W 2006 roku badacze związani z Purdue University przygotowali dla amerykańskiego wojska dokument opatrzony ostrzeżeniem DRAFT — projekt, który prasa nazwała później cyfrowym sobowtórem ludzkości.
Jego cel był chłodno techniczny i jednocześnie zawrotny. Chodziło o zbudowanie działającego bez przerwy syntetycznego lustra całego świata — cyfrowego sobowtóra populacji.
Dokument nosił tytuł Sentient World Simulation (SWS): A Continuously Running Model of the Real World. Według strony tytułowej była to Wersja 2.0 z 22 sierpnia 2006. Sygnowali ją ludzie z dwóch różnych światów — wojska i akademii.
Pierwszym z nich był Tony Cerri, opisany jako Experimentation Engineering Lead w komórce JFCOM J9. Drugim był dr Alok Chaturvedi z Purdue University w West Lafayette, wskazany jako techniczny punkt kontaktowy projektu.
Pieczęć U.S. Joint Forces Command (JFCOM J9) — dowództwa, dla którego powstał papier SWS. Źródło: Wikimedia Commons, plik USJFCOM_SEAL.gif, domena publiczna (praca rządu USA) + Public Domain Mark 1.0.
Lustro świata kalibrowane na żywo
Deklarowany cel SWS brzmiał jednoznacznie. Miała powstać kopia rzeczywistości, która sama dostraja się do bieżących danych.
Nie był to model zamrożony w czasie, lecz organizm odświeżany strumieniem informacji z prawdziwego świata.
The goal of the Sentient World Simulation (SWS) is to build a synthetic mirror of the real world with automated continuous calibration with respect to current real-world information, such as major events, opinion polls, demographic statistics, economic reports, and shifts in trends.
— Cerri & Chaturvedi, SWS Concept Paper, Wersja 2.0, 22 sierpnia 2006 (sekcja Introduction)
Kalibracja miała czerpać z pięciu typów sygnałów. Były to wielkie wydarzenia, sondaże opinii, statystyki demograficzne, raporty ekonomiczne i zmiany trendów.
Każde drgnienie nastrojów w realnym świecie miało zostawiać ślad w syntetycznym odbiciu.
Słowo sentient — czujący, świadomy — nie było przypadkowe. Według dokumentu Cerri & Chaturvedi (2006) chodziło o model nieustannie reagujący. Nie była to jednorazowa prognoza zamknięta w arkuszu kalkulacyjnym.
Z czego zbudowano sztuczny świat
Rdzeniem SWS było środowisko agentowe SEAS — Synthetic Environment for Analysis and Simulation. To na nim, niczym na fundamencie, miały wyrastać kolejne warstwy syntetycznej rzeczywistości.
Według papieru Cerri & Chaturvedi (2006) podstawowymi cegiełkami tego świata były: jednostki (individuals), organizacje, instytucje, informacja oraz geografie.
Z tych elementów składano społeczności, społeczeństwa, narody i ostatecznie cały syntetyczny glob.
Dokument opisywał ten układ jako model fraktalny. Te same jednostki można było modelować na różnych poziomach szczegółowości. Raz jako pojedyncze osoby, raz jako element większej, zagregowanej całości.
Abstrakt wykładu Aloka Chaturvediego z Purdue, datowany na 10 marca 2006, ujmował to w niemal antropomorficznym języku.
Within the synthetic world are models of individuals, organizations, institutions, infrastructure, and geographies that represent the traits and mimic the behaviors of their corresponding real world counterparts.
— Alok Chaturvedi, abstrakt wykładu Purdue ACSL, 10 marca 2006
Według archiwizowanej kopii tej strony Chaturvedi był dyrektorem laboratorium SEAS. Sam projekt wiązano z Purdue Homeland Security Institute.
Sformułowanie o modelach, które reprezentują cechy i naśladują zachowania realnych odpowiedników, stało się później jednym z najczęściej cytowanych fragmentów całej historii.
Najbardziej niepokojąca część dokumentu dotyczyła jednak nie skali, lecz głębi. Syntetyczni agenci SEAS nie byli prostymi kropkami na mapie.
Projektowano im wewnętrzne mechanizmy, opisywane słownictwem zapożyczonym z biologii i psychologii.
Researchers will first design new types of agents along with the DNA and memory these types of agents will have using the design interfaces of SIDE.
— Cerri & Chaturvedi, SWS Concept Paper 2006 (sekcja Model Development IDEs)
Według papieru Cerri & Chaturvedi (2006) agentów projektowano w narzędziu SIDE, nadając im modyfikowalne DNA i pamięć. Ich zachowania tworzono z kolei w środowisku o nazwie JIME (Just-in-time Modeling Environment).
Zanim agent trafiał do świata referencyjnego, przechodził kwarantannę. Dokument opisywał izolowane środowisko testowe o nazwie Bullpen.
Obserwowano w nim zakres decyzji i działań agenta, zanim wpuszczono go między pozostałych.
To właśnie ten poziom — DNA, pamięć, izolowany wybieg do testów — sprawia, że trudno czytać dokument jako zwykłą prognozę statystyczną. Język sugeruje raczej hodowlę cyfrowych osobowości niż tabelę z procentami.
Po co testować całą populację?
Dokument nie ukrywał, do czego symulacja ma służyć. W sekcji zatytułowanej Testing padają słowa, które przesuwają SWS z kategorii narzędzia analitycznego do kategorii laboratorium wpływu społecznego.
SWS provides an environment for testing Psychological Operations (PSYOP) and Civil Affairs activities, capable of illustrating the impact of these activities on populations.
— Cerri & Chaturvedi, SWS Concept Paper 2006 (sekcja Testing)
Operacje psychologiczne wymieniono tu wprost. Według papieru Cerri & Chaturvedi (2006) środowisko miało ilustrować, jak takie działania — oraz aktywność Civil Affairs — wpływają na całe populacje.
W sekcji Operations dokument szedł dalej. Mowa była o przewidywaniu i kształtowaniu zachowań przeciwników, podmiotów neutralnych i partnerów.
Wspomniano też o ocenie kampanii w ramach modelu DIME — w doktrynie wojskowej USA skrót ten oznacza dźwignie władzy: dyplomację, informację, wojsko i ekonomię.
Innymi słowy, zanim komunikat, kryzys czy kampania informacyjna trafiały do realnych ludzi, ich efekt można było — przynajmniej w założeniu — przećwiczyć na cyfrowym odbiciu społeczeństwa.
To przesuwa pytanie z co ludzie zrobią na co da się z ludźmi zrobić.
Skąd model brał dane o nas
Syntetyczne lustro potrzebowało nieustannego dopływu surowca — informacji. Według papieru Cerri & Chaturvedi (2006) SWS pozyskiwał dane na bieżąco za pomocą web crawlerów i spiderów przeszukujących sieć.
Programy te miały przeczesywać portale informacyjne, blogi i inne źródła internetowe.
Dokument przewidywał też włączanie do świata danych zastrzeżonych (proprietary) oraz niejawnych (classified). Te ostatnie jednak tylko w wybranych ekskursjach, a nie w głównym, ciągle działającym modelu.
Wiarygodność źródeł nie była traktowana jednakowo. Według dokumentu ważono ją metrykami believability i reliability. Chodziło o to, by mniej pewne sygnały nie zniekształcały obrazu na równi ze sprawdzonymi.
University Hall na kampusie Purdue University (28 października 2006) — uczelnia, przy której działało laboratorium SEAS. Fot. Abhijitsathe, Wikimedia Commons, licencja CC BY 3.0 (wymagana atrybucja).
Trzeba jednak oddzielić to, co dokument opisuje jako koncepcję, od tego, co zostało zweryfikowane. Papier z 2006 roku to wersja robocza, oznaczona DRAFT. Jest to zapis zamierzeń, a nie raport z gotowego, działającego systemu.
Czy to naprawdę sobowtór każdego z nas?
Najgłośniejsza wersja tej historii — cyfrowa kopia każdego człowieka — pochodzi nie z samego papieru, lecz z prasy. To rozróżnienie jest sednem całej sprawy i bywa najczęściej gubione.
Formuła o odwzorowaniu każdego mężczyzny, kobiety i dziecka miliardami indywidualnych węzłów (nodes) pochodzi z reportażu dziennikarskiego Marka Baarda. Tekst opublikowano w serwisie The Register 23 czerwca 2007.
Według tego artykułu modele Iraku i Afganistanu miały po około 5 milionów węzłów reprezentujących między innymi szpitale, meczety, rurociągi i ludzi. To z tej relacji wyrosła popularna wizja globalnej populacji sklonowanej węzeł po węźle.
Tymczasem w samym papierze Cerri & Chaturvedi termin node odnosi się do węzłów PMESII. Dokument spisuje ten skrót jako wymiary: polityczny, militarny, ekonomiczny, społeczny, informacyjny i infrastrukturalny.
Indywidualne odwzorowanie każdego człowieka jest więc interpretacją prasową nałożoną na dokument koncepcyjny.
Co da się rozdzielić w tej historii:
- Z dokumentu (2006): jednostki jako cegiełki świata, agenci z DNA i pamięcią, testowanie PSYOP, węzły w sensie PMESII.
- Z prasy (The Register, 2007): obraz miliardów węzłów, hasło o każdym człowieku, liczby 5 mln węzłów dla Iraku i Afganistanu.
- Z relacji wtórnych: listy konkretnych klientów i komercyjne losy projektu po 2006 roku.
Hipoteza, że SWS faktycznie zbudował działającego sobowtóra całej ludzkości, nie ma publicznego, zwalidowanego dowodu. Pozostaje atrakcyjną narracją, lecz nie potwierdzonym faktem.
Kto stał za projektem i kto z niego korzystał
SWS nie był czystą teorią — miał prototyp i ślad w realnych ćwiczeniach. Według papieru Cerri & Chaturvedi (2006) pierwszą wersję, SWS v0.5, zaprezentowało JFCOM w ćwiczeniu Urban Resolve 2015.
Samo środowisko SEAS miało już wtedy historię zastosowań. Dokument wymienia jego wcześniejsze użycie przez JFCOM między innymi w ćwiczeniach Sea Viking 05 oraz Multinational Experiment 4.
Szczególnie wymowny był moduł SEAS-NRT. Według papieru modelował on krótkookresowe zachowania zbiorowe — tłum, zamieszki oraz eskalację pobudzenia emocjonalnego.
To właśnie ten fragment najmocniej rezonuje z sekcją o operacjach psychologicznych. Symulacja, która potrafi odtworzyć narastanie emocji w tłumie, jest narzędziem o zupełnie innym ciężarze niż prognoza gospodarcza.
Za techniczną stroną SWS stała nie tylko uczelnia, lecz także prywatna firma. Według relacji wtórnych projekt komercjalizowała spółka Aloka Chaturvediego, Simulex Inc.
Środowisko SEAS miało trafić poza wojsko. Według tych samych relacji korzystał z niego Departament Obrony USA (DoD), a od około 2007 roku również Departament Bezpieczeństwa Krajowego (DHS).
Dalsza lista klientów pochodzi już z materiałów dziennikarskich, nie z papieru z 2006 roku. Według relacji Jamesa Corbetta z cyklu EyeOpener wśród odbiorców mieli się znaleźć między innymi Departament Sprawiedliwości, Eli Lilly oraz Lockheed Martin.
Te nazwy należy traktować ostrożnie. Pochodzą z relacji wtórnych i nie zostały wymienione w oryginalnym dokumencie koncepcyjnym Cerri & Chaturvedi. To ważna granica między udokumentowanym faktem a powtarzaną listą.
Co wiemy, a czego nie
Po dwóch dekadach od powstania papieru pozostaje więcej pytań niż odpowiedzi. Warto je rozdzielić, zamiast zlewać w jedną sensacyjną całość.
Co jest udokumentowane w samym papierze (2006):
- Cel: syntetyczne lustro świata z ciągłą kalibracją do bieżących danych.
- Architektura: środowisko SEAS, cegiełki w postaci jednostek, organizacji, instytucji, informacji i geografii, model fraktalny.
- Agenci: projektowani w SIDE z modyfikowalnym DNA i pamięcią, testowani w izolowanym Bullpen.
- Zastosowanie: wprost wymienione testowanie operacji psychologicznych i działań Civil Affairs, ocena kampanii DIME.
- Pozyskiwanie danych: web crawlery i spidery, dane zastrzeżone i niejawne (te ostatnie tylko w ekskursjach), ważenie wiarygodności źródeł.
Czego nie wiemy lub co bywa nadinterpretowane:
- Skala indywidualna: wizja miliardów węzłów = każdy człowiek pochodzi z The Register (2007), nie z papieru. Brak publicznego dowodu, że taki sobowtór całej ludzkości powstał.
- Aktualny status: papier to DRAFT z 2006, a JFCOM — według doniesień prasowych (m.in. The Washington Post) — formalnie rozwiązano 31 sierpnia 2011 (kolory zwinięto 4 sierpnia). Nie wiadomo, czy SWS działa dziś, w jakiej formie i pod jaką nazwą.
- Powiązanie z realnymi osobami: dokument wspomina o danych niejawnych i zastrzeżonych, a według The Register istniały też hooki, przez które ludzie mogli dobrowolnie wnosić informacje. Nie precyzuje jednak, na ile agenci są wiązani z konkretnymi osobami, a na ile pozostają statystycznymi agregatami.
Ta ostatnia kwestia — granica między agregatem a konkretną osobą — jest sednem sporu o prywatność. Od niej zależy, czy mówimy o demograficznym modelu nastrojów, czy o cyfrowym dossier konkretnych ludzi.
Sentient World Simulation pozostaje dokumentem o podwójnej naturze — technicznym i niepokojącym zarazem.
Zwolennicy ostrożnej lektury widzą w nim ambitny, lecz konceptualny projekt symulacyjny. Zwolennicy szerszej narracji dostrzegają zarys maszyny do testowania reakcji całych społeczeństw.
Fakty są jednak węższe niż mit. Papier Cerri & Chaturvedi (2006) opisuje syntetyczne lustro świata zbudowane z agentów mających DNA i pamięć, jawnie przeznaczone do testowania operacji psychologicznych.
Wizja sklonowania każdego człowieka to już warstwa dołożona przez prasę i kolejne relacje.
To rozróżnienie nie czyni dokumentu mniej istotnym — czyni go uczciwiej groźnym. Nie potrzeba miliardów dokładnych sobowtórów, by symulacja tłumu, zamieszek i eskalacji emocji stała się narzędziem realnego wpływu.
Pozostaje pytanie, na które żaden odtajniony papier dziś nie odpowiada.
Jeśli ktoś zbudował lustro, w którym da się przećwiczyć reakcję społeczeństwa, zanim wydarzy się ona naprawdę — to gdzie przebiega granica między obserwowaniem świata a jego pisaniem?
I czy patrząc w takie lustro, wciąż widzielibyśmy siebie, czy już tylko swój testowany cień?
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz