Wszystko działo się tak szybko, a jednocześnie czas zdawał się gęstnieć, zwalniać, jak syrop. Miałam zaledwie osiem lat, kiedy rodzice zabrali mnie, mojego siedmioletniego brata i pięcioletnią siostrę na piknik. Szukaliśmy idealnego miejsca, a znaleźliśmy tylko parking – taki zwyczajny, podzielony kępą drzew, otoczony domami. Zjedliśmy kanapki w samochodzie, a potem, spragnieni ruchu, wypadliśmy na zewnątrz. Rodzice zostali, pogrążeni w rozmowie.
My, dzieciaki, pognaliśmy w stronę ogromnej hałdy żwiru, której widok obiecywał tyle radości. Śmiech i piski niosły się w powietrzu, ale nagle coś mnie zatrzymało.
Granica Niewidzialna
To nie był strach. To było raczej jak niewidzialna dłoń, która położyła się na moim ramieniu, a może wewnętrzny głos, który kazał mi stanąć w miejscu. Moi brat i siostra biegli dalej, ich sylwetki stawały się coraz mniejsze na tle szarego żwiru. Ja stałam, sparaliżowana dziwnym, niepojętym uczuciem. Wokół mnie zaczęłam odczuwać obecność. Nie widziałam ich, ale wiedziałam, że tam są. Trzy istoty.
Nie miały kształtu, zapachu, nie wydawały dźwięku, a jednak ich obecność była namacalna, otulała mnie jak niewidzialna mgła, gęsta i chłodna. I wtedy usłyszałam, a może raczej poczułam w głowie, wyraźny, choć bezsłowny komunikat: Nie idź tam. Zostań, gdzie jesteś. Byłam zdezorientowana, przerażona czymś, czego nie rozumiałam, ale jednocześnie wiedziałam, że te istoty są dla mnie dobre. Nie bałam się ich, tylko sytuacji.
Mój brat i siostra byli już na szczycie żwirowego wzniesienia, ich śmiech niósł się w powietrzu, zapraszając mnie do zabawy. Czułam ogromną potrzebę dołączenia do nich. Cóż złego mogłoby się stać? Zignorowałam więc ten telepatyczny szept i zrobiłam kilka kroków. Wtedy uderzyłam. To było jak niewidzialny mur, twardy jak granit, ale przezroczysty jak powietrze. Nie mogłam przez niego przejść.
Wyciągnęłam rękę, poczułam opór, niewidzialną barierę, która uniemożliwiała mi ruch naprzód. Lęk zaczął ściskać mi gardło. Dlaczego? Dlaczego ja jestem tu uwięziona, kiedy oni się bawią? Krążyłam wewnątrz tego niewidzialnego sześcianu, robiąc zaledwie dwa, trzy kroki w każdą stronę. Mój brat i siostra wołali znowu, ich głosy pełne radości. Co im powiem? Że zamknęły mnie niewidzialne istoty w niewidzialnym pudle?
Uznaliby mnie za dziwaczkę. Zamiast tego udawałam, że nagle zainteresowały mnie kamyki na ziemi. Schylałam się, podnosiłam je, studiowałam z udawaną uwagą, a serce biło mi jak szalone. Słuchałam ich śmiechu, ich krzyków, a w środku rosła we mnie narastająca, dławiąca niepewność. Czułam, że coś się zbliża. Coś niedobrego. Istoty nadal krążyły wokół mnie, ich niewidzialna obecność zdawała się zagęszczać powietrze.
„To było jak niewidzialny mur, twardy jak granit, ale przezroczysty jak powietrze. Nie mogłam przez niego przejść. Lęk zaczął ściskać mi gardło.”
Prorocza Jasność
Wszystko wydarzyło się w jednej chwili, z nagłą, brutalną jasnością. Nagle zdałam sobie sprawę, że cały czas słyszałam szczekanie psa. I w tym samym momencie wiedziałam. To nie było przypuszczenie, nie była myśl.
To była czysta, niepodważalna wiedza, która zalała mnie jak zimna fala, przechodząc przez każdą komórkę mojego ciała: Ten pies skrzywdzi mojego brata i siostrę. W tym samym momencie niewidzialna ściana, która mnie więziła, po prostu zniknęła. Rozpłynęła się w powietrzu, jakby nigdy jej nie było. Ruszyłam. Biegłam, ile sił w ośmioletnich nogach, krzycząc z całych płuc:
„Uciekajcie! Uciekajcie! Pies was zaatakuje!”
Dokładnie wtedy, gdy te słowa wydostały się z moich ust, pies, który był uwiązany na pobliskim podwórku, zerwał się z łańcucha. Zrobił to, co wiedziałam, że zrobi. Ruszył prosto na moje rodzeństwo. Moja siostra próbowała uciekać, ale był za szybki. Skoczył na nią, przewrócił na ziemię i ugryzł w plecy. Mój brat rzucił się na psa, okładał go pięściami, by spędzić go z siostry. Chaos. Krzyk. Strach. Dopadliśmy do siebie, a potem jak szaleni pomknęli do samochodu rodziców. Ojciec, usłyszawszy nasze krzyki, wyskoczył z auta i odgonił bestię.
Długi Cień Pytania
Moja siostra potrzebowała kilku szwów. Była dzielna, szybko się pozbierała i, co najważniejsze, nie została z nią żadna trwała trauma. Nawet nie boi się psów. Ja? Ja potrzebowałam niemal sześćdziesięciu lat, by otrząsnąć się z tego doświadczenia. Nie mówiłam nikomu o tym, co przeżyłam. Nie chciałam, żeby myśleli, że jestem dziwaczna. Ale jako dziecko z pewną wrażliwością duchową, od razu zaczęłam zadawać pytania.
Dlaczego ja zostałam ocalona od krzywdy, a moja siostra nie? Przecież to ja byłam dzieciakiem, który wiecznie pakował się w kłopoty. Ona była najsłodszą istotą na świecie. Byłam starszą siostrą. To ja powinnam była zostać ugryziona, nie ona. Przez lata towarzyszyło mi potworne poczucie winy ocalałego. Nie potrafiłam pogodzić tego z Bogiem, którego, jak mi się wydawało, znałam. To nie było przypadkowe zdarzenie.
Bóg, w moich oczach, w jawny sposób interweniował w ziemskie sprawy, by ocalić jedno dziecko, a drugie pozostawić na pastwę losu. Albo to doświadczenie nigdy się nie wydarzyło, albo Bóg nie był Bogiem, którego znałam. Zdecydowałam się na pierwszą opcję. Analizowałam to wydarzenie pod każdym możliwym kątem. Rozmawiałam z terapeutami, czytałam książki psychologiczne.
Chciałam wierzyć, że to wszystko nie wydarzyło się tak, jak pamiętałam; że trauma zniekształciła moje wspomnienia, albo poczucie winy sprawiło, że „przepisałam” je tak, by były bardziej znośne, albo że przeżyłam jakieś załamanie nerwowe. Ale żadna z tych teorii nie pasowała, ponieważ mój brat i siostra pamiętali to wydarzenie dokładnie tak, jak ja. Nie było żadnego logicznego powodu, dla którego nie weszłabym na tę hałdę żwiru razem z nimi.
Więc problem musiał tkwić w Bogu.
Blask Zrozumienia
Rozpoczęłam trwającą całe życie podróż, by zrozumieć teologię stojącą za Bogiem, dobrem i złem, wolną wolą. Czytałam, studiowałam. Poszłam nawet do seminarium. Rozmawiałam z teologami, kierownikami duchowymi i księżmi. Żadna odpowiedź mnie nie satysfakcjonowała. Aż wreszcie, kilka dni temu, trafiłam na tę stronę internetową i zaczęłam czytać o Doświadczeniach Bliskich Śmierci.
Ludzie opisywali, jak „umierali” i wracali do życia, ponieważ „nie był jeszcze ich czas”. Wtedy to do mnie dotarło. Bóg nie uratował mnie przed zranieniem; On uratował mnie przed śmiercią. Zostałam ocalona od śmierci. Moja siostra odniosła ugryzienie psa, które wymagało kilku szwów. Nie miała żadnej trwałej traumy. Nawet nie boi się psów! Ale wierzę, że gdybym to była ja, w jakiś sposób bym umarła, a nie był jeszcze mój czas.
To było takie proste. Zrozumienie tego zajęło mi niemal sześćdziesiąt lat, ale to wszystko jest częścią tej podróży, a po drodze nauczyłam się tak wiele. Dziękuję wam, że stworzyliście miejsce, gdzie ludzie mogą dzielić się swoimi doświadczeniami. Ten niewidzialny mur, tamtego dnia na parkingu, był granicą między życiem a czymś więcej, a ja, jako ośmiolatka, zostałam poproszona, by na niej pozostać.
Dziś wiem, że to był akt miłości, który ukształtował całe moje życie i moją wiarę w to, że ziemia i niebo nieustannie się przenikają.
Komentarze
Brak komentarzy. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz