Wielka Piramida w Gizie, powszechnie kojarzona z faraonem Cheopsem, od wieków rozpala wyobraźnię badaczy i poszukiwaczy tajemnic.
Dr Fran Zalewski, inżynier i petrograf z Uniwersytetu Śląskiego, autor książki „Piramida Horyzont Chufu”, odrzuca jednak utarte schematy, prezentując perspektywę, która może całkowicie zmienić nasze rozumienie starożytności.
Według jego dociekań, właściwa nazwa budowli to Horyzont Chufu, a jej cel daleko wykraczał poza rolę królewskiego grobowca.
Podkreślając, że jego badania koncentrują się wyłącznie na tej jednej, konkretnej piramidzie, badacz wzywa do porzucenia ogólnikowego mówienia o „piramidach”, skoro tylko w samym Egipcie jest ich ponad sto.
Jego książka, jak sam zaznacza, jest jedyną na świecie rzetelnie pokazującą prawdziwą naturę tej monumentalnej konstrukcji. Naukowiec odwołuje się do naukowej rzetelności, popartej obszerną literaturą, choć większość z niej uznaje za bezużyteczną.
Piramida Horyzont Chufu: Co kryje nazwa?
Tytuł książki badacza, „Kłujące myśli”, doskonale oddaje jego podejście do rzeczywistości. Sugeruje, że analiza nienormalności współczesnego świata prowadzi do bezustannego poszukiwania odpowiedzi.
Naukowiec tłumaczy, że nazwa Horyzont Chufu ma głębokie, symboliczne znaczenie, znacznie wykraczające poza powszechne skojarzenia z faraonem.
Według jego interpretacji, „horyzont” odnosi się do kąta nachylenia ścian piramidy (51 stopni i 52 minuty), który wyznacza pewną linię.
To zdjęcie normalnego betonu z narysowaną kredkami piramidą, które umieścił na okładce, jest swoistą metaforą jego metody.
Położenie piramidy na 30 stopniu szerokości geograficznej ma kluczowe znaczenie astronomiczne, choć Zalewski, nie będąc astronomem, apeluje do specjalistów o rozwikłanie zagadki, jaki gwiazdozbiór wskazuje ta linia i co dokładnie oznacza słowo „Chufu”.
Maszyny pradawnych inżynierów
Jednym z najbardziej kontrowersyjnych, lecz zarazem fascynujących twierdzeń badacza, jest przekonanie o użyciu zaawansowanych maszyn przy budowie piramidy.
To całkowicie obala tradycyjne teorie o ręcznej pracy. Archeologów, których nazywa „kopaczami z wlok”, krytykuje za brak zrozumienia inżynierii i architektury starożytnych budowli.
Na podstawie swojej pracy doktorskiej z petrografii i mineralogii, obronionej w 2014 roku, naukowiec przedstawia dowody na stosowanie narzędzi do cięcia kamienia.
Mówi o równoległych śladach na takich materiałach jak diabas, granit i wapień, które nie mogły powstać w wyniku ręcznego piłowania.
Co więcej, zaprezentował ślady wiercenia rdzeniowego, wskazując na konkretne miejsca:
- dolna świątynia drugiej piramidy (otwór po wiertle o średnicy 8 cm);
- Karnak (połowa 21-centymetrowego otworu).
„W Egipcie miliony turystów chodzą i nikt nie widzi tego. Ja pokazuję tam miejsca, że to jest wywiercony rdzeń 8 cm wiertłem rdzeniowym. My rdzeniowe wiertła mamy od XIX wieku.”
Te wiertła rdzeniowe, zwłaszcza stożkowe i ostrokrawędziste, miały według niego znacznie większą precyzję i siłę napędową niż te, którymi dysponuje nasza współczesna cywilizacja.
To bezpośrednio sugeruje, że starożytni inżynierowie posiadali technologię przewyższającą naszą w wielu aspektach.
Globalna sieć przedpotopowych konstrukcji
Badania badacza nie ograniczają się do Egiptu, ukazując globalny zasięg tej zaawansowanej technologii.
Odkrył identyczne ślady wiercenia rdzeniowego w Hattusie w środkowej Turcji oraz w świątyni słońca Alataj Tomba w Peru. To budzi uzasadnione wątpliwości wobec izolowanych historii cywilizacji.
Co najbardziej zaskakujące dla polskiego odbiorcy, podobne dowody maszynowej obróbki odnaleziono również w Polsce. Naukowiec wskazuje na:
- zamek w Ogrodzieńcu;
- zamek w Rabsztynie;
- kamieniołom Bednarskiego na krakowskim Podgórzu.
Na ścianach w Parku Bednarskiego widoczne są ślady wiercenia trójkątnego (bok 8 cm), które nie mogły powstać w czasach Kazimierza Wielkiego.
Tego typu ślady, jak podkreśla, są obecne również w Indiach, Stanach Zjednoczonych, na Malcie, w Austrii, a niedawno także na wzgórzu Aburasz w Egipcie.
Ślady koparek w Rabsztynie, tożsame z tymi w kamieniołomie w Libanie, umacniają hipotezę globalnej, jednolitej technologii.
- Ślady maszynowej obróbki kamienia:
- Wiertła rdzeniowe (8 cm, 21 cm)
- Wiertła stożkowe i ostrokrawędziste
- Trójkątne wiercenia (8 cm bok)
- Ślady pracy koparek
Wszystkie te obiekty, zdaniem Zalewskiego, powstały przed potopem.
Zgodnie z jego geologiczną interpretacją, potop miał miejsce około 12 670 lat temu, w okresie geologicznym zwanym Młodszym Dryasem, a jego katastrofalne skutki są zapisane w osadach geologicznych.
Piramidy w Egipcie, wbrew powszechnym przekonaniom, zostały zbudowane dopiero po tym globalnym kataklizmie, gdy kąt nachylenia Ziemi już się ustabilizował.
Naukowiec dodaje, że w Polsce, pod ponad stumetrową warstwą osadów polodowcowych (np. w Kielcach, Warszawie, na Pomorzu), spoczywają pozostałości pradawnej cywilizacji.
W żwirowniach na Kaszubach, na głębokości 10 metrów, odnajdywane są olbrzymie kamienie ze śladami maszynowej obróbki, co świadczy o ich powstaniu przed nadejściem lodowca.
Nie trzeba zatem jechać do Amazonii, gdzie metodą lidarową odkryto już niezliczone, ukryte miasta, aby znaleźć ślady zaginionych cywilizacji.
Tajemnice Wed Aryjskich i początki ras
Badacz rozszerza swoją perspektywę na historię ludzkości, odwołując się do Wed Aryjskich, których przekazy znał ustnie od dzieciństwa, w czasach, gdy brakowało radia, telewizji i gazet.
Uważa, że wedy hinduskie oraz mity Indian Ameryki Północnej (jak te zebrane przez amerykańskich badaczy w latach 50., opowiadające np. o „białym poranku” Indian Hopi) są jedynie przeróbkami pierwotnych Wed Aryjskich.
Wskazuje także na prace Hyyniewicza, który w latach 90. spisał przekazy ludów Syberii i prawdziwych Rosjan, tworząc książkę zawierającą wiedzę z tych przekazów.
Książka ta została zakazana w Rosji, ponieważ „wywyższała Ariów”, co zdaniem Zalewskiego, świadczy o politycznym kontekście tłumienia niewygodnych narracji.
Starożytne Wedy, o których pierwsze polskie wydanie przygotowali Bieszk i współautor, opowiadają o początkach Homo sapiens sapiens.
Zgodnie z nimi, około 400 000 lat temu, w wyniku awaryjnego lądowania, na Ziemię przybyły cztery gatunki Ariów: Haijczycy, Darijczycy, Świętorusi i Rusini.
To właśnie oni, a nie cztery strony świata, mają być symbolizowane przez czterotwarzowe bóstwa, takie jak Brahma z Muzeum w Kairze czy Świętowit z Muzeum w Krakowie. Ci pierwsi osadnicy, Ariowie, założyli państwo Daria.
- Cechy ras Aryjskich według Wed:
- Wzrost: Powyżej 2 metrów.
- Darijczycy: Niebieskie oczy, blond włosy, przywódcy, mózgi logistyczne.
- Haijczycy (Xijczycy): Zielone oczy, doradcy, zdolni do wykrywania kłamstwa.
Zalewski interpretuje stare mity jako świadectwo genetycznych predyspozycji.
Twierdzi, że popularne, negatywne skojarzenia z osobami o zielonych oczach (rzekomo oszustami) zostały celowo stworzone przez „czarnogłowych”, aby zdyskredytować niewygodnych doradców, którzy wyczuwali fałsz.
Analogicznie, polskie powiedzenie o „kombinowaniu” Polaków nie jest w jego mniemaniu wadą, lecz dowodem na aryjskie dziedzictwo, zdolność do myślenia i szukania lepszych rozwiązań.
Pochodzenie Ariów Wedy wiążą z gwiazdozbiorem Łabędzia, co wyjaśnia, dlaczego ptak ten jest szanowany jako zwierzę królewskie.
Takie przekazy, jak te o „sianiu zębów smoka” i wyrastających z nich „wojownikach”, które interpretuje jako metaforę produkcji ludzi lub „orków”, wskazują na zaawansowaną wiedzę biologiczną starożytnych cywilizacji.
Anunnaki: Giganci i ukryta genetyka
Około 40 000 lat temu, według Wed Aryjskich, w Azji wylądowali Anunnaki.
Badacz opisuje ich jako rasę, która prowadziła długotrwałe wojny z Aryjami, dążąc do podbicia nowych terytoriów.
Chociaż sam nie badał ich pochodzenia, przekazuje, że w powszechnej narracji Anunnaki mieli przybyć z „pasa” (asteroidów). Anunnaki, podobnie jak niektórzy Ariowie, byli gigantami.
Zalewski, badając rzeźby w kamieniu, odwołuje się do postaci takich jak Gilgamesz z Mezopotamii, który, według źródeł, miał mieć 6 metrów i 20 centymetrów wzrostu i był w stanie trzymać lwa pod pachą.
W Egipcie, płaskorzeźby z Luksoru przedstawiające króla oddającego nasienie do naczynia, a następnie produkcję ludzi, z procesem obserwowanym przez coś, co wygląda jak soczewka powiększająca, są interpretowane przez naukowca jako dowód na starożytne eksperymenty genetyczne i produkcję „klonów” lub „orków”.
Na blokach w Gizie również odnaleziono płaskorzeźby przedstawiające niewolników, z których jeden jest wyższy od drugiego o około 4 metry, co dodatkowo potwierdza istnienie wysokich osobników.
Te pradawne rasy gigantów ostatecznie wymarły. Badacz, poszukując szkieletów, nie znalazł ich.
Zwraca jednak uwagę na czterometrowe sarkofagi w Serapeum w Sakkarze, błędnie przypisywane świętym bykom Apis, a także na podobne obiekty, które sam odnalazł na starożytnych cmentarzach w Turcji.
Wielka Piramida w Gizie, choć zawiera sarkofag, była pusta w momencie odkrycia jej przez Al-Ma'muna w VII wieku, co zdaniem Zalewskiego, może świadczyć o wcześniejszym usunięciu szczątków.
Zapomniana arytmetyka cywilizacji
Kluczowym elementem zaawansowania starożytnych cywilizacji, zdaniem badacza, były alternatywne systemy arytmetyczne.
Anunnaki posługiwali się arytmetyką piętnastkową, której pozostałością jest nasz 24-godzinny zegar (12x2) oraz podział koła na 360 stopni.
Ariowie z kolei stosowali arytmetykę szesnastkową. Obie te arytmetyki, jak ujawnia, były znane i używane przez starożytną Lechię, co stanowi fascynujący fragment zapomnianej historii.
W dobie współczesnej, wiedza o arytmetyce szesnastkowej jest wciąż pielęgnowana i nauczana przez tak zwanych starowierców na Syberii, co świadczy o jej przetrwaniu w ukrytych enklawach wiedzy.
Naukowiec przygotował na ten temat szczegółowe wykłady, demonstrując praktyczne zastosowania tych systemów i ich domniemaną wyższość.
Przekazując tę wiedzę, dawni uczeni, zwani haldejczykami, selektywnie dzielili się nią tylko z tymi, którzy byli merytorycznie przygotowani.
To podważa ideę naszej dziesiętnej arytmetyki jako jedynego i najlepszego systemu, zmuszając do refleksji nad tym, ile wiedzy mogliśmy stracić.
Odpowiedzi czy kłujące pytania?
Badacz jest świadomy krytyki, z jaką spotykają się jego poglądy.
Odnosi się do niej spokojnie, widząc w atakach w internecie (jak te ze strony „Smart Gams”, którą nazywa „Smarfetką”) zorganizowany, politycznie lub ideologicznie motywowany projekt, mający na celu zdyskredytowanie badaczy spoza głównego nurtu.
W przeciwieństwie do pisarzy pokroju Grahama Hancocka, którego ceni za popularyzację tematów, ale krytykuje za brak konkretnych dowodów i źródeł, Zalewski podkreśla swoją metodyczność.
Jego badania opierają się na konkretnych śladach obróbki, datowaniu geologicznym i empirycznych dowodach z terenu.
Choć większość badaczy ignoruje hipotezy o przedpotopowych cywilizacjach, odkrycia naukowca, od śladów maszyn na kamieniach po dowody na zaginione systemy arytmetyczne, stanowią potężne wyzwanie dla ugruntowanej nauki.
Jego ścisłe, inżynierskie podejście do zagadek przeszłości odsłania zupełnie inną wizję historii, zmuszając do zrewidowania podręcznikowych prawd.
W obliczu tych rewelacji, pozostaje pytanie: czy jesteśmy gotowi przyjąć, że nasza historia jest znacznie bardziej złożona i fascynująca, niż dotąd sądziliśmy, a klucze do zrozumienia dawnych cywilizacji leżą dosłownie pod naszymi stopami i w zapomnianych opowieściach?
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz