Dom jest tam, gdzie znikają welony. Moje doświadczenie poza granicami życia.
fot. https://www.youtube.com/@TheSoulInspired

Dom jest tam, gdzie znikają welony. Moje doświadczenie poza granicami życia.

W lutym 2001 roku, na jeziorze skuwanym lodem, malarz Jeremy Down dryfował na granicy życia. Gdy lodowata woda odebrała mu świadomość, otworzyły się przed nim wrota do miejsca, które pamiętał niczym z odległych snów – do domu, którego całe życie szukał. To opowieść o powrocie, wiedzy i najgłębszym sensie istnienia.

Czułem, jak przeszywający ziąb wgryza się w każdą komórkę mojego ciała. Lodowata pustka zaczynała zamykać mnie w swoich kleszczach. Płynąłem, ale ruch stawał się coraz bardziej mechaniczny, coraz bardziej bezsensowny. Nagle ogarnęło mnie dziwne uczucie, jakbym obserwował film. Ach, to ten film o facecie, który płynie – pomyślałem. Ale już w następnej sekundzie uderzyła mnie prawda z siłą mroźnego przypływu: „Nie, stary, to ty.

To jest prawdziwe”. Wtedy już wiedziałem. Byłem szkolony w survivalu, na wyprawach, rozumiałem sygnały. To była hipotermia. Moment, w którym umysł ucieka w fantazję, zanim zupełnie się pogrąży. Ciało odmawiało posłuszeństwa, ale umysł, o dziwo, zdawał się być jaśniejszy niż kiedykolwiek. Trzy stopnie Celsjusza. Tyle miała woda w lutym, w Górach Skalistych Kolumbii Brytyjskiej. Minuta, może dwie, i lęk zaczął zżerać moje resztki energii.

Mój mózg szalał, jak termometr, którego słupek rtęci spadał na łeb na szyję. Stop. Stop myślenia. Cofnąłem się do lekcji medytacji z ubiegłego roku. Oddychanie. Tylko oddech. Nie mogłem sobie pozwolić na panikę, na marnowanie cennego ciepła na myśli.

Pierwszy próg: Głos natury i pożegnanie

Płynąłem dalej, powtarzając mantrę oddechu. Czułem, jak z każdym uderzeniem ramion zanurzam się głębiej w zimno. Wtedy stało się coś niezwykłego. Warstwa oddzielająca mnie od natury, ta mentalna struktura, która każe nam myśleć o sobie jako o czymś odrębnym od drzew, zwierząt i całej Ziemi, nagle zniknęła. Zacząłem wołać o pomoc. Nie tylko do ludzi, których nie było, ale do ryb pod powierzchnią, do ptaków nad głową.

I wtedy, spoglądając w górę, ujrzałem je – dwa orły bieliki. Leciały ze mną, tuż nad moją głową. W naszych górach są orły, owszem, ale nie krążą parami nad pojedynczym człowiekiem, tak blisko. To było jak znak, obietnica. Dziś wiem, że to one poleciały do najbliższego domu, krzycząc nad tarasem, alarmując ludzi. To była Barb i jej mąż. Ona zbiegła na brzeg z gwizdkiem, on wezwał pomoc. Wiedziałem, że nadchodzi koniec.

W tej chwili podjąłem decyzję. Musiałem się pożegnać. Z moją roczną córeczką, z żoną, z rodzicami. Woda pożerała mnie. To się nie dzieje – myślałem. Ale działo się. Pożegnałem się, bo czułem, że to ostatnie sekundy. To było zamknięcie jednego rozdziału, konieczne do otwarcia kolejnego.

„Powiedziałem »żegnaj«, bo intuicyjnie czułem, że muszę to zrobić. Muszę zamknąć ten rozdział, aby otworzyć się na to, co nadchodziło. Nie wiedziałem, co to będzie, ale wiedziałem, że tamto jest już skończone.”

Błękitny tunel, wołanie domu

Krótko po pożegnaniu, w oddali, pod wodą, dostrzegłem pulsujący błękitny tunel. Wydawało mi się, że płynę w dół tego tunelu, zanurzając się w jego świetlistą spiralę. Tunel wciągnął mnie, a ja dryfowałem w stronę czegoś, co wyglądało jak delikatna, przejrzysta zasłona – welon z cienkiej gazy, przez który widziałem niewyraźne kształty.

Kiedy przez nią przeszedłem, ogarnął mnie spokój tak głęboki, że poczułem, jakbym wreszcie wrócił do domu, którego szukałem całe życie. To było najsilniejsze, najbardziej fundamentalne uczucie powrotu. Jakbym na nowo złączył się ze swoją najgłębszą istotą. Ziemskie życie wydawało się nagle zaledwie dwutygodniową wakacyjną przygodą, po której wraca się do prawdziwego miejsca zamieszkania, tam, skąd się pochodzi.

„To było najsilniejsze uczucie powrotu do domu. Jakbym po długiej podróży znów znalazł się w objęciach matki, z kanapką z serem w dłoni. Po prostu bezpieczeństwo, komfort, wszystko, czego potrzebujesz.”

Wielki Spichlerz Wiedzy

Potem pojawił się kolejny welon. Przeszedłem i przez niego. Tam nastąpiło ponowne połączenie z „nami”, z „my”. Z nierozróżnialną, a jednak odrębną kolekcją dusz. Nie umiem tego opisać inaczej – to było paradoksalne uczucie bycia indywidualnością i jednocześnie częścią nieskończonej całości. Było tam poczucie znajomości, jakby stare znajome twarze witały mnie z powrotem: „Hej, wróciłeś. My też wróciłyśmy”.

Wtedy nastąpił „download” – niewiarygodny napływ zrozumienia. Zrozumienie, jak działa planeta Ziemia, jak działa fizyka kwantowa, jak działa życie i śmierć, jak rozwija się wszechświat, jak jest zorganizowany czas, jak ludzie odnoszą się do siebie, dlaczego się zabijamy, dlaczego się kochamy – wszystko. To było tak, jakby wszystkie informacje świata zostały mi podane w jednej chwili, a ja po prostu je wchłonąłem i rozumiałem.

Często kończyło się to śmiechem, donośnym, radosnym śmiechem. „Ach, tak, teraz rozumiem!” Tam, po drugiej stronie, było mnóstwo śmiechu. Mnóstwo piękna i radości z powrotu do źródła. Potem spojrzałem na Ziemię. „Och, patrzcie. Tak, tam spędziłem 30 lat, a teraz jestem tutaj. Znowu w domu”.

Widziałem, jak dusze wracają i rodzą się na nowo, jak Ziemia się obraca, jak ludzie żyją 70, 80, 20, 30 lat, a potem wracają, mówiąc: „Hej, znowu wróciłem. Jesteś z powrotem”. Było jasne, że Ziemia, ludzkie życie i czas – wszystkie te fizyczne realia z grawitacją i obiektami – nie istniały w tym pierwotnym, duchowym świecie. Tam nie ma potrzeby wyciągania ręki po filiżankę kawy, bo nie ma czasu na ruch, ani fizycznego obiektu.

Jest tylko błoga perfekcja świadomości. To tak, jakbyśmy stworzyli Ziemię jako kolejny eksperyment. Co jeszcze możemy zrobić? Jak możemy dowiedzieć się więcej o byciu świadomym? To trudne do opisania słowami, naprawdę trudne. Ale próbuję.

Powrót do ciała, powrót do bólu

Nie chciałem wracać. Byłem tak zafascynowany, tak pochłonięty, że mówiłem: „Nie, nie. Dlaczego mam tam wracać? Tu jest wspaniale. Dobrze mi tu”. Ale tamta kolektywna świadomość – „my” – odpowiedziała: „Nie, musisz wrócić. Jeszcze nie skończyłeś”. I nagle, bez ostrzeżenia, znowu byłem w wodzie. Dotarłem do brzegu. Byłem w rozsypce. Moje ręce były zamarznięte, całe ciało szkarłatnoczerwone.

Sam siebie nie widziałem, ale kobieta, Barb, która zbiegła na brzeg, zastała mnie w okropnym stanie. Kiedy dotarłem do brzegu, ledwo mogłem funkcjonować. Czułem, jakby tylko jedna komórka w moim ciele działała, krzycząc: „Wyjdź z wody, ratuj się!” Kiedy wyszedłem, temperatura powietrza była nieco wyższa niż wody. A wiecie, co się dzieje, gdy bardzo zimne dłonie zaczynają się rozgrzewać? To potworny, przenikający ból.

Taka jest natura naszych naczyń włosowatych. Całe moje ciało nagle ogarnął niewyobrażalny ból. Krzyknąłem i straciłem przytomność, upadając. Obudziłem się, wrzasnąłem z bólu, znowu upadłem, znowu straciłem przytomność. To było jak ponowna fizykalizacja, powrót z granicy śmierci. Nie chcę mówić, że to jakiś „dług do spłacenia”, ale to było piekło. Byłem cały pocięty i posiniaczony.

Barb, z jej herbatą i ogrzewaczami do rąk pod moimi pachami, próbowała mnie reanimować. Jej mąż wezwał ratowników. Przyjechali po dwóch godzinach. Powoli wracałem, przebijając się przez warstwy termokliny hipotermii. „Och, jestem Jeremy. Och, jestem na brzegu z jakąś osobą”. To wciąż było trochę jak sen. W końcu ratownicy umieścili mnie w noszach klatkowych i wciągnęli linami po klifie do szpitala.

Mój lekarz, widząc mnie, stwierdził: „Jesteś idiotą. Masz kanapkę z serem”. Sprawdził moje funkcje życiowe. Stwierdził, że wszystko w porządku, nie ma uszkodzeń mózgu, a z hipotermii wraca się powoli, stopniowo rozgrzewając się i dużo jedząc. Wróciłem do domu na kolację.

„Gdy wróciłem, czułem się, jakbym musiał spłacić dług za tę bliskość śmierci. Ból rozgrzewania zamrażał mi krzyk w ustach. Wracałem do ciała przez niewyobrażalne cierpienie, które wciąż pamiętam z przerażającą jasnością.”

Echo za Welonem: Życie po przebudzeniu

Ponowna integracja z rzeczywistością, z normalnym ludzkim życiem, okazała się znacznie trudniejsza. Przez lata byłem wiedziony wewnętrznym konfliktem, tłumiąc swoje intuicyjne ja na rzecz narzuconych przekonań religijnych, co doprowadziło do depresji w młodości. Sztuka i muzyka były moją ucieczką, moim sposobem na szukanie prawdy. Ale po tym doświadczeniu, wszystko było inne. Wiedza, którą otrzymałem, nie pasowała do tego świata.

W ciągu roku, dwóch, rozstałem się z żoną, mieszkałem w lesie, pod kajakiem, dopóki nie spadł śnieg. Udało mi się malować, zarabiać, być ojcem, ale struktury ludzkiego umysłu, społeczeństwa, przestały dla mnie działać. Przejrzałem je na wylot. To nie było łatwe. Przez długi czas zmagałem się z tym. Około 10-11 lat temu (czyli około 2015-2016 roku) popadłem w głęboką, kliniczną depresję. Byłem nią pochłonięty każdego dnia.

Mimo całej wiedzy i zrozumienia wszechświata, jakie otrzymałem, nie potrafiłem się z tego wyrwać. Nosiłem maskę, by przetrwać. Próbowałem wszystkiego. W końcu znalazłem ukojenie w jodze, a konkretnie w praktyce oddechowej. Nauczyciel, którego spotkałem, zmienił wszystko. Zrozumiałem, że to oddech jest kluczem. Próbowanie medytacji oddechu było jak odkrywanie zapomnianego narzędzia.

W 2018 roku świadomie zamieniłem codzienne malowanie na codzienną praktykę medytacyjną. Z dyscypliną podchodziłem do niej każdego dnia. Powoli, cegła po cegle, zacząłem odrywać się od depresji. Dziś mam nad nią kontrolę. Czasami wraca jak fala, ale szybko odpływa. Medytacja ponownie rozpala ten ogień, to połączenie ze stanem przepływu, z duszą, które zawsze we mnie było. To sposób na integrację wszystkiego, o czym mówiłem.

Dar Wyboru

Po drugiej stronie nie ma osądu. Dobro i zło, polaryzacja – to wszystko jest częścią naszej ziemskiej rzeczywistości, naszego fizycznego świata. Tam, gdzie byłem, w tej zunifikowanej świadomości, nie było polaryzacji, a zatem nie było osądu. Był tylko śmiech i radość, naturalny stan. Ludzie często pytają, dlaczego tu jesteśmy, dlaczego zapominamy. Myślę, że zapominamy, aby pamiętanie było prawdziwe, a nie wyuczone czy narzucone.

Musimy sami doświadczyć, zadać sobie to pytanie: „Czyja to jest ręka?” To jest moment, kiedy nagle stajemy się świadomi swojej własnej świadomości. Myślę, że celem zapominania jest to, byśmy mogli faktycznie pamiętać. Jako istoty, które stworzyły sobie możliwość wyboru. W tym bezcielesnym, doskonałym świecie dusz, gdzie wszystko jest piękne, stworzyliśmy tę rzeczywistość, gdzie istnieje wybór, błędy, złe decyzje, piękno i terror.

Częściowo dla doświadczenia tego wszystkiego, ale także dlatego, że pamiętanie i wybieranie innej drogi, oparte na tym zrozumieniu, dzieli miłość, piękno, tę energię. Stukamy w to, a potem się tym dzielimy. Może to potwierdzenie tej zbiorowej świadomości. Może to tylko eksperyment, w którym postanowiliśmy zobaczyć, co się stanie.

Moje wewnętrzne „wiem” mówi mi, że robimy to, ponieważ jest to naprawdę piękna rzecz, choć niestety zawiera wiele terroru. A zdolność do akceptacji tego wszystkiego, do zachowania równowagi, to chyba sens. Pytacie: po co to wszystko? To jest to wielkie pytanie. Może to znak zapytania, który ma nas nie oszaleć, ale byśmy nadal szukali, dzielili się tą siłą, tym pięknem i tą radością. To wydaje się być prawdziwe.

Nic tak nie inspiruje, jak obserwowanie, jak człowiek zmienia się w czasie, pozbywając się zbędnego bagażu.

„Dlaczego tu jesteśmy? Być może dlatego, że stworzyliśmy sobie tę szansę – szansę wyboru. Wyboru, który niesie za sobą zarówno piękno, jak i okrucieństwo, by w procesie zapominania i pamiętania odkryć prawdziwą miłość.”

Mamy tę możliwość wyboru. Nie jesteśmy zmuszeni do jednego. Nasza świadomość, nasze wewnętrzne ja, może wybrać. Jest w tym coś pięknego, coś co czuję jako dar. Często wyrażam to słowami: „Dziękuję za możliwość przejścia przez ten szalony tor przeszkód, jakim jest życie”. I za możliwość zmiany mojego osądu problemów na szanse, by przez nie przejść. To jest to. To jest to, co mi zostało.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=dNANkWSDsHY
Tekst został opracowany redakcyjnie na podstawie oryginalnej relacji.
Wojtek · założyciel Na Granicy Światła

Dziennikarz z Gdańska z ponad 15-letnim stażem. Twórca kanału Obecność na YouTube. Tłumaczę i opracowuję prawdziwe historie NDE z całego świata — każda oparta na wiarygodnych źródłach, 100% faktów z oryginału.

Więcej o naszej misji →
Poznaj swoją kartę gwiazd

Spersonalizowany horoskop wedyjski oparty na precyzyjnych obliczeniach astronomicznych — odkryj swoją mapę karmy, przeznaczenia i potencjału.

Zobacz horoskopy wedyjskie →

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

Komentarz pojawi się po moderacji