Godzina, której nie było: Powrót z krainy światła i autentyczności

Godzina, której nie było: Powrót z krainy światła i autentyczności

Leżałem martwy, w worku, przez blisko godzinę. Moje ciało było zimne, bez życia, ale ja... ja widziałem wszystko z lotu ptaka, jak na dziwnym filmie. Tamten dzień na zawsze zmienił moje postrzeganie życia i śmierci, a każda chwila od tamtego momentu jest nauką i cudem.

Pamiętam chłód. Ten przenikliwy, niepokojący chłód, który wkradał się w każdą komórkę mojego ciała. Leżałem na posadzce w publicznej toalecie, bez tchu, bez pulsu. Później dowiedziałem się, że byłem martwy przez co najmniej trzydzieści, a może nawet czterdzieści pięć minut, zanim mnie znaleziono. Zimny na dotyk. Całkowicie bez życia. Dawniej byłem kulturystą amatorem, brałem pewien nowy suplement. Okazał się toksyczny. Zemdlałem, wymiotowałem i udławiłem się własnymi wymiocinami. Tak właśnie się skończyło – na podłodze w łazience.

Nagle poczułem się, jakbym siedział w niezwykle wygodnym kinowym fotelu, oglądając film. Na ekranie – scena. Ciało leżące na ziemi, a ja patrzyłem na to wszystko z góry. Dziwne było to, że wcale nie czułem, bym to był ja. Nawet patrząc na własne martwe ciało, nie rozpoznawałem go. To było jak oglądanie aktora, który wygląda i ubiera się jak ty, ale wiesz, że to nie ty, bo ty siedzisz tutaj, na widowni. Nie miałem pojęcia, że to, co oglądam, to moja własna śmierć.

Dwa wezwania ze światła

Coś jeszcze było niezwykłe. Słyszałem myśli wszystkich wokół. Każdą jedną myśl, nawet kucharza z restauracji. Moje wcześniejsze doświadczenie zawodowe to telewizja i film, więc oglądając to wszystko, myślałem: Co za dziwny wybór reżysera, żeby aż tak przerysować myśli każdej osoby w pomieszczeniu. Ciągle powtarzałem sobie, że to dziwny film, że nie rozumiem, co chcą osiągnąć. Nie było w tym nic artystycznego, nic sensownego. Patrzyłem, jak odkrywają ciało, jak je wkładają do worka. Kiedy odjeżdżali z miejsca zdarzenia, słyszałem młodego ratownika siedzącego z tyłu karetki. Biczował się w myślach, mówiąc sobie:

Dlaczego nie próbowałeś mocniej? Czemu nie powiedziałeś tym dwóm doświadczonym ratownikom: 'Spróbujmy tak, spróbujmy inaczej'?
Wtedy zobaczyłem światło. Prawdziwe światło, bijące z wnętrza tego chłopaka. Wyglądało to, jakby ktoś włożył mu żarówkę pod koszulę, a światło emanowało z jego serca. I wtedy, znikąd, usłyszałem bardzo silny głos: „Ten nie jest martwy.” Wiem, że on to słyszał, bo przerwał wszelkie myśli. Ale po chwili usłyszałem, jak mówi: „To tylko twoja wyobraźnia” i zbagatelizował to. Jednak po raz drugi światło z niego zajaśniało, tym razem znacznie mocniej, cała jego górna część ciała świeciła.

I po raz drugi, jeszcze głośniej, ten sam głos powtórzył: „Ten nie jest martwy.” To go złamało. Złamał protokół. Rozpiął worek na zwłoki, odpiął pasy. Szukał pulsu, nic nie czuł. Ale w wewnętrznej części uda poczuł... iskrę. To mu wystarczyło. Czuł się usprawiedliwiony, by podjąć próbę reanimacji.

Piekło w kinowym fotelu

Kiedy przenosili ciało z karetki do szpitala, przyszło pierwsze zrozumienie, że to, co oglądałem, było moją własną śmiercią. Czuli, jak przypinają mnie pasami. Musieli to zrobić, ciało miotało się w konwulsjach, wyrzucało z siebie różne rzeczy. Gdy oni przypinali mi ręce, ja czułem, jak przypinają mi ręce tam, gdzie siedziałem. Patrzyłem w dół, myśląc: Co do cholery? Czemu nie mogę ruszyć rękami? Wtedy właśnie dotarło do mnie. To, co oglądałem, to byłem ja. Spojrzałem na swoje ramię w fotelu, w którym siedziałem, i to było ramię tego ciała. Zobaczyłem na nim pas.

W tej sekundzie wiedziałem, że wszystko, co widziałem, to moja własna śmierć. To było przerażające. Wpadłem w negatywną spiralę. Oglądałem wszystko złe, co kiedykolwiek zrobiłem. Widziałem to swoimi oczami, ale też oczami każdego, komu wyrządziłem krzywdę. Wypełniło mnie to strachem i zwątpieniem w siebie. A gdy to się działo, zza mnie zaczęło promieniować ciepło, ogrzewając mnie w plecy. Nagle poczułem, jak ważny byłem. Poczułem, jak bardzo byłem kochany. Nie było nic, co mógłbym zrobić, by stać się ważniejszym, ani mniej ważnym.

Wtedy zacząłem widzieć wszystkie dobre rzeczy, które kiedykolwiek zrobiłem. Było ich wiele, o niektórych nawet zapomniałem. Czasem nie wiedziałem, że czynię dobro, a jednak czyniłem. Zobaczyłem, że było o wiele więcej dobra niż zła. Zacząłem czuć, że jestem wart ocalenia. Wtedy zdałem sobie sprawę, że ta miłość pochodzi z kierunku za mną, więc odwróciłem się. I zobaczyłem Go. Niesamowitego mężczyznę, ubranego na biało.

Przewodnik imieniem Drake

Pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy: To Bóg. On się zaśmiał. Odpowiedział z ciepłym uśmiechem:

Nie, nie jestem Bogiem. Jestem tylko twoim przewodnikiem. Jestem tu, by pomóc ci pójść tam, dokąd zechcesz.
I tak rozpoczęliśmy naszą podróż. Pomógł mi zrozumieć, że mogę wrócić do swojego ciała albo udać się w dowolne miejsce we wszechświecie. Poczułem od niego głęboką miłość. Wiedziałem, że tego właśnie potrzebuję, że tego naprawdę pragnę. Tego mi brakowało w moim ziemskim życiu. Zapytałem go: „Co to za energia od ciebie bije? Ja tego chcę.” Wyjaśnił, że to energia płynąca z Domu. Więc po prostu powiedziałem: „Więc chodźmy do Domu. Chcę wrócić do Domu.” Ta miłość leczyła mnie, uzdrawiała całe moje życie pełne traumy i cierpienia.

Wiedziałem, że chcę iść w kierunku tej energii, bo ta energia była dla mnie Niebem. Mój przewodnik przedstawił się jako Drake. Drake pomógł mi zrozumieć, że najważniejszą rzeczą w naszym życiu jest autentyczność. Muszę odkryć, kim jestem naprawdę, zanim w ogóle będę mógł rozpocząć podróż do Nieba, do Domu. Pomógł mi zobaczyć, że istnieją różne wersje mnie: ta, która spotyka się z moją mamą i tatą; ta, która spędza czas z przyjaciółmi; ta, która pracuje na budowie czy przy programach telewizyjnych. Wiedziałem, że istnieje mnóstwo różnych mnie.

Pomógł mi zrozumieć, że mogę z tych wszystkich sytuacji skleić rdzeń tego, kim byłem. To było moje autentyczne ja. To najważniejsze ja, ponieważ tylko ono mogło się rozwijać. Inne aspekty mnie nie mogły rosnąć, bo były fałszywe. Ale ten autentyczny rdzeń mogłem rozwijać i przygotować na Niebo. Tam właśnie zmierzaliśmy.

Ziemia jako sala lekcyjna

Istnieje Boski Cel naszego czasu na Ziemi. Ziemia jest salą lekcyjną i nigdy nie była salą sądową, bez względu na to, co uczy religia. Zawsze była klasą. Właściwie większość wszechświata nazywa Ziemię „Ziemską Szkołą”. To jedna z najtrudniejszych szkół, bo jest tu tak wiele oporu, tak wiele trudności. Ale jest to też jedna ze szkół, w której można zyskać najwięcej. Żyjesz tu znacznie trudniej, ale zyskujesz o wiele więcej niż w innych szkołach. Trzecią rzeczą, jakiej musiałem się nauczyć, była miłość. Specyficznie, miłość do każdego.

To było dla mnie coś innego, bo myślałem, że to powinno być najważniejsze. Ale Drake pomógł mi zrozumieć, że nie możemy nawet poczuć miłości, a co dopiero ją dzielić, dopóki nie będziemy autentyczni i nie zrozumiemy, kim jesteśmy i po co tu jesteśmy. Kiedy połączyłem te dwie rzeczy, mogłem naprawdę kochać kogoś innego, a także siebie. Pomógł mi zrozumieć, że nasz Stwórca kocha nas wszystkich tak bardzo, że zostawił nam wewnętrzny głos. Można to nazwać duchem, można to nazwać intuicją, można to nazwać instynktem. I jeśli chcemy, możemy go włączyć i wzmocnić.

Jednym ze sposobów jest zrozumienie naszego związku z technologią. Sama technologia będzie nas albo podnosić, albo ściągać w dół. Jeśli nie jesteś pewien, co robi, to znaczy, że cię ściąga. Kiedy cię podnosi, wiesz, że cię podnosi. Technologia to tylko energia. Może służyć wielkiemu dobru albo wielkiemu złu. Różnica leży w nas, w tym, na co pozwalamy w naszym życiu. Osobiście praktykuję coś, co nazywam „Godziną Mocy” – przez pierwsze 30 minut każdego dnia i ostatnie 30 minut.

To, co umieszczamy w tym świętym czasie, staje się tym, co czcimy, tym, kim jesteśmy jako istoty duchowe, przeżywające fizyczne doświadczenie. Zaczyna kształtować to, kim jesteśmy. Ważne jest, abyśmy naprawdę ustalili intencję i miłość do tej Świętej Przestrzeni. Kiedy to robimy i wkładamy tam naprawdę dobre rzeczy, zaczynamy przemieniać się w lepszą osobę, w wspaniałą istotę, w życie, które chcemy mieć. To stawia nas za kierownicą, a nie życie.

Niebo czeka na tych, którzy odrzucą uprzedzenia

Drake pomógł mi zrozumieć, że w połowie drogi do Nieba, jest płot. Nazwany Uprzedzeniem. Nie mogłem dostać się do Nieba, dopóki nie uwolnię się od wszelkich uprzedzeń. Powiedziałem: „Drake, rozmawiasz z gościem, który nie ma w życiu żadnych uprzedzeń!” Naprawdę w to wierzyłem. Mam dwie koreańskie siostry, czułem, że jestem najmniej rasistowski i najmniej uprzedzony na świecie.

On z miłością położył mi rękę na ramieniu i zapytał: „Vinnie, jestem wdzięczny, że nie masz żadnych uprzedzeń, ale co czujesz do ludzi uprzedzonych?” Kiedy to powiedział, wybuchłem: „Cóż, powiem ci o ludziach uprzedzonych! Są tak zamknięci, tak absurdalni! Nie mogę uwierzyć, że wybierają rasę, religię czy styl życia, by je osądzać i wykluczać! Nienawidzę ludzi uprzedzonych! To powinno pozwolić mi dostać się do Nieba!” Wtedy Drake z miłością pokazał mi, że dołączam do drużyny uprzedzonych, nienawidząc ludzi uprzedzonych.

Następnie pokazał mi jedną z najbardziej uprzedzonych osób, jakie znałem w życiu. Pokazał mi ścieżkę tej osoby i pozwolił mi przejść milę w jej butach, żeby trochę zrozumieć. Nadal się z nią nie zgadzałem, ale rozumiałem. Zrozumiałem też, że kluczem do pomocy takim osobom jest ktoś, kto nie pasuje do stereotypu, ktoś, kto może przyjść i pokochać tę osobę. To jest ktoś, kto może wyleczyć ich z natury uprzedzeń. Jeśli możesz okazać wystarczająco dużo miłości najbardziej uprzedzonym duszom i sercom, możesz je z tego wyciągnąć. Możesz je uratować. Jest moc w tworzeniu, a mocą tą są nasze myśli.

Dosłownie tworzymy naszymi myślami. Jeśli możemy kontrolować nasze myśli, możemy kontrolować nasze dzieło, bez względu na to, co życie nam rzuca. Jeśli możemy kontrolować nasze myśli, możemy kontrolować wynik. Kolejnym krokiem do mojego rozwoju było zrozumienie, że jeśli moje myśli mogą tworzyć, jak ważne jest unikanie negatywnych wpływów. Bo jeśli dopuszczę negatywne wpływy do moich myśli, zacznę myśleć negatywnie. Muszę więc szukać pozytywnych wpływów i unikać negatywnych w każdej formie.

Negatywne wpływy to rozrywka, wiadomości, niektórzy przyjaciele, różne aplikacje w telefonie, które zwiększają dramę lub reaktywność. Było dla mnie bardzo ważne, aby zrozumieć, że unikając negatywnych wpływów, rozumiemy również, że zło ma swój cel. Bez złego wyboru nie ma dobrego wyboru. Bardzo ważne jest, abyśmy mieli opcję zła, abyśmy mogli wybierać, bo jeśli usuniemy wszystkie złe wybory, jeśli usuniemy całe zło, nie będzie się czego uczyć. Jesteśmy tu, aby się uczyć. To jest klasa.

Ostatnią rzeczą, której nauczyłem się od Drake'a, zanim trafiłem do Nieba, było to, że wszyscy jesteśmy jednością. Nie jedną istotą, ale jednością w jedności celu, w świetle i w miłości. A zranienie lub skrzywdzenie innego palca na dłoni naszego Stwórcy, to zranienie samych siebie. Nie ma sposobu na wygraną przez odcięcie jednego z palców. Nie ma wygranej wojny. Nie ma czegoś takiego; wszyscy przegrywają w wojnie.

Dotknięcie Nieba i gorzki powrót

Kiedy tylko skończyłem to ostatnie zrozumienie z Drake'em, wylądowałem w tym niezwykłym miejscu, które jest Niebem. I tak, to bardzo prawdziwe miejsce. Widziałem najpiękniejsze wzgórza i góry. Czułem miłość naszego Stwórcy z samej trawy. Trawa kochała każdą komórkę, którą byłem. Czułem indywidualne postrzeganie i zrozumienie każdego źdźbła. To zmieniało życie. Kiedy dotknąłem tej przestrzeni, poczułem połączenie, jak telefon z niskim poziomem baterii, któremu brakowało ładowarki. A kiedy się podłączyłem, poczułem się, jakbym wrócił do domu, jakbym znalazł swoją ładowarkę.

Czułem wymianę energii, czułem uzdrowienie. Widziałem drzewa i kwiaty, widziałem wodę. Woda była moją ulubioną ze wszystkich. Kiedy zbliżyłem się do brzegu małego strumienia, woda zapytała, czy chcę, żeby na mnie spłynęła. Oczywiście, że chciałem! Chciałem doświadczyć wszystkiego, co tylko mogłem. Powiedziałem: „Tak, tak, chcę tego!” I tak woda opłynęła moje palce u nóg i zaczęła spływać po moim ciele. Ale w ogóle nie czułem, że jestem mokry. Poczułem ciepło, ale także chłód. I wszędzie tam, gdzie dotknęła woda, stałem się cały.

Zostałem udoskonalony i wolny od wad z tego życia, z naszego ludzkiego życia tutaj. Wychowałem się w bardzo trudnym środowisku, więc miałem wiele pęknięć, dziur i ran z powodu znęcania się, które wymagały uzdrowienia. Pozwolono mi otrzymać to uzdrowienie. Kiedy to wszystko przeżywałem, mój przewodnik Drake podszedł do mnie, objął mnie ramieniem i spojrzał mi prosto w oczy. Powiedział:

Vinnie, to będzie trudne, ale warto.
Kiedy to mówił, czułem, jak sięga w moją duszę. Przytulił mnie. To, co my tutaj na Ziemi nazywamy komunią, seksem, połączeniem dusz – to wszystko jest tylko imitacją tego, czym jest uścisk w Niebie. Jest o wiele piękniejsze niż cokolwiek, czego można doświadczyć na tym ziemskim planie. I w chwili, gdy kończyliśmy ten uścisk i zaczynaliśmy się rozdzielać, usłyszałem specjalne błogosławieństwo udzielane mojemu ciału. W międzyczasie byłem w śpiączce przez trzy dni. Pod koniec trzeciego dnia mój brat był w mojej sali szpitalnej i modlił się za moje ciało.

Słyszałem tę modlitwę na żywo, w moich uszach. Widziałem nawet górną część pokoju, widziałem go stojącego przy moim ciele i odmawiającego modlitwę. Czułem ogromną miłość mojego brata, z którym, szczerze mówiąc, nie zawsze się zgadzaliśmy. Tak silnie poczułem, jak bardzo mnie kocha. Poczułem moc tej miłości. I kiedy poczułem tę moc, poczułem, jak coś mnie ciągnie i szarpie z mojej niebiańskiej przestrzeni, w której chciałem pozostać, i zmusza mnie z powrotem do mojego ciała. W chwili, gdy powiedział „Amen”, zostałem z powrotem wepchnięty w moje ciało. Obudziłem się.

Obudziłem się o 1:11 nad ranem. Zrzuciłem z siebie wszystko. Byłem niezwykle klaustrofobiczny. Byłem gotowy się wypisać. Zajęło mi około sześciu i pół godziny testów i papierkowej roboty w szpitalu, zanim zgodzili się mnie wypuścić.

Niebo na Ziemi i miasta światła

W tym miejscu moje doświadczenie przybiera ostry zakręt. Po tym wszystkim byłem niezwykle przygnębiony. Nie chciałem żyć. Nie chciałem być na tej ziemskiej płaszczyźnie. Chciałem wrócić do domu. Nie chciałem tu już być. I codziennie słyszałem, jak Drake powtarza mi: „Vinnie, to będzie naprawdę trudne, ale warto.” Wytrwałem, aż poznałem moją żonę Andreę. Była moim ratunkiem. To ona pomogła mi uświadomić sobie, że Niebo jest tu, na Ziemi. W jej oczach widziałem Niebo. Później, w małym miasteczku w Wyoming, oglądałem prezentację historyczną i zobaczyłem mojego przewodnika na ekranie.

Było to stare, czarno-białe zdjęcie, ale bez wątpienia to był on. Nie podano jego imienia jako Drake, ale jako Charles. Rozpoznałem nazwisko. Moja babcia nosiła to samo. Poszedłem prosto do niej i zapytałem: „Babciu, kim jest ten Charles?” Jej dokładna odpowiedź brzmiała: „Och, masz na myśli pradziadka Drake'a? Jest słynny w naszej rodzinie.” To było dla mnie przypieczętowanie wszystkiego. To było prawdziwe doświadczenie, a nie iluzja, nie moja wyobraźnia. I mogłem to wykorzystać, zrobić z tym coś, co przyniesie ludziom zmianę. Widziałem naszą przyszłość jako społeczeństwa.

Wygląda ona zupełnie inaczej niż teraz. Lata zajęło mi rozpakowanie tego, jak ta transformacja następuje z tego, kim jesteśmy teraz, do tego, kim się staniemy. Bez względu na to, co wiadomości chcą ci powiedzieć, bez względu na to, co mówi kurczak mały o spadającym niebie, chcę, żebyś wiedział: nasza przyszłość jest absolutnie, cholernie niesamowita! Mówię o społeczeństwie i ludzkości, która wybiera światło, która wybiera, by nie istnieć w klatce strachu. Bo jeśli pozwolisz, by strach cię uwięził, to tak się stanie.

Jakoś wychodzimy z tych wszystkich klatek i zaczynamy budować społeczności na całym świecie, w bardzo szczególnych miejscach. Budujemy miasta światła. To nasza przyszłość. Czuję, że za mojego życia zobaczymy, jak te miasta się łączą i zaczynają formować. Widziałem, jak przebiega ten proces. Ale przerażające jest to, że dla większości świata, w procesie przygotowywania się do tych miast światła, nastąpi bardzo duże rozdzielenie między strachem a miłością. I większość Ziemi wybierze ścieżkę strachu, wskoczą do tych klatek strachu dla bezpieczeństwa, wiedząc, że nie umrą.

Ale dla mnie jednym z najlepszych darów jest śmierć. Dla mnie najlepszym darem jest to, i jestem tak podekscytowany, kiedy będę mógł wrócić. Modlę się tylko, żeby mnie znowu nie wypluli, bo nie chcę tu zostać. Chcę zostać w Niebie. I kiedy umierają moi przyjaciele i kiedy umierają moi bliscy, jestem smutny z powodu tych, którzy przeżyli, absolutnie. Ale mam zazdrość. Prawdziwą zazdrość. Wiem, gdzie oni są. Jeśli wiesz, gdzie są, chcesz tam być z nimi, celebrując. Moje doświadczenie wróciło z toną wiedzy.

Daje ludziom wgląd, wyższe zrozumienie, dlaczego mamy trudności i dlaczego mamy to, co mamy w tym życiu.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=DmviKRfJ8vI
Tekst został opracowany redakcyjnie na podstawie oryginalnej relacji.
Wojtek · założyciel Na Granicy Światła

Dziennikarz z Gdańska z ponad 15-letnim stażem. Twórca kanału Obecność na YouTube. Tłumaczę i opracowuję prawdziwe historie NDE z całego świata — każda oparta na wiarygodnych źródłach, 100% faktów z oryginału.

Więcej o naszej misji →
Poznaj swoją kartę gwiazd

Spersonalizowany horoskop wedyjski oparty na precyzyjnych obliczeniach astronomicznych — odkryj swoją mapę karmy, przeznaczenia i potencjału.

Zobacz horoskopy wedyjskie →

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

Komentarz pojawi się po moderacji