Gdzie myśl jest wolnością, a płacz dziecka kotwicą powrotu

Gdzie myśl jest wolnością, a płacz dziecka kotwicą powrotu

W wirze chaosu i bólu, Monika uniosła się w stronę światła, czując bezwarunkową miłość. Co widziała i czyj płacz przywrócił ją do życia?

Pamiętam, jak dzisiaj. Ból. Nie taki zwyczajny, porodowy skurcz, ale przeszywający, nieznośny, rozlewający się po całym ciele.

To był początek mojego bliskiego śmierci doświadczenia podczas porodu. Każda komórka kurczyła się w agonii.

Termin minął, a zamiast radosnego oczekiwania, przyszła panika. Monika straciła mnóstwo krwi.

Mój mąż dzwonił do szpitala, radzili mi kąpiel, ale ból tylko narastał, zaciskał mnie w żelaznym uścisku. Wreszcie szpital, badania. Czułam, że coś jest nie tak, choć nikt mi nic nie mówił wprost.

Pielęgniarka zbladła, w jej oczach dostrzegłam niepokój. Tętno dziecka znacząco spadło.

Natychmiastowe cesarskie cięcie! Słowa te rozbrzmiewały echem w ogólnym chaosie, ale dla mnie były tylko tłem dla potwornego cierpienia.

Całe ciało drżało, nie mogłam się ruszyć. „Dostała pani leki, to niemożliwe” – słyszałam, ale ja czułam wszystko. Każde dotknięcie, każdy ruch, ostry, przeszywający ból.

W objęciach eterycznego spokoju

Potem podali mi coś jeszcze. Pamiętam to uczucie – jakbym powoli, niezwykle miękko, zapadała w sen. Cisza.

Nagle wszystko stało się spokojne, relaksujące. Zaczęłam się unosić. Delikatnie, bezwysiłkowo, jak puch. I wtedy to zobaczyłam. Światło.

Nie było to światło reflektorów ani lamp operacyjnych. To było inne. Przyszło do mnie, otuliło mnie, wypełniło mnie.

Czułam jego obfitość, bezgraniczne bezpieczeństwo, niezwykłą znajomość, jakby wracało się do domu, którego całe życie szukało. Było po prostu piękne. Podążałam za tym światłem, płynąc.

Wszystko było tam, a jednocześnie niczego nie było. Trudno opisać to uczucie, ale nawet teraz, kiedy o tym opowiadam, ono wraca. To ogromne ciepło, ta bezwarunkowa miłość, ta wolność.

Tam, w tym eterycznym świecie, myśli nie miały znaczenia. Były tylko ziemską domeną, kotwicą, która na moment puściła. Unosiłam się, poddając się prądowi, który mnie niósł.

„W tym świetle ogarnął mnie spokój tak głęboki, że poczułam, jakbym wreszcie wróciła do domu, którego szukałam całe życie. Myśli zniknęły, zostawiając mnie w stanie czystej, bezwarunkowej miłości.”

Spoglądałam w dół. Tam, w dole, widziałam salę operacyjną. Cały ten zgiełk, pędzące postaci, panikę. Widziałam mojego męża, jak musiał opuścić salę.

Przez chwilę przelotna myśl: co tam się dzieje? Ale zaraz potem wszystko zanikało, rozpływało się w nieważkości.

Znów otulało mnie to intensywne światło, które pragnęłam zatrzymać na zawsze. Było cudownie. Nie chciałam stamtąd odchodzić.

Głos i płacz, co rozdzieliły dwa światy

Nagle, z tego światła, dobiegł mnie głos. Męski, nieznajomy, neutralny, a jednocześnie pełen mocy. „Monika, musisz wrócić.

Masz jeszcze zadanie do wykonania”. Moja pierwsza myśl: Nie! Jestem tutaj.

Otulona tą bezwarunkową miłością, tą wolnością. Zostaję. Głos powtórzył to jeszcze raz.

A w tej samej chwili usłyszałam płacz. Płacz dziecka. I wtedy dotarło do mnie, że to moje dziecko.

Przez ten płacz poczułam, jak cała ta intymność, to światło, powoli zanika. Opadanie. Jak piórko, delikatnie, kołysząc się w rytmie powietrza, wracałam na dół.

Im bliżej byłam, tym bardziej świadoma stawałam się mojego ciała. I ból powrócił. Z całą swoją intensywnością.

To nie było przyjemne. Czułam, że tam, przy tym źródle życia, było mi dobrze. Ale nie mogłam zostać.

Dziś jestem za to niesamowicie wdzięczna mojej córce. Jej płacz dał mi z powrotem zadanie. Cieszę się, że tu jestem, że żyję, mimo że tamto doświadczenie było fantastycznie piękne.

„W jednej chwili otulała mnie bezwarunkowa miłość światła, w następnej usłyszałam płacz dziecka. I wiedziałam, że muszę wrócić. Ten głos i ten płacz na nowo zdefiniowały moje istnienie.”

Dziecięce widzenia i siedem lat ciszy

Zawsze byłam inna. Już jako dziecko widziałam to, czego inni nie dostrzegali.

Zmarłych. Pojawiali się po prostu, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.

Nie rozumiałam, dlaczego ludzie mnie nie rozumieją. „Monika widzi duchy” albo „jest marzycielką” – słyszałam.

To było trudne. Wiele lęku, lęku przed niezrozumieniem. Zaglądałam za drzwi, pod łóżko, wieczorem, zanim zasnęłam.

Chciałam mieć pewność, że nikogo tam nie ma. Ale gdy tylko światło gasło, często widziałam kogoś stojącego w pokoju. Widziała:

  • ludzi (zmarłych)
  • zwierzęta
  • wróżki

Pamiętam spacery po lesie z dziadkiem, gdzie całe gromady zwierząt i wróżek towarzyszyły mi, beztrosko się bawiąc. Były równie realne jak otaczające mnie drzewa.

To wszystko widziałam tylko ja. Te doświadczenia ukształtowały mnie, sprawiły, że niewidzialne stało się dla mnie widzialne.

Zwierzęta, te zmarłe, pokazywały mi obrazy, przekazywały wiadomości. Chcą, żebyśmy nie byli smutni, chcą nas wspierać, pokazują, że więź z nami trwa. Widziałam wróżki – pełne radości, unoszące się wokół nas w lesie, jak z filmów.

To były piękne chwile, choć dzieciństwo naznaczone było strachem i wątpliwościami. Dziś wiem, że to jest część mnie i jestem wdzięczna za te wszystkie doświadczenia.

Był jednak taki okres: siedem lat ciszy, w wieku od piętnastu do dwudziestu dwóch lat, kiedy nic nie widziałam.

Żadnych istot światła, żadnych zmarłych zwierząt. To było dla mnie... wyzwalające. Pracowałam w domu opieki i w inny sposób uświadomiłam sobie kruchość życia i śmierć.

A potem, po tych siedmiu latach, wszystko wróciło. Pamiętam ten moment, siedziałam w samochodzie, prowadziłam.

Spojrzałam w lusterko wsteczne, a na tylnym siedzeniu zobaczyłam dżentelmena z duchowej sfery.

Mój pierwszy impuls: O nie, znowu nie! Ale on chciał po prostu jechać ze mną. Od tego dnia duchowy świat towarzyszy mi znowu codziennie, zawsze i wszędzie.

Zadanie, które zmienia życie

To doświadczenie bliskie śmierci w czasie porodu miało ogromny wpływ na moje życie. Otworzyłam się jeszcze bardziej na istoty światła, na zmarłych ludzi i zwierzęta. Wiem, że to było mi dane jako drugie życie.

Chcę dzielić się tą wiedzą, chcę dać ludziom poczucie, że nie muszą bać się śmierci. Otworzyłam moją praktykę duchową, aby pokazać, że strach jest niepotrzebny, bazując na przekonaniu, że:

  • Wszyscy żyjemy dalej po śmierci.
  • Opuszczamy tylko ziemskie ciało, przechodząc do innej sfery.
  • Nie ma „za wcześnie” ani „za późno” – jeśli dusza jest gotowa, odchodzi.

Często rozmawiam z ludźmi o sytuacjach, które nie mogły zostać rozwiązane tutaj, na Ziemi: konflikty, brak przebaczenia, poczucie, że ktoś odszedł „za wcześnie”.

Ze swojej perspektywy wiem, że nie ma czegoś takiego jak „za wcześnie”. Jeśli dusza jest gotowa, by odejść, to odchodzi.

Wiek nie ma znaczenia. Bo przychodzimy ze światła i wracamy do światła.

Nie ma „za wcześnie” ani „za późno”. Musimy ufać, że każde umieranie, każda śmierć, jest częścią życia, tak jak narodziny. Wierzę w to absolutnie, w reinkarnację.

Moje doświadczenie z porodu i powrót, to wszystko utwierdziło mnie w przekonaniu, że życie jest czymś więcej niż tylko tym, co widzimy i czego dotykamy na Ziemi.

Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=GUE4qrwI0HA
Tekst został opracowany redakcyjnie na podstawie oryginalnej relacji.
Wojtek · założyciel Na Granicy Światła

Dziennikarz z Gdańska z ponad 15-letnim stażem. Twórca kanału Obecność na YouTube. Tłumaczę i opracowuję prawdziwe historie NDE z całego świata — każda oparta na wiarygodnych źródłach, 100% faktów z oryginału.

Więcej o naszej misji →
Poznaj swoją kartę gwiazd

Spersonalizowany horoskop wedyjski oparty na precyzyjnych obliczeniach astronomicznych — odkryj swoją mapę karmy, przeznaczenia i potencjału.

Zobacz horoskopy wedyjskie →

Komentarze

Brak komentarzy. Bądź pierwszy.

Dodaj komentarz

Komentarz pojawi się po moderacji