Istnieje technika duchowa zwana modlitwą serca, którą przez ponad tysiąc lat przekazywano niemal w sekrecie — od ucznia do mistrza, w klasztorach Góry Athos. Jej rdzeniem jest jedno zdanie, powtarzane bez końca i zestrojone z rytmem oddechu.
Miało ono sprowadzić umysł w dół, do serca, i otworzyć stan głębokiego pokoju.
Świadectwa tej praktyki zebrano w księdze nazywanej Filokalia — po grecku umiłowanie piękna lub umiłowanie dobra.
To zbiór tekstów o modlitwie i życiu duchowym, napisanych między IV a XV wiekiem przez mistrzów prawosławnej tradycji hezychastycznej. Nie jest to jedna książka jednego autora, lecz antologia rozciągnięta na jedenaście stuleci.
Jedno pytanie wraca w tej tradycji szczególnie często. Czy synchronizacja modlitwy z oddechem to rdzeń całej drogi, czy tylko podpórka dla początkujących? Jak zobaczymy, odpowiedź nie jest jednoznaczna — różnili się w niej sami hezychaści.
Opening page oryginalnego greckiego wydania Filokalii (Wenecja, 1782) — Wikimedia Commons, File:Filokalia-1782.djvu, Public Domain Mark 1.0
Czym jest Filokalia naprawdę
Filokalia powstała jako antologia, a nie jako dzieło autorskie. Według hasła encyklopedycznego Wikipedii „Philokalia" zebrano w niej teksty mistrzów duchowych prawosławnej tradycji hezychastycznej. Spina je jeden temat: modlitwa i życie wewnętrzne.
Pierwsze wydanie ukazało się po grecku w Wenecji w 1782 roku. Jak podaje Wikipedia, skompilowali je dwaj mnisi z Góry Athos — św. Nikodem Hagioryta i św. Makary z Koryntu. Korzystali z rękopisów przechowywanych w bibliotece klasztoru Watopedi.
Skala przedsięwzięcia była ogromna. Według danych Wikimedia Commons (plik Filokalia-1782.djvu, oznaczony jako Public Domain Mark 1.0) skan oryginalnego weneckiego wydania liczy 1208 stron.
To nie była broszura — to biblioteka duchowości skondensowana w jeden tom.
Sam tytuł zdradza, o co chodzi. Greckie słowo filokalia łączy „miłość" z „pięknem" lub „dobrem". Ale podtytuł kieruje uwagę ku „ojcom neptycznym" — termin pochodzi od greckiego nepsis, oznaczającego czujność.
- Filokalia — umiłowanie piękna/dobra, tytuł zbioru
- Nepsis — czujność, uważne pilnowanie myśli i emocji
- Hezychia — cisza, spokój, wewnętrzne wyciszenie
- Nous — umysł, intelekt, który ma „zstąpić" do serca
Jedno zdanie, które trzeba powtarzać bez końca
W centrum całego systemu stoi krótka formuła, nazywana Modlitwą Jezusową. Według haseł Wikipedii „Jesus Prayer" i „Hesychasm" jej standardowa postać brzmi prosto. A jednak zawiera w sobie wyznanie wiary, prośbę i akt pokory naraz.
Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną grzesznym.
— Standardowa forma Modlitwy Jezusowej (Wikipedia „Jesus Prayer")
Ta modlitwa jest centralną praktyką hezychazmu. Nazwa tego kierunku pochodzi od greckiego hezychia, oznaczającego ciszę, spokój i wewnętrzny bezruch. Cel nie polega na intelektualnym rozważaniu słów, lecz na ich nieustannym powtarzaniu.
I właśnie tu pojawia się element, który najbardziej intryguje współczesnego czytelnika: oddech. Według tradycji opisanej w haśle „Hesychasm" oraz w tekstach metropolity Kallistosa Ware'a modlitwę zestrajano z fazami oddychania.
W wariancie zaawansowanym — nawet z biciem serca.
Jak oddech miał wprowadzić umysł do serca
Mechanika tej praktyki jest zaskakująco konkretna. Jak opisuje metropolita Kallistos Ware w tekście „The Jesus Prayer — Breathing Exercises", całą formułę dzielono na dwie części. Każdą wiązano z inną fazą oddechu.
Często pierwszą część — „Panie Jezu Chryste, Synu Boży” — wypowiada się przy wdechu, a drugą — „zmiłuj się nade mną, grzesznikiem” — przy wydechu.
— Metropolita Kallistos Ware, „The Jesus Prayer — Breathing Exercises" (orthodoxprayer.org)
Pierwsza część — wyznanie — szła na wdechu, druga — prośba o miłosierdzie — na wydechu. W ten sposób, według opisu Ware'a, oddech stawał się nośnikiem słów. Modlitwa przestawała być czymś, co się „robi", a stawała czymś, co się „dzieje".
Jeszcze dalej szedł cel ukryty za tą techniką: sprowadzenie umysłu do serca. Ware, opisując metodę hezychastów, przedstawia ją niemal jak instrukcję anatomiczną. Intelekt miał dosłownie „zejść" wraz z powietrzem w głąb ciała.
Wdychając powietrze nosem i kierując oddech w głąb płuc, sprawia, by umysł „zstąpił” wraz z oddechem, i wewnętrznie „poszukuje” miejsca serca.
— Metropolita Kallistos Ware, opisując metodę hezychastów (orthodoxprayer.org)
To obraz radykalny. Modlący się wciąga powietrze przez nos, kieruje je w dół do płuc, a wraz z nim posyła swój nous — umysł — w stronę serca.
Cel nie jest psychologiczny w naszym rozumieniu, lecz duchowy: zjednoczenie rozproszonej świadomości w jednym punkcie.
Konkretną postać stojącą za tą fizyczną metodą wskazuje hasło „Hesychasm". Był nią św. Nicefor (Nikiphoros) Hezychasta, mnich z Góry Athos żyjący w XIII wieku.
To on — według tego źródła oraz pism Kallistosa Ware'a — uczył przywiązywać modlitwę do oddechu.
Nicefor zalecał także pozycję ciała. Według tego samego opisu praktykujący miał pochylać głowę ku piersi, by ułatwić sobie wewnętrzne „zstąpienie" i ćwiczyć czujność.
Ta pozycja stała się później jednym z najbardziej spornych elementów całej tradycji.
Warto zaznaczyć granicę między pewnością a tradycją. Jak wyjaśniają angielscy tłumacze Filokalii we wstępie do tomu pierwszego, niektóre teksty mają autorstwo sporne lub pseudoepigraficzne.
Tekst otwierający greckie wydania, przypisany Antoniemu Wielkiemu, tłumacze przenieśli do aneksu, uznając atrybucję za niepotwierdzoną.
Tłumacze rozstrzygnęli to kryterium wprost. Według ich wstępu o „prawdziwości" tekstu decyduje nie poprawność przypisania autora, lecz to, czy należy on do tradycji duchowej reprezentowanej przez cały zbiór.
To rozróżnienie nie osłabia praktyki, ale każe ostrożnie czytać metryczki autorów.
Góra Athos, klasztor Simonos Petras — jedno z duchowych centrów hezychazmu — fot. Gabriel z Bukaresztu (cod_gabriel), 2007, Wikimedia Commons, CC BY 2.0
Spór, który omal nie rozsadził Kościoła
Techniki hezychastów nie wszystkim wydawały się święte. W XIV wieku praktyka pochylania głowy, wpatrywania się w okolice serca i „widzenia światła" sprowokowała otwarty konflikt teologiczny. Stawką była ortodoksja całego kierunku.
Po stronie obrony stanął jeden człowiek: św. Grzegorz Palamas. Według haseł Wikipedii „Hesychasm" i encyklopedii Britannica Palamas (1296-1359) był mnichem z Athos, a później arcybiskupem Tesaloniki.
To on bronił praktyk hezychastów w sporze z Barlaamem z Kalabrii.
Barlaam atakował mnichów z jawną kpiną. Jak podaje Wikipedia w haśle „Barlaam of Seminara", nazywał ich szyderczo omphalopsychoi — „ludźmi z duszą w pępku" — i „pępkooglądaczami" (omphaloscopoi). Oskarżał ich przy tym o herezję mesalianizmu.
Spór nie skończył się remisem. Jak podają te same źródła, nauka hezychastyczna została oficjalnie uznana za prawosławną przez synod w Konstantynopolu w 1351 roku.
Kontemplacyjna praktyka mnichów z odległej góry zyskała pieczęć całego Kościoła wschodniego.
Ikona św. Grzegorza Palamasa, obrońcy hezychazmu — anonimowy mistrz północnogrecki (Tesaloniki?), początek XV w., Muzeum Puszkina w Moskwie — Wikimedia Commons, domena publiczna
Czy oddech był rdzeniem czy tylko podporą
Tu dochodzimy do napięcia, które tradycja pozostawia otwarte. Choć to właśnie techniki oddechowe najmocniej przyciągają współczesnego czytelnika, ich status w samej praktyce bywał różnie oceniany. Spór sygnalizują wprost znawcy tematu.
Paradoks polega na tym, że największy obrońca hezychazmu traktował te techniki jako wtórne.
Jak relacjonuje metropolita Kallistos Ware, Palamas uznawał fizyczne dyscypliny — kontrolę oddechu i kierowanie wzroku — za pomoc pedagogiczną, a nie za rzecz bezwzględnie konieczną.
Człowiek, który publicznie bronił mnichów przed zarzutem cielesności, nie stawiał techniki w centrum.
Techniki cielesne są w każdym razie jedynie dodatkiem — pomocą, która niektórym okazała się przydatna, ale w żadnym sensie nie obowiązuje wszystkich. Modlitwę Jezusową można praktykować w całej pełni zupełnie bez metod fizycznych.
— Metropolita Kallistos Ware o technikach hezychastycznych
Teksty Filokalii bywają w tej kwestii niejednoznaczne. Granica między tym, co jest rdzeniem hezychazmu, a tym, co jedynie pomocą dla zaczynających, pozostaje nieostra. To właśnie ona stanowi jeden z trwałych punktów spornych w interpretacji zbioru.
Można to napięcie ująć jako dwa odczytania tej samej księgi:
- Odczytanie „techniczne": oddech, pozycja głowy i skupienie wzroku to konkretna metoda prowadząca do wyciszenia — narzędzie, które można opisać i przekazać.
- Odczytanie „kontemplacyjne": oddech to tylko rusztowanie dla początkujących, a prawdziwym celem jest wewnętrzna cisza (hezychia), do której technika jedynie otwiera drzwi.
Obie interpretacje znajdują oparcie w tradycji, co czyni Filokalię księgą, którą każde pokolenie czyta nieco inaczej. To nie jest podręcznik z jedną poprawną odpowiedzią, lecz zapis żywego sporu o naturę modlitwy.
Jak Filokalia podbiła Wschód
Greckie wydanie z 1782 roku było dopiero początkiem. Prawdziwy zasięg księga zyskała dzięki tłumaczeniom. Przeniosły one ją z monastycznej elity Athos do milionów wiernych mówiących innymi językami.
Pierwszy most poprowadził Paisjusz Wieliczkowski. Według Wikipedii „Philokali
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz