Życie, niczym rwąca rzeka, czasem niesie nas spokojnie, innym razem rzuca na kamienie, zmuszając do zatrzymania i głębokiej refleksji. Nawet najsilniejsi, najbardziej aktywni twórcy bywają nagle zepchnięci na boczny tor przez zdarzenia losowe, które zmuszają do spojrzenia w głąb siebie.
Taka właśnie historia wydarzyła się Kazikowi Staszewskiemu, legendarnemu muzykowi, wokaliście i liderowi zespołu Kult, który po nieszczęśliwym wypadku doświadczył fizycznego bólu i niespodziewanego przystanku w gonitwie życia. Upadek, który zakończył się złamaniem czterech żeber i obecnością krwi w płucach, był bolesny i uciążliwy. Mimo to, artysta zagrał jeszcze dwa koncerty, działając na adrenalinie i silnych środkach przeciwbólowych.
Jednak organizm upomniał się o swoje, uniemożliwiając mu dalsze funkcjonowanie i prowadząc do szpitala. Pierwsze diagnozy okazały się mylne, ale tomografia komputerowa ujawniła pełną skalę obrażeń. Jak sam przyznaje, to doświadczenie, choć niezwykle nieprzyjemne, okazało się paradoksalnie potrzebne. Był to sygnał do zwolnienia, do zastanowienia się nad własnym tempem i priorytetami.
Niespodziewane przystanki na drodze życia: refleksje po upadku
Wypadek, który unieruchomił Kazika Staszewskiego, był dla niego przypomnieniem o kruchości życia i potrzebie refleksji. Podobne wydarzenie miało miejsce półtora roku wcześniej, kiedy to wylądował w tym samym szpitalu, w tym samym pokoju, z powodu ostrego zapalenia wyrostka. Oba te incydenty, choć dramatyczne, okazały się w istocie ratunkiem, zapobiegając poważniejszym konsekwencjom.
To właśnie w takich momentach, gdy ciało odmawia posłuszeństwa, a umysł zmuszony jest do spowolnienia, pojawia się przestrzeń na głębsze przemyślenia. Artysta, znany ze swojej intensywnej aktywności scenicznej, nagle znalazł się w sytuacji, w której musiał odłożyć plany i skupić się na powrocie do zdrowia. To był czas, który, choć trudny, przyniósł cenne wnioski.
Staszewski wyznaje, że był to impuls do „zatrzymania się i niegonienia za wszelką cenę, za pewnego rodzaju obowiązkiem jakim są zakontraktowane koncerty”. To pokazuje, jak często w pogoni za zawodowymi zobowiązaniami zapominamy o fundamentalnej potrzebie odpoczynku i uważności na sygnały wysyłane przez nasz organizm.
Dla człowieka, którego życie to nieustanna podróż między scenami, nagłe unieruchomienie staje się lekcją pokory i wdzięczności za każdy dzień sprawności.
Wiara, wiedza i kwadratura koła: poszukiwania duchowe
Kazik Staszewski od lat intryguje swoją postawą wobec duchowości, którą sam określa jako „najbardziej wierzącego ateistę”. To z pozoru sprzeczne połączenie oddaje złożoność jego wewnętrznych poszukiwań i unikalne podejście do kwestii wiary i istnienia siły wyższej. „Ktoś mnie kiedyś nazwał najbardziej wierzącym ateistą, jakiego on zna.
Ja, wiedząc, że Boga nie ma, często modlę się do nikogo konkretnego, tylko tak modlę się do jakiejś siły, która gdzieś tam podświadomie nie chce mi wyjść z głowy samym faktem tego, że ona jest” – wyznaje artysta. Ta postawa to swego rodzaju kwadratura koła, wynikająca z głębokiej potrzeby kontaktu z czymś większym, mimo braku racjonalnych dowodów na istnienie Boga.
Agnostycyzm Staszewskiego opiera się na wyraźnym oddzieleniu wiedzy od wiary – wiedza wymaga dowodów, wiara ich nie potrzebuje. Nie doświadczył on nigdy przekonującego dowodu na istnienie Boga, dlatego nie jest w stanie o nim *wiedzieć*, lecz jednocześnie odczuwa obecność nieokreślonej siły. Jego duchowe rozterki zostały pogłębione przez osobiste tragedie, zwłaszcza przez chorobę i cierpienie bliskich.
Choroba babci Ani, która mimo modlitw zachorowała na to samo, co jej matka, stała się jednym z motywów odejścia od tradycyjnego rozumienia Boga. Staszewski stawia pytanie o sens takiego cierpienia, podważając koncepcję Boga, który miałby złośliwie doświadczać swoich wyznawców.
To poszukiwanie sensu poza dogmatami, otwartość na niewiedzę i jednocześnie głębokie odczucie istnienia czegoś transcendentnego, są charakterystyczne dla wielu osób poszukujących swojej ścieżki duchowej w dzisiejszych czasach. Zamiast szukać gotowych odpowiedzi, Kazik Staszewski eksploruje przestrzeń między wiarą a racjonalizmem, co czyni jego świadectwo tak autentycznym i inspirującym.
Cień przeszłości i siła wybaczenia: relacje z ojcem i matką
Jednym z najbardziej poruszających wątków w życiu Kazika Staszewskiego jest jego relacja z rodzicami, naznaczona traumą wojenną i głębokimi, choć skomplikowanymi, uczuciami. Historia jego ojca, architekta, który w wieku 19 lat trafił do obozu koncentracyjnego, rzuca cień na dzieciństwo artysty, ale także tłumaczy wiele z ojcowskich decyzji.
„Tata nie chciał, żebym się urodził… przez co przez wiele lat go bardzo potępiałem, ale w końcu zrozumiałem, że on widział takie rzeczy. On wylądował w wieku '44 roku, czyli miał 19 lat, jak wylądował w obozie koncentracyjnym” – opowiada Staszewski, podkreślając wagę tej bolesnej prawdy. Ojciec, który przeżył piekło obozu, widział w narodzinach syna wystawianie kolejnego życia na okrutny świat, którego sam doświadczył.
To zrozumienie motywów ojca, ujawnione po latach dzięki listom do brata, pozwoliło Kazikowi na wybaczenie i spojrzenie na przeszłość z innej perspektywy. Matka natomiast, pragnęła dziecka i ukrywała ciążę do siódmego miesiąca, nie dając ojcu szansy na podjęcie decyzji o aborcji. To wydarzenie, ujęte w poetyckich słowach, stało się tematem jednego z utworów artysty. Relacja z matką była znacznie bliższa i głębsza.
Matka, która odeszła w wieku 93 lat, była osobą niezwykle aktywną i niezależną, pracującą jeszcze jako 91-latka. Kazik Staszewski z miłością i szacunkiem opowiada o jej sile, niezależności i niechęci do bycia ciężarem dla innych. To od niej, jak sam przyznaje, odziedziczył wiele cech, w tym tę niezłomność i potrzebę samodzielności.
Jej śmierć była dla niego potężnym ciosem, choć odczuł ulgę, widząc, że nie musi już cierpieć i być zależna od innych. Wspomnienia o rodzicach i ocalone artefakty, takie jak zeszyty z rysunkami ojca, ukazujące jego archetyp miłości do matki, czy kaseta z nagraniem z jego dzieciństwa, są dla artysty cennymi pamiątkami. Pozwalają mu one na pielęgnowanie pamięci i zrozumienie korzeni swojej tożsamości.
Miłość w obliczu czasu: od punkowej sceny do domowego ogniska
Opowieść o życiu Kazika Staszewskiego nie byłaby kompletna bez wątku jego długoletniego małżeństwa z Anną. Para jest ze sobą od ponad 40 lat, co w świecie show-biznesu jest rzadkością. Ich historia to przykład ewoluującej miłości, która przeszła przez wiele etapów, od punkowych początków po spokojne życie na wsi. Anna, była wokalistka punkowego zespołu Bikini, poznała Kazika w Toruniu.
Jak sama twierdzi, to ona go wybrała, co nie dziwi, biorąc pod uwagę nieśmiałość artysty w młodości. Ich związek, mimo upływu lat i naturalnych wyzwań, pozostaje filarem życia Staszewskiego. „Nie wyobrażam sobie życia bez Ani” – mówi z czułością, co w prostych słowach oddaje głębię ich więzi. Ta deklaracja to więcej niż przywiązanie – to świadectwo miłości, która z wiekiem zmienia swoje oblicze, stając się jeszcze bardziej fundamentalna.
Wspólne życie to także kompromisy i różne wizje przyszłości. Anna zdecydowała się na życie na wsi pod Warszawą, podczas gdy Kazik skłaniał się ku spędzaniu zimy na Teneryfie. Koncepcja żony zwyciężyła, co dowodzi wzajemnego szacunku i umiejętności ustępstw. Mimo to, artysta nadal ceni sobie samotne wyjazdy na Teneryfę, które służą mu jako czas na refleksję i intensywną pracę twórczą.
To pokazuje, że nawet w bliskim związku, ważne jest zachowanie przestrzeni dla indywidualnych potrzeb. Ich miłość inspirowała Kazika do tworzenia. Kilka piosenek zadedykował żonie, co jest dowodem na to, że nawet po tak wielu latach uczucie nadal jest źródłem artystycznej ekspresji. To przykład, jak długotrwały związek może być życiodajną siłą, dającą oparcie i inspirację w każdej fazie życia.
Didi – portret przyjaciela: o braterskiej więzi i życiowych zakrętach
W życiu każdego człowieka zdarzają się relacje, które wykraczają poza typowe kategorie, stając się źródłem niezwykłego wsparcia i zrozumienia. Dla Kazika Staszewskiego taką osobą był Didi – przyjaciel, powiernik, a zarazem ktoś, kto w różnych momentach pełnił rolę zarówno syna, jak i ojca. Ich znajomość rozpoczęła się w radiu, gdzie Didi, ze swoją charakterystyczną wadą wymowy, zadzwonił do audycji na żywo.
Potem spotkali się podczas podpisywania płyt, a ich więź rozwijała się pomimo 20 lat różnicy wieku. Didi, choć lubił prezentować się jako osoba mało inteligentna, był niezwykle bystry i miał wyjątkową umiejętność oceniania ludzi, co dla nieśmiałego Kazika było nieocenionym wsparciem. „Był w pewnym momencie dla mnie dużym autorytetem, jeśli chodzi o ludzi, co do których intencji ja się wahałem” – wspomina artysta.
Historia Didiego to także opowieść o życiowych zakrętach. Po niepowodzeniach w biznesie w Polsce wyjechał, szukając szczęścia w Austrii, a następnie na Teneryfie. Tam, dzięki pomocy Kazika i jego żony Anny, odnalazł się w branży budowlanej, stając się wziętym specjalistą. Sukces ten był okupiony jednak powracającym problemem z alkoholem, który ostatecznie go pokonał.
„Niestety ten alkohol go dogonił tam w końcu, bo on miał taki system w ogóle, że pracuje, a potem ma bardzo długie przerwy... żeby odreagować, żeby ruszyć do następnego zlecenia. No i któregoś z tych momentów odreagowania nie przeżył” – opowiada Staszewski. Śmierć Didiego w okresie pandemii była dla Kazika ogromnym ciosem, potwierdzając trudność życia bez bliskiej osoby.
Mimo że artysta nie wierzy w życie po śmierci, Didi, podobnie jak jego matka i babcia, pojawia się w jego snach. Te sny są dla niego swego rodzaju spotkaniem z tymi, których już nie ma, dając ukojenie i poczucie, że więź, choć inna, nadal trwa.
Buntownik z wyboru: sztuka, polityka i artystyczna wolność
Kazik Staszewski to postać synonimiczna z buntem, niezależnością i odwagą w wyrażaniu poglądów. Od początku swojej kariery, zarówno z zespołem Kult, jak i w projektach solowych, nie bał się poruszać trudnych tematów, krytykować władzy i społeczeństwa. W czasach komunistycznych zetknął się z cenzurą, ale zawsze konsekwentnie odmawiał jakichkolwiek ustępstw. Zmiana nawet jednego słowa w tekście była dla niego naruszeniem artystycznej integralności.
„Nie wolno się godzić. To znaczy, jeżeli przynosiłem jakiś tekst i oni chcieli ingerencję jakąś tam zrobić, to ten tekst odpadał po prostu” – wspomina. To świadczy o jego niezłomnym etosie twórcy, który ceni sobie autentyczność ponad wszystko. Paradoksalnie, liberalizacja cenzury w późniejszych latach pozwoliła na publikację utworów wcześniej zakazanych, jak słynna „Wolność”. Dziś, w wolnej Polsce, wyzwania są inne.
Artysta przyznaje, że „teraz trudniej chyba nawet jest teraz, no bo wtedy generalnie dostawałeś jakby urzędowe polecenie, że można albo nie można i koniec. A tutaj stosujesz autocenzurę?”. To pytanie o autocenzurę w erze powszechnej krytyki i internetowego hejtu. Staszewski przyznaje, że czasem waha się przed użyciem zbyt mocnych słów, obawiając się skrzywdzenia osób niezwiązanych z jego krytyką polityczną.
Jego piosenki, takie jak te krytykujące polityków, wywoływały i nadal wywołują burzliwe reakcje. Artysta od lat stoi na stanowisku, że partyjne spory między PiS a PO są „złem, które oplotło ten kraj”, przedkładając interes partyjny nad państwowy. Wierzy, że jedynym ratunkiem jest „ktoś trzeci, ktoś spoza tego układu”.
To odważna i jednoznaczna deklaracja, która, jak sam przewiduje, może mu narobić kłopotów, ale jest spójna z jego postawą niezależnego obserwatora i krytyka. Paradoksem jest fakt, że choć unika angażowania się w spory polityczne w mediach, to jego twórczość jest ich odzwierciedleniem. Jest obserwatorem, który nie boi się nazwać rzeczy po imieniu, nawet jeśli oznacza to narażenie się na falę nienawiści w internecie.
Jego postawa jest świadectwem, że prawdziwa wolność artystyczna polega na możliwości wypowiadania się bez obawy o konsekwencje, nawet jeśli ta wolność jest coraz bardziej testowana.
Od warszawskiego blokersa do gassowianina: poszukiwanie własnego miejsca
Poczucie przynależności i poszukiwanie swojego miejsca na ziemi to temat bliski każdemu człowiekowi. Dla Kazika Staszewskiego tożsamość ta ewoluowała wraz z wiekiem i doświadczeniami. Całe życie mieszkał w blokach w Warszawie, z którą jest emocjonalnie związany i której nigdy nie przestanie być „warszawiakiem”. Mimo to, jego obecne życie to przeprowadzka na wieś, do Gasów, i nowe wyzwania z tym związane.
Decyzja o budowie domu w Gasach była głównie inicjatywą żony Anny, która pragnęła życia bliżej natury. Artysta początkowo sceptyczny wobec pomysłu mieszkania na wsi, stopniowo adaptuje się do nowej rzeczywistości.
Jednak jak sam przyznaje, jego wydawca, Sławek Pietrzak, trafnie zdiagnozował, że Kazik „nie wie czego chce”, pragnąc jednocześnie „zjeść ciastko i mieć ciastko” – czyli być zakorzenionym w Warszawie, ale czerpać korzyści z życia na wsi czy na Teneryfie.
Zmiana miejsca zamieszkania pociągnęła za sobą nawet zmianę płacenia podatków na Konstancin, aby być „lokalnym patriotą” i wspierać gminę, która paradoksalnie, mimo zamożnych mieszkańców, ma skromne dochody z podatków. To gest świadczący o jego zaangażowaniu i przemyślanym podejściu do kwestii obywatelskich.
W internecie ogłosił nawet, że przestał być warszawiakiem, stając się gassowianinem, choć natychmiast koryguje to stwierdzenie, rozróżniając „warszawianina” (mieszkańca) od „warszawiaka” (osoby z korzeniami). Polska, a zwłaszcza Warszawa, to dla niego „matka i żona”. To tutaj, w swoim „gnieździe”, odczuwa najsilniej to, co się dzieje, zarówno te dobre, jak i złe strony.
Kontakty z urzędami w Polsce, choćby przy budowie domu, okazały się zaskakująco pozytywne, zwłaszcza w porównaniu z mentalnością kanaryjskich urzędników, której „najgorszemu wrogowi nie życzę”. Znajomość artysty z pewnością ułatwia niektóre kwestie, ale i tak z zadowoleniem zauważa postęp w polskiej administracji. Teneryfa, z kolei, jest dla niego „kochanką”, miejscem ucieczki, gdzie można „poszaleć”, ale nigdy nie zastąpi ona Polski.
Ta metafora doskonale oddaje złożoność jego tożsamości: z jednej strony głębokie zakorzenienie w ojczyźnie, z drugiej – potrzeba oddechu i wolności, jaką daje zagraniczny wyjazd. To poszukiwanie równowagi między różnymi aspektami życia i identyfikacji definiuje jego dojrzałość.
Twórcza samotność i proces pisania: z notesem na Teneryfie
Twórczość Kazika Staszewskiego jest nierozłącznie związana z jego życiem, doświadczeniami i wewnętrznymi poszukiwaniami. Jego proces pisania tekstów to fascynująca podróż, często wymagająca samotności i izolacji od codziennych spraw. Wyjazdy na Teneryfę, gdzie może się odciąć od zgiełku, stały się dla niego kluczowe w procesie tworzenia.
Wspomina, jak podczas jednego z takich wyjazdów, kiedy musiał dokończyć teksty na płytę z Proforą, zanurzył się w głębokim procesie twórczym. Jego dzień zaczynał się od rytuału pływania w oceanie, po czym wracał do domu i bez mycia czy jedzenia siadał do pracy. „Póki nie miałem dwóch tekstów... nie mówię, że gotowych takich, ale których wiedziałem, że już z nich będzie coś… dopiero jadłem śniadanie” – opowiada.
Czasami śniadanie jadł o dwudziestej, innym razem już o dwunastej. To świadczy o niezwykłej dyscyplinie i zaangażowaniu w sztukę. Pisanie tekstów ręcznie, długopisem, jest dla niego ważnym etapem, który pozwala na głębsze połączenie z materią słowa. Samotność na wyspie, wolność od myślenia o innych rzeczach, uwolniły w nim pokłady kreatywności, co zaowocowało jednymi z najlepszych tekstów w jego karierze.
To potwierdzenie, że autentyczna twórczość często wymaga przestrzeni, ciszy i odwagi do konfrontacji z własnymi myślami. Kazik Staszewski podkreśla również różnicę między prozą a poezją. Felietony i książki, w których opisuje swoje życie i otoczenie, są bardziej konkretne i oferują głębsze poznanie jego osoby. Natomiast w poezji, w tekstach piosenek, ma „duży margines swobody”, może „pofrunąć w zupełnie różne rejony”.
Oba te sposoby ekspresji są dla niego ważne i stanowią komplementarne części jego artystycznej tożsamości. Jego twórczość jest lustrem, w którym odbijają się jego życiowe doświadczenia, traumy, miłości i rozterki. To nie tylko muzyka, ale przede wszystkim komentarz do rzeczywistości, zapis osobistej podróży przez dekady polskiej historii i przemian społecznych.
W końcu, jak sam mówi, w wieku 61 lat przyszedł czas, aby „wyrzucić pewne rzeczy z siebie”.
Zakończenie: Poszukiwanie równowagi i autentyczności
Kazik Staszewski, po dekadach na scenie, wciąż pozostaje artystą poszukującym, zadającym pytania i nie bojącym się konfrontacji – zarówno ze światem zewnętrznym, jak i z własnym wnętrzem. Jego opowieść to świadectwo człowieka, który mimo sławy i intensywnego życia, nieustannie dąży do autentyczności i prawdy.
Od osobistych traum z dzieciństwa, przez zmagania z cenzurą i pokusami, po dojrzałe refleksje o miłości, przyjaźni i duchowości – każdy etap jego życia staje się paliwem dla twórczości i lekcją dla samego siebie. Uczy nas, że życie to ciągłe przystanki i nowe początki, a prawdziwa siła tkwi w umiejętności adaptacji, wybaczenia i pielęgnowania głębokich relacji.
Kazik Staszewski jest żywym dowodem na to, że prawdziwa artystyczna wolność idzie w parze z osobistą integralnością. Jego droga, choć pełna wyzwań, jest inspiracją do poszukiwania własnej prawdy i odwagi w jej wyrażaniu. W jego słowach odnajdujemy przypomnienie, że choć życie bywa ciężkie i pełne sprzeczności, zawsze warto dążyć do równowagi, autentyczności i miłości, która ewoluuje, ale nigdy nie gaśnie.
Niech ta historia będzie zachętą do własnych refleksji nad pędzącym światem, nad wartością zatrzymania się, nad siłą wybaczenia i nad tym, co naprawdę istotne w obliczu przemijania. W końcu, każdy z nas, na swój sposób, jest „wierzącym ateistą” poszukującym tej „siły”, która nie chce wyjść z głowy.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz