Kiedy śmierć uwalnia. Historia Jasona Janice'a
fot. https://www.youtube.com/@LoveandLightJason

Kiedy śmierć uwalnia. Historia Jasona Janice'a

Wiosną 2020 roku Jason Janice otarł się o śmierć, kiedy jego ciało przegrało walkę z tajemniczą chorobą. To, co wydarzyło się na granicy życia i śmierci, wstrząsnęło jego światem i na nowo zdefiniowało jego rozumienie Boga, miłości i celu ludzkiego istnienia.

Wczesny kwiecień 2020 roku. Pandemia dopiero nabierała rozpędu, a ja, Jason Janice, właśnie wróciłem z pracy. Czułem się potwornie zmęczony, co zresztą nie było nowością. Od kilku dni budziłem się z krwią w ustach, w gardle, ale ignorowałem to, tłumacząc sobie, że to pewnie ugryziony język w nocy. Zrobiłem kolację, usiadłem na kanapie. Wziąłem pierwszy kęs i nagle… wszystko wróciło. Wymioty, okropny smak.

Próbowałem raz jeszcze, a wtedy, bez ostrzeżenia, kaszel. Czysta, jaskrawoczerwona krew pokryła talerz, jedzenie. Patrzyłem na to w niedowierzaniu. Skąd? Dlaczego? A potem przyszło więcej. Więcej kaszlu, więcej krwi. Oddech stał się torturą. Łapałem powietrze, które zdawało się nie istnieć, rzężąc, próbując wtłoczyć je w płuca. Panika zaczęła narastać, gęsta jak mgła. Gorączkowo sięgnąłem po telefon.

Moja była żona jest pielęgniarką. Połączyłem się z nią przez FaceTime, próbowałem coś powiedzieć, ale krew zalała ekran. Jej twarz znieruchomiała. „Jason!” krzyknęła. Pamiętam tylko, jak wyszeptałem, że jestem potwornie zmęczony, że muszę się położyć. Jej słowa, ostatnie, zanim zapadła ciemność, wciąż dźwięczą mi w uszach: „Jason, jeśli się położysz, umrzesz”.

Gdzieś tam, gdzieś blisko

Obudziłem się w szpitalu, na oddziale intensywnej terapii. Rurka w gardle, kroplówka w żyle, jakieś wężyki w nosie. Ręce i nogi miałem przywiązane do łóżka. Mogłem nimi poruszyć może o centymetr, nic więcej. Ciemność otaczała mnie, przerywana niewyraźnymi sylwetkami lekarzy i pielęgniarek. Zadawali pytania, a ja nie rozumiałem, nie obchodziło mnie to.

Bo w górnym lewym rogu sali, tam, gdzie powinien być telewizor, była Obecność. Niezaprzeczalna, tak mocna i wszechogarniająca jak powietrze, którym oddychałem. Po prostu tam była. Była pocieszająca, przyciągająca. Czułem nieodparte pragnienie, by tam iść. Tego uczucia, tego rodzaju ukojenia, nigdy wcześniej w życiu nie doświadczyłem. Przez kilka dni wpatrywałem się tylko w ten punkt, ignorując wszystko inne.

Pamiętam, jak jedna z pielęgniarek zapytała, czy chcę, żeby włączyła telewizor. Odmówiłem. Jak miałem jej powiedzieć, że ktoś tam stoi, że to coś więcej? Pomyślałaby, że oszalałem. Ale to pragnienie, żeby się tam znaleźć, żeby być z tą Obecnością, było tak silne, że słowa nie potrafią go opisać. Ciało powoli wracało do sił. Odłączyli mnie od respiratora, usunęli cewnik, kroplówkę. W ciągu miesiąca straciłem trzydzieści pięć kilogramów.

Byłem wyczerpany, słaby, nie mogłem mówić, bo gardło wciąż pamiętało rurkę. Ale Obecność trwała. Pewnego późnego popołudnia, w piękny, słoneczny dzień – widziałem tylko wierzchołki drzew i skrawek błękitnego nieba – wpatrywałem się w ten punkt. I nagle, nie wiem skąd, zerwałem się, opierając na łokciach, drżąc niekontrolowanie z braku sił. Wtedy wybuchł ze mnie krzyk, szept, modlitwa, której nie potrafiłem powstrzymać.

Boże, proszę, nie pozwól mi umrzeć.

Przepraszam, że Cię opuściłem i Jezusa. Nigdy nie przestałem Was kochać. Proszę, pozwól mi znów zobaczyć moje córki. Nie zabieraj ich ode mnie. Jest tu pewna osoba, którą kocham. Proszę, pozwól mi potrzymać jej dłoń, pocałować ją. Chcę być blisko niej. Proszę, nie zabieraj mi jej.

Poza Ciałem – Światło i Miłość

I w tej właśnie chwili wszystko zamarło. Czas, przestrzeń, a nade wszystko ból – zniknął natychmiast. Ból, który był wcześniej, był torturą, bólem zmieniającym umysł, nie do zniesienia. Kiedy nastąpiło to przejście, kiedy opuściłem swoje ciało, natychmiast zobaczyłem wszystko wokół. Byłem pod sufitem. Patrzyłem w dół na salę, na swoje ciało, i wiedziałem. Zobaczyłem nawet trawę za oknem.

Każdą pojedynczą źdźbło, poruszające się niezależnie, z żyłkami i idealnymi ząbkami. Wszystko otoczone było blaskiem, tak jakbym widział ich dusze, ich esencję. Jak Obi-Wan Kenobi w Gwiezdnych Wojnach, gdy wraca, otoczony aurą. To było to. Czułem miłość, radość trawy i drzew na mój widok. Kolory… To było coś, czego nigdy nie zobaczysz tu, na Ziemi. Zieleń trawy była tak wspaniała, głęboka, niemal płynna, poruszająca się, falująca.

Kora drzewa – najwspanialszy, najgłębszy, najbogatszy brąz, i drzewa również cieszyły się, że mnie widzą. Biel chmur była czysta, niefiltrowana, nietknięta, nieposzlakowana. Byłem znów młody, a ból minął bez śladu. Nagle uderzyła we mnie miłość i światło, jak reflektor z II wojny światowej. To było jak zanurzenie w głębokiej rzece, dziesięć, piętnaście stóp pod powierzchnią. Czułem, jak woda otula mnie i przepływa obok.

Ta miłość przeniknęła każdą część mojej duszy, każdą część mojego jestestwa. Byłem ożywiony, jakbym został podłączony do baterii wszechświata. I wtedy w mojej głowie zaczęły formować się myśli. Jestem w domu. Jestem w domu. Czułem się tak naturalnie, tak komfortowo. Wiedziałem, że byłem tu tysiące razy. To było jak wkładanie starych, ulubionych butów, tych, w których kosisz trawę. Stare, ale idealnie pasujące.

Ta miłość nigdy nie osłabła, nie zachwiała się, nigdy nie ustała. Wiedziałem dokładnie, kim jestem, mój głos był ten sam, ale nie czułem miłości do ciała, które leżało na łóżku. Żadnej. Nie obchodziły mnie nawet moje dzieci. Ludzie pytają: dlaczego? A ja wiem: bo wszyscy i wszystko, co działo się na świecie, było dokładnie tam, gdzie powinno być. Wszystko było idealne.

To oznaczało, że nawet jeśli moje dzieci nie były ze mną, były dokładnie tam, gdzie miały być. Robiły dokładnie to, po co tu przyszły. Ja byłem po prostu pochłonięty tą miłością i światłem.

Spotkanie z Boskością i Powrót

Czas stanął w miejscu. Nie wiem, czy to trwało trzydzieści sekund, pięć minut, czy piętnaście godzin. Nie mam pojęcia. Patrząc w lewo, gdzieś między dziesiątą a jedenastą godziną, pojawiła się postać, a raczej Obecność. Nigdy nikogo nie widziałem. Ta Obecność to był Bóg, a dla wszystkich praktycznych celów – ja sam. A prosto przede mną, jakbym patrzył wprost na ciebie, był Jezus.

Jego obecność była niezaprzeczalna, a miłość, którą mnie obdarzał, była tak intensywna, że jedynym sposobem, by ją opisać, było porównanie do kogoś, kto zakrywa ci nos i usta, nie pozwalając oddychać. To było oszałamiające, dławiące. Nigdy nie doświadczyłem takiej miłości w tym fizycznym świecie. Nigdy też nie pozwoliłem sobie na to, by być tak kochanym. Nie chciałem wracać.

Wiedziałem, że mam dzieci, błagałem Boga, żeby nie pozwolił mi umrzeć, i to wszystko było piękne. Ale nagle poczułem dwie dłonie na piersi. Tak delikatne, tak niewinne. I wiedziałem, że nic złego nie zrobiłem. Nic. A jednak nie powinienem był tam być. Nie powinienem był doświadczać tej miłości i nadziei, bycia w domu, w niebie. Po prostu nie byłem dobrym człowiekiem i nie zasługiwałem na to, co uważałem za powrót do domu.

Więc gdy Jezus położył dłonie na mojej duszy, odepchnął moją duszę z powrotem do ciała, a następnie wepchnął moje ciało z powrotem na łóżko. Zostałem natychmiast uśpiony. Nie wiem, jak opisać ten sen. To był najbardziej głęboki, spokojny sen. Nie wiem, jak długo byłem nieprzytomny – dziesięć minut, dwie godziny, pięć godzin? Nie mam pojęcia.

Powrót do Ciała – Walka i Odkrycia

Obudziłem się, a wokół mnie krzątały się pielęgniarki, zmartwione: „Jason, próbowaliśmy, nie mogliśmy cię obudzić!”. Jak miałem im opowiedzieć o tym, co właśnie się wydarzyło? Nie chciałem żadnych leków. Zastanawiałem się, z kim o tym porozmawiać, kto mnie nie weźmie za wariata. Ostatecznie wypisali mnie ze szpitala. Chcieli, żebym został, ale uparty Jason wrócił do domu. Nie powinienem był. Nie mogłem chodzić, mówić, jeść.

Dowiedziałem się, że moja firma mnie zwolniła, a w domu czekały na mnie wezwania do eksmisji. Kiedy wreszcie położyłem się w łóżku, nie mogłem z niego wstać – nie miałem siły podnieść nóg. Minęło dużo czasu, zanim doszedłem do momentu, w którym dosłownie musiałem wytoczyć się z łóżka i ciągnąć się po podłodze. Godzinami zajmowało mi przejście dwudziestu kroków do łazienki, tak samo z prysznicem.

Nauczyłem się na nowo chodzić i mówić, a przez półtora roku pogrążałem się w otchłani depresji. Sześć miesięcy później zadzwoniłem do mojego pastora. Opowiedziałem mu o moim doświadczeniu, płacząc rzewnymi łzami przez czterdzieści pięć minut. On siedział nieruchomo. Na koniec powiedział, że chciałby, abym porozmawiał z dziećmi i całą kongregacją. Zgodziłem się. Ale potem zablokował moje wiadomości. Zostałem wykluczony z kościoła.

I wtedy właśnie wiedziałem. To było potwierdzenie, którego potrzebowałem: Bóg w żaden sposób nie dba o twoją religię. Niefizyczny świat nie przejmuje się religią. To jest społeczny konstrukt, coś, co wymyśliliśmy, żeby czuć się lepiej. Całe życie żyłem w strachu, że będę się palił w piekle za moje seksualne doświadczenia, za słowa i czyny. A teraz wiedziałem, że nic złego nie zrobiłem i że jestem kochany.

Kochany bardziej, niż kiedykolwiek mogłem sobie wyobrazić. Ta wiedza głęboko odmieniła moje życie.

Głos Ojca i Nowe Życie

Siedziałem w domu, próbując zrozumieć, co się stało. Zacząłem szukać. Pewnego dnia, walcząc z emocjami, chodziłem w kółko, zły. Podniosłem głos i powiedziałem: „Wybrałeś niewłaściwą osobę! Powinieneś był wybrać papieża, biskupa, kogoś godnego Twojej miłości i łaski!”. I to był pierwszy raz w moim życiu, kiedy usłyszałem głos Boga. Był jasny jak dzień. Powiedziałem: „Powinieneś wybrać kogoś innego!”. A głos odpowiedział: „Dlaczego nie ty?

Jesteś moim synem”. Uklęknąłem u stóp łóżka, podniosłem ręce. Nie wiem skąd, ani dlaczego, ale ta myśl przyszła mi do głowy, choć nigdy wcześniej jej nie miałem: „Wszystko, czym jestem, jestem Tobą”. Dwa lata zajęło mi zrozumienie głębi tego stwierdzenia, bo było w stu procentach prawdziwe. I w tej chwili całkowicie poddałem się niefizycznemu światu, Bogu. Od tego momentu moje życie zmieniło się na zawsze.

Dobre rzeczy zaczęły się dziać, choć stopniowo, bo wciąż miałem wiele do nauczenia. Robiłem dużo badań. Musiałem dowiedzieć się, co mi się przydarzyło. Wpisałem w YouTube pewne frazy i wyskoczyło mi: „<a href="/blog/doswiadczenia-bliskie-smierci-u-dzieci-co-mowia-badania" class="internal-link">doświadczenia bliskie śmierci</a>”. „Co to jest?” – pomyślałem. Zacząłem słuchać świadectw innych ludzi. Przez rok płakałem, słuchając wszystkiego, co mogłem znaleźć. W końcu zrozumiałem, że to przydarzyło się także innym.

Zacząłem odpowiadać ludziom w internecie. Kiedy mówili, że pomyślą, że zwariowali, mówiłem: „Nie, stary, przeszedłem przez to samo. Codziennie walczę, żeby normalnie funkcjonować”. Większość czasu, nawet dzisiaj, nadal czuję się w domu, czuję tę miłość.

Druga podróż – ciemność i biel

Urosłem duchowo, uświadamiając sobie, kim jestem. Po spotkaniu z pastorem porzuciłem chrześcijaństwo. Opuściłem zorganizowaną religię, a w momencie, gdy to zrobiłem, stałem się wolny. Od tego czasu podążam za Bogiem, za niefizycznym światem, z którego pochodzimy. Pamiętam, że w marcu 2022 roku byłem bardzo emocjonalny. Wróciłem do domu, wstałem z łóżka, płakałem i idąc, myślałem: „Dlaczego dałeś mi ten dar? Dlaczego nie zabrałeś mnie do domu?

Dlaczego musiałem zostać w szpitalu?”. Czułem się niewdzięczny. „Jak możesz narzekać na tak piękne doświadczenie, bo myślisz o tunelu i o powrocie do domu?”. Dużo ludzi nie przechodzi przez tunel. Dlaczego? Nie wiem. Większość ludzi, gdy umiera, przebywa trochę w pobliżu swojego ciała, a potem jest ciągnięta do domu. Narzekałem: „Dlaczego mnie nie zabrałeś do domu? Dlaczego nie mogłem wrócić do domu?”. Zacząłem brzmieć jak dwuletnie dziecko.

Wstałem, poszedłem po koc, położyłem się na kanapie, zamierzając się popisać. A gdy tylko moja głowa dotknęła poduszki, zostałem szarpnięty i wszystko pogrążyło się w natychmiastowej ciemności. Wszedłem w pustkę przez tunel. Tunel był tak czarny jak pustka, a jedyne, co widziałem w dali, to mała smuga światła – po prostu biel z nicości. Żadnych gwiazd, żadnych dźwięków, żadnych zapachów.

Tylko absolutna czerń, która jest pustką, która jest znowu domem. I znowu zacząłem czuć bezwarunkową miłość, będąc ciągniętym przez ten tunel z prędkością światła. To musiało być niewiarygodnie szybko. Światło wirowało, szaro-białe, ciągnąc mnie ku punktowi. Biel stawała się większa, widziałem ją wyraźniej. To była najwspanialsza biel. Biel, jakiej nigdy tu nie widziałem. Czysta, niewinna, po prostu piękna. Byłem ciągnięty ku niej.

Cała miłość, wszystko przepływało przeze mnie. „Wracam do domu” – pomyślałem. On mnie usłyszał! Byłem tak podekscytowany, jak dwulatek w sklepie ze słodyczami. Czułem, że wracam do domu. W końcu nie było nic poza bielą. Czerń całkowicie zniknęła. Widziałem tylko tę biel, która zbliżała się coraz bardziej, aż była tak blisko, że dzielił mnie od niej włos na nosie. A potem zostałem wrzucony z powrotem do mojego ciała, z twardym szarpnięciem.

Otworzyłem oczy. Znów moje mieszkanie. Uśmiechnąłem się. „On mnie usłyszał” – powiedziałem.

Prawdy, które zmieniły wszystko

Chcę, żeby ludzie to zrozumieli, bo wszyscy jesteśmy tak pochłonięci naszym bólem i żałobą, że sytuacje, przez które przechodzimy, definiują nas. Ale chcę, żebyście wiedzieli coś bardzo ważnego: Bóg nie dba o waszą religię. To bezsensowne i bezcelowe. I chcę, żebyście wiedzieli, że nigdy nie jesteście sami. W żadnym momencie swojego życia, czy jesteście sami w domu, czy gdziekolwiek, nigdy nie jesteście sami.

Wasz anioł stróż, wasz archanioł, jest z wami 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Od chwili, gdy zostaliście stworzeni przez Ojca, archanioł został dla was przeznaczony i dany w momencie waszego poczęcia. I od tego czasu nigdy was nie opuści. Nie mówię „on” lub „ona”, ale „oni” nigdy was nie opuszczą. Nigdy. Mój Archanioł Michał jest tuż obok mnie, nigdy nie odejdzie. Wasze przewodniki są z wami 24/7. Nigdy was nie opuszczą.

Jesteście otoczeni, jesteście kochani i nigdy nie jesteście sami. Wszystko, przez co przechodzicie, bez względu na to, jak trudne czy ciężkie może się wydawać, jest czymś, co sami stworzyliście. Kiedy tu przychodzimy, nie inkarnujemy się na Ziemi bez zgody Ojca. Nazywam Boga Ojcem, bo w momencie mojego przejścia i tej miłości, i wiedzy, że nic złego nie zrobiłem, czułem się jak Jego jedyny syn.

Nie ma sposobu, aby opisać bezwarunkową miłość, którą się otrzymuje w momencie opuszczenia tego ciała. A to ciało nie jest święte, nie jest niczym. Jest niczym więcej niż narzędziem, którego używamy do poruszania się, jak wsiadanie do samochodu, żeby pojechać do sklepu spożywczego czy do lekarza. To właśnie są nasze ciała. Są niczym więcej niż narzędziem. Nie ma w nich nic świętego. My odrzucamy nasze ciała, jak węże odrzucają skórę.

Nie mamy do nich żadnej miłości. Jest mi tak zupełnie obojętne, że nie miałem miłości do swojego i nie miałem ochoty do niego wracać. Jest ciężkie, śmierdzi i jest po prostu narzędziem. Zostaliśmy tu, bo musimy się uczyć. Nasze pragnienie nauki jest powodem, dla którego jesteśmy na Ziemi, na Gai, jak być może słyszeliście. Ziemia jest niczym więcej niż szkołą. Nic tu nie jest prawdziwe, z wyjątkiem miłości.

Ziemia i nasze fizyczne istnienie to nic innego jak symulacja. Nic z tego nie jest prawdziwe. Nawet ból, którego doświadczasz, nie jest prawdziwy, ale w świecie fizycznym możemy go odczuwać i to nas zmienia. Kiedy zdałem sobie sprawę, że nic złego nie zrobiłem i że to wszystko to nic innego jak plac zabaw, symulacja lub Matrix, straciłem cały strach. Niczego się nie boję. Nie ma się czego bać, bo strach to iluzja.

Wszystko tutaj, na Ziemi, to iluzja, sen. Wszyscy wciąż jesteśmy w domu. A kiedy mówię „dom”, myślę o Niebie. To po prostu inny wymiar, tuż obok mnie. To takie proste. Wszystko dzieje się teraz. Nie ma czasu. Czas to także iluzja, sposób, w jaki usprawiedliwiamy przechodzenie przez dzień. I to wszystko. W listopadzie 2022 roku miałem swoje pierwsze spotkanie z Archaniołem Michałem w pracy. To było gdzieś w połowie miesiąca.

Przyjechałem do pracy bardzo wcześnie, około 5:15 rano. Muszę wam powiedzieć, że byłem w budynku o powierzchni pięćdziesięciu tysięcy metrów kwadratowych. Nikogo nie było w pobliżu. Była kompletna cisza, można było usłyszeć spadającą szpilkę. Rozpoczynałem swój dzień pracy. Szedłem długim, ciemnym korytarzem i wchodziłem w oświetlony obszar. Wszystkie drzwi były zamknięte, z wyjątkiem jednego długiego korytarza.

Kiedy zamknąłem drzwi i odwróciłem się, ktoś stał przede mną. Podskoczyłem trochę. „Wow, skąd się tu wziąłeś?” – pomyślałem. Nie było żadnego dźwięku, nic. On po prostu uśmiechał się. Powiedział: „Muszę iść do łazienki”, bo właśnie tam zmierzałem. „Chcę się trochę odświeżyć”. Wszedłem tam, czując bardzo dziwne uczucie, że coś jest nie tak. Sześć zmysł podpowiadał mi, że coś się dzieje. On po prostu siedział i uśmiechał się do mnie.

Zaczął trochę rozmawiać, a potem wszystko dotyczyło mojego NDE. Opowiadałem o moim doświadczeniu i miłości, a on patrzył prosto w sufit, nawet na mnie nie patrząc. Miał ten uśmieszek na twarzy, po prostu się uśmiechał. Potem spojrzał na mnie, zmienił pozycję i podszedł trochę na moją lewą stronę. Kontynuowaliśmy rozmowę przez około pół godziny. Ponownie spuścił głowę i wyciągnął dłoń. „Nazywasz się Jason, prawda?” – zapytał.

„O, tak” – odpowiedziałem, myśląc sobie: Nigdy nie powiedziałem mu, jak mam na imię. Był piękny. Miał piękną brązową brodę, tak starannie przyciętą, bardzo krótkie, brązowe włosy, bardzo kwadratową szczękę, bardzo męski. Był ubrany w zniszczone ubrania. Potrząsnął moją dłonią i powiedział: „Jason, przyjemnie cię poznać”. Nigdy nie czułem takiej siły. Mógłby zmiażdżyć każdą kość w mojej dłoni na pył.

To było tak mocne, a jednocześnie tak delikatne. To była niewiarygodna siła, wiem teraz, że nie z tego świata. I czułem wtedy coś, czego nigdy wcześniej nie czułem. Rozmawiałem z nim, ale jednocześnie czułem się zelektryzowany, jakbym komunikował się przez swoją pierś, i to było męczące. Potrząsnął moją dłonią i powiedział: „Jason”. „Boże, to moje imię!” – pomyślałem. Powiedział: „Przyjemnie cię poznać”.

Odwrócił się, żeby wyjść, był tuż obok drzwi. Odwrócił się i zniknął jak błyskawica, zostawiając mnie samego.

Nie ma dobra ani zła, nie ma słuszności ani niesłuszności. One nie istnieją. To twój fizyczny umysł nadaje etykiety temu, przez co przeszedłeś, podczas gdy w rzeczywistości było to niczym więcej niż doświadczeniem.

Moje dzieciństwo? Wybrałem moich rodziców. Wybrałem moje życie. Wybrałem przejście przez te wszystkie rzeczy. Bóg nie był na mnie zły ani mnie nie opuścił. Pozwolił mi żyć życiem, które sam wybrałem. Nic złego nie zrobiłem, a przez całe życie obwiniałem ludzi. Zrzucałem winę, jak wszyscy to robimy. A to jest złe, ale nie „złe” w sensie moralnym, tylko po prostu zrozumiałem, że to był mój wybór i wszystko doprowadziło do mojego NDE.

W tym momencie uświadomienia sobie, a potem, patrząc na to i będąc prowadzonym przez niefizyczny świat, zrozumiałem, że wybrałem to wszystko. A kiedy zdecydowałem, że nic z tego nie jest prawdziwe, wszystko po prostu zniknęło. Nabrało to kompletnego sensu, gdy powiedziałem: „Wszystko, czym jestem, Ojcze, jestem Tobą”. Co to znaczy? To samo, co powiedział Jezus w Biblii: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”.

Nigdy nie słyszałem tego wersetu w życiu, aż po moim NDE, kiedy powiedziałem: „Wszystko, czym jestem, jesteś Ty”. To samo, co Jezus mówił: „Ja jestem Bogiem”, i mówił, że wszyscy jesteśmy bogami. Kiedy opuściłem swoje ciało i połączyłem się ze sobą, połączyłem się ze swoją świadomością, swoim wyższym ja, które jest manifestacją Boga. Ja jestem tobą. Wszyscy jesteśmy bogami.

Będąc tutaj, jesteśmy tylko po to, by doświadczyć wszystkiego, co tylko możliwe. Niektórzy z was powiedzą: „To okropne”. Przestańcie etykietować rzeczy. Wyjdźcie i żyjcie, bo obiecuję wam, że kiedy nadejdzie wasz czas i to ciało umrze – bo ono umrze – wy nigdy nie umrzecie. Będziecie żyć wiecznie. Sto bilionów lat świetlnych od teraz możecie wrócić do tej chwili i przeżyć ją ponownie. Nie możecie jej zmienić, ale możecie ją przeżyć.

Tak więc, żyjcie. Żyjcie bez strachu, żyjcie w miłości. Bo to właśnie tu naprawdę jest – nic więcej, tylko miłość.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=q_UTCMsgtGM
Tekst został opracowany redakcyjnie na podstawie oryginalnej relacji.
Wojtek · założyciel Na Granicy Światła

Dziennikarz z Gdańska z ponad 15-letnim stażem. Twórca kanału Obecność na YouTube. Tłumaczę i opracowuję prawdziwe historie NDE z całego świata — każda oparta na wiarygodnych źródłach, 100% faktów z oryginału.

Więcej o naszej misji →
Poznaj swoją kartę gwiazd

Spersonalizowany horoskop wedyjski oparty na precyzyjnych obliczeniach astronomicznych — odkryj swoją mapę karmy, przeznaczenia i potencjału.

Zobacz horoskopy wedyjskie →

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

Komentarz pojawi się po moderacji