Szwecja 1953: metaliczna kula i dwie sprzeczne opinie o świadku
Opis sprawy
Kapitan linii Transair i mechanik pokładowy zgłosili błyszczący metalowy obiekt mijający ich samolot w przeciwnym kierunku, bez spalin i smug kondensacyjnych. Szwedzki Sztab Obrony potwierdził, że nie wie o żadnym swoim samolocie w tym rejonie. W tej samej teczce prasa opisuje weterana RAF, a źródło attaché nazywa pilota najzupełniej niegodnym zaufania.
Analiza dokumentu
Czym jest ten dokument?
DOW-UAP-D163 to trzystronicowy Air Intelligence Information Report (AIIR, raport informacyjny wywiadu lotniczego) o numerze IR-12, wysłany z biura attaché lotniczego USA w Sztokholmie, datowany 13 stycznia 1954 roku. Temat w cudzysłowie: „flying saucer” dostrzeżony przez szwedzkiego pilota. Przygotował major Burt Roven, asystent attaché. Rubryka źródła mówi najwięcej: „Press and Personal Contact”, prasa i kontakt osobisty. To nie raport z obserwacji wojskowej, lecz tłumaczenie relacji prasowej z dopiskiem attaché.
Przebieg zdarzenia
Strona 1 – formularz i streszczenie sprawy.
W czwartek 17 grudnia 1953 roku o 14:37 w rejonie Hässleholm w południowej Szwecji kapitan Ulf Christiernsson, główny pilot linii Transair, i mechanik pokładowy Olle Johansson lecieli DC-3 z Bulltofty do Brommy. Maszyna szła na autopilocie na wysokości około 2150 metrów, w cywilnym korytarzu powietrznym.
„Błyszczący metalowy, kulisto-eliptyczny obiekt nadleciał ku nim, lecąc w kierunku przeciwnym do ich maszyny, z szacowaną prędkością dźwięku i około 600 metrów poniżej ich DC-3. Był widoczny sześć do siedmiu sekund.”
Pierwsza sylwetka, ukosem z prawej, była wąska; pod samolotem obiekt okazał się prawie okrągły, lekko eliptyczny. Miał mocny metaliczny połysk, a Johansson, widząc go dłużej, uznał go za niemal fosforyzujący. Nie wydzielał spalin ani smug kondensacyjnych i według pilota nie mógł być meteorem. Leciał na południowy zachód, tuż nad chmurami o pułapie około 1500 metrów.
Christiernsson przyznał, że wcześniej był skrajnie sceptyczny wobec opowieści o latających talerzach, a w pierwszej chwili wziął obiekt za odrzutowiec. To, co widział, wyglądało mu na coś zupełnie nowego, „być może bezzałogowego robota”. Strachu nie czuł, tylko ciekawość.
Co powiedział szwedzki Sztab Obrony
Strona 2 – relacja prasowa i komunikat.
„Załoga samolotu cywilnego zaobserwowała w czwartek o godzinie 14:37 nad obszarem Hässleholm nieznany obiekt poruszający się w kierunku przeciwnym do samolotu. (...) Sztab Obrony nie wie o żadnym szwedzkim samolocie, który znajdowałby się wtedy w tym rejonie. Prowadzone jest dochodzenie.”
Dowódca szwedzkich sił powietrznych, generał Nordenskiöld, oświadczył, że obiekt nie mógł być żadnym szwedzkim statkiem powietrznym, i dodał: „Sprawdzamy teraz, co mogły wychwycić nasze stacje radarowe”.
Dwie oceny jednego świadka
Strona 3 – charakterystyka pilota.
Prasa przedstawiła Christiernssona jako lotnika z doświadczeniem bojowym: od 1942 do 1946 roku ochotnik w Royal Air Force, zakończył służbę jako kapitan po około 30 lotach na Mosquito nad Afryką Północną i Włochami.
Attaché dopisał własny akapit. Źródło w Royal Swedish Air Board, określone jako skrajnie wiarygodne i znające pilota od dziecka, stwierdziło, że Christiernsson jest czarujący i lubiany, ale też najzupełniej niegodny zaufania i został zwolniony z wcześniejszej posady za „trudności finansowe”. W czasie wojny próbował zabrać szwedzki bombowiec B-18 i polecieć do Anglii, ale przechwycono go w Göteborgu. Jednocześnie w szwedzkich siłach powietrznych panuje zgoda, że to jeden z najlepszych pilotów w kraju. Attaché nie wybiera: zapisuje oba obrazy i odnotowuje, że jego źródło nie wierzy tej relacji.
Czego dokument nie rozstrzyga
Nie podaje żadnego wyniku. Nie wiadomo, co pokazały szwedzkie stacje radarowe ani czym zakończyło się dochodzenie. Dane liczbowe, od prędkości dźwięku po różnicę 600 metrów, to szacunki pilota z gazety. Nie ma śladu rozmowy attaché z pilotem ani z Johanssonem, a charakterystyka Christiernssona to opinia jednego, nieujawnionego znajomego. Biuro pisze, że dopiero „próbuje uzyskać dalsze informacje”: w tej teczce ich nie ma.
Kluczowe ustalenia
- Trzystronicowy AIIR nr IR-12 z biura attaché lotniczego USA w Sztokholmie, datowany 13 stycznia 1954 r.; przygotował major Burt Roven, asystent attaché, źródło wpisane w formularzu: „prasa i kontakt osobisty”.
- Zdarzenie: czwartek 17 grudnia 1953 r., godzina 14:37, rejon Hässleholm w południowej Szwecji; kapitan Ulf Christiernsson, główny pilot linii Transair, i mechanik pokładowy Olle Johansson lecieli DC-3 z Bulltofty do Brommy na autopilocie.
- Obiekt opisano jako błyszczący metalowy, kulisto-eliptyczny, lecący w kierunku przeciwnym z szacowaną prędkością dźwięku, około 600 metrów poniżej samolotu lecącego na 2150 metrach; widoczny 6 do 7 sekund.
- Brak spalin i smug kondensacyjnych, mocny metaliczny połysk (według Johanssona niemal fosforyzujący), lot w kierunku południowo-zachodnim tuż nad chmurami o pułapie około 1500 metrów; pilot uznał, że obiekt na pewno nie był meteorem.
- Szwedzki Sztab Obrony potwierdził komunikatem, że nie wie o żadnym szwedzkim samolocie w tym rejonie i czasie, że obiekt prawdopodobnie nie był widoczny z ziemi z powodu niskich chmur, oraz że prowadzi dochodzenie.
- Dowódca szwedzkich sił powietrznych, generał Nordenskiöld, oświadczył, że obiekt nie mógł być żadnym szwedzkim statkiem powietrznym, i zapowiedział sprawdzenie zapisów stacji radarowych.
- Dokument zawiera dwie sprzeczne oceny świadka: prasa opisuje weterana RAF z lat 1942-1946 i około 30 lotów bojowych na Mosquito, a źródło attaché w Royal Swedish Air Board nazywa go najzupełniej niegodnym zaufania i przypomina zwolnienie za „trudności finansowe” oraz wojenną próbę ucieczki bombowcem B-18 do Anglii.
- Attaché nie rozstrzyga sporu: odnotowuje, że jego źródło osobiście nie wierzy relacji, że dochodzenie Sztabu Obrony trwa i że biuro próbuje uzyskać dalsze informacje; wyników radarowych ani zakończenia sprawy w dokumencie nie ma.
Analiza opracowana z udziałem modelu językowego na podstawie treści odtajnionych dokumentów. Cytaty pochodzą bezpośrednio z raportów.