John Lear, Bob Lazar i Strefa 51
Witamy ponownie w „Kosmicznym ujawnieniu”. Jestem gospodarzem, nazywam się David Wilcock i towarzyszy mi Corey Goode, a w tym odcinku przedstawiamy nikogo innego jak Johna Leara, syna twórcy Learjeta [amerykańskiego producenta niewielkich samolotów biznesowych – przyp. tłum.]. W pierwszej części podzieli się on z wami swoim doświadczeniem.
Bez zbędnej zwłoki przedstawiam wam Johna Leara.
Wiesz, moim ojcem był Bill Lear, ten, który stworzył Learjeta. Zatem od samego początku byłem w pełni zaangażowany w lotnictwo. Latałem dla różnych linii lotniczych na całym świecie.
W 1985 roku zacząłem się interesować sprawami UFO, w które nie wierzyłem.
Raz na jakiś czas, raz na kilka lat, tu w Las Vegas jest zjazd pilotów z Azji Południowo-Wschodniej. Przy tej okazji rozmawiałem z jednym z chłopaków, a on wspominał, że stacjonował w Bentwaters.
Powiedziałem: „Ach, tam podobno wylądował ten spodek”.
On na to: „Nie, nie podobno, to się stało. Nie widziałem tego, ale znam chłopaków, którzy to widzieli”.
Powiedziałem więc: „Chcesz powiedzieć, że te rzeczy są prawdziwe?”
I to był dla mnie początek. Od tego czasu wszystko, na co się natknąłem, prowadziło mnie trochę dalej.
W porządku. W następnym fragmencie dotkniemy prawdziwego sedna tych spraw, będzie to klasyczny przypadek opisany w literaturze ufologicznej.
Dowiedziałem się o nim chyba jeszcze przed erą Internetu, a w moim przypadku przed okresem Internetu trzeba było pójść do księgarni i szukać nowych książek o UFO. Oczywiście, wszystkie informacje w nich były już o rok przestarzałe.
Jednym z nazwisk, które zawsze pojawiało się w tych książkach, był Bob Lazar. Kim jest Bob Lazar? Już teraz w kolejnym fragmencie się o tym dowiemy. Zobaczmy.
Nazywał się Gene Huff, był rzeczoznawcą nieruchomości, a my rozmawialiśmy o UFO.
Bob Lazar siedział tam, przewracając oczami, i powiedział: „Wy, chłopaki, jesteście szaleni”, powiedział też: „Pracowałem w Los Alamos. Gdyby istniała jakaś tego rodzaju tajemnica, to bym o niej wiedział”.
Słyszałem to już tak wiele razy. To niesamowita ignorancja, gdy ludzie mówią: „Ja bym wiedział”. Cha, cha, cha.
W każdym razie przez resztę lata przekazaliśmy Bobowi wystarczająco dużo informacji, by mógł sprawdzić u swoich przyjaciół, którzy nadal pracowali w Los Alamos, i stwierdzić, że cóż… tak, coś się dzieje, bo oni wiedzą wiele rzeczy.
Zadzwonił więc do dr. Tellera, którego poznał w Los Alamos, i powiedział, że chce powrócić do pracy naukowej. Teller na to: „Czy chcesz pracować ze mną w Livermore, tutaj w Kalifornii, czy chcesz pracować w Nevadzie?”
Bob powiedział: „Chcę pracować w Strefie 51”.
Teller: „Dobrze, odezwę się do ciebie”.
To było w październiku ’88, a potem Bob w ciągu kolejnych kilku tygodni odbył 3 rozmowy.
Jeździł do EG&G, czyli Edgerton, Germeshausen i Grier [kontrahent zbrojeniowy – przyp. tłum.], był tam zespół, który przeprowadzał z nim rozmowy kwalifikacyjne.
Doskonale sobie poradził we wszystkich rozmowach. Chodzi mi o to, że znał się na wszystkim, co chcieli wiedzieć: na nauce, gdzie był, co studiował i tym podobnych rzeczach.
W drugiej rozmowie ich pierwsze pytanie brzmiało: jaki jest twój związek z Johnem Learem? Co jeszcze robisz z Johnem?
Tak więc na pewno było tam zainteresowanie.
Przyjeżdżał zwykle wieczorem, a my plotkowaliśmy o tym, co się dzieje. Powiedział: „Widziałem dziś dysk”.
Powiedziałem: „Co?”
„Widziałem dysk”.
Powiedziałem: „Ich czy nasz?”
Powiedział: „Ich”.
Powiedziałem: „Poszedłeś do Strefy 51?”
Odpowiedział: „Tak”.
Powiedziałem: „No cóż, co ty tu robisz? Wiesz, że cię śledzili. Dlaczego nie popracujesz trochę, nie dowiesz się, co się dzieje, a POTEM o tym powiesz?”
Powiedział: „John, miałeś tyle nieprzyjemności przez ostatnie lata. Chciałem ci powiedzieć, że to prawda. Byłem w środku. Dotknąłem tego. To nie jest nasze. Pochodzi z miejsca odległego o miliardy lat świetlnych czy skądkolwiek”.
I tak właśnie poznałem Boba. Pracował tam przez kilka następnych miesięcy.
Mówił nam, kiedy będą loty próbne, zawsze w środę wieczorem. My tam jeździliśmy, robiliśmy zdjęcia, nagrywaliśmy filmy i takie rzeczy.
Pewnego razu zostaliśmy złapani. Właśnie wtedy ochroniarze zatrzymali nas na terenie poligonu.
Byliśmy jeszcze na ziemi BLM [teren publiczny, Bureau of Land Management – Urząd Zagospodarowania Terenu – przyp. tłum.] i było to legalne, ale powiedzieli: „Możemy sprawić, że będzie wam bardzo nieprzyjemnie, jeśli tu zostaniecie”.
Więc odjechaliśmy, wyjechaliśmy na autostradę i wtedy zatrzymał nas szeryf hrabstwa Lincoln.
„Wysiadać z samochodu, ręce do góry”, wiesz, wszystkie te historie. Chcieli wiedzieć dwie rzeczy: dlaczego w jego samochodzie są cztery osoby, czy teraz pięć osób, a gdy ochrona was zatrzymała, były tylko cztery? A Bob uciekł wtedy na pustynię.
A druga rzecz to: „Gdzie jest dziewiątka?” Bo Bob powiedział, że ma ze sobą pistolet kalibru 9 mm.
Po około godzinie szeryf (kiedyś naprawdę dobrze znałem jego nazwisko) powiedział: „Nie wiem, dlaczego mi to powiedziano, ale powiedziano mi, żebym pozwolił wam odejść i nie mówił nic więcej”.
Więc pojechaliśmy do domu, a wczesnym rankiem następnego dnia Dennis Mariana, facet, dla którego Bob pracował, powiedział: „Bob, nie jedź na samolot. Podwiozę cię. Pojedziemy do Indian Springs”.
A Indian Springs nazywa się teraz Creech Air Force Base i to właśnie tam znajduje się centrum ochrony całego poligonu.
Zabrali go tam, wyciągnęli z samochodu z lufą pistoletu przy uchu i powiedzieli: „Bob, kiedy daliśmy ci tę zgodę [na dostęp], to nie znaczy, że miałeś zabrać wszystkich swoich przyjaciół i mówić im o latających spodkach”. Cha, cha.
Żona Boba miała wtedy romans ze swoim instruktorem pilotażu, o czym Bob nie wiedział, ale oni wiedzieli, bo słuchali wszystkich jego rozmów telefonicznych.
Wszystko było podsłuchiwane – mój dom, dom Boba, dom Gene’a, wszystko.
Powiedzieli mu: „Kiedy uporządkujesz swoje życie, możesz wrócić”.
Bob powiedział, że powodem, dla którego nigdy nie wrócił, były dwie ostatnie podróże, które odbył do Strefy 51. Pamiętał, że wsiadał do [Boeinga] 737, żeby dolecieć do Groom Lake, i że wysiadał, ale nic pomiędzy – nic z pracy, nic z tego, co robił, nic. To go zaniepokoiło.
Chciał wiedzieć, nad czym miał pracować, ale ich kontrola umysłu jest teraz tak bardzo zaawansowana.
EG&G, czyszczenie pamięci i pierwiastek 115
Więc, Corey, chciałbym zacząć od tego, że wspomniał Edgarton, Germeshausen i Grier, myślę, że to nazwa firmy zbrojeniowej EG&G.
EG&G jest jedną z tych firm MKK, które pojawiają się wszędzie.
Dobrze, więc są oni bezpośrednio zaangażowani w odtwarzanie zaawansowanych statków kosmicznych?
Tak, tak, pracują nad różnymi ich elementami.
Ok, wspomniał również o Los Alamos, ale niektórzy mogą kręcić nosem: „O, to tylko obiekt jądrowy”. Czy naprawdę kombinują tam tylko z bronią jądrową, czy jest coś więcej?
Nie, pod przykrywką zawsze prowadzi się inne programy. To było bardzo interesujące, kiedy stwierdził, że Bob Lazar przewrócił oczami i powiedział: „Jeśli coś się tam dzieje, to ja bym o tym wiedział”.
Kiedy pracowałem w Rezerwie Federalnej, miałem pewien przypadek. Jeden z chłopaków, który mi podlegał, ni z tego, ni z owego wstaje od biurka, odwraca się do mnie (a był w siłach powietrznych przez jakieś 8 lat) i mówi, patrząc na mnie: „Pracowałem we wszystkich tych miejscach, o których mówią, że latają tam UFO i że odtwarzają tam inżynieryjnie pojazdy. Gdyby to naprawdę istniało, to bym o tym wiedział”.
Ja na to: „Hmm”.
W porządku.
Tak, to jest powszechne. Wiele osób może pracować w pobliżu tego typu działalności, ale z powodu kompartmentalizacji może nie mieć pojęcia, co się tam dzieje.
Więc jeśli [Bob] powiedział, że po kilku powrotach do Strefy 51 nie pamiętał pracy, jaką tam wykonywał, a Lear mówi, że technologia kontroli umysłu tak się udoskonaliła, to czy jest możliwe, że również w Los Alamos czegoś doświadczył, ale mu to wymazano z pamięci?
Zdecydowanie wyczyszczono mu pamięć. Opracowali metody czyszczenia pamięci znacznie wcześniej, na astronautach i ludziach zaangażowanych w program kosmiczny.
Wykorzystywali niektóre z nich nawet w naszym pierwszym programie atomowym. Prowadzili badania i chemicznie czyścili ludziom pamięć, wszelkimi rodzajami metod.
Jest to więc coś, co sięga czasów II wojny światowej.
Dobrze, teraz chciałbym razem z tobą przyjrzeć się bliżej Bobowi Lazarowi, gdyż jego pierwotne zeznania były niezwykle fascynujące. Ukształtowały całą moją karierę. Lear właściwie w ogóle ich nie poruszył, ale to on stoi w centrum tego, jak się to wszystko zaczęło.
Pierwszą więc rzeczą, z którą przychodzę do ciebie, jest pierwiastek 115. W zeznaniach Boba Lazara był to superciężki pierwiastek transuranowy o masie atomowej 115, będący źródłem napędu statku.
W czasie, gdy wyszły te książki [o Lazarze], nikt nie był w stanie uzyskać tak ciężkiego pierwiastka, ale Lazar powiedział, że jeśli przejdzie się poza… myślę, że to było 112 lub 113, to wtedy nagle pierwiastek nie jest już radioaktywny – staje się stabilny – ale jest bardzo gęsty. Wszystko, co trzeba zrobić, to strzelać w niego protonami, wtedy on oddaje ogromne ilości energii i tak statek jest zasilany.
Jest tam mała kula, w której znajduje się pierwiastek 115, jakby trójkąt z niego. Dalej jest rura idąca w górę, którą nazwał falowodem. To był układ napędowy statku.
Zastanawiam się, czy możesz nam skomentować lub wyjaśnić coś z tej części zeznań Lazara?
Czy mówił, że napęd i układ zasilania to jedno i to samo?
Tak.
Dobrze, to miałoby sens dla niektórych z bardziej zaawansowanych statków pozaziemskich. Jednak wiele z nich po prostu używało silników pola torsyjnego, które były bardzo podobne do Glocke [chodzi o niemiecką konstrukcję zapoczątkowaną w III Rzeszy znaną jako Dzwon – Die Glocke, przyp. tłum.]…
Ok.
…i które posiadały oddzielny układ zasilania, kierujący duże ilości energii elektrycznej do tych napędów torsyjnych. Zwykle na większości tych statków były 3 takie napędy.
To również bardzo ważna część tego, co powiedział Lazar, i za chwilę chcę do tego wrócić.
Czy znasz koncepcję, że pierwiastki superciężkie, tj. o masie atomowej około 115, mogą ponownie stać się stabilne i nieradioaktywne i że można je trzymać w ręku i nie umrzeć?
Tablica okresowa, która wisiała na ścianach różnych statków, na których byłem podczas pracy z naukowcami, miała znacznie więcej niż 112, 114 lub 118 pierwiastków.
Naprawdę?
[Kiwa głową, potwierdzając].
W kolejnym fragmencie zajmiemy się Learem oraz rolą firmy lotniczej jego ojca w rozwijaniu tego, co obecnie uważamy za Tajny Program Kosmiczny. To bardzo fascynujące. Zobaczmy.
Antygrawitacja, Kwajalein i tajne stacje kosmiczne
Wiem, że mój ojciec był głównym wykonawcą [urządzeń] antygrawitacyjnych w 1952 roku.
Mam papiery na ten temat. Niestety, nieszczęśliwie dla siebie, ojciec nie potrafił trzymać języka za zębami.
W 1953 roku pojechał do Bogoty i zaczął rozmawiać o UFO. Choć był tak blisko, usunęli go z programu, ale firma Lear Inc. nadal zajmowała się antygrawitacją.
Myślę, że do 1956 roku wszystko zostało zakończone, co oznacza, że mieliśmy już wtedy spodki – wiecie, cały komplet już wtedy.
Na Kwajalein trafiają wszystkie tajne rzeczy. Wszystkie te starty odbywają się na południowym Pacyfiku.
Wyspa Kwajalein, Ośrodek Testowy Obrony Przeciwrakietowej im. Ronalda Reagana, wystrzeliwują tam coś pewnie co drugi dzień. Obecnie jest prawdopodobnie około 1000 wykwalifikowanych astronautów, którzy cały czas latają.
Pracowałem więc w ATS (Above Top Secret, powyżej najwyższej tajności) czy gdziekolwiek to było i rozmawialiśmy o rozbieżnościach pomiędzy promem potrzebującym 48 godzin, aby dostać się do ISS, a tym, że Rosjanie potrzebowali tylko godziny.
Podobnie gdy odłączali się od ISS, to dlaczego powrót zajmował im ponad 48 godzin?
Oczywiście to, co robili, to… do myślenia skłonił mnie jeden z filmów, który zrobiono, gdy prom tam dotarł: otworzyli wtedy właz, a wszystko było zapełnione tylko w połowie.
Więc to, co robili, to zabierali tyle zaopatrzenia, ile mogli, dla astronautów, którzy robili wszystkie te tajne rzeczy, i oczywiście był to prowiant, który musieli mieć, jak owoce i łatwo psujące się artykuły. To musiało powędrować na górę i zostać rozładowane.
Rosjanie zawsze startowali tego samego dnia, w którym startował prom. Te rzeczy, które mieli w rakiecie, były przenoszone na prom, a kiedy [prom] wracał, zajmowało im to 2 dni, bo latali do wszystkich pozostałych stacji kosmicznych i zostawiali tam rzeczy, które dali im Rosjanie.
To prowadzi mnie do zimnej wojny. Myślę, że to była bzdura. Nigdy nie było zimnej wojny. Zawsze byliśmy sprzymierzeni z Rosjanami.
Tak więc po pierwsze, Corey, John Lear opisuje, że jego ojciec ze swoją firmą lotniczą był najwyraźniej odpowiedzialny za rozwój antygrawitacji albo przynajmniej był jedną z grup, które miały to za zadanie.
Racja.
Został on właściwie odsunięty od badań nad antygrawitacją, mimo że jego własna firma nadal była w nie zaangażowana. Dlatego [jego syn] uważa, że od 1956 roku faktycznie mieliśmy działające latające spodki.
Zacznijmy więc od tej drobnej informacji. Co według twojego doświadczenia i przygotowania kryje się za tym, co właśnie powiedział?
No cóż, przedstawiłeś to dokładnie, bo oni… tak jak robił to Tompkins. Rozsyłali te informacje do wielu różnych inżynierów i firm.
W tych przesyłkach?
W tych przesyłkach.
Czyżby więc taka przesyłka zawierała plany działającego prototypu [urządzenia] antygrawitacyjnego, które wówczas oni musieliby jedynie inżynieryjnie odtworzyć, lub coś w tym stylu?
Tak. Mam na myśli, że jeśli masz 5 różnych grup z 5 różnymi zespołami inżynierskimi, to nie dochodzą one do tej samej koncepcji.
Masz więc potem 5 różnych koncepcji albo kilka różnych koncepcji, nad którymi pracują różne zespoły, które nie zapylają się wzajemnie pomysłami ani sobie nie mieszają.
Następnie mówił o latach, wiesz, 1952 i 1956, kiedy jego zdaniem mieliśmy działające prototypy. To brzmi dość podobnie do tego, co mówiłeś w programie.
Tak i to dokładnie ten czas, gdy to wszystko było rozwijane.
Wspominałeś wcześniej, że Stany Zjednoczone doszły do pewnego punktu w swoich własnych badaniach, ale potem właściwie stanęły przed ścianą, a przeloty nazistowskiej frakcji separatystycznej nad Waszyngtonem w 1952 roku [był to tzw. incydent UFO nad Waszyngtonem – przyp. tłum.] wymusiły rodzaj rozejmu, na którym Stanom Zjednoczonym po części zależało, bo potrzebowały wiedzy od Niemców, aby udoskonalić swoją antygrawitację. Czy to nadal aktualne?
Tak.
Więc co twoim zdaniem działo się w tym momencie z Lear Aeronautics? Czy tylko wpływ Niemiec doprowadził ich do udoskonalenia tej technologii do roku, jak powiedział, 1956?
Głęboko za kulisami ta niemiecka grupa separatystyczna przeniknęła do kompleksu wojskowo-przemysłowego. Zaraz po operacji „Paperclip” rozpoczęła się infiltracja.
Potem po tych przelotach zawarliśmy porozumienie z grupą nazistów, a wtedy, tak, przenikali w nasze szeregi jak szaleni.
Dobrze, kolejną rzeczą, o której mówi Lear, jest wyspa Kwajalein, z której według niego około 1000 astronautów wykonuje misje kosmiczne. Wydaje się, że to o wiele mniej, niż wynikało z tego, o czym wcześniej rozmawialiśmy.
Czy to możliwe, że on odnosi się do Tajnego Programu Kosmicznego kompleksu wojskowo-przemysłowego (KWP-TPK)?
Tak, to jest to.
Jak więc te liczby pasują do tego, co słyszałeś o programie KWP?
Znam niewiele szczegółów na temat liczb, ale było wiele wysp, z których wystrzeliwali te wielostopniowe rakiety, jakby stare rakiety.
Och, jejku.
I serwisowali… W ten sposób stworzyli również część tych stacji kosmicznych. Niektóre stacje kosmiczne KWP są wykonane z różnych stopni rakiet, które po użyciu do opuszczenia orbity były sprowadzane razem i spawane ze sobą prawie w okrąg, ale raczej taki spłaszczony okrąg.
Jak ośmiokąt.
Jak ośmiokąt. Robili z tego 2 albo 3 warstwy, a w środku mają więcej takich części rakietowych, jak kadłuby lub inne stopnie, które są odwrócone w drugą stronę.
Potem stacja się obraca, wytwarzając w ten sposób pewną grawitację lub coś zbliżonego. Wahadłowce przylatywały i dokowały na szczycie szprychy koła.
Ach, więc używali promu kosmicznego?
Tak, używali promu kosmicznego, konwencjonalnych rakiet, a później zaczęli rozwijać te większe, trójkątne promy. Nazywali je wahadłowcami. Mieli mnóstwo miejsca, aby przywieźć całe jedzenie… mam na myśli przywożenie i odwożenie rzeczy.
Co więc myślisz… Kiedy mówi o 48 godzinach potrzebnych promowi kosmicznemu do wykonania tej samej pracy, którą Rosjanie wykonywali w godzinę, to przypuszczam, że teraz potwierdzasz, że mogła to być praca wykonywana, tak jak mówił, w bazach Tajnego Programu Kosmicznego KWP.
Tak, promy kosmiczne, które widzieliśmy jako dzieci, dokowały na tych tajnych stacjach kosmicznych. Na początku pomagały je budować.
W miarę rozwoju floty wahadłowców pojawiły się te czarne trójkąty. To właśnie one obsługują obecnie różne stacje kosmiczne, a stacje mają załogowe satelity, na których zmieniają się załogi od 3 do 6 osób.
Co według tych astronautów robili? Czy to było jak Gwiezdne Wojny, obrona przed nuklearnymi atakami Rosjan, tego rodzaju rzeczy?
To program Gwiezdnych Wojen, SDI [Strategic Defense Initiative – Inicjatywa Obrony Strategicznej, przyp. tłum.].
Ok.
Wszyscy przysięgali zachować tajemnicę. Uważam, że wszyscy ludzie, którzy byli w stanie dostać się do programu astronautycznego, tak jak już mówiliśmy wcześniej, byli masonami – ludźmi, którzy uczestniczyli w innych projektach wojskowych i udowodnili, że potrafią trzymać język za zębami – nie wspominając o tym, że dość często stosowali na nich również techniki czyszczenia pamięci.
Mamy teraz jeszcze jeden fragment z Learem, w którym opisuje on własne informacje na temat tej tajemniczej, enigmatycznej bazy, która znajduje się pośrodku niczego na południowym zachodzie. Zobaczmy.
Modliszki, Reptylianie i szok pierwszego kontaktu
Zawsze opowiadam tę historię o Strefie 51. Kiedy wszystko się tam dopiero rozkręcało, zatrudnili strażnika, który miał siedzieć przy jednym ze skrzyżowań korytarzy.
Wtedy jedna z Istot-Modliszek schodzi tam w ten sposób [John kołysze ramionami z boku na bok], a strażnik spogląda na nią, dostaje ataku serca i umiera.
W efekcie są teraz bardziej ostrożni. Przez 3 lub 4 tygodnie pokazują różne zdjęcia, żeby ludzie nie przestraszyli się tak bardzo, gdy jedna z tych istot idzie po korytarzu.
Joe Resnick mówił mi, że pracował w laboratorium z Reptylianinem. Powiedział, że wyglądają oni tak jak my, a jedyną różnicą było to, że co jakiś czas zamykali wewnętrzną powiekę i za każdym razem, gdy to robili, było to dla niego szokiem. Mieli dwa komplety powiek.
W porządku, najpierw odnieśmy się do drugiej części. Opisuje tam Reptylianina, który, jak mówi, wygląda tak samo jak my, z wyjątkiem błony migawkowej w oku.
Nie wygląda to dokładnie tak samo jak Reptylianie, o których mówiłeś. Jak sądzisz, dlaczego tak ludzko wyglądająca istota mogłaby zostać nazwana Reptylianinem? Co tam się działo?
Istnieje wiele różnych typów istot reptyliańskich, o których rozmawialiśmy.
Z pewnością.
Ale z tego, co wiemy, może to być nawet hybryda, hybryda ludzko-reptyliańska.
Skoro osobiście widziałeś całą masę różnych typów istot pozaziemskich, to czy widziałeś jakąś, która miała błonę migawkową, tak jak to opisał?
Istnieje wiele różnych istot, zwłaszcza istoty wodne, które mają błonę, membranę, która działa w ten sposób [Corey, trzymając dwa palce przed okiem, przesuwa je poziomo do siebie i od siebie], a następnie mają powiekę, która działa w ten sposób [ustawia kciuk i palec wskazujący przed okiem i przesuwa je pionowo do siebie i od siebie].
To prowadzi do drugiej rzeczy, kiedy mówi o istocie typu Modliszka. Wydaje mi się, że pojawia się rodzaj szoku psychicznego, z którym trzeba się zmierzyć w obliczu takich form życia pozaziemskiego.
Rzadko zdarza się, żeby tak po prostu postawili osobę, która nie jest przyzwyczajona do istot pozaziemskich, w sytuacji bezpośredniego kontaktu z nimi.
Na początku pokażą jej zdjęcia martwych istot pozaziemskich, pokażą krótki film. Potem zobaczy martwą istotę na żywo. Następnie powoli będą ją przyzwyczajać do kontaktu z prawdziwymi istotami pozaziemskimi.
Zrobili wiele testów, aby zobaczyć, jak ludzie przyjmą Ujawnienie, często byli to wojskowi, których wystawiano na bezpośredni kontakt z istotami spoza Ziemi, i nigdy nie była to dobra reakcja.
Czy Modliszki są dla nas jednym z najtrudniejszych do oglądania typów istot?
Modliszki i Reptylianie. Następuje zaprogramowana instynktowna reakcja. Nieważne, kim jesteś i za jak zaawansowanego się uważasz. Kiedy po raz pierwszy widzisz te istoty, twoje ciało, zanim umysł będzie miał szansę to przetworzyć, twoje ciało będzie miało jakiś dziwny instynktowny odruch.
Pete również opisał dźwięk przesuwania się chityny, gdy jesteś w pobliżu jednej z tych istot typu Modliszki. Nawet dźwięk ich ciała w ruchu jest bardzo niepokojący i sprawia, że czujesz się spięty, nawet jeśli ich nie widzisz. Czy kiedykolwiek doświadczyłeś czegoś takiego?
Tak. Istnieje cały szereg istot, które mają rodzaj owadziego szkieletu zewnętrznego. Wydawały odgłosy kojarzące się z paznokciami, po prostu dziwne dźwięki, ale to nie było dla mnie aż tak niepokojące.
No dobrze, teraz w kolejnym filmiku będziemy mieli kilka naprawdę kontrowersyjnych informacji na temat natury naszego Układu Słonecznego.
Poczekajcie, aż usłyszycie, co Corey ma do powiedzenia, ponieważ choć może się to wydawać trudne do uwierzenia, są przekonujące świadectwa osób z wewnątrz, które potwierdzają to, co Lear ma nam do przekazania. Popatrzmy.
40 planet i istoty pozaziemskie wśród nas
Nasz układ gwiezdny ze Słońcem i podobno 9 planetami – naprawdę jest ich 40. Wiele jest ukrytych, żebyśmy ich z różnych powodów nie widzieli. Chcą zachować to wszystko w tajemnicy, ale przecież tak wiele się dzieje pomiędzy tymi wszystkimi 40 planetami, ich księżycami i satelitami.
Carl Sagan powiedziałby: „No cóż, prawdopodobnie są kosmici, ale dzielą ich od nas miliony lat”.
Nie, nie dzielą. Są tu, na Ziemi. Prawdopodobnie 25% populacji Ziemi to kosmici. Oczywiście, my również jesteśmy kosmitami, ale…
A więc porozmawiajmy o tym. Czy to możliwe, że są tam te inne planety?
Cóż, istnieją inne planety i planetoidy, niektóre z nich w obrębie i poza pasem Kuipera. Nazywają je „obiektami pasa Kuipera”.
Część z nich jest wykrywana. Wykrywane są anomalie grawitacyjne, a astronomowie zaczynają mówić: „No, coś tam jest”.
Ale niektóre z planet, podobnie jak Pluton (myślę, że Pluton na swojej dziwnej orbicie jest odchylony o około 17 stopni od płaszczyzny ekliptyki)…
Racja. W oficjalnym rejestrze jest to jedyna „planeta” lub planetoida, która ma takie odchylenie.
Racja. Nasz Układ Słoneczny jest dość nieuporządkowany. Istnieją inne planety i planetoidy, które znajdują się na dziwnych orbitach, odchylonych od płaszczyzny ekliptyki.
[John Lear] wspomniał również, że wokół nich krążą satelity, co oznacza także księżyce.
Tak.
Czy zgodnie z twoim doświadczeniem jest to prawda?
Tak. Chodzi o to, że one mają własną grawitację. Niektóre z nich mają wiele obiektów podobnych do księżyców, które orbitują wokół nich. Jest jeszcze wiele obiektów, które konwencjonalna astronomia dopiero może odkryć.
Wspominałeś wcześniej, że Sojusz TPK jest obecny w pasie Kuipera. Czy wszystkie te rozmaite planety, o których teraz mówimy, planety i satelity, są na różne sposoby zajęte? Czy wszystkie obiekty są użytkowane w takiej czy innej formie?
Wszystkie w przeszłości były lub obecnie są zajmowane zarówno przez naszą flotę kosmiczną, jak i przez istoty pozaziemskie.
Inną rzeczą, o której mówił, było to, że 25% faktycznych mieszkańców Ziemi (przypuszczałbym, że to może nie obejmować nikogo na powierzchni) może być istotami pozaziemskimi. Jak taki szacunek procentowy ma się do informacji, które ty posiadasz, powiedzmy, o Drako na Antarktydzie, cywilizacjach Wnętrza Ziemi, tego rodzaju rzeczach?
Cóż, dla mnie to brzmiało tak, jakby on mówił, że oni żyją wśród nas, tak jak my…
Hmm.
…25% populacji. Liczba Drako i innych istot, które znajdują się pod niektórymi obszarami naszej planety, znacznie przekracza ten poziom.
Nie słyszałem żadnych informacji, które potwierdzałyby, że tak wiele istot pozaziemskich żyje wśród nas jako jedni z nas.
Racja.
Powiedział też, że wszyscy jesteśmy ET, istotami pozaziemskimi, i to jest prawda. Wiele osób mówi: „Myślę, że jestem hybrydą”. Tak, jesteście. Wszyscy jesteśmy hybrydami. Wszyscy jesteśmy eksperymentami genetycznymi i posiadamy zasoby genetyczne z całego kosmosu.
W porządku, teraz mamy dla was kolejny fragment, w którym Lear opowie o tym, co sam wie na temat Księżyca.
To trochę co innego niż to, co słyszałem ja i co słyszał Corey, ale zamiast się o to spierać, po prostu postarajmy się znaleźć jakiś wspólny mianownik. Przyjrzyjmy się.
Księżyc, Szaraki i ruch na niebie
Księżyc jest sztuczny. Dwaj Rosjanie, którzy napisali książkę o tym, że jest statkiem kosmicznym, mieli rację. Tak było.
We wnętrzu Księżyca jest pełno wszelkiego rodzaju rzeczy i tak, jest sztuczny.
Aby monitorować, co się u nas dzieje, oni… wiesz, ludzie, którzy tam mieszkają, są całkowicie odseparowani od Szaraków, którzy mają tam swoje laboratoria.
Szacuję, że obecnie na Księżycu jest prawdopodobnie ćwierć miliona ludzi. To nie są ludzie tacy jak my, ale ludzie, którzy przybyli z innego miejsca.
Kiedyś myśleliśmy, że Szaraki zabierają co dziesiątego. Nie, zabierają KAŻDEGO. Robią to cały czas, aktualizują zabranym programy i robią inne rzeczy tego rodzaju.
Mają tam fantastyczne laboratoria. Liczymy, że na Ziemi żyje 7 miliardów ludzi, a to wiele kursów.
Mówi się, że gdyby kiedykolwiek pokazali się bez maskowania, to niebo byłoby czarne przez cały dzień, bo statki latałyby tam i z powrotem, zabierałyby różnych ludzi tam i z powrotem, robiły te wszystkie testy i inne rzeczy.
To, że Lear opisał Księżyc jako sztuczny, jest oczywiście czymś, o czym wielokrotnie dyskutowaliśmy. Czy masz jakieś dodatkowe przemyślenia na temat tego, co miał do powiedzenia o liczbie ludzi? Że na Księżycu może mieszkać, jak szacował, potencjalnie ćwierć miliona ludzi?
Na podstawie niektórych rzeczy, o których rozmawiamy, może to być o wiele więcej niż ćwierć miliona.
Bardzo prawdopodobne, że jest wielokrotnie więcej.
Hm.
Tak, Księżyc jest bardzo rozbudowany, szczególnie we wnętrzu, tak jak mówił.
Pada tu bardzo mocne twierdzenie, że każdy na Ziemi jest poddawany tym uprowadzeniom przez Szaraków. Nie wiem, skąd to usłyszał, ale nie wydaje mi się to zgodne z tym, co usłyszałem od innych informatorów. Jestem ciekaw, jakie są twoje doświadczenia z tego typu informacjami.
Cóż, jest duża liczba uprowadzeń dokonywanych przez inne istoty niż Szaraki.
Z pewnością.
Wiesz, odbywa się tutaj wielki eksperyment i uprowadzanych jest wiele osób, ale nie każdy. Mam na myśli choćby samą logistykę.
Wspomniał również, że niebo byłoby pełne pojazdów latających, gdyby nie maskowanie. No cóż… nie byłoby czarne, ale gdyby nie było maskowania, zarówno naszych własnych pojazdów, jak i ich, to zobaczylibyśmy niesamowite natężenie ruchu lotniczego.
Czy mają rodzaj autostrad albo kanałów, którymi się poruszają? Raczej nie są rozsiane po całym niebie jak owady?
Racja. Mają korytarze powietrzne, w których latają. Nawet Grupa Anshar musi latać w określonych korytarzach powietrznych.
Ale te statki latają tak szybko, że nawet gdyby były niezamaskowane i latały dookoła, to nie zobaczysz ich, chyba że się zatrzymają lub polecą naprawdę wolno.
Poruszają się znacznie szybciej, wiesz, tysiące klatek na sekundę [chodzi o konieczną prędkość filmowania, żeby złapać taki obiekt na filmie – przyp. tłum.]. Ale w tych korytarzach panuje duży ruch.
Ok, w porządku. Cóż, była to naprawdę fascynująca podróż przez świadectwo Johna Leara, syna niesamowitego pioniera aeronautyki, Billa Leara, faceta odpowiedzialnego za to, co nazywamy dzisiaj Learjetem.
To jest „Kosmiczne ujawnienie” i mam nadzieję, że wam się podobało, tak jak mnie. Jestem razem z Coreyem Goode'em i do następnego razu tutaj w Gaia. Dziękujemy za oglądanie.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz