Współczesna medycyna, oparta na twardych dowodach, często zderza się z granicami ludzkiego poznania, pozostawiając niewygodne pytania bez odpowiedzi.
To właśnie te luki skłoniły do poszukiwań w dziedzinie, którą dziś nazywamy medycyną bioinformacyjną.
Andrzej Cieśla, doświadczony chirurg urazowy, przez lata ufał anatomii i wszystkiemu, co można zobaczyć i zmierzyć, lecz jak sam przyznaje, jego ścieżka zawodowa zaprowadziła go w rejony, gdzie podręczniki medycyny milkną.
Jego osobiste doświadczenia z pacjentami, operacjami, a także zjawiskami wykraczającymi poza racjonalne wytłumaczenia, doprowadziły do głębokiej rewizji poglądów.
„Dotykałem żywego człowieka w czasie, czy mogę otwierać brzuch, mogę otwierać czaszkę. Ja wiem, jak to wygląda.
I nie wszystko się zgadzało” – relacjonuje Andrzej Cieśla, podkreślając niezgodności między obserwowaną rzeczywistością a medycznym kanonem.
Anatomia czy iluzja? Chirurg w obliczu niewytłumaczalnego
Kanon medyczny, który obowiązywał przez dekady, opierał się na statycznej wizji ludzkiego ciała, bazując na starych informacjach, niczym na szkole anatomiczno-fizjologicznej z czasów Leonarda da Vinci.
Jednakże, jak zaznacza Cieśla, ta szkoła upadła w połowie XIX wieku, gdy pojawiły się pytania o to, dlaczego doskonale zbudowane ciało czasem nie funkcjonuje zgodnie z oczekiwaniami, przywołując przykład biblijnego Golema.
W swojej praktyce chirurgicznej, doktor Cieśla wielokrotnie napotykał zjawiska sprzeczne z podręcznikową wiedzą, które skłoniły go do głębszych refleksji.
Wspomina przypadki pacjentów, u których podczas operacji okazało się, że kluczowe narządy, takie jak wyrostek robaczkowy, były nieobecne w miejscu, gdzie powinny się znajdować, co całkowicie dezorientowało go jako chirurga.
Sam Cieśla stał się żywym przykładem na to, że ciało ludzkie nie zawsze działa zgodnie ze statystycznymi modelami, bowiem przez ponad 50 lat żył z kamieniami w przewodzie żółciowym, które nigdy nie dawały objawów, choć medycyna twierdziła, że powinny.
To osobiste doświadczenie ostatecznie przewróciło jego światopogląd, zmuszając do szukania wyjaśnień poza utartymi schematami.
Te liczne incydenty doprowadziły go do wniosku, że na człowieka należy patrzeć nie statycznie, ale dynamicznie, biorąc pod uwagę zmienną czasową i zadając pytania nie tylko o to, jak ciało działa, ale przede wszystkim – dlaczego nie działa.
W jego ocenie sekcja anatomiczna, choć daje wiedzę o budowie, nie jest w stanie wyjaśnić dynamiki życia i przyczyn chorób.
Medycyna bioinformacyjna: Od cząstek do pól energetycznych
Poszukiwanie odpowiedzi na te fundamentalne pytania zaprowadziło Andrzeja Cieślę do stworzenia koncepcji medycyny bioinformacyjnej, której jest prekursorem.
Jak tłumaczy, jest to podejście skupiające się na szeroko rozumianym zdrowiu, a nie wyłącznie na chorobach, polegające na zbieraniu dynamicznych danych z organizmu, a nie tylko statycznych informacji.
Jego rozszerzona definicja zdrowia, która znalazła się nawet w pewnej książce (choć nazwisko autorki umknęło w rozmowie), obejmuje stan dynamicznej równowagi między składowymi:
- stanem fizycznym,
- psychicznym,
- emocjonalnym,
- duchowym.
Cieśla podkreśla, że dopiero te cztery (lub pięć) dynamicznie przeplatających się składowych tworzą prawdziwy obraz zdrowia, traktując je jako dynamiczny obraz, podobny do fizycznych śladów po cząstkach.
Kluczowym elementem jego podejścia jest postrzeganie człowieka jako wielopoziomowego systemu, gdzie organy, układy i systemy muszą współgrać.
„Jeżeli nie mam tego w jednym elemencie, to szukamy w drugim, bo być może każdy z nich z osobna jest prawidłowy” – wyjaśnia, używając analogii do samochodu, który nie pali, bo
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz