda na to, że dokładnie tak mogło z nim być.
Sceptycy mogą mówić: „Daj spokój, z lądowania na Księżycu był przecież przekaz na żywo”. Jak to możliwe, że nie było widać tych statków?
Jest co najmniej dwuminutowe opóźnienie, a do tego jest jeszcze kanał medyczny, na który przechodzili, żeby omawiać rzeczy nie dla uszu opinii publicznej.
Innymi słowy, jeśli mamy Niemców, których sprowadzono tutaj, aby zbudowali NASA, i którzy złożyli przysięgi zachowania tajemnicy i ich dotrzymują, to od samego początku projektowaliby to ze świadomością, że będą rzeczy, których nie chcą nam pokazać, i upewniliby się, że zobaczymy tylko tę wersję rzeczywistości, którą chcieli nam przekazać. Zgodziłbyś się z tym?
Zgodziłbym się.
W porządku, w następnym segmencie zobaczymy kolejny bardzo interesujący dokument historyczny sugerujący, że Tompkins mógł odegrać kluczową rolę w powstaniu modelu biznesowego bardzo tajnego programu kosmicznego, w który Corey faktycznie był zaangażowany, jako działającego, dochodowego przedsięwzięcia w naszym Układzie Słonecznym. Spójrzmy.
Tompkins: Międzyplanetarny Konglomerat Korporacyjny
Zostaję zwolniony z Douglasa za to, że poszedłem do Apollo i von Brauna i zmieniłem program. Zostaję zwolniony w piątek.
A w sobotę wieczorem dzwoni do mnie moja sekretarka i mówi: „Dobrze, Billy, rozmawiałam z dr. Debusem i on chce, żebyś porozmawiał z doktorem takim a takim w biurze korporacyjnym North American na LAX”.
Dzwonię więc do doktora Debusa, a on załatwił mi stanowisko w biurze korporacyjnym North American, przy zaawansowanych programach kosmicznych, pojazdach i programach napędowych w Rocketdyne.
W każdym razie to oni budują te wielkie promy kosmiczne, i wszyscy je widzą. Teraz jestem więc doradcą tych gości. Zabieram ze sobą moje rzeczy, sporo rzeczy, z Douglas do moich biur w North American.
Przygotowałem wstępny plan, jak zaprojektować i zbudować komercyjne statki kosmiczne, które mogłyby latać po Układzie Słonecznym i zakładać obiekty na pobliskich planetach Układu Słonecznego, żeby nauczyć się, jak wydobywać jakiś konkretny minerał tu, na planetach, jako program szkoleniowy przed wyjściem w galaktykę, w ramach biznesu i działalności komercyjnej, i działać z planety innej gwiazdy, z dużymi korporacjami, wszystkimi prywatnymi, niewojskowymi, nie tylko po to, żeby szukać złóż, ale w praktycznie każdej dziedzinie, jaką moglibyśmy wymyślić – komercyjnej, łączącej, komercyjnej.
Ale mieli znacznie ważniejsze rzeczy do zrobienia, więc nie zaangażowaliśmy się… Nie angażowałem się w rozwijanie tego. Ale inni ludzie przejęli to później i wdrożyli program.
W 2003 roku ich obiekty działały w dwóch różnych lokalizacjach, jedna na Marsie i jedna na planecie drugiej gwiazdy, najbliższej gwiazdy.
Teraz prowadzą wydobycie. Wydobywają i działają komercyjnie – North American, firma tutaj w Los Angeles, OK, wciąż ta sama firma, która dawno temu robiła silniki rakietowe, promy kosmiczne i wszystkie te inne rzeczy.
Więc wzięli tę koncepcję, użyli jej, użyli jej do operacji komercyjnych, czyli do tego, co chcieliśmy zrobić dawno temu, kiedy próbowaliśmy z tym ruszyć. OK?
Ale nie spieszyli się. Sprowadzili ludzi i prowadzili działalność komercyjną, i robią to też teraz. Odnoszą sukcesy.
Próbuję powiedzieć, że jest może nawet 25, 28 firm na tej planecie, które prowadzą komercyjną działalność w galaktyce.
Wydobycie w kosmosie i firmy MKK
W porządku, więc, Corey, to, co tu widzimy, jest naprawdę fascynujące: pomysł, że Tompkins mógł być pierwszą osobą, przynajmniej na Zachodzie (nie wiemy, jak było po stronie niemieckiej), która rozważała możliwość wykorzystania tego nie tylko jako siły inwazyjnej przeciw Reptylianom, ale do rozwinięcia komercyjnego przemysłu wydobywczego i produkcyjnego w kosmosie.
No cóż, tak, Niemcy już wtedy wykorzystywali jego militarny aspekt, latając u boku Drako. Marynarka Wojenna USA i część rządu USA tworzyły przeciwwagę dla tej niemieckiej floty, którą rozwijano, by walczyła u boku Drako.
Zasadniczo mieliśmy robić to samo z tymi Nordykami, walcząc u ich boku, walcząc z Drako. Więc to…
Czy sądzisz, że jego historyczną rolę może potwierdzać to, że być może do czasu, w którym wpadł na ten pomysł, nikt tak naprawdę nie myślał o tym jako o potencjalnym biznesie, na którym można zarobić pieniądze lub mieć zysk w jakiejś innej formie?
W momencie opracowania technologii zakładają różne zespoły ekspertów, które wymyślają sposoby wykorzystania jej do celów komercyjnych i wojskowych. Więc był on prawdopodobnie tylko jednym z takich zespołów.
I opisał, że było od 23 do 28 branż, tak chyba powiedział.
Firm.
Firm tutaj na Ziemi, które były zaangażowane w tę produkcję przemysłową w naszym Układzie Słonecznym i poza naszym Układem Słonecznym. Jak ta liczba pokrywa się z tym, co słyszałeś?
Jest ich znacznie więcej, ale mógł prawdopodobnie mówić o kluczowych firmach, które zapoczątkowały to, co nazywamy Międzyplanetarnym Konglomeratem Korporacyjnym. Mogły to być pierwsze firmy, które rozpoczęły ten program.
Kolejną rzeczą, którą uważam, że musimy tutaj omówić, jest to, że wspomniał, iż w 2003 roku na Marsie istniał jeden zakład wydobywczy, a drugi przy jednej z dwóch najbliższych gwiazd naszego Układu Słonecznego.
To z pewnością dużo mniej niż to, o czym rozmawialiśmy z tobą wcześniej w programie, więc…
Tak, to znacznie mniejsza skala w porównaniu z tym, co faktycznie tam robimy. Prowadzimy wydobycie w Pasie Asteroid. Wydobywamy minerały na różnych planetach i mamy wiele operacji wydobywczych na Marsie.
Co wiesz o tym, w ilu miejscach poza naszym Układem Słonecznym prowadzi się działalność komercyjną?
Jest ich kilka. Zazwyczaj są to światy kontrolowane przez Drako, które dały nam, można powiedzieć, prawa wydobywcze.
Docieraliśmy do innych układów gwiezdnych w naszej lokalnej gromadzie gwiazd, szukając minerałów, a kiedy tam dotarliśmy, zostaliśmy odprawieni przez mieszkańców.
Domniemam, że prawdopodobnie w sposób gwałtowny.
Cóż, wiesz, nie mamy zbyt dobrej reputacji, bo kręcimy się z Reptylianami po kosmosie, stwarzając problemy.
Dokładnie. W porządku, to było kolejne fascynujące spojrzenie w karty historii.
William Tompkins, prawdziwy amerykański bohater, wywodzący się z najwyższych szczebli aparatu Tajnego Programu Kosmicznego kompleksu wojskowo-przemysłowego z okresu II wojny światowej, u samych jego początków.
A teraz mamy okazję połączyć kropki. I mam nadzieję, że widzicie, tak jak ja, jak pięknie wszystkie te wątki się łączą i że w rzeczywistości mówimy o czymś, co jest prawdziwe, z czasem stanie się wiedzą powszechną i dramatycznie zmieni każdy znany nam aspekt życia na Ziemi i w naszej galaktyce.
Jestem David Wilcock, razem z Coreyem Goode'em i naszym gościem specjalnym, Williamem Tompkinsem. To jest „Kosmiczne ujawnienie” w serwisie Gaia. Dziękuję za uwagę.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz