Nazywam się Roger Richards. Obecnie jestem producentem projektu, który zaprezentujemy dzisiejszego wieczoru.
Około 2 lat temu po raz pierwszy usłyszałem przesłanie Niebieskich Awian. Trafiło mnie prosto w serce. Czy ktoś jeszcze doświadczył czegoś podobnego?
Uważam, że w tym czasie z wielu różnych powodów wszyscy jesteśmy zbierani razem, a świat dochodzi do momentu, w którym jesteśmy wynoszeni na wyższe wibracje.
A Corey jest tu na pierwszej linii tych zmian. Powierzono mu zadanie przekazania przesłania Niebieskich Awian szerszemu gronu odbiorców.
Mniej więcej 4 miesiące temu przyszedł do mnie z pomysłem stworzenia komiksu. Jak dotrzeć z tymi informacjami do ludzi zamkniętych na nie? Ilu z was ma w rodzinie kogoś, komu chcielibyście to wszystko przekazać, lecz nie znacie na to sposobu?
Gdy Corey po raz pierwszy powiedział „komiks”, ja na to: „Co takiego?”. Potem zacząłem się nad tym zastanawiać i nabrało to dla mnie sensu.
Komiksy służyły do rozpowszechniania informacji już w czasach II wojny światowej. Obrazy, połączenie prostego tekstu z rysunkiem, bardzo podobne do infografiki, trafiają do odbiorcy i zasiewają ziarna w podświadomości.
Corey bardzo zabiegał o to, żeby znaleźć dla tego przesłania formę dostępną dla odbiorców w każdym wieku. Im więcej o tym ze mną rozmawiał, tym bardziej ten pomysł się rozwijał.
Potem dołączało do nas coraz więcej ludzi. Mamy teraz bardzo duży zespół twórców, a dziś wieczorem pokażemy wam premierowy zwiastun „Sphere Being Alliance: Return of the Guardians”.
Witajcie wszyscy. Miłego wieczoru. [Aplauz] (Pokaz zwiastuna „Sphere Being Alliance: Return of the Guardians”)
Jasna cholera! Prawda? [Aplauz] Powiem od razu: nazywam się Jimmy Church. Jestem tu, żeby przedstawić Coreya. Fade to Black, Coast to Coast AM.
Czy wszyscy tu wierzycie? [Aplauz]
Przedstawienie Coreya to dla mnie wielki zaszczyt. Robiłem to wiele razy w ciągu ostatniego roku, przedstawiałem Coreya i Davida, wiecie o tym, więc oto jestem. Nic wielkiego.
Ale wiecie co? Pomachajcie mi wszyscy. [Jimmy robi zdjęcie machającej publiczności.] To dla Coreya, dobrze?
Dobrze, będę się streszczał… Wszyscy przyszliśmy tu spędzić czas z Coreyem, więc powiem krótko. Chcę jednak powiedzieć jedno. Za każdym razem, gdy przedstawiam Coreya, zapraszam go do audycji albo robimy wywiady, mówię to samo i naprawdę tak myślę.
Dostaję maile. Dostaję komentarze. Wszyscy wiedzą o relacji między Coreyem, mną i Davidem. Wszyscy to rozumiecie. Słyszeliście wywiady, prawda? Dobrze. Dobrze.
Wszyscy pytają: „Czemu oni nie mówią więcej? Czemu nie dostajemy informacji? Czemu nie mówią więcej?”. Prawda? A ja na to: „Przecież oni nic innego nie robią!”.
Prawda? Nic innego nie robią: piszą, prowadzą strony internetowe, kanały na YouTube, występują w Fade to Black. Mogliby być w Fade to Black albo w Coast to Coast co tydzień. Muszę zapraszać innych gości. Naprawdę.
Ale robiłbym to. Oni są zawsze gotowi.
Corey, mylę się? Czy da się ciebie uciszyć? Powiedz: „Nie!”.
Właśnie to chce robić. Po to tu dziś jest. Bardzo się cieszę. Wysłuchajcie, proszę, wszystkiego, co ma do powiedzenia. Nie chodzi o to, żeby kwestionować albo oceniać.
Chodzi o to, żeby zbierać informacje i dzielić się tą wiedzą z przyjaciółmi.
Jesteśmy u progu wielkich zmian. Czujecie to? Już nie jesteśmy tą dziwną grupą. To reszta świata odlatuje. [Aplauz] Mam rację? [Aplauz]
Powiem to teraz i naprawdę tak myślę. Przedstawiam wam mojego dobrego przyjaciela, pana Coreya Goode'a. Corey, wchodź na scenę. [Aplauz]
Dziękuję! [Corey zauważa ptasie pióro na scenie, podnosi je i pokazuje wszystkim] Czy to nie jest znak? [Śmiech]
Dziękuję wszystkim za przybycie. To transmisja na żywo, dziękuję więc również wszystkim, którzy dołączyli do nas w domach.
Przede wszystkim chcę podziękować Rogerowi i Rene za przygotowanie tego wszystkiego. Jest znakomite. Dziękuję. [Aplauz]
Większość z was słyszała już historię mojego życia, jednak opowiem ją ponownie. Wiele z tego już słyszeliście, ale tym razem macie do tego piękne ilustracje.
Dzieciństwo w programie MILAB
W wieku około 6 lat zostałem wciągnięty w program, który nazywamy MILAB Military Abductions, wojskowe uprowadzenia. Moje zdolności odkryto początkowo dzięki standardowym testom szkolnym.
Jak się okazało, moja rodzina od kilku pokoleń jest częścią eksperymentu sięgającego czasów II wojny światowej, kiedy mój dziadek wziął udział w operacji Whitecoat. Jest to więc coś, w co niejako się urodziłem, a o czym dowiedziałem się stosunkowo niedawno.
W przeszłości dzieci wybierano na podstawie standardowych testów przeprowadzanych w szkołach publicznych. Obecnie nie wykorzystuje się aż tylu dzieci. Używa się ich w kilku mniejszych programach, ale w przeważającej części wykorzystuje się klony. Klony są zasobem, który traktuje się jako nieco bardziej jednorazowy niż wykorzystywane wcześniej dzieci.
Stosowano wszelkiego rodzaju bardzo dziwne metody treningowe, w tym deprywację sensoryczną: umieszczano człowieka w komorach deprywacyjnych na długie godziny i kazano mu wykonywać ćwiczenia wizualizacyjne.
Umieszczano nas również w bardzo dziwnych i niepokojących scenariuszach rzeczywistości wirtualnej, aby obserwować nasze reakcje, tworzyć profile psychologiczne i zadecydować, do czego zostaniemy użyci w przyszłości.
Robiono to wszystko, aby znieczulić nas na przemoc i na widok krzywdzonych ludzi, co jest niezwykle trudne do osiągnięcia z dziećmi, które są intuicyjne albo są empatami. Robiono jednak wszystko, co w ich mocy.
Mnóstwo ludzi, gdy słyszy o programie MKUltra, wrzuca tam dosłownie wszystko.
Program MKUltra był programem kontroli umysłu i stąd się bierze jego nazwa („MK” od ang. mind control). Wszystkie inne programy Ultra i programy pokrewne stosowały inne metody treningowe i miały inne cele. Odkąd sprawa wyszła na jaw, wrzucamy praktycznie wszystko do jednego worka z napisem MILAB.
Wszyscy jesteśmy pod wpływem kontroli umysłu, każdy z nas. Jesteśmy społecznie zaprogramowani przez otaczające nas normy. Programuje się nas przy pomocy telewizji, filmów i mediów, a obecnie dochodzimy do momentu, w którym zaczynamy się od tego uwalniać na poziomie osobistym.
Wykorzystujemy naszą współtwórczą świadomość, aby przezwyciężyć znaczną część tej kontroli umysłu. Ta technologia nie działa już tak jak w przeszłości ze względu na zmianę wibracji i podnoszenie się naszej świadomości.
Oni już przegrali. [Aplauz]
Wielu uczestnikom programów MILAB po powrocie do normalnego życia czyści się pamięć i wymazuje umysł, ale wykazują oni objawy zespołu stresu pourazowego, choć pozornie nie mają ku temu żadnego powodu.
Gdy po raz pierwszy zabierano mnie do tych programów MILAB, stopniowo oswajano mnie z istotami pozaziemskimi.
Wprowadzano mnie do rzeczywistości wirtualnej przy użyciu specjalnych okularów; siedziałeś na krześle, a w pomieszczeniu było mnóstwo wojskowych i lekarzy.
Gdy zdejmowano ci okulary, nagle widziałeś Szarego siedzącego przy tym samym stole. Po prostu niespodziewanie stawiano cię w takiej sytuacji.
Całe lata zajmowało oswajanie ludzi z przebywaniem w towarzystwie istot pozaziemskich, bo nieważne, kim jesteś, zawsze wytrąci cię to z równowagi.
Jesteśmy genetycznie zaprogramowani tak, abyśmy reagowali na te istoty bardzo gwałtownie, z głębi trzewi.
Tajny Program Kosmiczny i baza na Księżycu
Gdy miałem prawie 17 lat, zostałem wprowadzony do Tajnego Programu Kosmicznego (TPK), do którego przygotowywano mnie przez cały czas uczestnictwa w programie MILAB.
Wcielono mnie do Solar Warden. Była to przerwa świąteczna w 1986 roku. Moje urodziny są za 11 dni, 22 lutego. Wcielono mnie w grudniu, tuż przed moimi 17. urodzinami.
Przydzielono mnie na statek badawczy, ale kapitan nie chciał mnie na pokładzie. W przeszłości przysyłano mu, jak to nazywał, „dzieci”, które płakały, że chcą do mamy. Cały rok trwało, zanim się zaaklimatyzowały, i nie chciał ponownie przez to przechodzić. Zbyt mocno zakłócało to pracę na statku.
W zamian wysłano mnie do programu „Przechwytywanie i Przesłuchiwanie Intruzów”, w którym używano intuicyjnych empatów do przesłuchiwania istot pozaziemskich schwytanych w naszym Układzie Słonecznym lub na Ziemi. Byłem w tym programie około roku, niecały rok, a później przeniesiono mnie z powrotem na Sommerfield.
Tam pracowałem dla naukowców i inżynierów. Gdy pracowałem po stronie naukowców, nazywano mnie Specjalistą, a gdy z inżynierami, byłem Technikiem.
Czy ktoś pamięta, jak opowiadałem o statku w kształcie grotu, który zabierał mnie z ogrodu za domem?
Rene przedstawił go tutaj dość wiernie. To wtedy po raz pierwszy zabrano mnie z powrotem do Dowództwa Operacji Księżycowych od czasu, gdy odłączono mnie od TPK. A tu jest ogród za domem.
Na samym początku moja żona nie wiedziała, co o tym sądzić, gdy mówiłem jej, że statek kosmiczny zabiera mnie z ogrodu za domem. [Śmiech] Kilka razy wychodziła tam i widziała niewielkie trójkątne wgniecenia w darni, ślady po podporach do lądowania. Raz zobaczyła ślady bosych stóp prowadzące od domu. Urywały się, a około 20 stóp dalej zaczynały się inne ślady stóp, prowadzące z powrotem do drzwi. Dopiero wtedy naprawdę zaczęła wierzyć, że dzieje się coś większego.
Dowództwo Operacji Księżycowych. Od razu widać, że ma kształt swastyki. Gdy pierwszy raz się tam znalazłem, gdzieś około 1987 roku, wciąż tak wyglądało. Gdy odłączono mnie od programu i przywożono mnie tam na odprawę, celowo je obudowano, aby zatrzeć kształt swastyki. Obecnie już nie wygląda jak swastyka.
Placówka ta została oczywiście założona przez Niemców i była pierwszą ludzką bazą na Księżycu, na którą zgodziły się inne grupy.
Księżyc jest uważany za strefę neutralną i nie wolno naruszać tamtejszych terytoriów. Ostatecznie Niemcy uzyskali jednak pozwolenie od jednej z grup pozaziemskich na budowę na jej terenie.
W bazie tej jest co najmniej 11 poziomów pod powierzchnią. Nie miałem dostępu do niczego, co znajdowało się poniżej hangarów, czyli mniej więcej 3 lub 4 piętra w dół.
No dobrze, zaczynamy. Oto debiut, którym jestem bardzo podekscytowany: trójwymiarowa wizualizacja bazy i nadlatującego statku w kształcie grotu.
Opowiadałem już, jak zaprowadzono mnie na przód audytorium w DOK. Zaprowadzono mnie tam i zostawiono, nie mówiąc, co się będzie działo.
Gdy tam siedziałem, sala była pełna ludzi różnego rodzaju, w tym wojskowych oraz osób wyglądających na polityków. Ludzie siedzący z przodu zaczęli mi docinać. W połowie tych docinków cała sala nagle ucichła i widać, dlaczego.
Za mną pojawiły się dwie istoty. Po raz pierwszy zobaczyliśmy wtedy Złocistą Istotę z Trójkątną Głową. Nie wiem, jak ją opisać; wyglądała, jakby była pod wodą i nie miała żadnych kości. Wyglądało to dziwnie. Używała palców u stóp jak trójnogów i unosiła się na nich w górę i w dół. To przykuło uwagę wszystkich obecnych.
Wtedy zaczęto zadawać mi pytania, a Raw-Tear-Eir odpowiadał przeze mnie.
Klika, bazy FEMA i Drako
Klika ang. Cabal, z braku lepszego słowa.
Klika nie jest jedną grupą, której nie da się pokonać. To zbiór luźno powiązanych, zmilitaryzowanych syndykatów; to po prostu syndykaty przestępcze. Nic więcej. Chcą, żebyśmy postrzegali ich jako wszechmocną siłę, której nie da się pokonać. To część kontroli umysłu.
Jak wszyscy widzicie, wygląda na to, że ich czas się skończył. Staje się to oczywiste. [Aplauz]
Niektóre z tych grup są pragmatyczne, twardo stąpają po ziemi, są naukowe i trzymają się takiego sposobu myślenia. Inne jednak mają naturę bardzo ezoteryczną, są mocno zaangażowane w różne mroczne systemy wierzeń, w których składa się ofiary z ludzi i robi się wiele innych straszliwych rzeczy po to, aby wzmocnić swoją magię.
Wydaje mi się, że rozmawialiśmy już o tym w programie Jimmy'ego Churcha. Bardzo niedawno, po zmianie administracji i po pewnych innych zmianach, kompleks wojskowo-przemysłowy zaczął wysyłać żołnierzy piechoty morskiej do niektórych baz FEMA Federalna Agencja Zarządzania Kryzysowego. Po zmianie administracji wielu z nich miało oddać władzę. Zamiast tego zaryglowali drzwi.
Wysłano więc żołnierzy piechoty morskiej, aby przebili się przez beton i przecięli stal, a ludziom w środku dali tylko jedną szansę na poddanie się. Jeśli się nie poddadzą, żołnierze mieli zabić wszystkich w całej bazie.
Jak zapewne wiecie, bazy te mogą pomieścić bardzo wielu ludzi. Żołnierze ci należeli do jednostek specjalnych, ale nie poinformowano ich o niczym pozaziemskim. Myśleli, że idą oczyścić placówkę z bandy przestępców.
Po przebiciu się do bazy stanęli oko w oko z Rasą Gadzią i musieli z nią walczyć. Wielu z tych żołnierzy to chłopaki z Południa i nagle walczą z czymś, co według ich systemu wierzeń wygląda jak diabeł. Tak ogromnie ich to straumatyzowało, że po tej bitwie nie byli w stanie funkcjonować. Działo się to bardzo niedawno, w ciągu ostatnich 2 miesięcy. Wiele innych baz jest obecnie również oczyszczanych. Nie wiem, gdzie znajdowała się ta baza; była to placówka nieoficjalna.
Nie była to więc żadna z tych, o których się słyszy, jak ta pod lotniskiem w Denver albo wiele innych.
Drako nie są wszechmocni. Pokonywano ich już w przeszłości.
Na przestrzeni tysiącleci Rasę Gadzią wyrzucano z naszej planety. Wracali w chwilach naszej słabości, na przykład po kataklizmach. Ostatnio, około 12 800 lat temu, wydarzył się ogromny kataklizm, który zniszczył cywilizację znaną wam jako Atlantyda. W tamtym czasie to właśnie ta grupa trzymała Rasę Gadzią w szachu. Gdy ją zmieciono, Rasa Gadzia wróciła w pełnej sile i dlatego mamy bałagan, jaki obecnie widzimy. Najwidoczniej odgrywają oni tutaj negatywną rolę; ich zbiorowa świadomość ją odgrywa.
Gdy Raw-Tear-Eir pokazał mi naszą ludzką zbiorową świadomość, zobaczyłem ją jako osobę z ciężkim zespołem stresu pourazowego, poniekąd schizofreniczną, osobę, która przeżyła ekstremalną traumę.
Okazuje się, że nasza nadświadomość jest w przemocowym związku z nadświadomością tej gadziej grupy. To coś w rodzaju kosmicznej przemocy domowej, a obie strony mają się w tym procesie czegoś nauczyć.
Federację Drako tworzy wiele różnych grup, a jedną z nich są istoty owadopodobne. Jest ich kilka typów. Wszyscy słyszeliście o istotach podobnych do mrówek czy modliszek. Modyfikują one swój genom i tworzą inne rodzaje owadopodobnych istot, które niektórzy widują i które mają na przykład 4 ręce. Mogą je zaprojektować do wykonania dowolnego zadania.
Grupa Majańska, Mars i handel w kosmosie
Na początku starożytne odłamy cywilizacyjne były dla mnie po prostu pewną koncepcją.
Czytałem o nich na inteligentnych tabletach szklanych i uzyskałem ogólne informacje o tym, że pozostają z nami w kontakcie od bardzo dawna. Pomagali nam po kataklizmach, a wielu ludzi w przeszłości uważało ich za bogów.
W tym przypadku Grupa Majańska jest całkowicie nastawiona na służenie innym. Taka jest ich misja.
Gdy byli na Ziemi, nie pochodzili stąd. Przywieziono ich z Plejad w czasach, gdy ich układ gwiezdny przechodził bardzo trudny okres. Ich populacja rozrosła się do ponad 40 milionów ludzi.
Zniknęli, bo ich pierwotna grupa wróciła po nich i zabrała ich z planety. Zostawili jednak pewien kontyngent, który miał podziemne bazy oraz bazy w Pasie Kuipera. Są więc z nami przez cały ten czas.
Wspomniałem trochę o procesie oswajania się z kontaktem z istotami pozaziemskimi.
Mamy w sobie pamięć genetyczną, czyli komórkową, która sięga bardzo daleko wstecz, do tych istot.
Jesteśmy zaprogramowani społecznie i genetycznie do reakcji „walcz albo uciekaj”. Istoty pozaziemskie są tego świadome i niektóre z nich, te negatywne, wykorzystują to, aby pozyskiwać od nas „loosh” energię negatywnych emocji. Te negatywne będą się nam również ukazywały jako „istoty światła”, żeby nami manipulować.
Nie chcę tu zniechęcać ludzi do podążania ścieżką duchową i do szukania kontaktu z przewodnikami, ale musimy być ostrożni i wykazywać się dużą mądrością podczas takiej komunikacji, bo te istoty mogą przedstawiać się jako anioły światła i przekazywać wspaniałe informacje, a przy tym zatruwać studnię.
Zdarza się to dość często i wprowadza zamęt wśród ludzi, którzy mają prawdziwy kontakt, oraz w samych informacjach, co jest właśnie celem tych istot. Po prostu bądźcie ostrożni, gdy szukacie kontaktu.
Gdy łowisz ryby na bagnie, możesz złapać aligatora, a nie o to ci chodzi.
Wszyscy słyszeliśmy, że Mars jest martwą planetą, prawda? Otóż nie jest to planeta niezamieszkana.
To odtajniony film o Camp Century, ściśle tajnej bazie w Arktyce. Pochodzi z projektu Iceworm.
Pokazuję go dlatego, że takie bazy budowano na Antarktydzie od lat 50., ale również dlatego, że bardzo podobnie budowano bazy na Księżycu i na Marsie.
Drążono tunele w gruncie, oczyszczano teren w taki sposób, a następnie do budowy wnętrz używano głównie miejscowych materiałów, odpowiednio przetworzonych. Na początku korzystano z energii jądrowej. Potem przeszli na generatory torowe, a obecnie mają energię punktu zerowego. Nie muszą już więc używać bardziej niebezpiecznych technologii.
Puszczę ten film na kilka minut i będę go komentować. Być może niektórzy z was widzieli go już w internecie. Został opublikowany, wydaje mi się, rok albo 2 lata temu.
Wszystko zostało wcześniej zaprojektowane i wyprodukowane na Ziemi, tak żeby pasowało do siebie jak puzzle, jak układanka według numerów.
Osobiście pomagałem rozbudowywać placówkę na Marsie. Po wybudowaniu części podziemnej używaliśmy bardzo dużo miejscowych materiałów z powierzchni. Wyglądało to bardzo podobnie do Camp Century. Była to znacznie prostsza technologia, niż można by się spodziewać.
Międzyplanetarny Konglomerat Korporacyjny. Mówiliśmy już o tym, że używa niewolniczej siły roboczej. MKK prowadzi nieustanny handel z ponad 900 rasami pozaziemskimi. Możecie w to wierzyć lub nie, ale istoty pozaziemskie z innych układów gwiezdnych przylatują tutaj, bo uwielbiają technologię, którą budujemy. Przylatują, aby wymienić swoje używane „samochody” na te, które budujemy my. Nie ma w tym nic dziwnego. Pokazuje to, jak bardzo nasz Odłam Cywilizacyjny zapoczątkowany przez Niemców nas wyprzedza.
W kosmosie nie ma pieniędzy. Wszystko opiera się na wymianie. Wymienia się technologie oraz materiał biologiczny. Na tym poprzestanę; nie chcę wchodzić w zbyt mroczne szczegóły, ale obejmuje to handel ludźmi jako niewolnikami, sięgający niemal miliona osób rocznie.
Wnętrze Ziemi i wyprawa na Antarktydę
Wnętrze Ziemi. Wygląda na to, że to chyba najpopularniejszy temat, o którym mówiłem. Wielu z was pamięta, jak opowiadałem o mieście w ogromnej jaskini, które widziałem. Ta animacja, którą przygotował Rene, pomaga to sobie wyobrazić. Jest bardzo dobra.
Jedyna różnica polega na tym, że jaskinia ta była wielkości jednego stanu. Nie da się oddać w skali, jak była ogromna. To niewiarygodne. Pod sklepieniem tej jaskini unosi się mgła.
Wyglądało to jak Nowy Jork, jak Manhattan pod ziemią.
Wewnątrz tych naturalnych kolumn zbudowano coś, co wyglądało jak mnóstwo apartamentów. Zgaduję, że to tam… chciałem powiedzieć, że mieszkają tam bogaci, ale oni nie mają pieniędzy.
Są to istoty czwartej gęstości i najwyraźniej wywodzą swój rodowód z Ziemi, a niektóre z nich, w tym Anshar, sięgają nim 18 milionów lat wstecz. A oto nowa ilustracja przedstawiająca bibliotekę Anshar.
Antarktyda: początek częściowego ujawnienia, którego chcemy uniknąć.
Niedawno zabrano mnie do miasta Anshar. Zostałem teleportowany i znalazłem się w miejscu, w którym wcześniej nie byłem. Był to hangar pełen ogromnych pojazdów w kształcie jaja.
Czekali tam na mnie Gonzales i Kaaree oraz 2 przedstawicieli bardzo cichych grup o azjatyckim wyglądzie, które mają pod skórą na czole kryształ. Wszyscy mają kryształ wszczepiony pod skórę czoła. Są bardzo wysocy, bardzo cisi i mają bardzo silną obecność. Nie muszą mówić.
Opowiem dalej, co działo się po tym, jak wsiedliśmy do jajowatego pojazdu. Było oczywiste, że są gotowi do wyruszenia na jakąś wyprawę. Mieli na sobie kombinezony przypominające kolczugę. Gdy się je zakłada, aktywują się. Ta kolczuga, jej nici zaciskają się coraz mocniej i wygląda to jak jedna całość, razem z butami. Hełm wyglądał trochę jak… jak to się nazywa… szermierczy. To nie jest hełm, tylko maska.
Podczas wyprawy na Antarktydę w latach 1938-39 naziści odkryli Atlantydę i utrzymywali to w tajemnicy.
Odkryli wtedy to, co obecnie nazywamy ruinami Rasy Przed-Adamowej. To ta grupa, której wizerunek pokazywałem i która wygląda jak faraonowie. Mają bardzo dziwne tułowia, dziwnie ukształtowane, wąskie żebra i bardzo szerokie biodra. Zdecydowanie nie wyglądają na istoty stąd.
Pierwotni przedstawiciele tej rasy mierzyli od 12 do 14 stóp i byli bardzo chudzi. Gdy znaleziono te ciała, powiedziano, że było oczywiste, że nie rozwinęli się naturalnie na naszej planecie. Rozwinęli się na planecie o zupełnie innym ciśnieniu atmosferycznym i innej grawitacji.
Od czasu odkrycia tych ruin wszyscy widzieliśmy w wiadomościach, jak różne „grube ryby” i ludzie z Kliki jeżdżą na Antarktydę z wielu różnych powodów. Obszar ten stał się w zasadzie Disneylandem Kliki. Odkryto tam 3 gigantyczne statki, którymi przybysze awaryjnie wylądowali na naszej planecie. Żartobliwie nazywa się je Nina, Pinta i Santa Maria, bo to one przywiozły tę grupę na Ziemię odniesienie do statków, którymi do Ameryki przypłynął Krzysztof Kolumb.
Przelecieliśmy prosto przez ścianę i wylecieliśmy w lodowej jaskini podobnej do tej, do której zabrano mnie poprzednio.
W odległości mniej więcej boiska futbolowego od miejsca, w którym wylądowaliśmy, trwały intensywne prace wykopaliskowe: parą pod ciśnieniem przebijano się przez śnieg i odsłaniano fragmenty budowli.
Leżały tam różne ciała przedstawicieli Rasy Przed-Adamowej i ich genetycznych eksperymentów. Był tam nawet osobnik płci męskiej o wzroście niecałych 5 stóp albo niższy, zwinięty w pozycji płodowej, który miał ogon.
Ta grupa była bardzo mocno zaangażowana w eksperymenty genetyczne i z tego, co tam znaleźliśmy, całkowicie wymknęły się one spod kontroli.
Ciała nie były… Wiecie, jak sobie wyobrażamy jaskiniowca, którego wyciąga się z lodu i reanimuje przywraca do życia? Te ciała były w okropnym stanie. Były powykręcane, ramiona owinięte kilka razy wokół ciała, jakby uderzyło w nie coś w rodzaju potopu, który natychmiast zamarzł.
Gdy weszliśmy do biblioteki, tych dwóch, nie mam na razie dla nich nazwy, tych dwóch przedstawicieli grup o azjatyckim wyglądzie weszło do środka i natychmiast zaczęło wynosić… W zaspie wyraźnie wystawał róg budynku. Kombinezony, które mieliśmy na sobie, pozwalały nam przejść prosto przez ścianę. Znaleźliśmy się w bibliotece pełnej wszelkiego rodzaju zwojów i oprawionych ksiąg. Podeszli prosto do jednej z półek, otworzyli składane pudło i zaczęli pakować do niego metalowe zwoje. Widziałem jeden z tych zwojów, który się rozwinął; wyglądało to na laserowo wygrawerowane, dziwne znaki. Nie wiem, dlaczego je zabrali, ale najwyraźniej nie chcieli, żeby te informacje dostały się w ręce Rasy Przed-Adamowej. Gdy nastąpił potop, wszyscy na głównym kontynencie Antarktydy zginęli. Przetrwały natomiast wszystkie enklawy rozsiane po planecie. Mieli ze sobą tylko technologię, którą przywieźli, oraz wiedzę inżynierską. Weszli więc w tryb przetrwania.
Efekt Mandeli i wzniesienie
Wszyscy słyszeliście o efekcie Mandeli, prawda? Czy wszyscy znają to zjawisko?
Efekt Mandeli jest tylko jednym elementem wzniesienia, na które czekamy. Nasza współtwórcza świadomość wchodzi w interakcję z czasoprzestrzenią i z materią. Wszyscy współtworzymy to, czego doświadczamy. Mamy moc współtworzenia pozytywnej rzeczywistości czasowej albo negatywnej. Wszystko zależy od tego, gdzie naszym zdaniem powinniśmy się znaleźć jako zbiorowość.
Czas jest elastyczny, tak samo jak przestrzeń. Wszystkie paradoksy, które stworzyliśmy, cofając się w czasie, próbowaliśmy naprawić, cofając się jeszcze raz… i tylko pogarszamy sprawę.
Nagle zaczęliśmy sobie uświadamiać, a potem potwierdziła to pewna rasa pozaziemska, że te linie czasowe same scalają się z powrotem. Wynika z tego, że wcale nie musimy ich naprawiać.
Istnieje pewna inteligencja… W tym, jak działa wszechświat, jest coś inteligentnego. Wprawia to w zdumienie wielu naukowców, ale nie tamtą grupę.
Jak już mówiłem, wzniesienie będzie doświadczeniem współtworzonym. To my tworzymy wzniesienie i robimy to w parze z tym, co dzieje się w naszej galaktyce. Zachodzą zmiany energetyczne, którym nie da się zaprzeczyć, i albo się do nich dostosujemy, albo rozerwą nas na strzępy.
I widzimy, że dobrzy stają się lepsi, a źli gorsi. Dodałem do tego: szaleni stają się jeszcze bardziej szaleni. Nie radzą sobie z tymi energiami. Nikt sobie z nimi nie radzi.
Niemal wszyscy oczekują jakiegoś zdarzenia związanego ze Słońcem. Informacje sięgają aż do tego, że nastąpi koronalny wyrzut masy z całego obwodu Słońca, 360 stopni. Gdy to się stanie, Słońce na kilka dni pozornie zgaśnie, a potem powróci do równowagi wibracyjnej i znów ożyje. Oczekuje się, że w tym momencie nastąpią rozbłyski, w dużej mierze jako sprzężenie zwrotne płynące przez Sieć Kosmiczną z innych układów gwiezdnych.
W miarę jak te kosmiczne energie, które powodują wszystkie te zmiany, uderzają w gwiazdy, sprzężenie zwrotne przechodzi od gwiazdy do gwiazdy i w zależności od tego, w którym miejscu Sieci Kosmicznej się znajdziemy, doświadczymy wzniesienia albo wydarzenia, które pomoże nam przejść ogromną przemianę genetyczną i przemianę świadomości.
Raw-Tear-Eir wyjaśnił mi, że ta zmiana gęstości, której doświadczymy, jest niemal całkowicie związana ze świadomością. To zmiana świadomości.
Gdy osiągniemy inną, znacznie szerszą świadomość, uświadomimy sobie nasze zdolności współtwórcze, a wtedy zmieni się materia: nasze ciała, cały otaczający nas świat, bo to my go zmienimy. [Aplauz]
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz