Ingred Honkala: Od utonięcia w dzieciństwie do odkrycia siebie jako istoty światła

Ingred Honkala: Od utonięcia w dzieciństwie do odkrycia siebie jako istoty światła

Urodzona w Kolumbii, Ingred Honkala przeżyła w wieku zaledwie trzech lat traumatyczny wypadek, który na zawsze odmienił jej postrzeganie rzeczywistości. Odkryła, że nie jest swoim ciałem, doświadczyła absolutnego pokoju i zjednoczenia ze wszechświatem, a powrót do ziemskiego życia okazał się być trudnym, lecz ostatecznie głęboko transformującym procesem.

Nazywam się Ingred Honkala i urodziłam się w Bogocie, w Kolumbii. Dorastałam tam z siostrami, w domu rodziców. Kolumbia w tamtych czasach była krajem pełnym zawirowań – panowała wewnętrzna wojna, walki między baronami narkotykowymi a partyzantami. To był jeden z najniebezpieczniejszych krajów na świecie, a my musieliśmy mierzyć się z nieustannym terrorem i problemami.

Dorastanie w tak trudnym środowisku było ciężkie dla mojej rodziny. Rodzice musieli ciężko pracować, żeby nas utrzymać, więc często zostawiali nas pod opieką gosposi. Kiedy ich nie było, Maria, nasza gosposia, nie zwracała na nas uwagi, zajęta swoimi sprawami. Dzieci jednak widzą i czują wszystko. Moja starsza siostra miała wtedy prawie cztery lata, ja blisko trzy. Pewnego dnia postanowiłyśmy pobawić się na podwórku.

Na tym podwórku stał duży zbiornik, do którego zbierano wodę deszczową – około 3400 litrów. Był tam, ponieważ w kraju często występowały problemy z wodociągami. Rodzice zawsze ostrzegali nas, żebyśmy nie bawiły się w pobliżu tego zbiornika. Ale my, jako dzieci, znalazłyśmy piłkę i uznałyśmy, że nikt nas nie widzi. Dlaczego by nie pobawić się tam, gdzie nam nie wolno? To było ekscytujące! Weszłyśmy na jego cementowe ściany. Moja siostra usiadła na szerszej, bezpieczniejszej powierzchni, ja natomiast wybrałam cienką krawędź. Zgięłam nogi i wychyliłam się niebezpiecznie nad wodę, ale zabawa była przednia. Siostra rzuciła piłkę, lecz nie z dostateczną siłą. Piłka wpadła do wody i zaczęła pływać.

Pomyślałam: „Nie ma problemu, po prostu ją złapię”. Pochyliłam się do przodu, ale w momencie, gdy dotknęłam piłki, ta odtoczyła się po powierzchni. Straciłam równowagę i wpadłam do lodowatej wody. To było przerażające, woda była potwornie zimna – w Andach temperatura mogła wynosić zaledwie kilka stopni Celsjusza. Odebrało mi to oddech. Nigdy wcześniej nie byłam w basenie, nie mieliśmy nawet wanny. Nie wiedziałam, że można utonąć. Ogarnęła mnie panika, słyszałam bicie serca jak bęben w mojej głowie.

Od Paniki do Absolutnego Spokoju: Pierwsze Odkrycie Prawdy

I wtedy stała się magia, cud. W jednej chwili, w mgnieniu oka, z całkowitego terroru przeszłam w absolutny spokój. Nie wiedziałam, co się stało. Nagle nie musiałam już walczyć, by wydostać się ze zbiornika, nie musiałam oddychać, nigdzie się spieszyć. Był tylko pokój, cisza, spokój. Dorastałam w hałaśliwym domu, zawsze otoczona siostrami, kuzynami, psami, ptakami, latynoską muzyką. W moim życiu zawsze był szum. A teraz nastała absolutna cisza. Tak głęboka, że nazwałam ją „ciszą za ciszą”. To doświadczenie ciszy pozostało ze mną na długie lata. Często ukrywałam się w szafach, pod kocami, pod łóżkiem, wszędzie, by odzyskać tę ciszę. Dopiero po wielu latach zrozumiałam, że nie była to zewnętrzna, lecz wewnętrzna cisza.

Zbiornik był betonowy i bardzo ciemny, ale kiedy weszłam w ten stan spokoju, pojawiło się światło. To światło emanowało z dołu, było delikatne, ale rozświetliło całe wodniste otoczenie. Teraz byłam zanurzona w absolutnym pokoju, ciszy, spokoju i świetle. Zaczęłam widzieć bąbelki otoczone światłem. Z dziecięcą radością goniłam te bąbelki. Ścigając je, odwróciłam się i wtedy zobaczyłam swoje ciało zawieszone w wodzie.

Nie czułam strachu, ani nawet wielkiego zaskoczenia. Po prostu przyszła mi klarowna świadomość: „Och, to moje ciało”. To uczucie było normalne, wręcz znajome. Widok ciała nie zaimponował mi ani nie przestraszył, ale coś zrobiło na mnie ogromne wrażenie i nigdy mnie nie opuściło: widok otwartych oczu. Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. I to właśnie mnie uderzyło: oczy były puste. Poczułam wtedy, że:

„To tylko skorupa. Nie ma nic w tym ciele”.

Ta myśl nigdy mnie nie opuściła. Urodziłam się jako bardzo chore dziecko i przez prawie pierwsze trzy lata życia czułam się źle. Nie znałam niczego innego, nie wiedziałam, co to znaczy być zdrowym, aż do tego momentu. To doświadczenie dało mi kontrast absolutnego dobrego samopoczucia. Kiedy więc spojrzałam na to ciało, podjęłam świadomą decyzję: „Nie wracam tam”. Odwróciłam się i zostawiłam ciało za sobą.

Podróż poza Czasem: Światło, Jedność i Wielka Decyzja

Kiedy się odwróciłam, zaczęłam widzieć kwiaty. Rozkwitały znikąd i uniosły mnie, niosąc mnie w górę. Czułam się wspaniale: żadnych zmartwień, żadnych obowiązków, żadnych myśli – po prostu odpoczynek w pełni dobra. Będąc niesiona przez te kwiaty, w stanie całkowitego błogostanu, w mgnieniu oka pojawiłam się w pokoju gosposi. Unosiłam się nad nią, patrząc z sufitu. Maria słuchała oper mydlanych w radiu. To doświadczenie było tak realne i wyraźne, że pamiętam nawet, jakiej opery mydlanej słuchała. Lata później, rozmawiając z rodzicami, potwierdziłam, że ta opera rzeczywiście była wtedy emitowana. Pomyślałam: „Och, to Maria”. Ale nic się nie stało. W kolejnym błysku pojawiłam się, unosząc się nad moją mamą.

Mama wyszła rano do pracy i szła na przystanek autobusowy swojego szefa. Kiedy unosiłam się nad nią i pomyślałam: „Och, to mama”, moja mama nagle zatrzymała się. Nie zawahała się ani na chwilę. Wiedziała, że w domu dzieje się coś z jednym z jej dzieci. Odwróciła się i zaczęła biec. Patrzyłam na nią i zastanawiałam się, dlaczego biegnie. Ale zaraz potem rozproszyłam się, bo na końcu drogi zobaczyłam psa. Uwielbiam zwierzęta, więc w momencie, gdy zobaczyłam psa, byłam już z nim. Oczywiście zapomniałam o mamie i bawiłam się z psem. Potem zobaczyłam park i w momencie, gdy zapragnęłam w nim być, już tam byłam. Szybko zdałam sobie sprawę, że dzieje się tu coś niesamowitego: mogę być wszędzie, w każdej chwili. Czas i przestrzeń, jakie znamy, zniknęły.

Bawiąc się w tę grę, w kolejnym mgnieniu oka, w kolejnym błysku – bo tak właśnie działo się wszystko w tym doświadczeniu – weszłam w rzeczywistość złożoną z czystego, intensywnego, lśniącego białego światła. I pozwólcie mi powiedzieć, że to był pierwszy raz w moim prawie trzyletnim życiu, kiedy poczułam: „Jestem w domu. Jestem w domu”. To uczucie bycia objętym, ciepłym, trzymanym – po prostu dobre. Chociaż widziałam swoje ciało w wodzie, do tego momentu nie zastanawiałam się, kim jestem. Nie miałam żadnej świadomości swojej tożsamości. Po prostu bawiłam się. I właśnie w tym momencie zdałam sobie sprawę:

„Wow, nie jestem tym ciałem. Nie jestem tą osobą. Nie jestem tym”.

Wtedy uświadomiłam sobie, że jestem istotą światła. Nadal miałam poczucie własnego „ja”, ale było to „ja” połączone ze wszystkim. Zaczęłam czuć, jak rozpływam się w całości, a nawet to poczucie „ja” zanikło. Myślę, że jedyną analogią, którą mogę podać, by to wyjaśnić, jest wyobrażenie sobie ogromnego stadionu, a na jego środku małego pudełka. Myślałam, że jestem tylko tym pudełkiem. Nagle pudełko otwiera się i zdajesz sobie sprawę, że jesteś niczym, bo nie jesteś niczym, czym myślałeś, że jesteś, ale jednocześnie jesteś całością, totalnością. To stan ekspansywnej egzystencji, świadomość, że nie jestem tym kolorem, tą formą, tym znaczeniem, tą myślą, ale jestem wszystkim. Jestem połączona absolutnie ze wszystkim. To było tak, jakbym została objęta przez wieczną siłę, którą dziś nazywam Bogiem, matką, ojcem w niebie. W tym uścisku dziecko zatraca się w ramionach matki i ojca, zapominając o sobie. To całkowite i totalne objęcie absolutnej miłości. Jedyne słowa, jakich mogę użyć, by to opisać, to doświadczenie absolutnej świadomości i czystej obecności.

Gwałtowny Powrót i Trudne Przebudzenie w Ciele

Gdy byłam w tym stanie, moja mama wreszcie dotarła do domu. To było kolejne niesamowite wydarzenie. Wiedziała dokładnie, gdzie iść. Mieszkaliśmy w dużym domu, a gdyby traciła czas na przeszukiwanie innych pokoi, moje ciało mogłoby nie wytrzymać. Ale mama poszła na tył domu. Moja siostra wciąż tam była – bała się iść do gosposi, bo nie miałyśmy bawić się przy zbiorniku. Próbowała mnie wyciągnąć. W momencie, gdy zobaczyła mamę, powiedziała: „Mamo, Ingred tam jest, nie mogę jej wyciągnąć!”. Mama wskoczyła do zbiornika i wyciągnęła mnie. Powiedziała, że byłam jak szmaciana lalka: bez pulsu, bez oddechu, całkowicie blada, z sinymi paznokciami i ustami. Co niesamowite, moja mama pracowała z dziećmi i przeszła szkolenie z podstaw reanimacji (CPR) dla dzieci, wedle ówczesnej wiedzy. Zaczęła robić wszystko, co mogła, by mnie ożywić.

Ja byłam tak bardzo odłączona od tej rzeczywistości. To było już daleko za mną. Nie czułam niczego, co robiła. Nic. To było, jakby bawiła się lalką. Byłam w swoim błogostanie. Nagle poczułam, jakbym skoczyła z najwyższego budynku na świecie i nie mogłam tego zatrzymać. To był swobodny upadek, uczucie próżni, jak przy skoku z bardzo wysokiego miejsca. Poczułam to i było to tak, jakbym była wciągana z powrotem. Stawiałam opór. Nie chciałam! Wiedziałam, że wróciłam do ciała, kiedy poczułam zimno, chorobę, złe samopoczucie tego ciała. Zgodnie z moją analogią, wyobraź sobie, że ze stanu całkowitej ekspansji wracasz do pudełka. Byłam bardzo nieszczęśliwa. To poczucie wolności, spokoju, ciszy zniknęło. Kiedy wróciłam, byłam bardzo zła. Niektórzy mogą zapytać: „Jak możesz być zła? Mama cię uratowała!”. Ale wyobraź sobie, że jesteś dzieckiem, prawie trzylatkiem, w parku rozrywki – w Disneylandzie – i bawisz się najlepiej na świecie, a nagle ktoś mówi, że trzeba wracać do domu. Będziesz zły. Ja byłam zła. Nie chciałam tu być.

Właśnie wtedy zaczęły się problemy – dla mnie jako dziecka i dla moich rodziców. Odmawiałam bycia tutaj, chciałam wrócić do „domu”. Dla rodziców było to bardzo trudne, ponieważ wyraźnie wróciłam ze świadomością, której wcześniej nie miałam. Nastąpiło „przed” i „po”. Kiedy wróciłam, wiedziałam, że nie jestem tym ciałem. Patrzyłam w lustro i płakałam histerycznie. Drapiąc sobie twarz, szarpiąc włosy, powtarzałam: „Nie jestem tym. Nie jestem tym ciałem. Nie jestem tą osobą. To nie jest moje imię i nie powinnam tu być”. Pewnego wieczoru, gdy wołano mnie na obiad, usłyszałam swoje imię i poczułam się zirytowana: „To nie jest moje imię. Nie jestem tym”. Gosposia przyszła tego wieczoru, bo nie schodziłam. „Ingred, wołamy cię na obiad” – powiedziała. A ja na to: „Nie nazywaj mnie tak. To nie jest moje imię”. Oczywiście, wyobraźcie sobie, że gosposia z niedowierzaniem spytała: „Więc jak masz na imię? Jak mam cię nazywać?”. Odwróciłam się do niej i powiedziałam: „Nie potrzebuję żadnego”. Odesłali mnie do łóżka, mówiąc, że to już wystarczy. Co zrobić z takim dzieckiem? Sytuacja była naprawdę trudna. Przestałam jeść, odmawiałam bycia tutaj. Patrzyłam na rodziców, a ponieważ doświadczyłam stanu jedności, czułam ich jako sobie równych i stałam się bardzo buntownicza. Myślałam: „Dlaczego mam słuchać tych ludzi? Kim oni myślą, że są?”. Nie potrafiłam też dogadać się z innymi dziećmi, bo patrząc na nie, myślałam: „Co się dzieje z tymi ludźmi, oni nic nie wiedzą”.

Życie z Darami NDE: Izolacja i Ponowne Połączenie

Wróciłam też z umiejętnościami, których wcześniej nie miałam. Nie tylko zachowywałam się dziwnie, ale wykazywałam się zdolnościami, których nie posiadałam. Miałam zaledwie trzy lata, a wtedy nie było żadnych programów dla dzieci takich jak ja. To sprawiało, że było mi bardzo trudno, nawet w szkole. Wszystko to, choć w pewnym sensie było błogosławieństwem, było także ciężarem, ponieważ nigdzie nie pasowałam. Uważano mnie za dziwną. Nawet nauczyciele w pewnym momencie odsunęli mnie na bok i prawie mnie nękali, bo nie wiedzieli, co ze mną zrobić. Był taki moment, gdy mówili: „Jeśli wszystko wiesz, usiądź w kącie i daj nam spokój”. Dla mnie jednak było to poczucie, że niczego się nie uczę. Czułam, że po prostu „przypominam sobie”.

Dla mnie cud stał się faktem: zaczęłam doświadczać tego, co dziś nazywamy doświadczeniami poza ciałem. Za każdym razem, gdy zasypiałam, wracałam do tej sfery światła, której doświadczyłam podczas NDE. Na początku było to bardzo intensywne. Widziałam kolory, których nigdy tu nie widziałam, słyszałam dźwięki, których nigdy nie słyszałam w tej fizycznej rzeczywistości. Widziałam bardzo szybkie i bardzo wolne ruchy, i wchodziłam w ten wymiar.

Podczas jednej z tych podróży, pewnego dnia, byłam całkowicie otoczona przez istoty przypominające gwiazdy. Jedna z nich przybrała ludzką postać, zbliżyła się do mnie i dotknęła mojej głowy. Wtedy powiedziałam: „Jesteś istotą światła!”. To miało mi pokazać: „Jestem taka jak ty”. A ponieważ sama rozpoznałam się jako istota światła, zaczęłam nazywać te byty istotami światła. Miałam wtedy około czterech lat. Brałam prysznic. Nagle w łazience pojawiło się intensywne, lśniące niebieskie światło. Wtedy pomyślałam: „Istoty światła są tutaj!”. Od samego początku, nawet gdy widywałam je w doświadczeniach poza ciałem, czułam spokój. Ale gdy zaczęły pojawiać się tutaj, i mogłam je widzieć wszędzie, choć nic nie robiły ani nie mówiły, ich obecność dawała mi poczucie: „Och, teraz mogę bawić się z siostrami, teraz mogę tu być, teraz jestem w porządku”. To poczucie „domu” zaczęłam doświadczać tutaj. Zaczęłam czuć, że „w porządku, nie muszę nigdzie iść, tutaj jest mi dobrze”.

Gdy miałam pięć lat, poszłam do przedszkola. Istoty światła powiedziały mi, żebym o tym nie mówiła, ale nie powiedziały, żebym nie malowała. Dziecko musi wyrazić siebie w jakiś sposób. Zaczęłam malować istoty światła wszędzie. Nauczycielka, bardzo ciekawa, podeszła i zapytała: „Wow, czy to słońce, gwiazdy?”. Odwróciłam się do niej i powiedziałam: „Nie, to moi przyjaciele, istoty światła”. Nauczycielka pomyślała: „Cóż, już wiedzieli, że jestem dziwnym, innym dzieckiem”. I zapytała: „Może zadzwonimy do twoich rodziców?”. Mama przyszła do szkoły. Ona również pracowała z dziećmi. Nie chciała, żebym miała kłopoty w szkole. Spojrzała na mnie, a ja natychmiast ucichłam. Powiedziała nauczycielce: „Ach, to tylko faza. Rozwiążemy to”. Potem wyszłyśmy. Ale kiedy jechałyśmy autobusem do domu, spojrzała na mnie i powiedziała: „Wierzę ci. Musisz milczeć, ponieważ ludzie boją się nieznanego, a nie chcesz, żeby patrzyli na ciebie jak na kogoś innego. Po prostu o tym nie mów”.

Zawsze stawiałam sobie pytanie, jak mogę zintegrować duchowość z normalnym życiem. Toczyłam wewnętrzną walkę o to, jak być człowiekiem i istotą boską jednocześnie, jak połączyć formę z bezforemnością, jak tu być. Prawdziwa zmiana nastąpiła, gdy poszłam na studia i powiedziałam: „Chcę być jak wszyscy inni”. Byłam zmęczona byciem inną, czuciem się jak kosmitka. Wtedy powiedziałam istotom światła: „Czy mogę po prostu odejść? Czy możecie mnie zostawić w spokoju?”. I one to zrobiły. Ludzie pytają: „Jak mogłaś to zrobić?”. A ja odpowiadam: „Jak można podjąć decyzję o opuszczeniu rodziców i pójściu na studia? Jak można podjąć decyzję o opuszczeniu domu? W pewnym momencie trzeba, bo tylko w ten sposób można dorastać, ewoluować, zdać sobie sprawę, kim się jest. To po prostu ścieżka ewolucji”. Ale zawsze dodaję: „Rodzice są zawsze na wyciągnięcie ręki”. Nie porzucasz swoich rodziców na zawsze, ani ja nie zerwałam tego połączenia na zawsze. Po prostu potrzebowałam dowiedzieć się, kim jestem i jak mogę żyć, czując przynależność i normalność. Odłączyłam się od bytów tak, jak wyłącza się światło w pokoju.

Z Kryzysu do Mądrości: Odnalezienie Drogi do Domu

Przez kolejne 20 lat w moim życiu wydarzyło się wiele wyzwań i wiele cierpień. Nie były to tylko wyzwania, które spotykają każdego, ale wiele, wiele cierpień. Myślę jednak, że to właśnie tego potrzebowałam, aby otworzyć się na większe zrozumienie, empatię i współczucie. Był taki moment, kiedy mogłam powiedzieć, że stawałam się arogancka, przebywając z innymi ludźmi i myśląc: „Co jest z tymi ludźmi?”. Nie mogłam ich zrozumieć ani nawiązać z nimi relacji, dopóki nie przeszłam przez cały ten proces. Wybierając karierę, potrzebowałam bardzo silnego zakotwiczenia. Zostałam naukowcem morskim. Chciałam poznać głębię wszystkiego. Chciałam wiedzieć, skąd wszystko pochodzi, dlaczego wszystko się dzieje. Pracowałam dla dużych organizacji. W Kolumbii pracowałam dla Ministerstwa Środowiska. Potem pracowałam z NASA, a moja praca z NASA była później związana ze zmianami klimatu. Następnie zaczęłam pracować dla Marynarki Wojennej USA. Moja kariera naukowa była bardzo udana, ale zawsze miałam w sobie to ukryte uczucie tęsknoty za domem. Wiedziałam, że mam coś, co nazywano depresją egzystencjalną. Zawsze towarzyszyło mi to uczucie, którego nie potrafiłam zlokalizować. Po prostu wiedziałam, że chcę wrócić do „domu”.

To utrzymywało mnie w stanie ciągłej depresji i tęsknoty. Nawet u szczytu mojej kariery, gdy w świecie zewnętrznym wiodło mi się tak dobrze, nastąpiła dla mnie „ciemna noc duszy”. Moje dziecko miało trzy lata. Mój mąż podróżował, a ja czułam się tak bardzo odłączona od mojego wnętrza, że tęsknota za domem była tak silna, iż rozważałam samobójstwo. To wstrząsnęło całym moim światem. Pomyślałam: „Co? Oczywiście, że nie!”. Wtedy przyszła modlitwa. Powiedziałam: „Boże, proszę, pomóż mi widzieć, bo oślepłam. Pomóż mi widzieć, bo nie widzę. Pomóż mi zrozumieć. Daj mi jasność”. W końcu tej nocy zasnęłam. Kiedy obudziłam się rano, miałam w głowie jasną myśl: „Poproś o pomoc”. To było proste. „Poproś o pomoc”. Tego ranka poszłam do biura i wyszukałam w Google psychologów w mojej okolicy. Znalazłam tego człowieka, a okazał się być niesamowitym psychologiem, bardzo duchową, bardzo połączoną osobą. Zapytał mnie o coś: „A co, gdybyś napisała list swoich cierpień?”. Jako naukowiec pomyślałam: „Ojej, pisać list cierpień? Po co?”. A on na to: „To jest kathartyczne. To pomaga”. Powiedziałam: „Dobrze”. Napisałam list. Wtedy ogarnął mnie szok i zaczęłam płakać, mówiąc: „Dlaczego ja? Dlaczego to się dzieje mnie?”. I wtedy otrzymałam odpowiedź, która ponownie zapaliła światło. On po prostu powiedział: „Dlaczego nie?”. „Co?” – zapytałam. On na to: „Tak, dzięki temu zrobiłaś to, a dzięki temu to, a dzięki temu tamto…”. I zaczął łączyć wszystkie węzły. To sprawiło, że poczułam się tak związana z nim i mogłam usłyszeć, co mówił. Zaczęłam znajdować cel za wszystkim. I przyszła mi jasna świadomość: „Wow, to wszystko wydarzyło się z jakiegoś powodu”. Weszłam w przestrzeń wdzięczności.

W tamtej chwili postawiłam się na poziomie przyczyny, a nie skutku. Przestałam być ofiarą. Uprawomocnienie przyszło z uświadomienia sobie, że wszystkie moje doświadczenia są w mojej głowie. Wszystkie moje cierpienia do tego momentu są w mojej głowie. Mogę podjąć decyzję, co z tym zrobić. Jak je wykorzystać. Mogę zmienić sposób, w jaki postrzegam rzeczy. I w tym momencie mogę wykorzystać wszystkie moje doświadczenia, aby mnie wzmocnić, jako okazję, a nie problem. Kiedy zaczęłam to widzieć, że wszystko ma swój cel i że wszystko, co się wydarzyło do tego momentu, doprowadziło mnie do tego miejsca świadomej świadomości, obecności i uprawomocnienia – wszystko było tego warte. Kiedy wyszłam z gabinetu psychologa tego dnia, prowadziłam samochód i wtedy nagle, po raz pierwszy, ponownie poczułam obecność, nazwijmy to, światła uniwersalnego, Boga, mądrości, źródła, jakkolwiek ludzie chcą to nazwać. Ale poczułam obecność boskości absolutnie wszędzie. I jestem całkowicie zanurzona w tym stanie absolutnej miłości, objęcia, w obecności boskości. To poczucie ekspansywnego stanu bycia powróciło.

Uważam, że droga powrotu do „domu” polega na nauczeniu się wyciszania umysłu, powrotu do miejsca, w którym możesz dać sobie przestrzeń do bycia w ciszy. Musimy nauczyć się medytować, zgodnie ze światem, który szybko się porusza. Ale zawsze jest trochę miejsca. Mówię ludziom: „Co robisz, gdy woda na kawę się grzeje?”. „Nic, sprawdzam telefon”. A co z jednym świadomym oddechem? Wróć. Wróć, by dać sobie ten dar. Świadomy oddech jest jak cukierek dla duszy. To jak deszcz hormonów dobrego samopoczucia. Po prostu rozpraszamy się i zapominamy, że jesteśmy duszą, że jesteśmy światłem, że jesteśmy świadomością – to jest ludzkie doświadczenie, podróż pamięci. Mądrość pochodzi z miejsca ciszy. Wróć do tej ciszy, którą znasz. Co robisz? Centrujesz się, wyciszasz umysł. To nazywamy medytacją, modlitwą. „O Boże, pomóż mi widzieć” lub „Wszechświecie, pomóż mi widzieć, Źródło. Otwórz mój umysł na jasność”. I w tej ciszy przychodzi odpowiedź. Dlatego nazywa się to światłem świadomości. Wnosisz światło w ciemność. Wnosisz światło w nieznane. Prawda objawia ci, po co to jest? Co to próbuje mi pokazać? Jaka jest lekcja? I w tym momencie wyzwanie nie jest już cierpieniem. Teraz jest to okazja. Inną radą, której mogę udzielić, jest nauczenie się bycia wdzięcznym. Wdzięczność jest drzwiami do wysokich wibracji. Wdzięczność jest jedną z najwyższych częstotliwości wibracyjnych, jakie istnieją. Ludzie mówią: „Jak to, nie miłość?”. A ja odpowiadam: „Zastanów się nad tym. Za co czujesz wdzięczność? Za rzeczy, które sprawiają, że czujesz się wspaniale. A co sprawia, że czujesz się wspaniale? Rzeczy, które kochasz. Tak więc miłość i wdzięczność są synonimami. Miłość to słowo, które zostało bardzo skażone. Ludzie naprawdę nie wiedzą, czym jest miłość, ponieważ tak bardzo jej nadużywamy. Ale zawsze wiesz, czym jest uznanie. Znasz uczucie, gdy byłeś głodny i zaproponowano ci jedzenie. Gdy byłeś sam i ktoś cię przytulił. Gdy byłeś zmęczony i znalazłeś łóżko. Gdy było ci zimno i miałeś koc. Wiesz, jak to jest. Wróć do tego. Pamiętaj te chwile. A kiedy to pamiętasz, wracasz do wdzięczności, poczucia miłości. Twoim jedynym prawdziwym celem, prawdziwym celem każdego z nas, jest pamiętanie, że jesteś światłem. Że jesteś światłem świadomości. Że jesteś duchem. Że jesteś duszą. I że ten duch, ta dusza, którą jesteś, ma cechy, wartości, wartości miłości i mocy, asertywności i siły, i radości, i czystości. A twoją misją jest świecić tym światłem, bez względu na to, gdzie jesteś. Jeśli Bóg, lub źródło, lub światło świadomości, lub świadomość uniwersalna, jakkolwiek chcemy to nazwać, jest wszędzie, a absolutnie wszystko jest manifestacją świadomości, to gdzie jest tu, a gdzie tam? Nie ma tu i nie ma tam. Jest tylko świadomość.

Źródło: youtube
Tekst został opracowany redakcyjnie na podstawie oryginalnej relacji.
Redakcja Na Granicy Światła

Tłumaczymy i opracowujemy redakcyjnie prawdziwe historie doświadczeń bliskich śmierci (NDE) z całego świata. Każdy tekst powstaje na podstawie wiarygodnych źródeł — wywiadów, baz danych NDERF i publikacji naukowych. Zachowujemy 100% faktów z oryginału.

Więcej o naszej misji →

Czy ta historia Cię poruszyła?

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

Komentarz pojawi się po moderacji