Zrozumienie mrocznej strony ludzkiej natury to podróż w otchłań, która dla większości pozostaje zamknięta na cztery spusty. Jednak są tacy, którzy z odwagą otwierają te wrota, by zmierzyć się z najgłębszymi lękami i psychologicznymi zawiłościami.
Michał Waleszczyński Lis, autor kontrowersyjnej książki „Bestialska historia świata” i twórca podcastu „Radio Kostnica”, zabiera czytelników w taką właśnie podróż, eksplorując obszary, które wykraczają poza granice normalnego pojmowania.
Jego praca, według relacji, nie ma na celu epatowania przemocą, lecz demaskowanie jej prawdziwego, odrażającego oblicza, bez lukrowania i fałszywej skromności.
To opowieść o tym, co ludzkość potrafi uczynić drugiemu człowiekowi, a także o mechanizmach, które stoją za tymi przerażającymi czynami.
Waleszczyński Lis twierdzi, że jego książka jest najmocniejszą polską pozycją typu true crime pod względem opisów brutalności.
Fascynacja cieniem: skąd bierze się pociąg do grozy?
Wielu zastanawia się, dlaczego historie o seryjnych mordercach, kartelach i niewyobrażalnym okrucieństwie cieszą się tak dużą popularnością.
Michał Waleszczyński Lis, powołując się na własne obserwacje, podkreśla, że to nie tyle „lubienie” zła, co głęboka fascynacja nim, która towarzyszy ludziom od wieków.
Przypomina o średniowiecznych egzekucjach, które bywały biletowane, a rzucanie kamieniami w dyby było rozrywką.
Według jego teorii, oglądanie seriali true crime czy słuchanie podcastów o zbrodniach pozwala doświadczyć swoistej adrenaliny, jednocześnie zachowując bezpieczeństwo obserwatora.
To jak podglądanie grozy przez „kratkę, szybkę lub drzwiczki”, które można w każdej chwili zamknąć.
Twierdzi, że taka ciekawość wynika z chęci zrozumienia istniejących zagrożeń i uświadomienia sobie, że życie pisze scenariusze dużo bardziej chore i okrutne niż fikcja.
Dla Waleszczyńskiego Lisa początkiem tej fascynacji było wczesne dzieciństwo i zobaczenie fragmentu filmu „Koszmar z ulicy Wiązów” przez szparę w drzwiach sypialni rodziców.
Ten moment, pełen przerażenia i niemożności oderwania wzroku, zapoczątkował jego podróż w świat horroru, metalowej muzyki, a w końcu true crime.
W okolicach studiów zaczął zgłębiać historie seryjnych morderców i „popieprzonych historii ze świata”, by finalnie, po czterdziestce, zdecydować się na tworzenie podcastów i pisanie książek o tej tematyce.
Od klatki Wotore do mroku meksykańskich karteli
Nim zagłębił się w tajniki zbrodni, Michał Waleszczyński Lis miał już pewne doświadczenia z twardym światem. W swojej młodości, dorastając w trudnej dzielnicy, musiał szybko nauczyć się samoobrony.
Jego umiejętności opierały się na „dobrym luju” i kondycji, a nie na profesjonalnym treningu, ale wystarczały do radzenia sobie z agresywnymi ludźmi.
Z perspektywy czasu odnotowuje zmianę w pracy bramkarza: dawniej „klaps” kończył incydent, dziś skutkuje wezwaniem policji, co, jak mówi, czyni tę pracę nie do pomyślenia w obecnych czasach.
Osoby wciągnięte w brutalny świat karteli meksykańskich to, według Waleszczyńskiego Lisa, często młodzi ludzie z rekrutowani z ubóstwa.
Przechodzą intensywne szkolenia i są poddawani działaniu substancji, które prowadzą do totalnej desensytyzacji i odhumanizowania przeciwnika.
Wspomina o łatwo dostępnych materiałach w internecie, gdzie nastolatkowie zakładają na twarz ściągniętą skórę i tańczą, oswajając się z przemocą.
Jedną z najbardziej wstrząsających historii w jego książce jest ta związana z filmem „Funky Town Gore”. Waleszczyński Lis opisuje go jako jeden z najokrutniejszych, szeroko dostępnych materiałów w internecie.
Film przedstawia torturowanie mężczyzny, któremu odcięto dłonie, zdarto praktycznie całą twarz, a płytkie rany zadawano nożami, aby przedłużyć cierpienie.
Podłączono go do kabli, by wpuszczać adrenalinę i utrzymać przy życiu. Smutnym momentem, który odcisnął się na nim najbardziej, jest próba zasłonięcia się przez ofiarę, choć ta nie miała już dłoni.
Przed egzekucją leciały utwory „Sweet Child O’ Mine” zespołu Guns N’ Roses, a następnie „Funky Town”.
„Ciężki film bardzo do oglądania… próbuje się w takim atawistycznym odruchu zasłonić, a nie ma dłoni już nawet. To aż mnie teraz ciarki przeszły.”
Nankin: gdy okrucieństwo przekracza granice zrozumienia
Choć historie karteli nie zawsze wywołują u niego silne emocje, ponieważ często dotyczą wewnętrznych porachunków, Waleszczyński Lis jasno podkreśla, że zbrodnie wojenne są dla niego kategorią budzącą największy sprzeciw i cierpienie.
Wśród nich wymienia masakrę w Nankinie jako wydarzenie, które „troszkę go złamało”. Opisuje wejście wojsk japońskich do ówczesnej stolicy Chin, Nankinu, w grudniu 1937 roku.
Po odmowie kapitulacji Japończycy postanowili wybić wszystkich mieszkańców. Kiedy „znudziło im się strzelanie w tył głowy”, dostali wolną rękę, co zaowocowało niewyobrażalnymi okrucieństwami.
W internecie dostępne są liczne zdjęcia z memoriałów, ukazujące noworodki wyrwane z łon matek, kobiety zgwałcone i zmasakrowane, trzymające wciąż swoje niemowlęta.
Waleszczyński Lis przywołuje szczególnie przerażający fakt: japońscy generałowie zorganizowali konkurs, kto w ciągu 12 godzin zetnie więcej głów.
Jeden z nich ściął 103, drugi 99. Zdjęcie z tego makabrycznego „zawodu” zostało opublikowane w japońskiej gazecie.
Co ciekawe, największym bohaterem Nankinu okazał się Detl Rabe, członek NSDAP, który zagroził Japończykom zgłoszeniem ich bestialstwa do Rzeszy, jeśli nie wyznaczy strefy bezpieczeństwa dla cywilów.
Uratował w ten sposób około 200 000 osób, a w Nankinie stoi jego pomnik, co jest paradoksem historii.
Triada McDonalda i geneza seryjnego mordercy
W poszukiwaniu przyczyn tak skrajnego zła, Waleszczyński Lis zwraca uwagę na psychikę sprawców.
Podkreśla, że choć traumatyczne dzieciństwo często jest wspólnym mianownikiem, nie każda osoba doświadczająca przemocy czy wychodząca z patologicznej rodziny staje się mordercą.
Twierdzi, że do bycia seryjnym mordercą czy kanibalem potrzebny jest „pierwiastek choroby psychicznej”. Wskazuje na tak zwaną Triadę McDonalda jako wczesne symptomy u dzieci, które mogą zwiastować poważne problemy w przyszłości. Obejmuje ona:
- fascynację ogniem,
- męczenie zwierząt,
- moczenie się w nocy.
Jeśli te trzy cechy występują jednocześnie, konieczna jest pilna interwencja, aby „zdusić to w zarodku”.
Według Waleszczyńskiego Lisa, wielu seryjnych morderców zaczyna od okrucieństwa wobec zwierząt, które z czasem staje się niewystarczające, a poszukiwanie coraz większej adrenaliny prowadzi do zbrodni na ludziach.
Przywołuje przykład BTK (Dennis Rader), który mordował przez około 25-30 lat, a wpadł w zaawansowanym wieku, ponieważ sam zaczął pisać do gazet, pragnąc uwagi i skoku adrenaliny.
Wśród historii, które szczególnie go poruszyły, wymienia kilka, które „zdołowały go lub wręcz zgniotły”:
- Albert Fish: morderca, który jako dziecko pokochał ból, a jako dorosły polował na małe dzieci, torturował je i zjadał.
- Richard Trenton Chase (Wampir z Sacramento): wierzył, że jego ciało się rozpada i potrzebuje krwi do przeżycia; pił krew z kobiet i dopuszczał się nekrofilii.
- Rosjanin Spicysiew: morderca, którego matka ćwiartowała i gotowała ciała. Zmusił dwie 12-letnie dziewczynki do poćwiartowania i zjedzenia swojej koleżanki.
Te historie, zdaniem Waleszczyńskiego Lisa, tylko potwierdzają, że rzeczywistość jest znacznie bardziej przerażająca niż jakakwiek fikcja.
Anatolij Moskwin: grobowe lalki i szaleństwo profesora
Największe piętno na autorze odcisnęła historia Rosjanina Anatolija Moskwina, uznawanego za profesora i niezwykle inteligentnego człowieka, specjalizującego się w nekropoliach.
Moskwin prowadził dokładną dokumentację cmentarzy, dawał wykłady, ale popadł w skrajne ubóstwo, śpiąc na grobach, by zaoszczędzić pieniądze.
Według jego relacji, pewnego dnia usłyszał wołanie zza grobu dziewczynki, która poprosiła go, by ją stamtąd zabrał.
To zapoczątkowało jego koszmarną działalność: zaczął wykopywać małe dziewczynki, wyciągać z nich wnętrzności, mumifikować je i układać jako lalki w swoim mieszkaniu. Niektórym montował pozytywki, organizował „herbaciaki” i tańczył z nimi.
Co najbardziej szokujące, w tym samym mieszkaniu przebywali jego bardzo starzy rodzice, którzy rzekomo nie zorientowali się w jego procederze.
Policja odkryła jego sekret po tym, jak w okolicy zaczęto odnotowywać liczne dewastacje grobów dziecięcych i skargi na dziwny zapach z mieszkania.
Wizja lokalna z jego mieszkania jest dostępna na YouTube i ukazuje „koszmarnie wyglądające” lalki, niektóre z guzikami zamiast oczu czy woskowymi maskami na twarzach.
Moskwin, który był prawiczkiem, twierdził, że zabierał dziewczynki, bo było im zimno w ziemi, a rodzice byli dla nich niedobrzy.
Chciał zapewnić im ciepło. Otrzymał wyrok jedynie za dewastację grobów, gdyż sąd nie zdołał udowodnić mu nekrofilii.
To historia, która w opinii Waleszczyńskiego Lisa, jest totalnym zejściem w ciemność ludzkiego umysłu, łączącą ekstremalną inteligencję z całkowitym szaleństwem.
Obraz zbrodni bez filtra: czy popkultura kłamie?
W swojej twórczości Michał Waleszczyński Lis ma jasny cel: zedrzeć maskę zbrodni i pokazać ją taką, jaka jest, bez romantyzowania i gloryfikowania sprawców. „Nie jestem w stanie tłumaczyć sobie zbrodni na dzieciach,” mówi.
Zamiast przedstawiać morderców jako „zagubionych chłopców”, opisuje ich jako „ścierwa”, które powinny zgnić w więzieniu.
Przytacza przykład Jeffreya Dahmera, którego nazywa „kanibalem i totalnym psycholem”, nie „romantycznym chłopcem, który zbłądził”.
Krytykuje również, jak popkultura często prezentuje seryjnych morderców jako przystojnych, inteligentnych „superbohaterów” pokroju Hannibala Lectera czy Dextera.
W rzeczywistości, jak podkreśla, są to często „bandziory, narkomani, ludzie pozbawieni jakiegokolwiek kręgosłupa moralnego”.
Waleszczyński Lis dąży do szczegółowego opisywania procesów zabijania i ćwiartowania, aby wzbudzić w czytelniku pogardę dla sprawców, a nie podziw czy współczucie.
W kontekście polskiego true crime, zauważa, że policja rzadko ujawnia mediom informacje o najbardziej brutalnych sprawach, prawdopodobnie, by nie siać paniki.
Mimo to, w Polsce odnotowywano przypadki nekrofilii, jak choćby Edmund Kolanowski, czy kanibalizmu, choć skala tych zbrodni nie dorównuje tej z USA, gdzie w „różowych latach 70.” mordercy mieli „nieograniczone pole do popisu” z powodu łatwiejszego dostępu do broni i braku skutecznego ścigania.
Jeśli chodzi o metody poszukiwania informacji, Waleszczyński Lis przyznaje, że początkowo zaglądał do Darknetu, czego teraz nie poleca.
Obecnie korzysta z aplikacji Telegram, gdzie „jak dobrze umiesz szukać, znajdziesz wszystko”, oraz z obszernych zasobów internetu: artykułów prasowych, wywiadów i przedruków, starając się wyławiać unikalne szczegóły.
Michał Waleszczyński Lis podkreśla, że mimo głębokiego zanurzenia w świat zbrodni, potrafi się odciąć od tych historii. Sport, gry wideo i czas spędzany z psem pomagają mu zachować równowagę i spokojnie sypiać.
Jego praca to ciągłe zmaganie się z najciemniejszymi aspektami ludzkiej natury, by zrozumieć i ujawnić to, co dla wielu pozostaje niewidoczne.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz