Tompkins: loty poza ciałem w dzieciństwie
W porządku. Witam was ponownie w „Kosmicznym ujawnieniu”. Tutaj wasz gospodarz, David Wilcock, a moim gościem dziś jest Corey Goode.
W tym odcinku przedstawimy kolejne zaskakujące nowe informacje od naszego informatora, weterana II wojny światowej, Williama Tompkinsa.
Kiedy byłem jeszcze chłopcem i miałem 7, 8 czy 9 lat, dużo latałem. Nie miałem samolotu. Po prostu latałem.
Mieszkaliśmy w Santa Monica. Mieszkaliśmy w Hollywood i dużo latałem, głównie w nocy, ale też kilka razy w klasie, w szkole, na przerwie, po prostu szedłem za budynek i wzlatywałem.
Czasami… podnosiłem ręce do góry, ale w większości przypadków po prostu się wznosiłem.
Mogłem więc latać po Hollywood, San Fernando Valley, nad plażą Santa Monica, polecieć do Malibu, aż do San Pedro, popatrzeć na okręty marynarki wojennej i suche doki w San Pedro albo przelecieć nad LAX, po czym wrócić.
Trudno mi było latać nad LAX. Dużo się tam działo, więc trzymałem się z dala od lotnisk tak bardzo, jak tylko mogłem.
Kilka razy, kiedy już nabawiłem się, latając sobie nisko (a szczególnie nocą jest to bardziej zabawne, gdy palą się światła), po prostu wystrzeliwałem w galaktykę. Leciałem znacznie ponad 186 000 mil na sekundę, o wiele, wiele szybciej.
Wszystkim zajęło dużo czasu, aby zorientować się, że nawet Niemcy mogli latać szybciej, a już na pewno istoty pozaziemskie, racja? Ale mówię o tym, że ja tam latam.
I kiedyś wleciałem do… to był okręt flagowy admirała reptyliańskiej marynarki kosmicznej. Wleciałem prosto do jego biura. Mogłem zobaczyć, usłyszeć i poczuć zapach wszystkiego, co mówili.
Docierało to do mnie po angielsku, tak jak wtedy, gdy leciałem kiedyś nad Rosją. Admirał Siergiej Gorszkow budował całą serię futurystycznych okrętów, które nawet nie wyglądały tak, jakby pochodziły z tej planety, bo budowano je w technologii stealth.
Leciałem nad bazą, bazą we Władywostoku, i faktycznie obleciałem ją dookoła. Zszedłem w dół, zajrzałem na skraj obiektów konstrukcyjnych, wzniosłem się z powrotem wysoko, wleciałem do biura Siergieja Gorszkowa i mogłem widzieć, słyszeć i czuć zapach kawy w jego biurze.
A jego język… jaki język? Angielski. Wszyscy mówili po angielsku. OK?
Właściwie trafiłem do grupy badawczej w marynarce wojennej, gdzie byłem doradcą w sprawie tego rodzaju zdolności parapsychicznych, czy jak to nazwać, o których tu mówię.
To naprawdę ciekawe rzeczy. Słyszymy, że był w stanie to robić od 7 czy 8 roku życia.
Corey, jedna z rzeczy, która mi się nasunęła: gdy miałem 5 lat, przeżyłem doświadczenie poza ciałem. Obudziłem się, unosząc się nad swoim ciałem, i właśnie to wydarzenie skłoniło mnie do studiowania ESP (postrzegania pozazmysłowego).
Zacząłem więc prowadzić eksperymenty parapsychiczne w wieku 7 lat. Chciałem mieć kolejną szansę. Udało mi się to tylko raz, kiedy byłem dzieckiem.
Tak, a ja myślałem, że to jest powszechne. Myślałem, że każdy może to robić. Sam to robiłem…
To było coś, co często ci się zdarzało?
Mhm.
Od jakiego wieku?
W wieku 4 i 5 lat przydarzało mi się to spontanicznie, a później, w młodości, potrafiłem to kontrolować.
Kiedy jechaliśmy samochodem w długą podróż i się nudziłem, zamiast pytać: „Daleko jeszcze?”, po prostu wychodziłem poza auto, unosiłem się i leciałem nad znakami, które mijaliśmy, nad wiaduktami.
Myślałem, że każdy jest w stanie to robić.
Projekcja astralna, trauma i astralna ochrona baz
Czy pozaziemski rodowód duszy sprawia, że ludzie są bardziej zdolni do takich rzeczy?
Cóż, powiedzmy, że w poprzednim życiu byłeś bardziej zaawansowaną istotą pozaziemską. Miałeś zaawansowane zdolności świadomości i zgodziłeś się wcielić tutaj, na Ziemi, jako człowiek.
Nadal mamy tę samą nadduszę, która ma tę samą wiedzę. Ta wiedza musi więc powoli sączyć się do tej świadomej istoty, którą zgodziliśmy się zostać.
Czy jest jakiś powód, aby wierzyć, że jeśli człowiek przeszedł skrajną traumę, to może ona sprawić, że rozwinie zdolność projekcji astralnej?
Tak. To jest właściwie technika, której używa się w programach. Wywołują u ludzi projekcję astralną, zadając im skrajną traumę.
Jak to działa? Dlaczego wychodzisz wtedy z ciała?
To jest… To ucieczka albo mechanizm obronny, który ma nasza psychika. To zdolność dysocjacyjna, którą ma nasza psychika i którą mamy duchowo, pozwalająca odciąć się i oderwać od tego, co się dzieje.
A gdy już poprzez traumę zaprogramują osobę tak, że potrafi wyjść z ciała, zaczynają ją szkolić, jak to robić w działaniach operacyjnych.
A jaki byłby przykład takiej projekcji astralnej?
To bardzo podobne do zdalnego widzenia. Chodzi o zbieranie informacji wywiadowczych w odległym miejscu.
Cóż, wydaje się, że jest to bardzo stara technika, prawda? To znaczy, szkoły misteriów mówią o tym od dawna.
Zgadza się, to mocno tłumiona zdolność, którą mają wszyscy ludzie.
Jedna z rzeczy, z których być może nasi widzowie nie zdają sobie sprawy: istnieje pewne tajne stowarzyszenie zwane BOTA, czyli Builders of the Adytum. A Adytum, wierzcie lub nie, to pomieszczenie, w którym znajduje się ołtarz ze świętą księgą zawierającą świętą wiedzę.
Pomieszczenie jest całkowicie odcięte. Zazwyczaj ma kształt cylindryczny, jest całe zamurowane. W ogóle nie można dostać się do środka inaczej niż w ciele astralnym.
Kluczowe dla wtajemniczanego jest więc to, czy zdoła astralnie dostać się do tego pomieszczenia i przeczytać księgę znajdującą się w Adytum. Dopiero gdy zdoła dokładnie opowiedzieć, co jest w księdze, staje się prawdziwym wtajemniczonym.
Czy kiedykolwiek słyszałeś o czymś takim?
No cóż, wszyscy byliśmy poddawani podobnym ćwiczeniom.
Naprawdę?
Tak. Musieliśmy zidentyfikować przedmiot w innym pomieszczeniu, jego kolor. To nie było tak… nie czytaliśmy książek, ale wiesz, byliśmy dziećmi.
Kazali nam rozpoznawać zabawki, obrazy lub inne rzeczy w innym pomieszczeniu, które było zamurowane, i nikt biorący udział w eksperymencie nie wiedział wtedy, co tam jest. Nie można więc było odebrać od nikogo telepatycznych wskazówek ani nie było się w żaden sposób wcześniej nakierowanym.
Niektórzy ludzie mogą być skłonni odrzucić świadectwo Tompkinsa na tej podstawie, że na przykład, jak mówi, wleciał do biura admirała reptyliańskiej marynarki, gdzie słyszał angielski, podczas gdy oni z pewnością nie mówią po angielsku.
To samo dotyczy Rosjanina, u którego mieli te niekonwencjonalne statki, statki stealth.
Słyszałem już o tym, że twój umysł, twoje projektowane ciało astralne, jest w stanie tłumaczyć inne języki na język, którym posługuje się umysł.
Tak, więc zachodzi coś w rodzaju naturalnej funkcji tłumaczenia.
Nie zawsze, ale niektórzy ludzie mają taką wrodzoną zdolność.
Nie można sobie ot tak astralnie odwiedzać wielu z tych tajnych baz. Są chronione przez ludzi, którzy mają zdolności zdalnego oddziaływania, wzmocnione technologią.
Słyszałem, jak nazywano ich „Tymi, którzy rozpraszają”. Rozpraszają twoje myśli.
Są też istoty cienia, które chronią obiekty przed osobami w projekcji astralnej. Taka osoba próbuje dostać się do obiektu i nagle pojawia się naprawdę mroczna istota, która goni ją po całym terenie.
Mają więc astralną ochronę.
W porządku. W następnym fragmencie Tompkins wystrzeli nas w kosmos, a konkretnie usłyszymy, co ma do powiedzenia na temat osad na Księżycu.
Księżyc jako centrum dowodzenia
No cóż, po pierwsze, to nie jest wasz Księżyc, a po drugie, to nie jest księżyc. To centrum dowodzenia dla regionu tej części galaktyki Drogi Mlecznej. Tym właśnie jest.
I nie obraca się. Wszyscy zapominają, że ta rzecz się nie obraca. OK? Więc to nie jest księżyc. To nie jest WASZ Księżyc. To centrum dowodzenia, w którym jest prawdopodobnie 25–35 różnych cywilizacji, a wszystkie działają tu, w tej części galaktyki Drogi Mlecznej.
I tak, niektórzy z nich są w rzeczywistości w stanie wojny ze sobą, ale mieszka tu ich personel. Mieszkają tu ich rodziny. Dzieci się kształcą. Są młodzi. Starzeją się. Pobierają się. To wielka bryła. To ogromny obiekt.
Więc, Corey, jaka była twoja reakcja, gdy zobaczyłeś ten fragment?
To jest dokładnie to, co już mówiłem w przeszłości. Istnieje wiele frakcji, które mają na Księżycu terytoria, na których działają. Są tam śmiertelni wrogowie od tysiącleci, działający w odległości zaledwie kilometra lub dwóch od siebie, to znaczy grupy, których nie da się połączyć, bez względu na wszystko.
Wspominał o 25–35 cywilizacjach. Ciekawi mnie, jak dobrze pokrywa się to z tym, co słyszałeś?
To się pewnie mniej więcej zgadza. Jest wiele ras farmerów genetycznych, które mają tam „punkty obserwacyjne”, tak je nazywają.
I faktycznie używają Księżyca jako punktu obserwacyjnego i stacji, z której kursują tam i z powrotem, przeprowadzając na nas te genetyczne eksperymenty.
Jedna z rzeczy, które mnie uderzyły: myślałem o tym, tak jak mówiłeś, jako o placówce czy może przystanku, a on mówi, że mieszkają tam rodziny. Są tam kształcone dzieci, dorastające w tych księżycowych bazach.
Mamy więc do czynienia z czymś, co wydaje się stałym miejscem zamieszkania dla potencjalnie dużych populacji ludzi z kilku, wiesz, 25–35 cywilizacji.
Chodzi mi o to, że to byłoby podobne do naszych baz piechoty morskiej w Europie. Żołnierze mają tam ze sobą rodziny. To pewnie jeden z takich scenariuszy.
Nie słyszałem informacji o rodzinach i dzieciach. Otrzymałem informację, że to bardziej coś w rodzaju posterunków wojskowych.
Kiedy pojechałem do Japonii, udałem się do Tokio, głównego miasta. To niesamowite, kiedy tam jesteś, patrzysz i widzisz coś, co wygląda trochę jak Manhattan, ale jest takie ogromne.
Tokio jest tak niewiarygodnie duże, zabudowa jest tak gęsta, że nie można nawet zobaczyć, gdzie ta bardzo zagęszczona zabudowa się kończy.
Więc kiedy mamy miasto o takiej wielkości, to zajmuje ono bardzo mały obszar geograficzny, ale potencjalnie może tam mieszkać 20, 30 milionów ludzi.
Zastanawiam się, czy poziom rozwoju niektórych z tych terytoriów na Księżycu jest na tyle wysoki, że pozwala utrzymać tak dużą populację na małej przestrzeni.
Kluczem jest technologia. Gdybyśmy nie byli tak rozwinięci technologicznie, nie byłoby możliwe takie miasto jak Tokio.
Oni opanowali do perfekcji zaspokajanie wszystkich potrzeb energetycznych, zapotrzebowania na białko i wszystko, co potrzebne do przetwarzania odpadów, na znacznie bardziej wydajnym poziomie niż my.
Tak więc są w stanie utrzymać znacznie większą gęstość zaludnienia niż my.
Czy istnieją wymogi imigracyjne, które uniemożliwiłyby komukolwiek, kto nie należy do ich rdzennej kultury, choćby zobaczenie wnętrza tych miast?
Oczywiście. Jedna grupa nie wchodzi do miast innych. To znaczy, to jak ONZ albo trochę jak podział Antarktydy między różne państwa.
To terytorium bezsporne i nie przekraczają granic ani nie najeżdżają się nawzajem.
Księżyc stał się swego rodzaju strefą przypominającą Szwajcarię, strefą wolną od konfliktów, po kilku naprawdę wielkich bitwach, które miały miejsce w naszej historii. Pozostawili na Księżycu niektóre pozostałości tamtej bitwy jako świadectwo i przypomnienie o bitwach i o tym, jak źle się działo.
To właśnie te konflikty doprowadziły do podpisania traktatów pomiędzy różnymi grupami farmerów genetycznych, niektórymi z tych bardziej negatywnych grup, o których mówimy, co pozwala im żyć i działać blisko siebie, nie będąc cały czas w stanie wojny.
Pete Peterson ma informatora, który pochodzi z rosyjskiego programu kosmicznego. Powiedział mu, że gdybyśmy mogli zobaczyć ciemną stronę Księżyca (która, jak zauważył Tompkins, zawsze jest odwrócona od nas, nigdy nie możemy spojrzeć na tę stronę), wyglądałaby jak Manhattan nocą.
To znaczy, że gdyby cały okrągły obszar niewidocznej strony Księżyca można było obrócić w naszą stronę, w nocy byłby dosłownie cały pokryty światłami.
Tak, jest tam jeden szczególny obszar, wydaje mi się, że nazywa się Luna City, w którym jest dużo świateł.
Trzeba jednak też zauważyć, że mają pewien rodzaj maskowania, które rozciąga się nad ich budynkami i konstrukcjami i wygląda dokładnie tak jak reszta suchego terenu Księżyca.
Och, jej!
Więc można nad nimi przelecieć i widzieć tylko kratery, podczas gdy w rzeczywistości to projekcja nad bazą albo placówką.
To interesujące, bo, jak wiemy, emerytowany major Bob Dean, według tego, co usłyszałem od Jacoba, mojego informatora, który spotkał go na imprezie Project Camelot i rozpoznał go z Tajnego Programu Kosmicznego…
Jestem całkiem pewny, że odbył co najmniej jeden cykl 20 lat i z powrotem.
Tak.
To moja opinia.
Jedną z rzeczy, które Dean powiedział podczas rozmowy z Jacobem, było to, że na Pacyfiku jest wyspa, której połowa wygląda jak wyspa, ale jest to maskowanie i znajduje się tam bardzo ważna baza.
Gdyby nie ten hologram, przez który wygląda to jak zwykła wyspa na oceanie, widzielibyście tam tę niesamowitą rzecz.
Och, tak, potrafią sprawić, że znikają całe wyspy.
Jejku! Więc to coś, czego można by używać na Ziemi już teraz.
Oczywiście.
Możesz to potwierdzić.
Tak. Można tego używać nad Antarktydą. Można by tego używać w dowolnej liczbie miejsc.
W porządku. Wspomniał też, że Księżyc jest centrum dowodzenia. Jaka część tego znajduje się w środku?
Prawie całość. Większość znajduje się pod powierzchnią Księżyca, w tych głębokich, ogromnych szczelinach, pęknięciach i tunelach lawowych.
I ostatnia rzecz: wspominałeś, że mamy nową grafikę przedstawiającą Dowództwo Operacji Księżycowych.
Tak. Tak. Jeśli spojrzycie na ten obraz, to zleciłem jego wykonanie, to render 3D układu budynków przypominającego swastykę, który… tak pierwotnie wyglądało DOK.
OK.
Mam jeszcze jeden obraz, który pokazuje, jak poprzez rozbudowę ukryto swastykę.
Ciekawe. W porządku. W ostatnim fragmencie mamy w tym odcinku jeszcze jedne słowa Tompkinsa: jego wypowiedź o tym, jak widzi nasze miejsce we Wszechświecie, w oparciu o swoją osobistą, oszałamiającą wiedzę z wewnątrz i bezpośrednie doświadczenia kontaktów z istotami pozaziemskimi, w tym z Nordykami. Spójrzmy.
Tompkins: nasze miejsce w galaktyce
Przyjęliśmy już, że mamy 200 bilionów galaktyk. Nie milionów. Tam jest 200 bilionów galaktyk.
To znaczy… Jesteśmy tak naiwni co do tego, co tam jest. To całkowicie niewiarygodne. Miliony i miliony planet – obiekty bardzo małe i takie, przy których nasza gwiazda wygląda jak dziecinada.
Nasza gwiazda jest po prostu małą kropką z boku, nawet w naszej galaktyce.
A skoro o tym mówimy, ten temat cały czas się pojawia i to odpowiedni czas, aby to powiedzieć.
Jeśli wyobrazimy sobie, że jesteśmy centrum galaktyki Drogi Mlecznej, to wyciągamy rękę w ten sposób.
Każdy w tym studiu i wszyscy widzowie, którzy będą to oglądać, muszą zdać sobie sprawę, że to jedno z ramion galaktyki Drogi Mlecznej. Jesteście przy moim pierwszym stawie.
Nie jesteście w… Chwileczkę! Nie jesteście tam, gdzie dzieje się akcja. Nawet w galaktyce Drogi Mlecznej nie jesteście w centrum, gdzie dzieje się CAŁA akcja.
Jesteście tu, na tym końcu, który z czasem zostanie wyrzucony, bo galaktyka się obraca. Galaktyka się obraca, wszystkie się obracają.
Obracają się, więc końcówki są wyrzucane. Przechodzą obok inne galaktyki i zgarniają ten materiał. Więc może za kilka tygodni traficie do następnej galaktyki. OK? To trochę potrwa. [uśmiecha się]
Trzeba więc sobie uświadomić, że nie jesteście w centrum, jesteście tylko jednym z odrzutów.
Ten nasz mały Układ Słoneczny, który tu macie… Jesteście na kompletnej prowincji.
Interesujące jest to, że musimy się zmierzyć z tym, kim jesteśmy, gdzie jesteśmy i co wiemy, i zdać sobie sprawę, że Wszechświat jest niewiarygodny. I że są możliwości dla młodych ludzi w tym kraju, na całym świecie, by zaangażować się w to komercyjnie, OK…
Dajcie spokój. Zapomnijcie o noszeniu wielkiej broni. Za dużo tego. To nie jest właściwy krok. Trzeba mieć największą… wystarczająco dużo, żeby móc to powstrzymać, i to właśnie marynarka wojenna powtarza od 240 lat. Jeśli masz wystarczająco dużą flotę, wycofają się.
Nie musisz mieć floty, która strzela. Ale jeśli jej nie masz, ludzie będą ci naprawdę utrudniać.
Ja osobiście myślę, że dopiero zaczynamy. Widzimy dopiero czubek góry lodowej tego, gdzie możemy dotrzeć i co możemy zrobić, a możliwości są niewiarygodne.
Życie we Wszechświecie i handel z innymi cywilizacjami
W porządku. Więc, jejku! To bardzo otrzeźwiające przypomnienie o tym, jak niesamowita jest nasza kosmiczna tożsamość.
Cytuję najnowsze badania NASA, z których wynika, że w naszym Wszechświecie jest tyle podobnych do Ziemi planet z wodą, ile ziarenek piasku na Ziemi, na całej planecie. Na wszystkie ziarenka piasku razem wzięte przypada we Wszechświecie tyle samo planet z wodą, takich jak Ziemia.
To oszałamiająca liczba.
To wzorzec obecny w całym kosmosie.
A w tym teoretycznym modelu tych planet z wodą, który opublikowała NASA, zakładają, no cóż, że może jedna na sto z nich będzie miała życie, a potem może jedna na sto z tych osiągnie inteligentne życie.
Na podstawie tego, co mówiłeś mi wcześniej, wydaje się jednak, że inteligentne życie na planecie z wodą jest o wiele bardziej rozpowszechnione niż ta jedna na sto ze stu.
Cóż, tak, a do tego trzeba zrozumieć, że każdy układ słoneczny ma swoją własną dynamikę. Będą więc okresy rozwiniętych społeczeństw w danym układzie słonecznym, a potem przyjdą kataklizmy, występują cykle.
Potem będą długie okresy, w których te planety zamieszkuje bardziej podstawowe życie.
A jeśli według konwencjonalnych szacunków Wszechświat ma około 13,8 miliarda lat (są różne opinie, ale ta jest jedną z popularniejszych), to oznaczałoby to, że mogą istnieć cywilizacje znacznie starsze niż nasza, które osiągnęły już bardzo zaawansowaną technologię.
Och, tak. Takie już powstawały i przemijały.
Więc myśl, że jesteśmy jedynym inteligentnym życiem we Wszechświecie, w świetle tych wszystkich nowych statystyk jest całkowicie absurdalna.
Tak, to więcej niż absurd. To arogancja. Masz odpowiednią mieszankę minerałów, odległość od słońca, planetę zasianą odpowiednimi enzymami lub białkami z komet. I masz wszystkie elementy budulcowe podstawowego życia, a są one wszędzie.
A teraz, kiedy odkryli, że gwiazdy wytwarzają wodę…
Racja.
…to stamtąd pochodzi duża część wody.
Słońce wytwarza również falę harmoniczną, która pozwala na powstanie życia.
Tak, przeprowadziłem wiele naukowych potwierdzeń tego. Jeśli ludzie obejrzą też „Wisdom Teachings”, znajdą w wielu moich odcinkach o DNA zdumiewające dowody.
Zajęliśmy się Wilhelmem Reichem i tym, że można faktycznie wygenerować życie, po prostu elektryzując skałę i wodę. Wystarczy tylko to zrobić, a w końcu powstanie życie.
Zgadza się, a do tego od tego, gdzie w galaktyce znajduje się dany układ słoneczny, będzie zależało… będzie to decydować o tym, jak zaawansowane będzie życie i jak szybko będzie się rozwijać czy postępować.
Im bliżej centrum galaktyki, tym szybciej wszystko się dzieje. Czas płynie inaczej.
Pod względem cywilizacyjnym znacznie więcej dzieje się bliżej centrum galaktyk niż na kosmicznej prowincji, o której mówił.
Uważam to za fascynujące, bo mój informator Jacob, który miał bardzo rozległą wiedzę o Tajnym Programie Kosmicznym, twierdził, że był w ponad 200 różnych miejscach poza Ziemią i widział ponad 400 różnych typów istot pozaziemskich, i to on dał mi wiele informacji, które tak dobrze pokrywają się z tym, o czym mówiłeś.
Jacob mówił mi, że tak, centrum galaktyki jest o wiele bardziej zaawansowane i dzieje się tam o wiele więcej, tak że jest to dla nas niemal niepojęte.
Czas płynie inaczej. Energia, wszystko… Bliżej centrum galaktyki rzeczy zachodzą, z naszej perspektywy, znacznie szybciej.
Tompkins wspomniał też, że istnieją możliwości komercyjne. Nie chodzi tylko o to, żeby wyruszyć tam z bronią.
Co twoim zdaniem mogłoby się dziać w świecie po Pełnym ujawnieniu, w którym ludzie mogliby potencjalnie mieć nawet portal w domu i w ciągu jednego dnia podróżować być może nawet daleko poza nasz Układ Słoneczny, spotykać innych ludzi, podróżować w inne miejsca? Jakie to będzie społeczeństwo? Jakie przedsięwzięcia moglibyśmy wtedy zacząć rozwijać?
Cóż, pomiędzy naszym Układem Słonecznym a innymi układami słonecznymi już teraz toczy się bardzo dużo handlu, ale kontroluje go bardzo wojownicza i faszystowska grupa.
Jeśli zostanie on oddany w ręce ludzi, będziemy w stanie to robić, zacząć wymianę, we własnym najlepszym interesie.
W tej chwili wielu ludzi w tajnych programach kosmicznych jest do tego w pewnym stopniu zmuszanych.
Gdy w kosmosie będzie coś w rodzaju marynarki złożonej wyłącznie z ochotników, wtedy będziemy mieć ludzi, którzy wnoszą więcej twórczej energii do swojej misji. A jeśli nie będzie to misja wojskowa, będzie to raczej misja handlowa.
Niektórzy oglądający ten program mogą być cynikami i powiedzą: „Cóż, co moglibyśmy zaoferować innym kulturom? Jesteśmy jak neandertalczycy, troglodyci, w porównaniu z tymi ludźmi.
Nawet gdybyśmy rozwinęli możliwość korzystania z portali, nawet gdybyśmy mogli wpaść do układu słonecznego poza naszym i odwiedzić zaawansowaną kulturę, jeśli mają gigantyczne budynki z przezroczystego kryształu aluminium, to co tam zrobimy, czego mogliby od nas chcieć?”
No cóż, będą cywilizacje o wiele bardziej zaawansowane, dla których nie będziemy mieli tak naprawdę nic poza być może jakimś materiałem biologicznym lub zasobami genetycznymi z naszej planety, którymi zechcemy handlować.
Wiele z nich właśnie to interesuje. Tak więc w przypadku tych superzaawansowanych cywilizacji… tak naprawdę nie będziemy mieli zbyt wiele rzeczy, którymi będą chciały handlować.
Ale jest wiele cywilizacji, które są bardzo blisko naszej. Nasz poziom rozwoju jest podobny do ich poziomu do tego stopnia, że kupują od nas statki.
Konstruujemy technologię, której pożądają grupy pozaziemskie, chcą jej i są gotowe za nią handlować, bo jesteśmy znani jako bardzo pracowici i genialni inżynierowie.
Czy mogą pojawić się też możliwości pracy dla ludzi, którzy są, powiedzmy, artystami, muzykami lub nauczycielami?
Oczywiście.
Takie rzeczy?
Tak, spodziewałbym się wielu programów wymiany, jeśli chodzi o sztukę, bo to jest… Wszystkie planety mają jakąś formę sztuki.
A o jak wielkiej różnorodności miejsc mówimy, do których artyści, nauczyciele lub muzycy mogliby się udać i oferować swoje usługi jako ochotnicy, gdy tylko to się otworzy?
Mniej więcej każda planeta, która ma cywilizację typu ludzkiego. Powodem, dla którego mówią nam, żeby nie nazywać ich istotami pozaziemskimi ani ET, tylko ludźmi, jest to, że genetycznie różnimy się od nich bardzo niewiele.
Słusznie.
Oni są ludźmi, a ludzie mają pragnienia. Mają zainteresowania. Możemy wymieniać się naszymi naukami, naszą sztuką z innymi układami gwiezdnymi, które są zainteresowane naszą sztuką.
Jest więc w naszej przyszłości potencjał, by mieć programy edukacyjne, w których będziemy pomagać ludziom dojść do punktu, w którym zostaną przyjęci jako dyplomaci, ambasadorowie, nauczyciele, ludzie dzielący się wiedzą, ale zanim będziemy na to gotowi, musimy podnieść poziom naszej dojrzałości duchowej.
Nadal będziemy w pewien sposób odizolowani, dopóki nie przejdziemy przez ten renesans świadomości. Kiedy już to zrobimy i nie będziemy tak poranieni, nie będziemy mieć tak silnego PTSD (zespołu stresu pourazowego), będziemy w stanie wyjść do nich i wchodzić z nimi w interakcje.
Cóż, to bardzo fascynujące i pełne nadziei przesłanie.
Do zobaczenia następnym razem w „Kosmicznym ujawnieniu”. To był odcinek specjalny z Williamem Tompkinsem. Kłania się David Wilcock oraz Corey Goode. Dziękujemy wam za oglądanie i wspieranie nas.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz