Rok 2023 przyniósł w moim życiu nieoczekiwane zmiany. Wybraliśmy się z mężem na kolację, a wracaliśmy do domu na naszych motocyklach. Nie robiliśmy tego od dekad. Jazda na motocyklu zawsze kojarzyła mi się z wolnością – zwłaszcza przy muzyce w kasku, wietrze owiewającym moje ciało i drodze rozciągającej się przede mną. Tamtego wieczoru zauważyłam ciężarówkę zaparkowaną na poboczu z włączonymi światłami. Nie zastanawiałam się nad tym zbyt długo; ot, kolejny pojazd zjeżdżający na bok drogi. Kontynuowałam jazdę, czerpiąc radość z muzyki i wiatru.
Nagle wszystko spowolniło. Ciężarówka zjechała prosto przede mnie i zaczęła zawracać. Pamiętam, jak wyraźnie pomyślałam: „Coś jest nie tak”. To, co wydarzyło się chwilę później, zmieniło moje życie na zawsze.
Zderzenie z wiecznością: Początek niezwykłej podróży
Jeszcze zanim doszło do zderzenia, nagle ujrzałam moją matkę. Zmarła wiele lat wcześniej, a jednak tam była. Ukazała się jako żywa, czerwona obecność, niemal jak energia. Ponad tą czerwoną barwą, w powietrzu, zobaczyłam jasny zielony napis, który brzmiał:
„Pójdziesz ze mną na krótko, ale nie zostaniesz na zawsze.”
Następnie zadała mi w myślach pytanie:
„Czy rozumiesz?”
A ja rozumiałam.
Kiedy potwierdziłam, że rozumiem, pozwoliła mi zobaczyć mojego syna, Cory’ego. To był mój syn, który zginął dwa lata wcześniej w wypadku motocyklowym. Ukazał się jako spokojna, niebieska obecność. Rozpoznałam go natychmiast dzięki miłości, którą do niego czułam. Przez moment pokazał mi swoją twarz i zrobił zabawną minę. To była dokładnie ta mina, którą kiedyś rozśmieszał mnie do łez. Nawet w niebie wciąż był moim synem.
Potem pokazał mi coś jeszcze. Niebieski kształt przybrał formę przypominającą klin. Natychmiast zrozumiałam przesłanie: w jakiś sposób stanął między mną a bólem wypadku.
Anioły w sali operacyjnej i stan transcendencji
Po tym, moja świadomość ponownie się zmieniła. Nagle patrzyłam na drogę z góry. Widziałam ciężarówkę, swój motocykl i męża obok mnie. Obserwowałam, jak moje własne ciało unosi się, wspierając się na złamanym nadgarstku, krzycząc z bólu. Ja to obserwowałam, ale nie czułam bólu.
Na miejsce zdarzenia przybyły służby ratunkowe i ostatecznie przetransportowano mnie helikopterem medycznym do szpitala. Z wysokości obserwowałam, jak lekarze i pielęgniarki gorączkowo walczą o moje życie. W sali operacyjnej ujrzałam coś, co zmieniło moje rozumienie życia. Za lekarzami stały Istoty wykonane z białego światła. Mogę je opisać jedynie jako anioły. Nie były stałe jak ludzie, ale była wyraźna świadomość ich obecności. Czułam, jakby kierowały rękami lekarzy. Miałam wrażenie, że niebo i ziemia współpracują ze sobą.
Podczas gdy moje ciało walczyło o przetrwanie, moja świadomość była gdzie indziej. Później poznałam słowo na to miejsce: „transcendencja”. Była to spokojna świadomość, w której nie istniało poczucie czasu. Straciłam około 40% krwi, a dziesięć dni, które spędziłam na oddziale intensywnej terapii, również wydawały się pozbawione czasu. W międzyczasie, gdy byłam w stanie transcendencji, spotkałam także mojego ojca i dziadków.
Powrót i przesłanie miłości
W końcu mój syn Cory zachęcił mnie do powrotu. Ukazał mi się w fizycznej formie i powiedział, że są na ziemi rzeczy, które mogę robić, a których nie mogę robić tam. Pokazał mi obrazy tego, czego mogłam jeszcze doświadczyć na ziemi: zjedzenie burgera, poczucie wiatru na twarzy, przytulanie bliskich, śmiech i pomaganie innym. Przypomniał mi, że życie na ziemi jest krótkie. Powiedział, że kiedy wrócę do nieba, on tam będzie. Stwierdził, że „będę tam w minutę”.
Ostatecznie wróciłam do swojego ciała i rozpoczęłam długi proces leczenia. Nie mogłam używać rąk ani nóg. Miałam gips na całym ciele i kołnierz ortopedyczny. Świadomość tego, z czym musiałam się zmierzyć i jak długie czekało mnie leczenie, była przytłaczająca. Ale skupiłam się na wspomnieniu nieba. Zaczęłam opowiadać o tym ludziom, gdy tylko odzyskałam mowę. Wcześniej byłam katoliczką, ale to doświadczenie otworzyło mnie na duchowość; stałam się medium i spiritualistką.
Najważniejszą rzeczą, jaką wyniosłam z tego doświadczenia, było przesłanie:
W niebie wszyscy są połączeni miłością. Zranienie drugiego człowieka byłoby odczuwane jak zranienie samego siebie. Ale kiedy przychodzimy na ziemię, zapominamy o tym połączeniu. A sposób, w jaki sobie o nim przypominamy, to życzliwość. Życzliwość nas ponownie łączy. Współczucie nas ponownie łączy. Pomaganie innym nas ponownie łączy. Miłość jest najważniejszą rzeczą w życiu – nie rzeczy materialne, nie tytuły czy status.
Anioły powiedziały mi, że ta miłość jest w nas wszystkich, zapomniana. Miałam wrócić i im o niej przypomnieć. Powiedziały, że modlitwy wznoszą się do nieba i sprowadzają anioły, które pomagają leczyć. Każdy z nas jest ważny, jesteśmy małymi fragmentami większej całości. Wierzę, że to doświadczenie było od Boga, przekazane poprzez ręce lekarzy i moich bliskich zza zasłony.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz