Na biurku leży zaklejona koperta, a w środku karta z celem, którego nie wolno przeczytać przed seansem. Tak zaczyna się sesja jasnowidzenia na odległość (ang.
remote viewing) i zarazem jeden z najdziwniejszych dokumentów, jakie opuściły archiwa amerykańskiego wywiadu.
Akta CIA o sygnaturze CIA-RDP96-00788R001900760001-9 noszą tytuł "Mars Exploration, May 22, 1984".
Dokument liczy dziewięć stron. Jak podają serwis The Black Vault oraz oficjalne repozytorium CIA Reading Room, akta zostały odtajnione z adnotacją "Approved For Release 2000/08/08" w trybie FOIA.
Zapis dotyczy sesji remote viewingu z programu STAR GATE, w którym "viewer" miał opisać to, co postrzega na podstawie samych współrzędnych.
Według treści transkryptu obiektem zainteresowania okazał się Mars sprzed około miliona lat — z piramidami, akweduktami i wychudzonymi postaciami ginącej cywilizacji.
Pytanie narzuca się od pierwszej strony: co tu jest faktem, a co projekcją umysłu naprowadzanego cudzą ręką.
"Twarz na Marsie" (frame 035A72), sfotografowana przez Viking 1 w 1976 r. Zdjęcie: NASA, via Wikimedia Commons (domena publiczna).
Czym był program STAR GATE
STAR GATE był tajną inicjatywą armii i wywiadu USA, badającą użyteczność wywiadowczą zjawisk paranormalnych.
Według anglojęzycznej Wikipedii (hasło Stargate Project) korzenie programu sięgają badań finansowanych przez CIA od 1972 roku w Stanford Research Institute. Wojskową część uformowano w Fort Meade od 1977 roku.
Inicjatywa funkcjonowała pod różnymi kryptonimami — m.in. GONDOLA WISH, GRILL FLAME i później SUN STREAK. Finansowanie przejmowała kolejno armia oraz Defense Intelligence Agency.
W praktyce viewer miał opisywać odległe miejsca, dysponując jedynie minimalną informacją naprowadzającą — najczęściej parami współrzędnych.
Program przetrwał niemal dwie dekady. Jak podaje Wikipedia, jego finansowanie zakończono w 1995 roku po ocenie sporządzonej dla CIA, która stwierdziła brak wykazanej operacyjnej użyteczności metody.
To kluczowy kontekst: dokument marsjański nie jest świadectwem sukcesu, lecz fragmentem programu zamkniętego werdyktem o braku dowodów.
Internet Archive, które też przechowuje skan akt, kataloguje go pod tytułem "MARS, 1 MILLION BC (TRAINING)". Dopisek "(TRAINING)" sugeruje charakter treningowy, a nie operacyjny.
Jak wyglądała sama sesja
Sesja miała formę "monitor-viewer", w której jedna osoba prowadzi, a druga postrzega. Zgodnie z transkryptem monitor odczytywał viewerowi kolejne pary współrzędnych, a viewer relacjonował, co "widzi", nie znając właściwego celu.
Wśród koordynat znalazły się m.in. 40.89 N / 9.55 W oraz 46.45 N / 353.22 E.
Istotą eksperymentu była zaklejona koperta. Właściwy cel zapisano na karcie w zapieczętowanej kopercie, którą — według zapisu — wręczono badanemu przed sesją, lecz otwarto dopiero po jej zakończeniu. Sam viewer pozostawał więc "ślepy" wobec celu.
Warto jednak zaznaczyć istotny szczegół metodologiczny. To monitor odczytywał i znał podawane współrzędne, prowadząc dialog z viewerem.
Granica między "postrzeganiem" a reagowaniem na naprowadzające bodźce pozostaje tu cienka i — co istotne — nierozstrzygalna na podstawie samego transkryptu.
Piramidy, akwedukty i zawartość koperty
Najbardziej zdumiewająca część dokumentu to opis krajobrazu i jego mieszkańców.
Według transkryptu viewer relacjonował megalityczne, gładkie struktury kamienne oraz formy piramidalne. W zapisie pojawiają się też kaniony i kanały przypominające akwedukty.
Opis mieszkańców jest równie sugestywny. Zgodnie z dokumentem viewer mówił o istotach, które wydają się szczupłe i wysokie, ale są bardzo duże.
Określał je jako "ancient people" — starożytny lud, który umiera i szuka sposobu na przetrwanie. To właśnie ten fragment zbudował późniejszą legendę sesji.
To starożytni ludzie. Oni... umierają, to już po ich czasie albo wieku. Szukają sposobu, by przetrwać, ale po prostu nie potrafią.
— Transkrypt remote viewera (tłum. własne), dok. CIA-RDP96-00788R001900760001-9 (Mars Exploration, 22.05.1984)
Ważne jest, by oddzielić treść dokumentu od jego późniejszych interpretacji. Transkrypt rejestruje słowa viewera i pytania monitora. Nie zawiera żadnego potwierdzenia, że opisywane struktury istnieją — to zapis postrzeżeń, a nie raport z weryfikacji.
Porównanie "Twarzy na Marsie": ujęcie Viking (1976) i ostrzejsze zdjęcie z lat 1998-2001. Zdjęcia: NASA, via Wikimedia Commons (domena publiczna).
Treść zapieczętowanej karty ujawniono dopiero po sesji i to ona nadaje całości dramaturgię. Zgodnie z dokumentem cel brzmiał jednoznacznie: planeta Mars, a czas zainteresowania to około milion lat przed naszą erą.
Planeta Mars. Czas zainteresowania około 1 miliona lat przed naszą erą.
— Treść karty w zapieczętowanej kopercie (tłum. własne), dok. CIA-RDP96-00788R001900760001-9
To zestawienie jest sednem fenomenu dokumentu. Dla zwolenników remote viewingu stanowi dowód, że viewer "trafił" w katastrofę marsjańskiej cywilizacji bez znajomości celu.
Dla sceptyków to klasyczny przykład nadawania znaczenia ogólnym, niesprawdzalnym opisom po fakcie.
Sesja akcentuje przy tym katastrofę środowiskową. W transkrypcie powracają motywy burzy pyłowej ("dust storm") oraz "geologic problem", przez który cywilizacja miałaby upadać. To narracja o świecie, który się kończy.
Dlaczego nazwiska McMoneagle nie ma w aktach
Wbrew popularnej narracji odtajniony dokument nie wymienia Joego McMoneagle'a z nazwiska.
Jak podaje serwis Slate w artykule z 2017 roku "Did the CIA Really Astrally Project to Mars in 1984?", w transkrypcie tożsamość badanego jest zaczerniona, a dialog oznaczono ogólnie jako "[Subject]" i "[Monitor]".
Atrybucja do McMoneagle'a opiera się wyłącznie na jego późniejszych wypowiedziach, a nie na samym dokumencie. Sam McMoneagle w rozmowie ze Slate potwierdził, że był viewerem tej sesji.
Dodał jednak, że zlecenie wyszło od pewnej osoby z Armii (nie z CIA), której nie chciał wymienić.
Żadne z nas nie wiedziało, nad czym pracujemy. Nasze założenie w tamtym czasie było takie, że pracuję nad celami na Ziemi.
— Joseph McMoneagle, wywiad dla Slate (2017)
To istotne rozróżnienie. Jeżeli viewer wierzył, że opisuje miejsce na Ziemi, marsjański kontekst został dołożony dopiero przez treść koperty i późniejszą recepcję.
McMoneagle skomentował istnienie odtajnionego transkryptu krótko, mówiąc o aktach: "nie powinni byli tego mieć".
McMoneagle to najbardziej publiczny absolwent programu STAR GATE. Według jego biogramu w anglojęzycznej Wikipedii urodził się w 1946 roku i był chief warrant officerem armii USA. Od 1978 roku funkcjonował w jednostce jako "Remote Viewer No. 1".
Jego wiarygodność w oczach zwolenników wzmacnia odznaczenie.
Jak podają źródła biograficzne, McMoneagle otrzymał przy odejściu ze służby Legion of Merit — częściowo za pracę o charakterze wywiadowczym, w tym informacje dotyczące celów niedostępnych z innych źródeł.
To czyni go postacią z realnym wojskowym doświadczeniem, nawet jeśli samą metodę ocenia się sceptycznie.
Co istotne, McMoneagle sam stawia granice swoim deklaracjom. W tej samej rozmowie ze Slate wskazał fundamentalny problem z celami takimi jak Mars czy UFO.
Problem, jaki mam z celowaniem w UFO, Marsa i tym podobne, polega na tym, że nie ma realnego sposobu, by zweryfikować te informacje.
— Joseph McMoneagle, wywiad dla Slate (2017)
Twarz na Marsie i siła skojarzeń
Marsjańska mitologia "starożytnej cywilizacji" nie narodziła się w 1984 roku. Osiem lat wcześniej, w 1976 roku, sonda Viking 1 sfotografowała w regionie Cydonia formację, która przeszła do kultury masowej jako "Twarz na Marsie".
Jak podają m.in. BBC Sky at Night i Scientific American, zdjęcie skatalogowano jako frame 035A72.
Późniejsze obserwacje rozwiały tę interpretację.
Jak relacjonują te same źródła, ostrzejsze zdjęcia sondy Mars Global Surveyor z lat 1998-2001 pokazały, że "twarz" to naturalne wzgórze, a jej rysy były efektem gry światła i cienia przy niskiej rozdzielczości.
Główny naukowiec misji Viking, Gerald Soffen, już w 1976 roku nazwał ją "sztuczką światła i cienia".
Według Scientific American to klasyczny przykład pareidolii — skłonności umysłu do dostrzegania twarzy tam, gdzie ich nie ma.
Ten kontekst kulturowy jest ważny dla oceny sesji z 1984 roku: obraz Marsa jako siedziby zaginionej cywilizacji funkcjonował już w wyobraźni zbiorowej, gdy spisywano transkrypt.
Co wiemy, a czego nie wiemy
Linia podziału między faktem a interpretacją jest tu wyjątkowo wyraźna. Po jednej stronie stoją rzeczy potwierdzone przez sam dokument i źródła, po drugiej — pytania, których żaden zapis nie zamyka.
Do faktów możliwych do udokumentowania należą następujące ustalenia:
- Dokument istnieje i został odtajniony — sygnatura CIA-RDP96-00788R001900760001-9, dziewięć stron, adnotacja "Approved For Release 2000/08/08".
- Miał formę sesji monitor-viewer opartej na współrzędnych, z celem ukrytym w zapieczętowanej kopercie.
- Transkrypt zawiera opisy piramid, megalitycznych struktur, burz pyłowych i "starożytnego ludu".
- Cel ujawniony po sesji to Mars, około 1 mln lat p.n.e.
- Nazwisko viewera w oryginale jest zaczernione; dialog oznaczono jako "[Subject]" i "[Monitor]".
- Program STAR GATE zamknięto w 1995 roku z werdyktem o braku udowodnionej wartości wywiadowczej.
Po stronie niewiadomych pozostają kwestie, które decydują o całej wymowie sprawy:
- Kto i dlaczego zlecił akurat ten cel — McMoneagle mówi o nienazwanej osobie z Armii, a sam sądził, że pracuje nad celem ziemskim.
- Czy opisy to rzeczywiste postrzeganie, efekt sugestii monitora, czy wyobraźni — sam viewer przyznaje, że takich celów "nie da się zweryfikować".
- Jaki status miała sesja — Internet Archive oznacza ją jako "(TRAINING)", czyli prawdopodobnie ćwiczeniowa.
Hipotezy za i przeciw oraz wnioski
Wokół dokumentu ukształtowały się dwie konkurencyjne narracje.
Zwolennicy remote viewingu twierdzą, że zbieżność opisu z motywem ginącej marsjańskiej cywilizacji jest na tyle wyraźna, że trudno ją tłumaczyć przypadkiem — zwłaszcza przy procedurze z zaklejoną kopertą.
Sceptycy odpowiadają, że cała konstrukcja jest niesprawdzalna z definicji. Według tej narracji opisy są wystarczająco ogólne, by pasować do z góry znanego "scenariusza" Marsa.
Brak możliwości weryfikacji — przyznawany przez samego viewera — czyni z sesji ciekawostkę kulturową, a nie dowód.
Obie strony zgadzają się jednak co do jednego: dokument jest autentyczny. Spór nie dotyczy tego, czy CIA przechowywała taki transkrypt, lecz tego, co on naprawdę rejestruje — percepcję, sugestię czy wyobrażanie sobie zaplanowanej opowieści.
Najuczciwsza odpowiedź na pytanie o wymowę akt brzmi: dowodzą one istnienia samego siebie.
Akta CIA-RDP96-00788R001900760001-9 są twardym dowodem na to, że rząd USA finansował i protokołował sesje remote viewingu — w tym co najmniej jedną, której celem był Mars sprzed miliona lat. To fakt udokumentowany i odtajniony.
Nie są natomiast dowodem na istnienie marsjańskiej cywilizacji ani na skuteczność metody. Transkrypt rejestruje słowa, nie zjawiska, a kluczowa postać sprawy osobiście podważa możliwość weryfikacji takich celów.
Między "to się wydarzyło jako eksperyment" a "to się wydarzyło na Marsie" leży przepaść, której dokument nie przekracza.
Być może najtrwalszym śladem tej historii nie jest wcale Mars, lecz pytanie o granice ludzkiego poznania.
Co właściwie "zobaczył" człowiek z zaklejoną kopertą w 1984 roku — i czy kiedykolwiek będziemy w stanie to rozstrzygnąć, skoro nawet on sam mówi, że się nie da?
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz