Przyjęłam dłoń taty i przekroczyłam granicę: NDE Blanki N. o miłości i braku osądu

Przyjęłam dłoń taty i przekroczyłam granicę: NDE Blanki N. o miłości i braku osądu

Blanca N. przeżyła niezwykłe doświadczenie bliskie śmierci nie wskutek zdarzenia zagrażającego życiu, lecz podczas głębokiej sesji oddechowej. Po śmierci ojca otrzymała od niego zaproszenie do innego wymiaru, gdzie doświadczyła bezwarunkowej miłości, wolności od osądu i zrozumienia swojego życiowego celu. Jej podróż przez 'czarną dziurę' zmieniła jej postrzeganie życia i śmierci na zawsze.

Dzień, w którym dowiedziałam się o śmierci mojego taty, zastał mnie w rodzinnym mieście, półtorej godziny jazdy od miejsca, gdzie odszedł. Jego odejście było dla mnie prawdziwym szokiem, dlatego od razu rozpoczęłam sesję świadomego, połączonego oddechu. Jako trenerka jestem w stanie samodzielnie przeprowadzać takie sesje, które zawsze pomagają mi odnaleźć spokój i wewnętrzną równowagę.

Podczas tej sesji, mój ojciec nagle pojawił się przede mną, wyciągając do mnie dłoń i zapraszając do wymiaru, w którym teraz przebywał. Rozpoznałam go z absolutną pewnością – to był mój zmarły tata. Początkowo odmówiłam pójścia za nim, obawiając się, że jeśli to zrobię, mogę nie chcieć wrócić do swojego ciała. Byłam tak pogrążona w żalu po jego stracie. Tata ponowił swoje zaproszenie, lecz ja wciąż odmawiałam; po prostu czułam zbyt duży strach.

Pierwsze wezwanie z zaświatów

Dwa tygodnie po jego śmierci i pogrzebie, ponownie oddawałam się sesji oddechowej. Tata znów się pojawił, tym razem był znacznie bardziej natarczywy. Ponownie wyciągnął dłoń, zapraszając mnie, bym z nim poszła. Nadal miałam pewne wątpliwości, ale wtedy usłyszałam jego słowa telepatycznie:

„Chodź, zawsze byłaś ciekawa, co jest po drugiej stronie, prawda? To twoja szansa.”
Zrozumiałam, że to wyjątkowa okazja, która być może nigdy się nie powtórzy, a ja przecież zawsze pragnęłam wiedzieć, co dzieje się po śmierci.

Mimo lekkiego strachu, postanowiłam mu zaufać i wzięłam jego dłoń.

Przekraczając barierę

Następnie ujrzałam coś, co przypominało bramę wejściową, a obok niej stał Mistrz Światła. Nie miał konkretnego imienia ani wyraźnych cech, jednak po jego energii od razu rozpoznałam, że to istota o bardzo wysokiej randze. Spojrzał na mnie, lekko zaskoczony, i zapytał:

„Co ty tu robisz?”
Odpowiedziałam z lekkim przymrużeniem oka:
„Dzień otwarty!”
, skinąwszy głową w stronę mojego taty, który stał obok mnie. Mistrz miał moc, by mnie wpuścić, i tak właśnie uczynił. Myślę, że ufał mojemu ojcu, że nie pozwoli mi zajść zbyt daleko.

Ciemny tunel i dezintegracja

Kolejną rzeczą, jaką pamiętam, był ciemny tunel, przez który przeszłam. Ogarnął mnie podziw, gdy uświadomiłam sobie, czym on jest. To była czarna dziura, przez którą się przedostawałam, a podczas tej podróży cała moja tożsamość jako człowieka na Ziemi rozpadała się. Zrozumiałam, że tam, dokąd zmierzałam, ten "bagaż" nie był już potrzebny. Byłam niezwykle szczęśliwa i pełna entuzjazmu z powodu tego odkrycia. Nie czułam żadnego strachu. Nie jestem pewna, gdzie w tym czasie znajdował się mój tata. Pamiętam, że wydawało mi się to naprawdę dziwne – wiedziałam, że nadal oddycham na Ziemi, a jednocześnie byłam tutaj, z pełną świadomością. Nie mogłam pojąć, jak to jest możliwe, ale postanowiłam nie poświęcać temu zbyt wiele uwagi, pragnąc kontynuować to niesamowite doświadczenie.

Na drugim końcu tunelu panowała niezwykła jasność, i to właśnie tam, niczym z klocków, na nowo "złożyłam się" w swoje prawdziwe, nieskrępowane ja. Czekał tam na mnie kolejny mistrz. Spojrzał na mnie, a jego zadaniem było również udzielenie mi pozwolenia na przejście. Bez słów "przeczytał" mnie i łagodnie kiwając głową, powiedział:

„Zawsze byłaś ciekawa.”
To było tak, jakby znał mnie osobiście i zezwalał na tę wyjątkową wizytę, ale tylko na krótko i z ograniczonym dostępem. Od razu wiedziałam, że istnieje pewna granica, której nie mogę przekroczyć.

Miłość, jaką poczułam w tej przestrzeni, była doprawdy nie do opisania. Nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś takiego na ziemskim planie – była całkowicie pozbawiona jakiegokolwiek osądu. Absolutnie żadnego! Czułam sto procent akceptacji tego, kim jestem. Koncepcja braku osądu jest po prostu nieprzekazywalna nikomu na Ziemi. My po prostu nie znamy tego rodzaju akceptacji. Nie potrafię opisać, jak to jest. Nawet teraz, dwanaście lat później, pisanie o tym wzrusza mnie do łez.

Kraina bez osądu i rozmowa z tatą

Mój ojciec również czekał na mnie na drugim końcu tunelu. Przeszliśmy kawałek i usiedliśmy obok siebie na ławce na wzgórzu, skąd roztaczał się przepiękny widok na krajobraz, który łagodnie opadał ku jasnemu miastu położonemu nad brzegiem morza lub dużego jeziora. Uwielbiałam ten widok; często pojawiał się w moich medytacjach. Uświadomiłam sobie, że każdy z nas tworzy swoje niebo tak, jak chciałby je widzieć, i ja pokochałam to miejsce. Nie jest to żadne miejsce, które znam na Ziemi. Wyglądało na to, że mogłam tu już być wcześniej jako duch. To, co naprawdę wstrząsnęło mną do głębi, to była ta czysta, niemal namacalna miłość. Jest tak piękna i absolutnie nie do opisania. Po prostu brakuje słów, by oddać to uczucie.

Z moim tatą odbyłam długą i wartościową rozmowę. Zapytałam go o cel jego życia na Ziemi. Byłam zdumiona, że mistrz taki jak on – co uświadomiłam sobie już podczas jego pierwszego pojawienia się w mojej sesji oddechowej, co również było dla mnie ogromnym zaskoczeniem – musiał odgrywać tak wymagającą rolę. Uważamy, że cierpiał na zespół Aspergera. Miał bardzo ograniczone umiejętności społeczne i choć był ponoć genialnym fizykiem, bycie jego córką było trudne i naznaczone poczuciem odrzucenia. W odpowiedzi na moje pytanie, zdradził mi, jaka jest moja lekcja życiowa na Ziemi. Odpowiedział także, dlaczego wybrałam go na swojego ojca, skoro nasza relacja nie była łatwa. Zapytałam również o cel życia mojej siostry na Ziemi. Odmówił odpowiedzi, stwierdzając, że jest to jej prywatna sprawa, co oczywiście uszanowałam.

Absolutnie nie chciałam opuszczać tego miejsca. Czułam, jakby była to pamięć, którą w jakiś sposób zabrałam ze sobą na Ziemię, kiedy przyszłam na ten świat, a teraz wiedziałam, że jest ona prawdziwa. W moim życiu zdarzały się momenty, gdy odczuwałam silne pragnienie opuszczenia ziemskiego planu. Nigdy nie było to nic poważnego, jedynie to uczucie tęsknoty.

Nie pamiętam, jak wróciłam do mojego oddychającego ciała w salonie. Jestem pewna, że mój ojciec delikatnie mnie odprowadził i pożegnał się.

Trudny powrót i nowe powołanie

Choć to doświadczenie było cudowne i niezwykle głębokie, po jego zakończeniu czułam się zagubiona. Nie miałam z kim się nim podzielić ani wsparcia, jak zintegrować taką wiedzę z moim trójwymiarowym życiem. Nigdy nie cierpiałam na prawdziwą depresję, ale wręcz przeciągałam się przez życie. Już nie chciałam tu być. Cały mój strach przed śmiercią całkowicie zniknął. Zajęło mi około pięciu lat, aby pogodzić się z tym wszystkim i zaakceptować, że moim przeznaczeniem było pozostać w tym ciele jeszcze przez dłuższy czas. Jakiekolwiek wsparcie byłoby bardzo pomocne, ponieważ było to ogromnie dużo do przetrawienia.

Potem zaczęłam czytać o doświadczeniach bliskich śmierci i o tym, jak ludzie czują się po nich przygnębieni lub pozbawieni celu. Rozumiem to doskonale.

Jako lekarka jestem zbulwersowana postawą większości moich kolegów, którzy odrzucają podobne doświadczenia jako halucynacje lub wymyślone historie. Kiedy raz przeżyjesz coś podobnego, zmienia cię to na całe życie. Jakim prawem lekarze odmawiają prawdy tym przeżyciom?

Po ponad pięciu latach, pracując jako nauczycielka technik oddechowych, w końcu uświadomiłam sobie, że to doświadczenie zostało mi dane nie tylko dla mnie samej. Jestem przeznaczona do tego, by się nim dzielić. Zaczęłam więc opowiadać moją historię osobom chorym na raka, które pytają, czy wiem, co jest po śmierci. Czuję, że kiedy mówię o moim przeżyciu, oni wydają się czuć spokojniej i mniej zestresowani na myśl o swojej ewentualnej śmierci.

Bardzo cenię to doświadczenie, choć oddziela mnie ono od moich kolegów i nawet od zwykłych ludzi w moim życiu, którzy nie przeżyli niczego podobnego. Gdy przeczytałam o Waszej organizacji, postanowiłam podzielić się swoją historią. Nawet teraz zajęło mi to kilka lat, ponieważ opowiadanie o tym jest dla mnie głęboko poruszające. Prawda o teraźniejszości bywa trudna do zniesienia, a myśl, że jesteśmy pozbawieni takiego piękna i miłości, jest trudna do zaakceptowania. Siła tego doświadczenia nie osłabła przez te wszystkie lata i wiem, że zmieniło mnie na zawsze.

Źródło: nderf
Tekst został opracowany redakcyjnie na podstawie oryginalnej relacji.
Redakcja Na Granicy Światła

Tłumaczymy i opracowujemy redakcyjnie prawdziwe historie doświadczeń bliskich śmierci (NDE) z całego świata. Każdy tekst powstaje na podstawie wiarygodnych źródeł — wywiadów, baz danych NDERF i publikacji naukowych. Zachowujemy 100% faktów z oryginału.

Więcej o naszej misji →

Czy ta historia Cię poruszyła?

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

Komentarz pojawi się po moderacji