Marek Szwedowski rozmawia ze zmarłymi od ponad czterdziestu lat. W swojej najnowszej rozmowie z dziennikarzem Cyprianem stawia tezę, która porusza nawet osoby od dekad zainteresowane życiem pozagrobowym: z tamtej strony nie wracamy. Reinkarnacja, twierdzi Szwedowski, jest możliwa tylko dla nielicznych dusz, które bardzo tego chcą — ale nie jest „zamysłem Boga wobec ludzi". Ta jedna teza odróżnia go od większości znanych polskich medium i jasnowidzów oraz lokuje jego naukę bliżej klasycznych relacji osób po śmierci klinicznej niż wschodnich filozofii karmicznych.
Poniżej zebraliśmy najważniejsze wątki rozmowy: kim naprawdę jest „najsłynniejszy polski medium", co według niego dzieje się z duszą tuż po śmierci, jak wygląda jego seans, dlaczego — w jego ocenie — Ziemia nie jest miejscem powrotu, oraz w jaki sposób odróżnić rzetelnego medium od oszusta. Tekst opieramy na obszernym, niemal dwugodzinnym materiale wideo, w którym Szwedowski mówi sam o sobie i o swoich doświadczeniach.
Kim jest Marek Szwedowski i dlaczego nazywany jest „najsłynniejszym polskim medium"?
Marek Szwedowski to polski medium z czterdziestoletnim doświadczeniem, autor kilku książek o zaświatach, w tym tomu „W eterze", w których opisuje setki sesji z osobami zmarłymi i ich bliskimi. W rozmowie z Cyprianem podaje, że przeszedł blisko pięć tysięcy udokumentowanych przypadków kontaktu i że w środowisku osób zajmujących się komunikacją z duchami pozostaje jednym z najdłużej praktykujących mediów. Etykieta „najsłynniejszy polski medium" pochodzi z medialnego ekosystemu — Szwedowski regularnie pojawia się w podcastach i programach poświęconych paranormalności, a jego nazwisko od lat osiemdziesiątych przewija się w prasie zajmującej się sprawami niewyjaśnionymi.
Pierwszy świadomy kontakt z duchem zdarzył mu się w młodości, podczas spaceru po Puszczy Kampinoskiej niedaleko Lasek pod Warszawą, gdzie wówczas mieszkał. Natrafił tam na krzyż upamiętniający przyrodnika, który zaginął w lesie siedem lat wcześniej. Tej samej nocy usłyszał, jak sam to opisuje, prośbę: „proszę mnie znaleźć". Po kilku tygodniach analizowania mapy Kampinosu i wewnętrznych „wskazówek" doprowadził do wskazania miejsca, które trafiło do prasy z lat osiemdziesiątych — wówczas głównie do tygodnika „Nieznany Świat".
„Położyłem się spać, bo wtedy byłem jeszcze chłopakiem, i usłyszałem głos: «proszę mnie znaleźć». Ale kogo? Bo proszę mnie znaleźć. I zacząłem zastanawiać się, czy to nie on. I go znalazłem. On mnie naprowadził po raz pierwszy."
Szwedowski podkreśla, że jego dar nie jest „talentem od urodzenia w stanie czystym", lecz został uruchomiony przez kilka przełomowych zdarzeń — w tym przez śmierć kliniczną, której doświadczył jako młody człowiek. Zawodowo wywodzi się ze świata fotografii: ukończył technikum fotograficzne i przez wiele lat pracował w zakładzie ciotki na placu Grzybowskim w Warszawie. Ten dystans od „branży ezoterycznej" sam podaje jako jeden z powodów, dla których nie chciał z mediumizmu robić show.
W rozmowie z Cyprianem ma już ponad sześćdziesiąt lat i mówi z perspektywy człowieka, który widział dwie epoki polskiej parapsychologii. Pierwsza, ta z lat osiemdziesiątych, kiedy o duchach pisano w „Nieznanym Świecie", a zaginieniami zajmowali się detektywi-amatorzy. I druga, dzisiejsza, w której YouTube zastąpił prasę, podcasty zastąpiły programy radiowe, a o „komunikację z drugą stroną" konkuruje setka samozwańczych medium. Szwedowski jest jednym z nielicznych, którzy łączą obie te epoki — stąd, niezależnie od tego, czy ktoś podziela jego tezy, czy nie, jego nazwisko ma w środowisku ciężar gatunkowy, którego nie sposób mu odmówić.
Pozycję „najsłynniejszego" wzmacnia też kilka spraw kryminalnych, w których — jak sam opisuje — jego przekazy okazały się trafione w szczegółach niedostępnych dla mediów ani policji. O nich szerzej w jednej z kolejnych sekcji. Tu warto jedynie zaznaczyć: w przeciwieństwie do wielu kolegów z branży Szwedowski nie buduje swojej legendy na własnym chwaleniu się. Wiele z najgłośniejszych historii rekonstruują dziennikarze i rodziny, do których jego przekazy trafiały — sam medium mówi o nich oszczędnie, częściej skupiając się na własnych porażkach niż sukcesach.
Co dzieje się z duszą po śmierci według Szwedowskiego?
Zdaniem Marka Szwedowskiego śmierć ciała nie jest końcem osoby, lecz przejściem do innego poziomu istnienia, który dla zmysłów żyjących pozostaje niewidoczny. Dusza, twierdzi medium, jest nieśmiertelna — a tę tezę przyjmują nawet ci jego rozmówcy, którzy wierzą w reinkarnację. Różnica zaczyna się dopiero przy pytaniu, dokąd dokładnie owa dusza trafia. Według Szwedowskiego nie ma jednego miejsca w stylu chrześcijańskiego nieba ani jednego piekła. Jest natomiast wiele poziomów, a każdy człowiek po śmierci „czuje", na którym powinien się znaleźć.
Tę logikę medium tłumaczy bardzo praktycznie. Człowiek, który całe życie krzywdził innych, nie usiądzie na ławce obok osoby, która życie poświęciła pomaganiu — tak samo, jak żywy nie wszedłby nieproszony na elegancki bankiet, w którym czułby się obco. Poziomy zaświatów odpowiadają więc nie tyle wyrokom z góry, ile wewnętrznemu rezonansowi duszy z tym, co zrobiła w czasie swojego życia ziemskiego.
„Każdy ma swój poziom. Ale co najlepsze — każdy sam sobie ten poziom wybiera, czyli czuje, gdzie powinien się znaleźć. To jest dobre, to co narozrabiałeś, to co zrobiłeś — bo tam tak to jest."
Szczególnie mocno akcentuje Szwedowski moment rozliczenia. W przeciwieństwie do popularnych wyobrażeń sądu Bożego, w jego opisie nikt nie odczytuje listy grzechów. Zmarły sam wchodzi w emocje ludzi, którym zrobił krzywdę: czuje rozpacz matki opłakującej zamordowane dziecko, ból zwolnionej z pracy osoby, samotność porzuconego. To nie ogień piekielny pali duszę — pali ją świadomość, co naprawdę przyniosło światu jej życie. Ten obraz znajduje, co warto odnotować, zaskakująco silne potwierdzenie w zapisach doświadczeń bliskich śmierci (NDE), zbieranych od lat siedemdziesiątych przez badaczy takich jak Raymond Moody i Bruce Greyson, w których powraca motyw life review — życiowego przeglądu przeżywanego z perspektywy każdej osoby, którą się skrzywdziło lub której się pomogło.
Drugi etap, opowiada Szwedowski, jest „piękny". Dusze przekazują mu obrazy pięknych miejsc, domów, ogrodów, pracy z dziećmi, dalszego rozwoju i uczenia się. To miejsca, gdzie — w jego narracji — dusza nie zastyga w bezczynności, lecz kontynuuje wzrost. Mediumistyczne przekazy spotykają się tu z opisami świetlanych krajobrazów, miast i ogrodów dobrze znanymi z literatury NDE-ologicznej.
Szczególnie wrażliwie Szwedowski traktuje temat samobójców. Wbrew popularnej, ciągle żywej w polskiej kulturze tezie, że ksiądz nie pochowa samobójcy „w świętej ziemi", medium uważa to za karykaturę chrześcijaństwa. „Skąd ksiądz wie, że Bóg potępia takich ludzi? Dzwoniłeś z nim?" — pyta wprost. W jego opisie samobójstwa są rozliczane indywidualnie: inna jest droga osiemnastolatki zgwałconej i niewspartej przez nikogo, inna człowieka, który spłacał konsekwencje własnego hazardu. Każde z nich, twierdzi, spotyka się z miłosierdziem proporcjonalnym do okoliczności, a nie z automatycznym wyrokiem.
Równie ważnym wątkiem są w jego nauczaniu osoby, które ciężko skrzywdziły innych — sprawcy zabójstw, gwałciciele dzieci. Tu Szwedowski mówi twardo: takie dusze trafiają na poziomy, których on sam nie chce odwiedzać. Nie ma w jego narracji wiecznego ognia ani fizycznej kary. Jest natomiast długie, niekiedy bardzo długie odbieranie cierpienia ofiar — z ich perspektywy, ich emocjami, ich bólem. To, dodaje medium, jest najbliższe temu, co tradycja chrześcijańska nazywa piekłem, choć nie ma z teatralną wersją piekła zbyt wiele wspólnego.
Dlaczego, według Szwedowskiego, po śmierci nie wracamy na Ziemię?
To jest najbardziej wyrazista, a zarazem najbardziej kontrowersyjna teza Marka Szwedowskiego: reinkarnacja, jako reguła powrotu duszy do nowych ciał, nie istnieje. Medium nie wyklucza, że zdarzają się jednostkowe powroty — dusze, które „tak bardzo chcą wracać, że niech sobie wracają". Ale generalnie, twierdzi, nie jest to „zamysłem Boga wobec ludzi". Życie ziemskie jest, jak ujmuje to w pierwszym zdaniu jednej ze swoich książek, „pierwszą podróżą — najcudowniejszą, ale do następnej, jeszcze cudowniejszej".
Szwedowski podaje dwa typy argumentów. Pierwszy ma charakter teologiczny: jeśli Chrystus oddał życie, by zdjąć z ludzkości ciężar grzechów, to powtarzane wcielenia, w których dusza ma się „kalać, męczyć i przerabiać", w istocie unieważniają tę ofiarę. „Reinkarnacja potępia śmierć Chrystusa — jakby eliminuje go, a on już nam dał dobrą drogę" — formułuje to medium z perspektywy chrześcijańskiej, do której przyznaje się otwarcie.
Drugi argument jest etyczny i, dla wielu osób, znacznie mocniejszy. Szwedowski pyta wprost: po co dusza miałaby wybierać życie dziecka molestowanego od pierwszych lat, dziecka wrzucanego żywcem do pieca w Auschwitz, dziecka zgwałconego i zamordowanego? Jeśli przyjmiemy, że każdy los jest zaplanowany dla nauki, to każde takie cierpienie staje się — w jego oczach — moralnie obrzydliwą lekcją wybraną z góry. Szwedowski uważa to za sprzeczne z miłosierdziem Bożym.
„Dziecko zgwałcone przez własnego ojca, matka alkoholiczka, w końcu dziecko się zabija. Po co dziecko przyszło to przeżyć? Ono tylko wie — to mi nie wystarczy. Wytłumacz mi, dlaczego ja sam chciałbym wybrać coś takiego. Tak więc miłosierdzie Boże odrzucamy, bo musimy się sami kalać, męczyć, wracać, przerabiać."
Trzeci argument jest praktyczny i odnosi się do popularnych „dowodów reinkarnacji" — dzieci, które rzekomo pamiętają dawne życia, oraz eksperymentów regresji hipnotycznej. Szwedowski przypomina amerykańskie badanie z lat osiemdziesiątych, w którym kilku studentów w hipnozie opowiadało za pierwszym razem o życiu w bibliotece w 1920 roku, a po miesiącu — nie pamiętając poprzedniej sesji — opowiadało zupełnie inną historię, w której byli pilotami niemieckimi. Stąd jego osobista konkluzja: regresja sięga raczej do „pola morfogenetycznego", w którym zapisane są wszystkie ludzkie doświadczenia, niż do indywidualnych poprzednich wcieleń.
Szwedowski uważa też za logicznie nieuzasadnione argumenty „kościelnego spisku". Jeśli, jak twierdzą zwolennicy reinkarnacji, instytucje religijne celowo usunęły naukę o wcieleniach z kanonu, to — pyta retorycznie — po co miałyby to robić? Reinkarnacja byłaby świetnym narzędziem perswazyjnym i finansowym: „módl się i płać, a będziesz miał lepsze następne życie". Brak tego dogmatu jest dla niego dowodem, że dogmatu nigdy nie było, a nie że został wycięty.
Warto w tym miejscu uczciwie zaznaczyć: w środowisku badaczy reinkarnacji argumenty Szwedowskiego są oczywiście znane i wielokrotnie podważane. Część z nich — zwłaszcza ten teologiczny — wynika z określonego, konfesyjnego punktu widzenia (Szwedowski sam nazywa się chrześcijaninem) i nie jest argumentem uniwersalnym. Tradycje hinduskie, buddyjskie i część szkół teozoficznych odpowiadają, że cierpienie niewinnych dzieci nie jest „karą za karmę", lecz konsekwencją uwikłania się duszy w pole działań kolektywnych, których ona sama nie była sprawcą. To zupełnie inny model i można go uznać za równie spójny.
Jednak nawet zwolennikom reinkarnacji warto wsłuchać się w istotę zarzutu Szwedowskiego: w popkulturowym dyskursie o „karmie" niezwykle łatwo zsuwamy się w stronę myślenia, w którym każde nieszczęście jest „zasłużone". Ta logika łatwo prowadzi do okrutnych konkluzji — w stylu „pewnie sobie wybrała ten gwałt, by się czegoś nauczyć". Szwedowski, niezależnie od tego, czy jego model teologiczny jest właściwy, czy nie, broni miejsca dla zwykłej, niezasłużonej krzywdy w obrazie świata. To ważny głos w dyskusji.
Z perspektywy osób zainteresowanych doświadczeniami bliskimi śmierci ciekawe jest też, że relacje NDE — jeśli traktować je serio — nie potwierdzają ani jednej, ani drugiej strony sporu. Osoby, które wróciły z reanimacji, opisują przegląd życia, spotkania z bliskimi, niekiedy obecność postaci „świetlistej". Rzadko mówią o planowaniu następnego wcielenia; równie rzadko o ostatecznym końcu istnienia. NDE dotyka raczej tego, co jest bezpośrednio po śmierci, niż tego, co dzieje się w dłuższym horyzoncie — i to być może najuczciwsza odpowiedź na pytanie, dlaczego ten spór tak trudno rozstrzygnąć.
Jak Marek Szwedowski rozmawia ze zmarłymi — mechanika seansu
Wbrew popularnym wyobrażeniom Szwedowski nie używa stolika, talerzyka, świec, zaklęć ani transu hipnotycznego. Jego seans jest, mówiąc krótko, cichą rozmową dwóch osób w pokoju, podczas której medium słyszy w głowie szybkie, telepatyczne strumienie myśli — nie głosów. Te myśli, jak sam podkreśla, nie zawsze są pełnymi zdaniami: bywają obrazami, skojarzeniami, krótkimi wskazówkami. Stylistycznie układa je sam, zachowując sens, ale doszlifowując formę, „żeby nie dukać".
Kluczowym elementem jego metody jest weryfikowalność szczegółu. Szwedowski podaje rozmówcom konkrety, których nie sposób zgadnąć z wyglądu czy ogólnych pytań: zawód zmarłego, niezwykłe upodobania, drobne wydarzenia z dzieciństwa, szczegóły wnętrz, w których przebywał. Jeden z przykładów, który medium opisuje w rozmowie, dotyczy pielęgniarza pracującego w hospicjum:
„Mam taką myśl, mówię: «Jestem w takim miejscu, tam są łóżka, chodzę koło tych chorych, pomagam im, mówię, że muszą tu chwilę poleżeć, potem przejdą, będzie lepiej, całuję ich, takim aniołem jestem». A żona przelewa łzy: «Proszę pana, on był przecież całe życie pielęgniarzem w hospicjach, ludzie na niego mówili — anioł»."
Szwedowski zaznacza też wyraźnie różnicę między medium a jasnowidzem. Medium kontaktuje się ze zmarłymi i „żyje w jednym i drugim świecie". Jasnowidz przewiduje przyszłość — widzi to, co może się wydarzyć, odczytuje wydarzenia z energii rzeczy lub miejsc. Te dwie role bywają mylone, zwłaszcza w mediach, gdzie obie etykiety używane są zamiennie. Tymczasem zmarli, podkreśla Szwedowski, „nie będą wróżkami" — nie powiedzą, kto wygra wybory ani co kupić na giełdzie. Mogą natomiast przekazać to, co dla bliskich miało wartość: ostatnie pożegnanie, prawdę o swojej śmierci, znaki, dzięki którym żywa rodzina rozpoznaje, że to naprawdę oni.
Co istotne dla osób rozważających skorzystanie z usługi medium — Szwedowski nie traktuje swojego daru jako zabawy ani spektaklu. Wprost odmawia spotkań typu „chciałbym zobaczyć, jak to działa". Jak sam mówi, kontakt z duchami osoby bliskiej jest dla rodziny formą ostatniego pożegnania, zrozumienia, ukojenia bólu — nie atrakcją.
Co dzieje się, kiedy przekaz jest nieprzyjemny dla rodziny? Szwedowski uważa, że i tak powinien być oddany — ale w taki sposób, „żeby ktoś nie powiesił się na klamce z tyłu". Przywołuje przypadek matki, która przyszła do niego z przekonaniem, że jej syn zmarł cudowną, łagodną śmiercią w ramionach narzeczonej. Tymczasem usłyszała od niego: „mamo, zostałem zamordowany". Albo inny: rodzic, którego dziecko zginęło, dowiadywał się ze szczegółów przekazu, że syn brał narkotyki, których obecności w jego życiu rodzina nie podejrzewała. Te momenty są dla medium najtrudniejsze — bo oprócz informacji niosą rewizję obrazu osoby, którą ktoś kochał.
Sama sesja, jak ją opisuje, jest też kontrolą emocjonalną. Szwedowski twierdzi, że czasem fizycznie zaczyna się zachowywać jak zmarły — wykonuje gest, którego sam nigdy nie wykonuje, używa zwrotu, którego rodzina rozpoznaje jako idiomu zmarłego. Bywa, że klepie się w nogę albo siada w specyficzny sposób. To nie jest, dodaje, opętanie. To raczej chwilowe „nasiąknięcie" stylem komunikacji osoby, która próbuje przekazać coś przez niego. Po zakończeniu sesji wraca do siebie i te gesty znikają.
Co Szwedowski mówi o NDE i doświadczeniach śmierci klinicznej?
Marek Szwedowski sam doświadczył śmierci klinicznej, co opisuje jako jedno z trzech najważniejszych zdarzeń uruchamiających jego dar. Jak relacjonuje, w czasie reanimacji „przeszedł na drugą stronę", widział własne ciało i wrócił. Nie była to dla niego pełna NDE w wersji opisywanej przez Raymonda Moody'ego z tunelem, światłem i life review, ale fragment wystarczający, by uznać dalsze swoje życie za rodzaj „posłannictwa" — zwłaszcza wobec osób, które straciły bliskich.
To osobiste doświadczenie tłumaczy, dlaczego jego opis tego, „co po drugiej stronie", brzmi tak podobnie do klasycznych relacji NDE zebranych przez Bruce'a Greysona w International Association for Near-Death Studies. Zmarli, których głosy odbiera, opowiadają o pięknych miejscach, o domach, dzieciach i dalszym rozwoju — dokładnie tych samych elementach, które od pięciu dekad pojawiają się w setkach udokumentowanych przypadków osób reanimowanych. Czytelnikom, którzy chcą porównać oba światy, polecamy nasze archiwum opisów doświadczeń bliskich śmierci oraz przewodnik po NDE, w których znajdą się zarówno relacje pacjentów, jak i komentarze badaczy.
Z drugiej strony nie wszystko, co Szwedowski mówi o pośmiertnym losie, pokrywa się z literaturą NDE. Sam medium krytykuje na przykład tezy Michaela Newtona o „życiu między życiami", w którym dusze planują kolejne wcielenia, oraz wątki regresji hipnotycznej. Tam, gdzie Newton, Brian Weiss czy Ian Stevenson widzą dowody na reinkarnację, Szwedowski widzi przede wszystkim wgląd w kolektywne pole pamięci, do którego dusza może sięgnąć po obrazy ze wszystkich epok. Spór ten nie jest do rozstrzygnięcia w jednym artykule — ale jest kluczowy dla każdego, kto buduje swój obraz pośmiertnego losu w oparciu o przekazy z więcej niż jednej tradycji.
Warto podkreślić: różnica „NDE versus mediumizm" nie sprowadza się do tego, kto ma rację. Sprowadza się do typu danych. NDE to relacja jednej osoby, która wróciła z granicy śmierci. Mediumizm to relacja pośrednika, który twierdzi, że odbiera komunikaty od osób, które nie wróciły. Oba typy świadectw mają swoje ograniczenia metodologiczne — i oba, niezależnie od osobistych przekonań, zasługują na uważne wysłuchanie.
Najgłośniejsze przekazy i sesje Marka Szwedowskiego
Czterdzieści lat praktyki to materiał na książkę — i kilka takich książek Marek Szwedowski faktycznie napisał. W swoich publikacjach oraz w rozmowach medialnych powraca jednak do kilku spraw, które zdają się dla niego mieć szczególny ciężar. Pierwszą z nich jest sprawa Fabiana Sydora, młodego mężczyzny, który wyszedł z domu na dyskotekę i zaginął. Według relacji medium, jeszcze przed odnalezieniem ciała przekazał rodzinie szczegółową wizję: chłopak nie żył, został zamordowany w wyniku wioskowego konfliktu, zwłoki wrzucono do wody. Sprawa toczyła się latami i — choć oficjalne organy długo nie traktowały wizji poważnie — szczegóły, które Szwedowski podał, okazały się zbieżne z tym, co później ustalono.
Drugi, równie poruszający przypadek dotyczy kobiety z Olsztyna, której syn zmarł w ramionach narzeczonej. Wersja oficjalna mówiła o przyczynach naturalnych. Podczas seansu Szwedowski jednak usłyszał wyraźny przekaz: „mamo, zostałem zamordowany". Po sesji matka, idąc tropem nazwisk i pseudonimów przekazanych przez syna, doprowadziła do identyfikacji sprawców i postawienia ich przed sądem. To jedna z tych historii, o których medium mówi spokojnie, że „są jak na dobry film" — gdyby nie to, że dotyczą prawdziwej rodziny i prawdziwej tragedii.
Szwedowski nie ukrywa też swoich porażek. W sprawie zaginięcia dwóch chłopców z Rewala, mimo „wykorzystania wszystkiego, co mógł", nie udało się doprowadzić do odnalezienia ciał ani ostatecznego zamknięcia sprawy. Mówi o tej porażce z bólem, podkreślając, że długo ją „odchorował", bo nie mógł rodzicom przynieść tego, czego najbardziej potrzebowali. Z biegiem lat zrezygnował z angażowania się w głośne sprawy kryminalne — uznał, że „bicie się z systemem" zabiera mu energię, którą może spożytkować pracując bezpośrednio z rodzinami zmarłych.
Z najbardziej osobistych jego historii zapada w pamięć przypadek małżeństwa, które straciło jedynego syna i przyjechało do niego z gotowym planem samobójczym: chcieli rozpędzić samochód i skoczyć z mostu. Po sesji, w której Szwedowski przekazał komunikat od ich syna, oboje zmienili plan. Po pół roku wrócili z informacją, że adoptują dziecko. „To jest piękne. To jest coś, co daje nadzieję" — komentuje krótko medium. W jego opowieściach to właśnie ten rodzaj efektu — przywrócenie woli życia osobom w żałobie — pojawia się jako najważniejsze uzasadnienie istnienia mediumizmu jako profesji.
Osobnym, wyjątkowo bolesnym dla Szwedowskiego rozdziałem jest jego praca z hospicjami. Medium opisuje w rozmowie, jak z własnej inicjatywy zgłosił się do pewnej placówki, by porozmawiać z umierającymi dziećmi o tym, co je czeka „po drugiej stronie". Personel medyczny mu tego zabronił, zarzucając „wprowadzanie pacjentów w iluzje". Szwedowski reaguje na to z otwartą goryczą: tej samej placówce pozwalano klaunom mówić dzieciom, że „wszystko będzie dobrze", a jemu — który miał konkretny, pełen szczegółów obraz tego, co dziecko może spotkać po śmierci ciała — zabroniono jako „nieodpowiedzialnemu". „Klaun może, a ja nie. Bo klaun bajkowo, a ja na poważnie" — komentuje to gorzko. To jeden z fragmentów, w którym najwyraźniej widać napięcie między mediumistyczną wizją śmierci a polską instytucjonalną kulturą żałoby, w której temat umierania ciągle pozostaje tematem tabu.
Ostatnim wartym wzmianki obszarem są spraw dotyczące jego współpracy z dziennikarzami i detektywami. Szwedowski w młodości pracował z osobami szukającymi zaginionych w sposób półprywatny, jeszcze przed erą popularności jasnowidzów takich jak Krzysztof Jackowski. Sam zaznacza, że nigdy nie pretendował do roli policyjnego współpracownika i wycofał się ze sceny medialnych zaginięć, ponieważ wymagała ona „bicia się z systemem". W przypadku głośnych spraw — wymienia tu nawisko Iwony Wieczorek, w którą nie chciał się angażować mimo zaproszeń — odsyła do innych. To zdecydowanie odróżnia go od medialnego mainstreamu polskich jasnowidzów, w którym konkurowanie o nagłośnione tragedie jest niemal regułą.
Krytyka i sceptycyzm — co mówi nauka o mediumiznie?
Trudno pisać o jakimkolwiek medium, w tym o Marku Szwedowskim, bez uczciwego oddania głosu sceptykom. Współczesna nauka, w skrócie, nie uznaje istnienia weryfikowalnego komunikowania się z osobami zmarłymi za fakt udowodniony. Większość badaczy zjawisk paranormalnych — zarówno tych krytycznych (jak nieżyjący już James Randi czy organizacja CSICOP), jak i otwartych na badania (jak Society for Psychical Research z Londynu) — zgadza się, że standardowe efekty udawanego mediumizmu, takie jak cold reading (odczytywanie sygnałów niewerbalnych) i hot reading (wcześniejsze zdobycie informacji o kliencie), wystarczają do wyjaśnienia większości spektakularnych występów scenicznych.
Wobec praktyki Marka Szwedowskiego sceptyk ma więc trzy zasadne pytania. Po pierwsze: czy szczegóły, które medium podaje, naprawdę są niemożliwe do uzyskania innymi drogami? Po drugie: ile sesji, w których konkrety okazały się chybione, znika z opowieści, a tylko te trafione pozostają w pamięci? Po trzecie: czy efekt terapeutyczny (a Szwedowski sam wskazuje na ten efekt jako kluczowy) wymaga rzeczywistego kontaktu z duszą — czy wystarczyłby dobrze prowadzony proces żałoby z empatycznym terapeutą? Te pytania są w pełni uprawnione i każda osoba rozważająca seans powinna je sobie zadać.
Z drugiej strony — i to także trzeba uczciwie powiedzieć — istnieje korpus badań prowadzonych w warunkach pół-laboratoryjnych, w których mediom przedstawiano tylko imię osoby zmarłej i porównywano trafność przekazu z wynikami osób udających mediumizm. Najbardziej znane są tu prace dr Julie Beischel z Windbridge Research Center w Arizonie oraz prace dr Gary'ego Schwartza z University of Arizona. Wyniki niektórych z tych eksperymentów dawały efekty znacząco lepsze niż przypadek statystyczny. Krytycy zarzucają im jednak braki metodologiczne i niemożność niezależnej replikacji.
Sam Szwedowski wobec krytyki ma postawę spokojną. Nie zabiega o uznanie akademickie, nie chce być w telewizji „bardziej", niż go zapraszają. Co więcej, otwarcie odróżnia się od kolegów z branży, których uważa za nierzetelnych — zarówno przez nazwę „medium" stosowaną do jasnowidzów, jak i przez efekciarstwo niektórych transmisji na żywo. „Opierajmy się na źródłach. Bierzmy odpowiedzialność za słowa, bo po drugiej stronie siedzi ktoś, kto jest w ciebie wpatrzony" — to jeden z jego twardo powtarzanych postulatów wewnątrz środowiska.
Drugim ważnym wątkiem w sceptycznej dyskusji o medium jest efekt psychologiczny żałoby. Współczesna psychotraumatologia, w tym prace Williama Wordena nad procesem żałoby, pokazuje, że dla wielu osób przeżywających stratę bliskiego ogromne znaczenie ma nadanie tej stracie sensu — w jakiejkolwiek formie. Sesja u medium, niezależnie od jej obiektywnej prawdziwości, może pełnić rolę domknięcia: pozwala dorosłemu dziecku „pożegnać się" z rodzicem, z którym konflikt nie zdążył się rozwiązać. Z perspektywy zdrowia psychicznego ten efekt jest realny i mierzalny — niezależnie od tego, czy ktoś wierzy w istnienie duszy, czy nie.
Dla badaczy parapsychologii spór toczy się więc nie tyle o to, czy seans pomaga, ile o to, co dokładnie się w nim wydarza. Skeptycy mówią: efekt placebo plus dobre prowadzenie rozmowy. Mediumiści, w tym Szwedowski, odpowiadają: jeśli to placebo, to wytłumacz konkretne szczegóły, których ja, prowadzący, nie miałem skąd znać. Spór ten nie zostanie zamknięty w najbliższych latach — między innymi dlatego, że obie strony używają różnych kryteriów dowodowych. Akademia wymaga eksperymentów randomizowanych z grupą kontrolną; mediumistyka opiera się na świadectwach pojedynczych, ale gęstych.
Co z tego wynika dla zwykłego czytelnika? Przede wszystkim wstrzemięźliwość w obie strony. Nie ma sensu odrzucać a priori każdej relacji o kontakcie ze zmarłymi tylko dlatego, że nie mieści się w obecnym paradygmacie naukowym — historia nauki pokazuje, że to, co dziś brzmi „nienaukowo", jutro bywa wpisane do podręczników. Ale równie sensowne jest niewieszanie całej swojej wizji życia pośmiertnego na jednym medium, niezależnie od tego, jak dobrą ma reputację. Najmądrzejszą postawą — zarówno wobec Marka Szwedowskiego, jak i wobec relacji osób z doświadczeniem bliskim śmierci — jest porównywanie świadectw z różnych źródeł i pilnowanie, by zawsze móc samodzielnie zweryfikować to, co da się zweryfikować.
Jak rozpoznać autentyczne medium od oszusta? Praktyczny przewodnik
Jeżeli po przeczytaniu tej rozmowy rozważasz, czy w ogóle skorzystać z sesji u jakiegokolwiek medium — niezależnie od tego, czy mówimy o Marku Szwedowskim, czy o kimkolwiek innym — warto pamiętać o kilku praktycznych kryteriach. Nie chronią one przed całym ryzykiem, ale znacząco redukują szansę spotkania z osobą po prostu nieuczciwą:
- Konkretne szczegóły, których nie podałaś — autentyczny przekaz powinien zawierać informacje, których medium nie miało skąd znać: zawód zmarłego, nietypowe upodobania, pseudonimy rodzinne, wydarzenia z dzieciństwa. Ogólniki w stylu „twoja babcia była dobrą kobietą" nie dowodzą niczego.
- Brak wstępnego wywiadu — uczciwe medium poprosi co najwyżej o imię zmarłego. Jeśli przed seansem zadawane są szczegółowe pytania o rodzinę, zdrowie, pracę — istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że te informacje wrócą do ciebie w „przekazie".
- Brak presji finansowej — osoba rzetelna nie sprzedaje „pakietów oczyszczających" za kilka tysięcy złotych, nie wmawia konieczności kolejnych sesji ani nie obiecuje, że „odczaruje" rodzinną klątwę za dodatkową opłatą.
- Granica między medium a wróżbitą — zmarli, jak sam Szwedowski podkreśla, nie podają numerów totka, nie przewidują wyborów, nie diagnozują chorób. Jeśli „medium" robi te rzeczy — w najlepszym razie miesza role, w najgorszym wprowadza w błąd.
- Reakcja na pytania weryfikacyjne — jeśli powiesz: „to nie pasuje, mój dziadek nie pływał w marynarce" i medium natychmiast „przeformułowuje" przekaz w taki sposób, by jakoś pasował, jest to klasyczny sygnał ostrzegawczy. Realne przekazy nie zmieniają się pod naciskiem rozmówcy.
- Postawa wobec żałoby — sesja, która zostawia cię w stanie większego niepokoju niż przed wejściem, jest sesją źle przeprowadzoną. Cel autentycznego medium, w opisie samego Szwedowskiego, to „ostatnie pożegnanie, zrozumienie, ukojenie bólu", a nie sprzedaż katastrofy.
- Brak roszczeń teologicznych — medium, które na podstawie swoich seansów próbuje narzucić ci konkretną religię, sektę albo „jedyną prawdziwą drogę", przekracza swoje kompetencje. Także Marek Szwedowski, mimo że sam jest praktykującym chrześcijaninem, w rozmowach z klientami nie używa swojego daru do nawracania.
Na koniec warto zostawić sobie jeden, bardzo prosty test: czy po seansie jesteś w stanie samodzielnie zweryfikować choć jedno z podanych ci konkretów u kogoś innego z rodziny? Jeśli tak — to dobry znak. Jeśli wszystko, co usłyszałaś, jest „nie do sprawdzenia", warto zachować dystans, niezależnie od tego, jak głośne jest nazwisko medium.
Tak czy inaczej — niezależnie, czy podzielasz tezy Marka Szwedowskiego, czy uważasz mediumizm za zbiór bardzo ludzkich potrzeb obleczonych w paranormalną szatę — jego rozmowa z Cyprianem jest dokumentem dotykającym pytań, które wcześniej czy później zadaje sobie każdy: co zostaje z nas po śmierci, komu jesteśmy coś winni i co naprawdę liczy się w życiu. Już za to warto jej posłuchać.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz