Co zobaczył Rodney Jones po drugiej stronie życia?

Co zobaczył Rodney Jones po drugiej stronie życia?

Uderzyłem głową, dusiłem się, czułem, jak świat wiruje. Wtedy poczułem ramię i zanurzyłem się w błękitnym świetle.

Czułem, jak świat wirował wokół mnie, gdy upadłem. Głuchy huk, ostry ból w skroni – uderzyłem o stolik nocny. Krew, ciepła i lepka, spłynęła mi po twarzy, ale to nie ona była najgorsza.

Najgorszy był ten niewyobrażalny ciężar w płucach, brak tlenu, który dusił mnie od dni, a teraz zaciskał swoją niewidzialną pięść.

Ledwo żywy, doczołgałem się do kanapy, z głową w dłoniach, każdy oddech był walką o przetrwanie, o kolejną kroplę powietrza. Byłem oszołomiony, rozmyty, balansowałem na granicy świadomości.

W tym chaosie bólu i wyczerpania, poczułem coś namacalnego: ramię, które spoczęło na moim ramieniu. Ciężar, ciepło, rzeczywistość czyjejś obecności, choć nikogo fizycznie obok mnie nie było. Zaskoczony, podniosłem głowę, ale w pokoju panowała pustka.

Znów opuściłem głowę, a ramię pojawiło się ponownie, a wraz z nim niesamowite uczucie ciepła i miłości, które rozlewało się po każdej komórce mojego ciała, uspokajając drżenie i gasząc ból.

To było jak powrót do domu, którego nie pamiętałem, ale za którym tęskniłem całe życie.

Co zobaczyłem, gdy umierałem?

Wewnętrznym wzrokiem, za zamkniętymi powiekami, zobaczyłem głęboką, błękitną chmurę światła.

To nie było zwykłe światło, nic z tych oślepiających blasków czy tuneli, o których czasem słyszałem. Było jak atramentowa, aksamitna głębia oceanu, pulsująca, żywa, otulająca, a zarazem przezroczysta.

Czułem, że znajduję się w obecności czegoś tak przeobrażającego, tak niesamowitego, co wypełniało mnie i każdą cząstkę mojej istoty, rozpraszając wszelki strach i niepewność.

W tej obecności, która wypełniała mnie po brzegi, nagle wszystko stało się jasne.

Odpowiedzi na wszystkie pytania, które kiedyś zadawałem, a teraz już nie musiałem, spływały do mnie jak strumień czystej, górskiej wody.

Zrozumiałem dlaczego jestem muzykiem, dlaczego mam dzieci, dlaczego moje małżeństwo potoczyło się tak, a nie inaczej. Każda relacja, każda chwila z ludźmi, których znałem, zyskała sens, który dotąd pozostawał ukryty.

To było wszechogarniające poczucie wiedzy, jakbym został podłączony do gigantycznego źródła bytu, które obejmowało mnie i przytulało, a miłość, którą czułem, była niewyobrażalna, przekraczająca wszelkie ludzkie rozumienie.

Gdybym miał umrzeć, by Cię poznać, niech tak się stanie.

Byłem gotów odejść. Czułem, że jestem u celu, że mogę wejść w tę przestrzeń bezwarunkowej akceptacji, miłości, zrozumienia i spokoju, jakiego nigdy wcześniej nie znałem.

W moich myślach, bezgłośnym, wewnętrznym krzykiem, zwróciłem się do tej świetlistej obecności: "Gdybym miał umrzeć, by Cię poznać, niech tak się stanie". Całym sercem byłem na to gotów. Prawdziwie gotów na koniec.

Głos, który zmienił wszystko

Światło, które mnie otulało, odpowiedziało. Nie był to dźwięk usłyszany przez uszy, ale słowa, które rozbrzmiały w mojej świadomości, czyste i wyraźne. "Nie musisz umierać, by mnie poznać".

To była chwila olśnienia, punkt zwrotny. Moment, w którym wszystko, co myślałem o życiu i śmierci, rozsypało się w proch, a jednocześnie nabrało nowego, głębszego sensu.

Całe moje dotychczasowe życie zaczęło być postrzegane przez zupełnie inną soczewkę.

Nie musisz umierać, by mnie poznać.

Usiadłem osłupiały, próbując ogarnąć tę prawdę. Nie musiałem umierać, by doświadczyć tej niewiarygodnej miłości, światła i bezwarunkowej akceptacji, których nigdy wcześniej w taki sposób nie doświadczyłem. To było jak przebudzenie z długiego snu.

Uświadomiłem sobie, że jak wielu ludzi, nosiłem w sobie przekonanie, że dopiero po śmierci spotkam Boga, poznam ducha, doświadczę transcendentnej duchowości, może spotkam mistrzów czy przewodników, a więc musiałem żyć dobrze, aby na to zasłużyć.

Miłość nie czeka na śmierć

Te proste słowa, "Nie musisz umierać, by mnie poznać", wskazały mój duchowy kompas na magnetyczną północ Boga.

Zrozumiałem, że otwierając serce na tę miłość, która była zawsze obecna, którą mogłem dostrzec w tym zmienionym stanie świadomości, mogę doświadczać jej rezonansu w moim codziennym życiu.

Nie musiałem czekać na wyobrażony moment śmierci, by ją poznać. Pytanie brzmiało: jak to zrobić? Jak żyć, by doświadczyć tej obietnicy wszechogarniającej miłości, o której mówi się w pismach, że "przewyższa wszelkie zrozumienie"?

Moja gorączka ustąpiła, a ciało, które jeszcze chwilę temu było na skraju, powoli wracało do normy.

Została mi jednak rezonująca pamięć tego pięknego doświadczenia i głód, by poznać więcej, by doświadczyć tego ponownie, by odnaleźć głębszy cel w życiu.

Uzdrowienie fizyczne było niczym wobec duchowej transformacji. To było jak polowanie na diamenty, które miało pogłębić moją świadomość i doświadczenie z tym źródłem, czymkolwiek ono było.

Diamentowy szlak przeznaczenia

Kilka lat później, ponownie stanąłem na krawędzi. Sześć tygodni zmagań z COVID-19, płuca odmawiały posłuszeństwa. Pewnej nocy, leżąc w łóżku, byłem gotów po prostu odpuścić, poddać się.

I znowu zostałem otulony przez to samo, promienne, błękitne światło, z tą samą sensacją miłości i akceptacji.

Tym razem nie było głosu, tylko to czyste, kąpielowe światło, które przenikało całe moje jestestwo.

Kiedy się obudziłem, po raz pierwszy od tygodni poczułem się lepiej. Gorączka spadła, kaszel zelżał. Odzyskiwałem siły.

Te dwa doświadczenia, te diamentowe szlaki, były dla mnie pomostami do głębszej świadomości, połączenia z duchem, z Bogiem, z tą twórczą siłą wszechświata – nieważne, jak to nazwiemy.

Moja podróż polega na doświadczaniu tego i byciu kanałem dla tej miłości, a nie na definiowaniu jej.

Robię to przez moją muzykę, która stała się przedłużeniem tej boskiej melodii. W tamtych chwilach, całe moje życie stało się zrozumiałe. Nie musiałem być doskonały.

Mogłem wspinać się, jednocześnie pomagając innym się podnieść; mogłem służyć, jednocześnie się ucząc. Zrozumiałem, że doskonałość tkwi w wysiłku, nie w byciu jakimś idealnym wzorcem. Wszystko było w porządku.

Każda osoba, którą kiedykolwiek znałem i która umarła, była w porządku. Wszystko, co działo się z moimi dziećmi, było w porządku. To było jak gigantyczne pobranie informacji, które rozpakowuję do dziś.

Śmierć jak zdjęcie ciasnego buta

Moje świadectwo o doświadczeniu bliskim śmierci jest takie, że śmierć jest jak zdjęcie ciasnego buta.

Dla mnie to było poczucie wolności – duchowej wolności, wszechogarniającej miłości, głębokiego celu i pewności, że jestem umiłowany przez tę energię.

Cokolwiek to było, co stało przede mną, trzymało mnie w miłości głębszej niż ta, jaką kiedykolwiek znałem w życiu.

Ta miłość przyszła z małą "naklejką" z napisem: "Podziel się swoją historią, bo inni będą się zastanawiać, co dzieje się po śmierci. Czy powinni się bać?".

Śmierć jest jak zdjęcie ciasnego buta.

Moje świadectwo brzmi: nie. Czeka nas tylko miłość, a ta miłość jest zasiana jak ziarno w każdym z nas.

W momencie śmierci, w chwili wyjścia z tego śmiertelnego ciała, rodzimy się na nowo, ożywieni w świecie, którego nigdy tak naprawdę nie opuściliśmy.

Doświadczenie bliskie śmierci nie polega tylko na tym, co się wydarzyło, ale na tym, co stało się po tym, co się wydarzyło.

Jak to pokierowało moim życiem, zmieniło moje jestestwo i przestawiło moje priorytety, wartości, sposób, w jaki patrzę na innych. Patrzę na moich bliźnich i wiem, że są umiłowani, tak jak ja.

Oni również mają to połączenie, a wszelkie postrzegane rozłączenie jest tylko tym – postrzeganym rozłączeniem.

Są tak bardzo kochani, a być może podróż życia dla mnie polega na nauczeniu się dawania i przyjmowania tej czystej, bezwarunkowej miłości Boga. Dlatego właśnie jestem tutaj dzisiaj, dzieląc się swoją historią.

Moje życie ma znaczenie. Twoja historia ma znaczenie. Twoja podróż ma znaczenie.

To, co robisz, co myślisz, w co wierzysz, ludzie, których dotykasz, ziarna łaski, którymi się dzielisz, uśmiechy, które dajesz, i serca, które dotykasz – to wszystko ma znaczenie.

To punkty transformacji, zarówno dla dającego, jak i dla tego, kto ich doświadcza. I to zmienia wszystko.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=73Ex_ROumGc
Tekst został opracowany redakcyjnie na podstawie oryginalnej relacji.
Wojciech Kroks · redaktor naczelny Na Granicy Światła

Dziennikarz z Gdańska z ponad 15-letnim stażem. Twórca kanału Obecność na YouTube. Tłumaczę i opracowuję prawdziwe historie NDE z całego świata — każda oparta na wiarygodnych źródłach, 100% faktów z oryginału.

Więcej o naszej misji →
Poznaj swoją kartę gwiazd

Spersonalizowany horoskop wedyjski oparty na precyzyjnych obliczeniach astronomicznych — odkryj swoją mapę karmy, przeznaczenia i potencjału.

Zobacz horoskopy wedyjskie →

🕸️ Połączone w portalu

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

Komentarz pojawi się po moderacji
41 zadowolonych klientów 5.0/5 średnia ocena (11 opinii) 178 abonentów newslettera