Rok 1994, hrabstwo Santa Barbara. Grypa zbierała swoje żniwo, a my, strażacy, byliśmy na okrągło wzywani. Pamiętam to wezwanie. Sąsiadka zaniepokojona, że od dawna nie widziała drugiej. Jej samochód stał pod domem, gazety piętrzyły się na progu. Musieliśmy wyważyć drzwi. Zastaliśmy ją w sypialni, tak chorą, że ledwo oddychała. Wszystko w niej było złe. Wślizgnąłem się na łóżko, żeby założyć jej maskę tlenową. Gdy zaciskałem paski, ona nagle ocknęła się, widząc nas wokół. Wydobyło się z niej stłumione: „Och, dzięki Bogu!”. Była tak szczęśliwa, że nas widzi. I wtedy, z ogromną ulgą, wypuściła z siebie ostatnie tchnienie. Jej gorący oddech wypełnił moje płuca.
Ciemność w Dzień, Gwiazdy w Nocy
Nie minęło dwanaście godzin, a ja sam leżałem powalony. Moje tętno galopowało, temperatura szybowała, a ciało odmawiało posłuszeństwa. Byłem wymiotującą, rozpaloną kupką nieszczęścia, ledwo byłem w stanie wstać z łóżka. Całe życie byłem okazem zdrowia, biegałem w triathlonach Ironman, nigdy się nie poddawałem. Ale wtedy coś mi powiedziało: Musisz rzucić ręcznik, Bill. Toniesz. Zadzwoniłem pod 911. Ratownicy zabrali mnie do szpitala, gdzie pielęgniarka podała mi kilka litrów płynów. Powiedziałem jej, że czuję się lepiej, że pewnie dostanę antybiotyki i wrócę do domu.
Uśmiechnęła się smutno. „Nie, przyjechał pan karetką, a lekarz jeszcze pana nie widział. Przepisał panu nuban”. Nuban. Syntetyczna morfina. Mój organizm był już wyczerpany, a ta dawka, wszystko na raz, to był cios nokautujący. Dzwonki alarmowe rozbrzmiały, lekarze i pielęgniarki zbiegli się, próbując zmierzyć mi ciśnienie. To było 40 na 0. Wysyłali mnie na intensywną terapię. Gdzieś w środku nocy zdałem sobie sprawę, że opuściłem swoje ciało. To była jasna, niezwykła świadomość.
„Poczułem się, jakbym został uwolniony z ciemnej, dusznej szafy, a teraz byłem jak ogromny, rozprężony balon. To było najbardziej ekscytujące uczucie, jakby ktoś lał mi miód na mózg, a on spływał po wszystkich moich nerwach.”
Gwiezdne Królestwo i Szept Wiedzy
Znalazłem się, lecąc przez to usiane gwiazdami królestwo, poruszając się wśród kolorowych gwiazd i świetlistych kul. To było najbardziej ekscytujące uczucie, jakie kiedykolwiek znałem. Czułem się, jakbym został uwolniony z ciemnej, dusznej szafy, a teraz byłem jak ogromny, rozprężony balon. Całym sobą byłem tą ekspansywną, niezmiernie szczęśliwą, radosną istotą. Jesteś w domu – szept rozlał się w mojej świadomości, a ja poczułem absolutną ekstazę. Emocje akceptacji i radości wibrowały w powietrzu. To był mój dom, moje miejsce, które od zawsze znałem.
Było tam coś jeszcze, coś znacznie większego – to była wszechobecna wiedza. Jakby cała wiedza wszechświata była zapisana, a ja musiałem tylko pomyśleć o jakimkolwiek temacie, a ona natychmiast zalewała moją świadomość. Pamiętam, jak w dzieciństwie oglądało się mikrofilmy – przewijało się je szybko, a strony migały jedna za drugą. Tak właśnie było. Informacje napływały z niezwykłą prędkością, cały scenariusz bytu ludzkiego, wszystko było tam, na niebie czasu. Nic nie było niemożliwe w tej sferze.
Lecąc, uderzyło mnie jedno, niezwykle potężne pytanie: Jak mogłem kiedykolwiek uwierzyć, że jestem tym facetem? Jak mogłem uwierzyć, że jestem Billem? Miałem całą osobowość, relacje, upodobania i antypatie. Wszystko to przepadło. To było tak, jakbym grał w grę i udawał tę osobę, tę ludzką istotę. Wszyscy gramy w te role, to wszystko gra. Myślę, że celem tej gry jest to, czy zdołamy obudzić się w niej i uświadomić sobie, kim naprawdę jesteśmy – z radością, życzliwością i cierpliwością.
Powrót – Wyjście z Raju
Pędziłem dalej, wszystko było cudowne, wszystko było wspaniałe, czułem się tak u siebie. Nagle wylądowałem w miejscu, które było solidne. Tuż przede mną stały trzy małe postacie w kapturach. Byli oszołomieni, widząc mnie, a ja natychmiast poczułem się dobrze w ich obecności. Zadawali mi pytania, wszystkie naraz: „Jak było? Co widziałeś? Czego się nauczyłeś? Co nam możesz powiedzieć?” Byłem naprawdę zdezorientowany, co ich bawiło. Jeden z nich wystąpił naprzód, odwrócił się do pozostałych i powiedział: „On nas nie pamięta”. Wszyscy zaczęli chichotać.
Czułem się, jakbym właśnie wysiadł z kolejki górskiej, a oni byli moimi najlepszymi przyjaciółmi, którzy czekali na mecie i chcieli wiedzieć, jak było. Ja jednak jeszcze nie zdołałem zebrać myśli. Potem pojawił się inny, wysoki, eteryczny mężczyzna, jakby utkany z energii, przypominający wirujący huragan. Poruszał się swobodnie, jego części oddzielały się i ponownie łączyły. Miał szeroki uśmiech na twarzy, emanował radością, ale przede wszystkim czuło się jego miłość.
Kiedy zbliżył się do mnie, moje gardło zacisnęło się, a klatka piersiowa zaczęła puchnąć, jakby nadmiernie się napełniała. Czułem, że zaraz padnę na kolana i zacznę płakać, niekontrolowanie, z czystej miłości.
„Kiedy zbliżył się do mnie, moje gardło zacisnęło się, a klatka piersiowa zaczęła puchnąć, jakby nadmiernie się napełniała. Czułem, że zaraz padnę na kolana i zacznę płakać, niekontrolowanie, z czystej miłości.”
Zapytałem: „Co dalej? Przegląd życia?” Coś we mnie, może to doświadczenie kapitana straży pożarnej, podpowiadało mi: Jest jakaś procedura, zabierzmy się do roboty. Wysoki, eteryczny mężczyzna po prostu się rozluźnił i roześmiał. Kiedy przestał chichotać, powiedział: „Jasne, zróbmy to”. To nie był przegląd życia w sensie oceny, raczej „pokaz i opowieść”. To była swego rodzaju wycieczka po wymiarach naszej sytuacji. Nie miałem żadnych wielkich wyrzutów sumienia. Opowiedziałem kilka historii o pracach, których żałowałem, że nie podjąłem, i o kilku innych drobiazgach.
Potem on, niemal komicznie, wystąpił do przodu, jak ojciec podnoszący dziecko z ziemi, i powiedział: „Wystarczy. Czas wracać”. Zszokowało mnie to. „Wracać? Żartujesz sobie?” – wykrzyknąłem. „Nie, musisz wrócić” – odparł spokojnie. „Nie ma mowy” – powiedziałem. „Nie mam po co wracać”. Wiedziałem, że tam na zewnątrz jest więcej, i nie bałem się ani tego, gdzie jestem, ani dokąd idę. „Wiesz, tak naprawdę nikt za mną nie będzie bardzo tęsknił. Moja żona i rodzice będą smutni przez kilka tygodni, ale dojdą do siebie. Są silnymi ludźmi”. On popatrzył na mnie poważnie. „Słuchaj, wracasz.
Masz rzeczy do zrobienia, i są one ważne”.
W Oczach Pielęgniarki
Pokój zaczął się rozpadać, rozpływać się. On po prostu rozpłynął się przede mną, a ja poczułem, jak spadam. Oddzieliłem się od tego pośredniego miejsca i wpadłem w ciemność. Znalazłem się z powrotem w swoim ciele. Miałem automatyczny mankiet do mierzenia ciśnienia krwi, a jego uciskanie budziło mnie do pewnego stopnia. Zauważyłem, że za każdym razem, gdy pompował, liczby były wyższe. Ciśnienie rosło. Kiedy osiągnęło 70 na 40, mogłem już utrzymać się przytomny.
Pielęgniarka podeszła, zobaczyła moją małą twarz wpatrzoną w nią i przestraszyła się. „Pan nie śpi!” – zawołała. „Tak, nie śpię” – odpowiedziałem. Powiedziała: „Muszę natychmiast powiedzieć lekarzowi, bo bardzo się martwiliśmy”. „Dobrze” – rzekłem. „Ale najpierw, co ja tu robię z powrotem?” Chciałem odpowiedzi. Byłem wściekły. Byłem absolutnie przekonany, że moje ciało było za mną, że udawałem Billa Lena, a teraz znowu byłem zamknięty w Lenie. Zapytałem ją: „Byłem w domu! Byłem w domu z moimi najlepszymi przyjaciółmi!
Jak to możliwe, że wróciłem do tego miejsca?” Ona, jedna z tych starych pielęgniarek żujących gumę, odparła: „Kochanie, byłeś w stanie escrow, ale z niego wypadłeś. Teraz jesteś z nami z powrotem i będziesz musiał się z tym pogodzić”.
Ziemska Szkoła Wyższych Wibracji
Spędziłem pewnie kilka dni w depresji, nie klinicznej, ale głęboko, głęboko smutny. Widziałem tamtą niebiańską sferę, widziałem to pośrednie miejsce. Byłem gotów, by pójść dalej. Dotarło do mnie, że już tam nie wrócę. Kiedy wróciłem na służbę, wszyscy chcieli wiedzieć: „Słyszeliśmy, że coś ci się stało w szpitalu?” A ja mówiłem: „Tak, siadajcie”. Opowiadałem im. Byłem pełen tamtej strony i chciałem to przekazać wszystkim. Opowiadałem tę historię przez tydzień, może dwa, a potem jeden z kolegów z biura powiedział: „Hej, zaczynają o tobie mówić na górze, w gabinecie szefa.
Lepiej schowaj tę historię”. I tak zrobiłem. Zamilkłem na około piętnaście lat. Nie zapomniałem, nie odrzuciłem tego. To musiało dojrzewać we mnie przez te wszystkie lata. Kiedy przeszedłem na emeryturę, wszystko wróciło z rykiem. Zaczęto mi szeptać. Tak nasza dusza do nas mówi. Byłem popychany, by odkrywać Amerykę Środkową, spędzać czas z szamanami, zwracać uwagę na to, co wiedzieli rdzenni Amerykanie, starożytne cywilizacje jak Majowie – co wiedzieli o tym miejscu i o naszej roli w nim.
Powiedziano mi, abym poszedł, udał się w miejsca, gdzie wszystko zwalnia, gdzie nie ma Wi-Fi, nie ma routerów, i wrócił do ciszy. Jeśli wystarczająco się wyciszysz, dusza może do ciebie przemówić. Większość z nas nie żyje w środowisku, które pozwala nam osiągnąć ten spokój, ten medytacyjny stan, który otwiera nas na doświadczanie czegoś więcej. Nie musimy latać na Plutona. Wszystko jest tutaj. Musimy podnieść swoją wibrację poprzez tę wielką energię źródłową ducha, słońce, a zasłona zacznie się przed nami rozpadać.
To jest ziemska szkoła, szkoła ciężkich doświadczeń, gdzie uczymy się poprzez przeżycia. Zapisaliśmy się na całą radość, wszystkie przygody i całą zabawę, która wiąże się z tym miejscem. Zapisaliśmy się również na trzy lub cztery wielkie tsunami, które przejdą przez nasze życie. Chodzi o rozwój naszej zdolności do kochania, niezależnie od okoliczności, wybieranie wyższej wibracji. Myślę, że każda sekunda, każda chwila, każde teraz, to nowa okazja. Jak wybierzesz?
Kiedy wsiadam do samochodu, czy ten gość, który jedzie mi na zderzaku, sprawi, że się wkurzę, czy pomyślę: „Cóż, po prostu go puszczę”? To zawsze twój wybór. Ludzie są przytłoczeni samym sobą, fizycznym światem, iluzją bycia tą istotą. Bądź miły, bądź cierpliwy, bądź życzliwy w każdych okolicznościach. Tysiące dusz obserwują nas przez cały czas – nasi bliscy, nasi przodkowie, nasze zwierzęta. Nie oceniają. Mają nadzieję, że podejmiemy decyzje o wyższych wibracjach, że ewoluujemy, że wzrośniemy jako dusze. To jest cały sens naszego istnienia tutaj.
A kiedy staje się to bezinteresowne, kiedy pomaga się innym, z dobrocią i współczuciem, wtedy możemy odejść. Jesteśmy przygotowywani do bycia bogami. Do wyjścia we wszechświat, który ciągle się rozszerza, i kontynuowania dzieła stworzenia.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz