Utrata bliskiej osoby to jedno z najbardziej dewastujących doświadczeń w życiu. W obliczu niewyobrażalnego bólu i rozpaczy, nasz świat często rozsypuje się na kawałki, a dotychczasowe przekonania tracą na znaczeniu. Co jednak, gdy w tym mroku zaczynają pojawiać się sygnały, które zdają się przeczyć racjonalnemu rozumowaniu? Dr Tara Swart, wybitna neuronaukowiec i psychiatra, doświadczyła tego osobiście.
Po nagłej śmierci ukochanego męża, Robina, na białaczkę, jej naukowy świat stanął na głowie. To, co początkowo wydawało się być jedynie przejawem desperacji, szybko przekształciło się w dogłębne badania, które mogą zrewolucjonizować nasze postrzeganie świadomości, śmierci i ludzkich możliwości.
Kiedy nauka spotyka stratę: osobista podróż neuronaukowca
W obliczu osobistej tragedii, dr Tara Swart znalazła się w miejscu, gdzie medycyna i nauka zdawały się nie mieć odpowiedzi. Śmierć męża, Robina, dwa dni przed ich czwartą rocznicą ślubu, pogrążyła ją w głębokiej rozpaczy. To wydarzenie wywróciło do góry nogami wszystko, w co wierzyła jako racjonalna neuronaukowiec i psychiatra. Była „całkowicie zagubiona i załamana”.
Wkrótce po stracie, dr Swart zaczęła dostrzegać znaki, które wydawały się być wiadomościami od Robina. Pierwszymi były rudziki, pojawiające się w niespotykanej liczbie za każdym razem, gdy podchodziła do okna, zarówno w Hampshire, jak i w Londynie. Początkowo tłumaczyła to sobie jako naturalne pragnienie widzenia czegoś, co kojarzyło się jej z mężem. Jednak znaki stawały się coraz bardziej konkretne.
Prawdziwym przełomem było doznanie, którego doświadczyła około sześciu tygodni po jego śmierci. Obudzona silnym uderzeniem w ramię, zobaczyła obok łóżka rozmytą, mglistą postać Robina, która stawała się coraz wyraźniejsza, po czym rozpuściła się od góry do dołu. To doświadczenie zrodziło pytanie: czy komunikacja z osobami zmarłymi jest możliwa? W desperacji szukała pomocy u kilku mediów, jednak ich podejście nie przekonało jej naukowego umysłu.
Zadała sobie wówczas pytanie: skoro jest neuronaukowcem i jej celem jest optymalizacja mózgu i poszerzanie świadomości, to czy nie powinna być w stanie samodzielnie nawiązać takiej komunikacji? To zapoczątkowało jej głęboką podróż badawczą, w której postanowiła zastosować rygor naukowy do eksploracji zjawisk tradycyjnie odrzucanych przez naukę.
Jak sama mówi, wierzy, że to, co odkryła, może mieć „naprawdę korzystny wpływ na wiele osób”, ponieważ oznacza, że „jesteśmy zdolni do znacznie więcej, niż nam się wydaje, że ludzki umysł jest w stanie osiągnąć”.
34 zmysły – furtka do niewidzialnych światów
W powszechnej świadomości funkcjonuje przekonanie o pięciu podstawowych zmysłach: wzroku, słuchu, węchu, smaku i dotyku. Niektórzy wspominają o szóstym zmyśle, kojarząc go często ze zjawiskami paranormalnymi. Dr Tara Swart, bazując na obszernym przeglądzie literatury naukowej, obala to uproszczone postrzeganie. Jej badania wskazują, że ludzie posiadają aż 34 zmysły.
Ta liczba obejmuje nie tylko te, które świadomie odbieramy, ale również te, które działają poza naszą świadomością, takie jak równowaga pH krwi, poziom tlenu i dwutlenku węgla, czy propriocepcja (zmysł położenia ciała w przestrzeni). Ta znacznie poszerzona perspektywa na ludzkie zmysły stanowi klucz do zrozumienia ukrytych zdolności umysłu.
Dr Swart twierdzi, że mózg w pewnym sensie filtruje ogromną ilość informacji, ograniczając nasze postrzeganie rzeczywistości, abyśmy mogli funkcjonować w fizycznym, materialnym świecie. Jeśli jednak nauczymy się wykorzystywać pełen zakres naszych zmysłów, możemy otworzyć się na zupełnie nowe wymiary percepcji i komunikacji.
Ta koncepcja, choć dla wielu racjonalistów może wydawać się oburzająca, z perspektywy dr Swart, stwarza naukową hipotezę, że jesteśmy zdolni do znacznie więcej, niż przypuszczamy.
„Uważam, że jesteśmy zdolni do znacznie więcej, niż nam się obecnie wydaje, że ludzki umysł jest w stanie osiągnąć. Wierzę, że mózg faktycznie filtruje możliwości umysłu, abyśmy mogli istnieć na tej materialnej płaszczyźnie. Rzeczy, które odkryłam, prowadząc badania dla mojej książki 'The Science', zaszokują Państwa. Zdolności, których nie jesteśmy świadomi, są znacznie większe, niż moglibyście sobie wyobrazić.” – dr Tara Swart
Żałoba jako psychoza? Trauma w ciele i proces somatyczny
Podczas swojej osobistej walki z żałobą, dr Swart, jako psychiatra, musiała zmierzyć się z pytaniem, czy sama nie popada w chorobę psychiczną. Doświadczała objawów, które w kontekście psychiatrycznym mogłyby być uznane za psychotyczne, takich jak „wszczepianie myśli” – odczuwanie myśli, które wiedziała, że nie są jej własne.
Wspomina o tym, jak w przeszłości była częścią zespołów, które zamykały ludzi i podawały im leki wbrew ich woli z powodu rzeczy, które mówili, a które nie były tak bardzo odmienne od jej własnych doświadczeń. To skłoniło ją do głębokiej refleksji nad naturą żałoby i jej wpływem na mózg. Dr Swart uważa, że żałoba, pod wieloma względami, przypomina psychozę. Zmienia poziomy neuroprzekaźników w mózgu, wpływa na sygnalizację elektryczną i chemiczną.
Dla osób, które przechodzą przez to bez odpowiednich zasobów i wiedzy, może to być niewyobrażalnie trudne i prowadzić do przekonania o utracie zdrowia psychicznego. Jednym z kluczowych odkryć w jej podróży było zrozumienie, że trauma może być magazynowana w ciele, a nie tylko w umyśle.
Często mówimy: „zabrakło mi słów”, „zaniemówiłem” – te frazy, zdaniem dr Swart, wskazują na fakt, że głęboko zakorzeniona trauma może być niedostępna dla terapii rozmownej, ponieważ obszar mózgu odpowiedzialny za mowę zostaje zablokowany przez traumatyczne doświadczenie. W takich przypadkach pomocna okazuje się praca somatyczna, czyli terapia skoncentrowana na ciele.
Może to być masaż, taniec, sztuka, terapia czaszkowo-krzyżowa, tai chi czy inne formy aktywności fizycznej. Pozwalają one na uwolnienie emocji i traumy, które nie mogą zostać wyrażone werbalnie. Dr Swart zauważyła również, jak jej ciało reagowało na wydarzenia związane ze śmiercią Robina.
Na przykład, w dniu, w którym zabrała go ze szpitala, by zmarł w domu (czego świadomie nie pamiętała), jej ciało zareagowało silnym bólem i głęboką depresją, trwającą tygodniami. Innym razem, w pierwszych tygodniach po śmierci męża, budziła się z silnymi dreszczami i zimnem, co zinterpretowała jako reakcję jej ciała na świadomość, że ciało Robina znajdowało się w chłodni.
Były to przypadki
, ale z czasem, po latach, mogła prosić o konkretne znaki i je otrzymywać.
Lucydność terminalna i doświadczenia bliskie śmierci (NDE)
W pogoni za naukowymi dowodami na istnienie świadomości poza ciałem, dr Swart zanurzyła się w badania nad lucydnością terminalną i doświadczeniami bliskimi śmierci (NDE). Obie te kategorie zjawisk stanowią poważne wyzwanie dla tradycyjnego, materialistycznego poglądu na umysł.
Lucydność terminalna to niezwykłe zjawisko, w którym osoby, często cierpiące na zaawansowaną demencję, takie jak choroba Alzheimera, tuż przed śmiercią odzyskują pełną jasność umysłu, pamięć i zdolność do komunikacji.
Dr Swart przywołuje przykład 82-letniej kobiety z chorobą Alzheimera, która przez lata była niewerbalna i nierozpoznająca bliskich, by na dzień przed śmiercią nagle usiąść w szpitalu, rozpoznać córkę po imieniu, wspominać przeszłość i podziękować rodzinie. Następnego dnia zmarła spokojnie we śnie. Naukowe wyjaśnienie tego zjawiska jest problematyczne, ponieważ mózg takich pacjentów jest zazwyczaj nieodwracalnie uszkodzony.
Jak mogłoby dojść do nagłego przywrócenia normalnego funkcjonowania? Z kolei doświadczenia bliskie śmierci (NDE) to relacje osób, które znalazły się na granicy życia i śmierci, a następnie powróciły do świadomości. Dr Swart szczególnie przekonały trzy historie opowiedziane przez innych lekarzy:
- Dr Mary Neal: ortopeda, która po 15-20 minutach pod wodą, po uznaniu za martwą, opisała podróż do innego wymiaru, spotkanie z istotą światła i polecenie powrotu do ciała, mimo że widziała swoje obrzmiałe ciało i bezskuteczne próby reanimacji.
- Dr Eben Alexander: neurochirurg i ateista, który po śpiączce wywołanej bakteryjnym zapaleniem opon mózgowych, ogłoszony klinicznie martwym, powrócił z wizją nieba i przekonaniem o istnieniu życzliwego Boga.
- Historia dr Bruce'a Greysona: profesor psychiatrii z Uniwersytetu Wirginii, badający NDE od 50 lat, opowiedział o pacjencie z OIOM-u, który podczas zatrzymania akcji serca zobaczył swoją pielęgniarkę (nieobecną na dyżurze) i przekazał jej rodzicom przeprosiny za „czerwonego MG”. Okazało się, że pielęgniarka zginęła w wypadku tym właśnie samochodem, o czym pacjent nie mógł wiedzieć.
Te historie, wsparte tysiącami udokumentowanych przypadków NDE, sugerują, że umysł i ciało mogą działać niezależnie od siebie. Jak to ujął profesor Alexander Batthyány, badacz lucydności terminalnej: „Może na granicy życia i śmierci widzimy coś, co jest prawdą przez cały czas, ale z jakiegoś powodu nie widzimy tego ani nie uznajemy, póki jesteśmy żywi i zdrowi”. Z punktu widzenia dr Swart, jedynym wytłumaczeniem tych zjawisk jest to, że umysł nie jest jedynie produktem materii fizycznej; myśli, emocje i psyche nie mogą być wyłącznie efektem funkcjonowania neuronów i synaps.
Umysł jak radio: świadomość jako podstawa wszechświata
Pytanie, gdzie mieszka dusza lub świadomość, jeśli nie w ciele, jest jednym z najstarszych w filozofii i duchowości. Dr Swart proponuje koncepcję, w której nasz umysł nie jest jedynie wytworem mózgu, lecz mózg działa jak radio, odbierające sygnały z zewnętrznej świadomości.
Niezależnie od tego, czy nazwiemy to uniwersalną świadomością, kolektywną świadomością, Bogiem czy kosmiczną zupą energetyczną, istota tkwi w przekonaniu, że energia nie znika, lecz nadal istnieje w jakiejś formie.
Podkreśla, że tej hipotezy, podobnie jak teorię, że czasoprzestrzeń nie jest podstawą działania wszechświata, lecz świadomość (jak sugeruje profesor Donald Hoffman), nie da się udowodnić, ale równie kategorycznie nie można jej zaprzeczyć. Ta otwartość na nieznane jest fundamentem naukowego podejścia. Dr Swart argumentuje, że naukowcy powinni kwestionować status quo i wierzyć, że istnieje więcej do odkrycia, niż to, co obecnie wiemy.
Koncepcja Carla Junga o nieświadomości zbiorowej, która zawiera wspólne doświadczenia ludzkości (narodziny, życie, śmierć), również wspiera ideę głębokich, uniwersalnych połączeń. Nasi przodkowie żyli w cyklu z naturą, rozumiejąc, że nic nie znika, a wszystko się odnawia. Zerwanie tej więzi z naturą, zdaniem dr Swart, jest jednym z powodów naszego obecnego nieszczęścia i poczucia zagubienia.
Sztuka dostrzegania: rozwijanie „mięśnia znaków”
Czy zdolność do odbierania znaków od zmarłych lub głębszego połączenia z rzeczywistością jest wrodzona, czy można ją rozwijać? Dr Swart z przekonaniem twierdzi, że to umiejętność, którą można kultywować, niczym „trening na siłowni” lub „nauka języka”. Wszystko zaczyna się od wiary. Wielu ludzi nie wierzy w takie zjawiska, a ci, którzy mają takie doświadczenia, często boją się o nich mówić z obawy przed wyśmianiem lub uznaniem za „szalonych”.
Dr Swart, jako naukowiec, rozumie potrzebę rygoru i dowodów, ale podkreśla, że jej osobiste doświadczenia zmusiły ją do myślenia w sposób, który wykracza poza obecne granice udowodnionej wiedzy. W swojej książce dr Swart przedstawia konkretne kroki, które mogą pomóc w otwarciu się na odbieranie i interpretowanie znaków:
- Neuroestetyka i sztuka: Dostrzeganie piękna w otoczeniu i angażowanie się w sztukę (tworzenie lub kontemplacja) zwiększa naszą „dostrzegalność nowości” (ang. novelty salience). To klucz do „rozluźnienia filtra” mózgu, który normalnie odrzuca informacje nieistotne dla przetrwania.
- Natura: Wiele znaków pochodzi z natury – motyle, rudziki, formacje chmur, spirale. Spędzanie czasu na łonie natury i uważne obserwowanie jej cykli może wzmocnić naszą zdolność do odbierania tych sygnałów.
- Społeczność: Otaczanie się ludźmi, którzy są otwarci na tego typu rozmowy i nie oceniają, jest niezwykle ważne. Wzajemne wsparcie i akceptacja tworzą bezpieczną przestrzeń do eksploracji tych delikatnych tematów.
W kontekście naukowym, dr Swart odwołuje się do modelu wspólnej podatności cech (ang. shared trait vulnerability) z dziedziny neuroestetyki, który łączy kreatywność z psychopatologią.
Osoby kreatywne często wykazują: hiperpołączenia w mózgu (większą aktywność między różnymi obszarami), dostrzeganie nowości (zauważanie rzeczy, które inni odfiltrowują) oraz osłabione hamowanie utajone (niższy poziom filtra mózgu, przepuszczający więcej informacji). Jeśli te cechy połączymy z wysokim IQ, dobrą pamięcią roboczą i elastycznością poznawczą, prowadzą one do geniuszu.
Jeśli natomiast występują z niskim IQ i problemami z pamięcią, mogą prowadzić do kryzysu psychologicznego. Dr Swart sugeruje, że żałoba, będąc stanem wysokiej wrażliwości, może stać się furtką do rozszerzonej świadomości, jeśli nauczymy się „rozluźniać filtr” i dostrzegać więcej.
Wzmocnienie intuicji: rola osi jelita-mózg
Intuicja, często określana mianem „przeczucia” lub „instynktu”, odgrywa kluczową rolę w odbieraniu i interpretowaniu znaków. Dr Swart podkreśla, że intuicja to dostęp do wewnętrznej mądrości, która nie jest wyłącznie produktem mózgu, ale jest przechowywana w całym ciele.
Co zaskakujące, neuronaukowiec wskazuje na silny związek między zdrowiem fizycznym, a zwłaszcza kondycją układu pokarmowego, a naszą zdolnością do odczuwania i interpretowania intuicji. Mówi o osi jelita-mózg jako trójstronnym systemie komunikacji między mózgiem, jelitami (neuronami jelitowymi) i mikrobiomem jelitowym (bilionami bakterii i grzybów).
Te mikroorganizmy mają ogromny wpływ na cały nasz organizm, łącząc się z układem odpornościowym, skórą, a także mózgiem. Zdaniem dr Swart, jelita stanowią najbardziej bezpośrednią drogę wpływu na nasz mózg. Możemy na nie oddziaływać poprzez dietę, ćwiczenia, suplementację, a nawet medytację, sztukę i muzykę, co z kolei wpływa na neuroprzekaźniki i komunikację między jelitami a mózgiem, głównie za pośrednictwem nerwu błędnego.
Celem jest redukcja stanów zapalnych w całym organizmie, szczególnie w mózgu, który jest bardzo wrażliwy na stres oksydacyjny. Współczesna dieta zachodnia prowadzi do dysbiozy jelitowej, co wywołuje kaskadę stanów zapalnych, które mogą przekraczać barierę krew-mózg, uszkadzając komórki nerwowe i wpływając na funkcje poznawcze, w tym pamięć (hipokamp).
Utrzymanie homeostazy, czyli dobrej równowagi w organizmie, poprzez odpowiednie odżywianie, nawodnienie, aktywność fizyczną i redukcję stresu, uwalnia zasoby energetyczne dla wyższych funkcji umysłowych. Otwiera to drogę nie tylko do rozwiązywania złożonych problemów czy elastycznego myślenia, ale także do dostępu do poziomów intuicji, o których istnieniu wcześniej nie wiedzieliśmy.
Podobnie jak trauma, tak i ukryta mądrość jest magazynowana w ciele. Dlatego też terapie fizyczne takie jak taniec, śpiew, bębnienie, mruczenie, śpiewanie mantr, masaż, joga czy po prostu ruch, mogą pomóc nam uzyskać dostęp do tej intuicji, która nie jest tylko cerebralna, ale również fizyczna.
Odosobnienia w ciemności: symulacja NDE dla poszerzenia świadomości
Ponieważ nie każdy może doświadczyć doświadczenia bliskiego śmierci, starożytne tradycje oferują alternatywne ścieżki do poszerzenia świadomości. Jedną z nich są odosobnienia w ciemności (ang. dark retreats), praktykowane od wieków w tybetańskim buddyzmie, a także w starożytnych cywilizacjach greckich i rzymskich.
Takie odosobnienie polega na spędzeniu od kilku dni do kilku tygodni w całkowitej ciemności i ciszy, praktykując medytację i techniki oddechowe. Mnisi tybetańscy praktykują je nawet przez 49 dni. Celem jest emulowanie doświadczeń bliskich śmierci, aby uzyskać dostęp do ich korzyści. W początkowych dniach uczestnicy dużo śpią z powodu zwiększonej produkcji melatoniny.
Po kilku dniach zaczynają dostrzegać pulsacje światła, iskry, a nawet wrażenie, że ściany pokoju delikatnie się rozjaśniają. Następnie mogą pojawiać się halucynacje, wizje zwierząt (realnych lub fantastycznych), a ostatecznie postaci boskich lub istot światła, podobnie jak w NDE.
Osoby wychodzące z takich odosobnień często doświadczają tych samych korzyści, co po NDE: wzmożonej radości życia, zmniejszonego strachu przed śmiercią, większej empatii, mniejszego lęku przed porażką i skłonności do podejmowania zdrowego ryzyka. Jest to forma zmienionego stanu świadomości, którą można osiągnąć również poprzez świadome oddychanie połączone (ang. conscious connected breathwork), oddychanie holotropowe (ang.
holotropic breathwork) lub stosowanie roślin psychodelicznych (np. psylocybiny). Dr Swart, jako neurofarmakolog, rozumie, że te stany są związane ze zmianami neurochemicznymi w mózgu, zwłaszcza z aktywnością receptorów serotoninowych (5HT2a) i hiperpołączeniami w korze wzrokowej.
Jednak widzi w nich coś więcej niż tylko chemiczne reakcje – są to błyskawiczne wglądy w to, co jest możliwe, wskazujące na istnienie „czegoś więcej w życiu niż to, co znamy”.
Cel i połączenie: powrót do starożytnej mądrości w cyfrowym świecie
Żyjąc w coraz bardziej indywidualistycznym i zatomizowanym społeczeństwie, wielu ludzi odczuwa kryzys sensu i celu. Dr Swart zauważa, że pomimo bezprecedensowego połączenia technologicznego, czujemy się bardziej samotni i oderwani niż kiedykolwiek. Ten stan rzeczy, który przewidziała jako „ogromny kryzys zdrowia psychicznego, ale który moglibyśmy wybrać jako rewolucję duchową”, wymaga powrotu do korzeni.
Mądrość przodków, którzy żyli w bliskim związku z naturą i wspólnotą, staje się kluczem. Oni rozumieli, że taniec, śpiew, opowiadanie historii, sztuka i ozdabianie się, choć dziś postrzegane jako luksusy, są fundamentalne dla ludzkiego dobrostanu i poczucia przynależności. Uwierzenie w coś transcendentnego, co wykracza poza nasze egoistyczne potrzeby, może przynieść ogromne korzyści dla zdrowia fizycznego, psychicznego i emocjonalnego.
Badania pokazują, że studenci, którzy uczą się o NDE, stają się bardziej współczujący, wdzięczni, mniej materialistyczni i życzliwsi dla innych. To zrozumienie „czegoś większego od nas” i „wzajemnego połączenia wszystkiego” jest głęboko uzdrawiające. Dla dr Swart, „prawdziwe połączenie” to coś głębokiego, nie transakcyjnego, opartego na znaczeniu i altruizmie. To połączenie z samym sobą, z innymi i ze światem lub czymś większym.
To poczucie przynależności, które współczesne społeczeństwo często nam odbiera. Dr Swart nie oferuje religijnej odpowiedzi, lecz duchową perspektywę, która może pomóc ludziom poczuć się „widzialnymi i słyszanymi” – coś, czego brakuje we współczesnym świecie.
Jej misją jest wykorzystanie swojej wiedzy i doświadczeń, aby dać głos tym, którzy zmagają się ze stratą i cierpieniem, pomagając im odnaleźć sens i nadzieję w świecie, który wydaje się być coraz bardziej zdezorientowany.
Nadzieja i otwarte pytania: piękno nieustannego odkrywania
Podróż dr Tary Swart, od zdruzgotanej wdowy po śmiałą badaczkę granic świadomości, jest świadectwem odporności ludzkiego ducha i nieograniczonego potencjału umysłu. Jej praca zachęca nas do zadawania trudnych pytań i kwestionowania przyjętych paradygmatów. Choć nauka nie dostarcza jeszcze wszystkich odpowiedzi na pytania o życie po śmierci czy pełny zakres ludzkich zmysłów, otwartość na te możliwości może być sama w sobie uzdrawiająca.
Wierzenie w coś transcendentnego, w coś większego niż my sami, może zmienić sposób, w jaki żyjemy, czyniąc nas bardziej współczującymi, wdzięcznymi i połączonymi. Nawet jeśli te przekonania nie zostaną w pełni udowodnione za naszego życia, samo dążenie do zrozumienia i doświadczania tej głębi wzbogaca naszą egzystencję.
Jak dr Swart podsumowuje: „Może to jest piękno wszystkiego, że nie jesteśmy na końcu wiedzy o wszystkim, co musimy wiedzieć, ale jest wiele naprawdę interesujących dużych znaków zapytania.” W tej niepewności i nieustannym poszukiwaniu prawdy, kryje się prawdziwa esencja ludzkiej duchowości i naukowego odkrywania.
Nie bójmy się „rozluźnić filtra” naszego umysłu, dostrzegać piękno w codzienności i szukać połączenia w świecie, który tak bardzo tego potrzebuje. W końcu, jak pokazują badania dr Swart, może to być najzdrowsza i najbardziej satysfakcjonująca ścieżka, jaką możemy wybrać.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz