Gabriel Perau: Doświadczenie Bliskie Śmierci i 18 Dni w Niebie
fot. https://www.youtube.com/channel/UC26hvZ_HGfHORrnqu-rJZeQ

Gabriel Perau: Doświadczenie Bliskie Śmierci i 18 Dni w Niebie

Śmierć, jak się okazało, była zaledwie progiem. Pewnego dnia, po wypadku na elektrycznej hulajnodze, Gabriel Perau trafił do miejsca, w którym czas i przestrzeń zyskały zupełnie nowy wymiar. To opowieść o osiemnastu dniach w Niebie, które zmieniły wszystko.

Wszystko wydarzyło się błyskawicznie. Jechałem na elektrycznej hulajnodze z prędkością czterdziestu kilometrów na godzinę, bez kasku – bo kto nosi kaski, prawda? Nagle, na zakręcie, uderzyłem w wyboje. Wyrzuciło mnie w powietrze. Runąłem, uderzając głową prosto o asfalt. Pamiętam ten chrzęst, jakby pękał lód. Moja czaszka pękła od góry aż po sam dół, a ciało natychmiast wygięło się w nienaturalny sposób.

Wzlot Ponad Ciałem

Umarłem. Naprawdę umarłem. Widziałem to z góry, z perspektywy, która nie była tylko wertykalna, ale jakby przenikała wymiary. Moje ciało leżało tam, bezwładne, a mój przyjaciel, John Michael, trzymał je w ramionach. Modlił się. Widziałem jego słowa, ale nie były to tylko dźwięki. Były to struktury, namacalne budowle, które Ojciec miał zebrać. Jego modlitwy były jak materialne mosty łączące ziemski ból z niebiańską obietnicą. Nie czułem strachu. Ani drgnienia lęku. Perspektywa zmieniła się całkowicie. Życie przestało być byciem, stało się postrzeganiem prawdy. Wciągnęło mnie w górę, przez to, co nazwałem później „drugim niebem”. To było jak jazda ciężarówką przez głębokie błoto, ale o wiele cięższe, gęstsze. Widziałem duchową wojnę, bitwę upadłych aniołów i tych, którzy trwali przy Słowie. Była to gęsta, mulista substancja, która przesiąkała wszystko. Ale ponad tym wszystkim było światło, które mnie wciągało, jak potężny odkurzacz, zasysając mnie w górę. Im bliżej byłem tego światła, tym bardziej wiedziałem – mam spotkanie. To nie było tylko miejsce, to nie było coś, co się widzi. To było coś, co czułem. Coś, w czym istniałem. Coś, co mnie pochłaniało. Zmysły, których nigdy wcześniej nie znałem na Ziemi, budziły się do życia.

Miasto, Pieśń i Dotyk Wieczności

Pociągnęło mnie w to światło, a ja poczułem się wolny. Jakby ciężar tysiąca lat spadł mi z ramion. Znalazłem się w mieście. Ale to nie było miasto, jakie znamy. To miasto miało wszystko: góry, plaże, wspaniałe rezydencje, ulice ze złota. A w każdym calu, w każdym zakątku, On tam był. Jego miłość miała oddech. Wszystko śpiewało tę samą pieśń. Każdy przedmiot, każda istota, każda osoba. Wszystko oddychało, żyło, śpiewało: „Godzien jest Baranek”.

Góry nuciły nutę, ocean ją przyjmował, fale kołysały się w tę i z powrotem, powtarzając: „Godzien jest Baranek”. A gdy uderzały o brzeg, plaża je przyjmowała i śpiewała to samo.

Kolory? Ach, niemożliwe do opisania. Wyobraź sobie telewizor sprzed stu lat i porównaj go z dzisiejszym 4K. Teraz pomnóż tę różnicę siedem tysięcy razy. Myślisz, że znasz zieleń, czerwień, pomarańcz. Ale ja widziałem prawdziwy pomarańcz. Prawdziwy błękit. To było spektrum światła, które miało swój zapach, swój aromat – zapach samego Chrystusa. To nie był tylko On jako Osoba, ale Jego wszechobecna esencja, przenikająca wszystko. Widziałem, jak uliczki lśniły nie zwykłym blaskiem, ale odbijały piękno Jezusa. Patrzyłem na kwiaty i widziałem Jego piękno. Wszystko opowiadało o zjednoczonym celu.

Przed Jego Obliczem: Księga Życia

Zaprowadzono mnie do centrum tego miasta, tam, gdzie On przebywał. I muszę być szczery, poczułem przerażenie. Nie lęk w ziemskim sensie, ale głęboki, paraliżujący szacunek. Świętość tego miejsca była tak potężna, że czułem się onieśmielony. Ale nie stanąłem przed Nim jako znajomy, jako ktoś, kto dopiero próbuje się tam dostać. Byłem Jego. Byłem Jego własnością, Jego rodziną. I nie patrzył na mnie przez pryzmat wszystkich moich błędów, jak się obawiałem.

Zamiast tego, patrzył na mnie, jakbym nigdy nie zbłądził. Moje błędy na Ziemi zostały obmyte Jego krwią.

Choć bałem się, że wyciągnie listę moich przewinień, On tego nie zrobił. Jego łaska przykryła wszystko. On nie musiał się zastanawiać, czy mnie kochać. Kochał mnie, bo miłość jest Jego istotą. To nie była tylko cecha. To był On. Moje błędy nie były tam wymienione jako zarzuty. Były opowieściami o odkupieniu. Moja wada wymowy, moje akty znęcania się nad innymi dziećmi w szkole – wszystko, co było złe, Jezus widział jako odkupione.

Nawet gdy wypowiadałem straszne słowa, On mówił: „To nie jest On. Stworzyłem go, by mówił Moje słowa, i On będzie mówił za Mnie, będzie pisał dla Mnie i zdobędzie wielu dla Mojego Królestwa”. To była historia odkupienia. Nawet w moich porażkach, On widział swoją chwałę. On widział całą historię, całą linię czasu, i pracował nad wszystkim dla mojego dobra. Byłem w Jego obecności cały czas. Czułem się jakbym istniał w Jego umyśle.

Widziałem też inne „linie czasu”, na przykład Mojżesza przy płonącym krzewie. To nie był tylko krzew. To był Jezus. Widziałem, jak Mojżesz odnalazł siebie w „Jam Jest”. Niebo to też biblioteki, ale te księgi to portale. Otwierałeś je i wkraczałeś w dany moment. Jezus miał książkę o mnie, zatytułowaną „Gabriel Perau”. Była to księga mojego życia, z dokumentacją każdej chwili. Nie było dla Niego niczego małego.

Mogłem wejść w moment, gdy jako nastolatek rozmawiałem z chińskim uczniem, który siedział sam. Nie głosiłem mu kazania, po prostu się przywitałem. W książce zobaczyłem, jak ten moment był dla Niego ważny. Jezus powiedział: „Gabrielu, tego dnia chodziłeś ze Mną i rozmawiałeś ze Mną. Nigdy tego nie zapomnę”.

Modlitwy jak Budowle, Powrót do Ciała

Moje ciało leżało na Ziemi przez osiemnaście ziemskich dni, w głębokiej śpiączce. Lekarze mówili o testamencie, używali czasu przeszłego. Traciłem na wadze, moje płuca zawodziły, krew wypływała mi z uszu. Mieli wykonać tracheotomię, która na zawsze pozbawiłaby mnie głosu. Ale moi bliscy, moi przyjaciele i rodzina, modlili się. Widziałem, jak ich modlitwy były zbierane przez samego Chrystusa, składane w złotej misie przed Ojcem.

Te modlitwy były ważniejsze niż myślałem. Były jak cegły, które budowały drogi, mosty, a nawet zamki w niebie. Te modlitwy dotarły tam przede mną. Zostałem wysłany z powrotem. Nie chciałem wracać. Nigdy nie chciałem przestać być z Jezusem. Ale kiedy powiedział, że mój czas jeszcze nie nadszedł, to pragnienie powrotu do życia powróciło. Czy miałem wybór? Tak i nie. Gdy wiesz, czego On chce, twoja wola staje się Jego wolą.

Nie pokazał mi mojej przyszłości. Chciał, żebym Mu ufał każdego dnia. Powiedział mi jednak: „Musisz powiedzieć wszystkim na Ziemi, że nie powinni czekać, aż ich ciało umrze, by doświadczyć mojego życia teraz, lecz są powołani, by wprowadzać moje królestwo już dziś.” Mówił mi, bym opowiedział im, kim naprawdę jest, i że Jego wolą jest niebo na Ziemi, teraz.

Świat po Powrocie: Życie jako Misja

Obudziłem się w szpitalnym łóżku, które równie dobrze mogło być moim łożem śmierci. Pielęgniarki wpadły z osłupieniem na twarzach. „Jak to? Żyjesz? Jesteś przytomny?” A ja po prostu się śmiałem. Do dziś, cztery lata później, nie czuję żadnej traumy, żadnego smutku. Po prostu powiedziałem: „Co ja robię w tym szpitalu? Zabierzcie mnie stąd!” Wstałem, zacząłem chodzić, jeść. Ciało musiało nauczyć się wszystkiego od nowa, lewe oko potrzebowało czasu.

Ale brakowało mi bólu. Zero bólu. To był cud. Badania MRI mojego mózgu, wykonane przed i po, pokazały coś niesamowitego. Lekarze mówili, że nigdy nie widzieli takiego przypadku, całkowitej regeneracji. Nie tylko przeżyłem. Odzyskałem pamięć, a nawet została mi ona odnowiona. Pan powiedział: „Oddam ci pamięć, ale tylko po to, abyś świecił dla Mnie i opowiadał o Mojej łasce”.

Teraz rozumiem, że nic nie ma znaczenia oprócz Jego królestwa i sprowadzania Jego rodziny z powrotem do Niego. Wcześniej dzieliłem się Ewangelią, ale robiłem to z pośpiechem, próbując doprowadzić ludzi do modlitwy czy kościoła. Teraz jestem spokojny. Po prostu mówię „cześć”, interesuję się ich życiem. Wiem, że to zasiew, który kiedyś wyda owoc. Modlę się za ludzi, których mijam, nawet jeśli nie wymieniam z nimi słowa.

Wiem, że Bóg działa na wiele sposobów. Moja mama kiedyś opowiedziała mi, jak byłam małym dzieckiem i samochód prawie ją potrącił. Nagle, jakby niewidzialna ręka ją uniosła i postawiła bezpiecznie na trawie. Wcześniej nie rozumiałem takich historii. Ale teraz, po moim przeglądzie życia w niebie, widziałem, jak Bóg wplatał ochronę w każdą chwilę. Ile razy uniknąłem wypadku, spóźniłem się o dwie sekundy na światłach, a On mnie chronił.

To budzi we mnie głęboką wdzięczność za każdy dzień. Dla mnie nie chodzi o to, by „dostać się do nieba”, ale by niebo zstąpiło na mnie tu i teraz. Jest radość w podróży, w wierze bez widzenia. Ci, którzy nie widzieli, a uwierzyli, są bardziej błogosławieni. Na Ziemi otrzymujemy talenty, i nie jesteśmy sądzeni z tego, ile ich mamy, ale co z nimi robimy. Niebo to nie tylko wieczny odpoczynek.

To nowe obowiązki, królestwa i światy, którymi będziemy zarządzać, jeśli będziemy wierni tu na Ziemi. Tam są piekarnie, piloci, sprinterzy. Samoloty, które latają nie tylko w powietrzu, ale i w oceanach, i w górach. Wszystko jest wielowymiarowe. Każda pasja, każde zadanie, które wykonujemy dla Jego chwały, tu na Ziemi, przygotowuje nas na coś znacznie większego tam. Nie ma ucieczki od Niego. Jest w każdym uśmiechu, w każdym oddechu.

Po prostu jest.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=E258D3L1W2Q
Tekst został opracowany redakcyjnie na podstawie oryginalnej relacji.
Wojtek · założyciel Na Granicy Światła

Dziennikarz z Gdańska z ponad 15-letnim stażem. Twórca kanału Obecność na YouTube. Tłumaczę i opracowuję prawdziwe historie NDE z całego świata — każda oparta na wiarygodnych źródłach, 100% faktów z oryginału.

Więcej o naszej misji →
Poznaj swoją kartę gwiazd

Spersonalizowany horoskop wedyjski oparty na precyzyjnych obliczeniach astronomicznych — odkryj swoją mapę karmy, przeznaczenia i potencjału.

Zobacz horoskopy wedyjskie →

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

Komentarz pojawi się po moderacji